Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka makramy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą nauka makramy. Pokaż wszystkie posty

środa, lipca 20, 2016

Podsumowanie Bizancjum

Podsumowanie Bizancjum
Od razu widać, że ten splot bardzo się Wam spodobał. I jakoś wcale mnie to nie dziwi. Wszak to najbardziej biżuteryjny ze wszystkich splotów. W ramach 7 lekcji powstało wiele pięknych prac. Oto one w obowiązkowym kolażu:


Żabka łyknęła 13 linków, ale prac jest trochę więcej, bo Joasia pokazała aż trzy pary kolczyków, natomiast Ania trochę się spóźniła ze swoim drugim kompletem i musiałam dorzucić go po czasie.
Przybyła nam też nowa uczestniczka - Dagmara, która od razu za jednym zamachem odrobiła dwie lekcje łącząc byzantine z mobiuskiem ;). Jeśli chodzi o łączenie, to rekord pobiła Joasia, która w jednych małych kolczykach zmieściła aż trzy różne sploty (byzantine+mobius+box). Brawo!
Chciałam też zwrócić uwagę na pomysł Ali, która zrobiła splot z bardzo dużych ogniwek, ale dała je wszystkie podwójnie, dzięki czemu się on nie rozsypuje.
Reszta to klasyka, zresztą co ja będę gadać. Wszystko widać na kolażu jak na dłoni.

Natomiast mam do Was sprawę, a właściwie pytanie z trochę innej beczki. Powolutku kończymy pulę splotów dla początkujących. Właściwie to został nam jeszcze tylko jeden. Moje pytanie brzmi: Co dalej? Nie, nie zamierzam kończyć, tylko nie jestem pewna, w którym kierunku pójść teraz. Możemy lecieć po kolei następne sploty, coraz trudniejsze i bardziej wymagające (również materiałowo), albo najpierw utrwalić sobie to, co udało się nam do tej pory nauczyć stawiając na różne kombinacje, czy nietypowe formy bazujące na przerabianych wcześniej splotach. Bardzo proszę zastanówcie się nad tym i zostawcie mi odpowiedź w komentarzach do tego posta. Macie dużo czasu, bo aż do końca sierpnia.

I jeszcze jedno. Wymyśliłam sobie, żeby stworzyć w G+ społeczność chainmaillową. Nie ma czegoś takiego w polskich kręgach, a przecież jest nas coraz więcej. Co Wy na to? Udzielacie się na G+? Wydaje mi się, że trochę tak. Przynajmniej prace zrobione już po zakończeniu poszczególnych lekcji mogłyby się spotkać w jednym miejscu. Jeśli mielibyście ochotę w tym uczestniczyć to dajcie mi znać, bo bez Waszego udziału nie miałoby to większego sensu.

I to by było na tyle, jak mawiał profesor mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski.
Czekam na Wasze opinie.

piątek, czerwca 03, 2016

Sentymentalna podróż w czasie

Sentymentalna podróż w czasie
Dzisiaj będzie makramowo i sentymentalnie. A tak mnie jakoś wzięło, chyba się starzeję :P
Tak w ogóle to miałam pokazać hurtowo moją ostatnią makramową produkcję, ale zrobiłby się z tego straszny tasiemiec, więc pozostanę jedynie przy mojej pracy na lekcję u Joasi nr 12:


Niedawno moja córka wybierała sobie koraliki na bransoletkę dla siebie i dokopała się do moich stareńkich drewnianych koralików. Stwierdziła, że one są najlepsze, bo mimo, że kolorowe, to widać, że to drewno. Koraliki te (zresztą nie tylko te) kupowałam jakieś 40 lat temu w Cepelii przy ul. Wiślnej w Krakowie, pamiętam jakby to było wczoraj. No to już wiecie skąd ten tytuł. Ale to nie wszystko. W tamtych czasach przeżywałam swoistą fascynację makramą, wyplatałam oczywiście głównie biżuterię (choć nie tylko, bo popełniłam też np. torebkę) i używałam do tego jedynej sensownej rzeczy, jaką można było wówczas zdobyć, czyli lnianego szpagatu. Bardzo przyjemnie się z niego wiązało węzełki, a i efekt był ciekawy. Oczywiście obowiązkowo z dodatkiem drewnianych koralików. Już od jakiegoś czasu próbuję gdzieś zakupić podobny szpagat i powiem Wam, że to kompletna porażka. Mam już 4 szpulki i żadna nie jest taka jak tamten sprzed lat. Ten współczesny jest sztywny, ostry, słabo skręcony i bardzo nierówny, choć na pierwszy rzut oka wygląda podobnie. Ciężko z tego zrobić coś biżuteryjnego. Może wiecie gdzie można zdobyć taki szpagat jak ten stary? W ogóle tęsknię za lnem z lat 70-tych. Nie był on wtedy towarem luksusowym, jak teraz. Bez problemu można było kupić płótno lniane (również surowe "szare" - moje ulubione), czy nici i było to wszystko naprawdę dobrej jakości. Ale mnie wzięło; ale już się biorę do kupy.

Kiedy wyciągnęłam te stare koraliki, to zachciało mi się takiej zgrzebnej bransoletki, jak z dawnych lat. Pierwsze podejście okazało się chybione - plecionka była tak szorstka, że nie dałoby się jej nosić. Więc zakupiłam kolejną szpulkę szpagatu. Ten okazał się najlepszy z tych co mam (choć do tego starego to jeszcze mu daleko) i zrobiłam wreszcie te bransoletkę. Oto ona:


Korzystałam z tego filmiku od Macrame school, choć teraz zrobiłabym to trochę inaczej.


Bransoletka jest bardzo sztywna, ale ręki już nie zjada (przynajmniej nie od razu), więc może ją trochę latem ponoszę. Nawet rozważam dorobienie do niej jakichś kolczyków.


Nie wiązało się jej zbyt komfortowo. Słaby skręt i bardzo dużo nierówności nie ułatwiały pracy. 


Przez to również cała bransoletka nie jest idealna, ale taka jej uroda i to efekt raczej pożądany.


Oczywiście zamiast zapięcia na guziczek zrobiłam klasyczną shambalową regulację.


Wzór owali bardzo przypadł mi do gustu i to z pewnością nie ostatnia bransoletka tego typu. Ale następna będzie już chyba z "normalnego" sznurka.

wtorek, maja 10, 2016

Marchewkowe owale

Marchewkowe owale
Czyli w zasadzie wszystko jasne. Ale pozwólcie, ze wyjaśnię po kolei jak to z nimi było, bo początkowo wcale nie myślałam o łączeniu zabaw.
Postanowiłam wreszcie zabrać się za zadanie makramowe u Joasi, bo termin nieubłaganie dobiega do końca. Oto banerek:


Bardzo spodobały mi się te bransoletki z banerka, jeszcze takich nie robiłam, dlatego właśnie dokładnie ten wzór postanowiłam przećwiczyć. Wysypałam więc wszystkie moje satynowe sznureczki, żeby wybrać jakiś ciekawy. I nie uwierzycie, ale na samym czubku stosika znalazł się sznurek marchewkowy! (nawet nie pamiętam kiedy i po co taki zakupiłam). Musiał to być jakiś znak z góry, takich sygnałów nie można lekceważyć. Tak więc zrobiłam marchewę. W owale :-D I zgłaszam ją do Cyklicznych Kolorków:


To jeszcze punkt obowiązkowy regulaminu: kolor marchewkowy, podobnie jak i inne pomarańczowe odcienie nie należy do moich ulubionych. Raczej nic w tym kolorze nie znajdziecie w mojej szafie (kiedyś miałam taki podkoszulek, ale już zakończył swój żywot). Natomiast marchewce nie mówię nie. Najlepsza jest taka prosto z ziemi, ale też nie wyobrażam sobie żadnej zupy bez jej udziału, a od jakiegoś czasu przebojem u nas jest marchewkowiec (taki niby piernik). 
Jeśli chodzi o pracę marchewkową to korciła mnie opcja pierwsza, czyli trikolor, ale jak na złość nie znalazłam ani kawałka zielonego sznureczka, ani u mnie, ani w żadnej okolicznej pasmanterii, no to jest 100% marchewki:


Skorzystałam z instrukcji Ani Rudzkiej dość dokładnie, ale...


no właśnie ja zawsze muszę coś zmienić. Zrezygnowałam z zapięcia na guziczek, bo takowego nie lubię. Za to makramę kocham za shambalowe zapięcie-regulację i takie też zrobiłam w mojej bransoletce.


Jedyne koraliki, które były odpowiednio małe i z wystarczająco dużą dziurką to akrylowe posrebrzane kuleczki 6 mm i to ich właśnie użyłam do bransoletki.


Kolor sznureczka jest mówiąc delikatnie intensywny i w dodatku, o czym przekonałam się dopiero podczas próby zrobienia zdjęć, neonowy.


Na jasnym tle mi się prześwietlał, musiałam ekspozycję w aparacie ustawić bliską minimalnej. Ale mój dzielny aparat jeszcze sobie jakoś poradził, gorzej gdy wrzuciłam do programu graficznego, żeby je trochę podrasować. Ten to dopiero cuda wymyślał! Tak więc zdjęcia prawie bez obróbki. za to poeksperymentowałam trochę z kolorami tła:




Splot w owale bardzo mi się spodobał. Żałuję, że tak późno się za niego zabrałam, bo chętnie zrobiłabym coś jeszcze. Bardzo spodobała mi się bransoletka w indiańskich klimatach, którą pokazała Hania. Może jeszcze się o coś podobnego pokuszę. Ale to zależy głównie od pogody, bo jeśli tylko nie będzie waliło z nieba wodą we wszystkich stanach skupienia, to trawa mnie woła ;)

poniedziałek, kwietnia 11, 2016

Moja Pipa, wreszcie

Moja Pipa, wreszcie
Tytuł posta może dla niektórych brzmieć nieco dwuznacznie, ale zawdzięczacie to tylko i wyłącznie Joasi. Bo Pipa, a właściwie Pipa Knot to temat 10 zadania makramowego, jakie dla nas przygotowała. Mnie osobiście pipa kojarzy się głównie z piwem, a konkretnie z beczką piwa, ale wiem, że niektórym inaczej ;) Oto banerek lekcji:


Węzełek ten podziwiam od dawna, ale dotąd nie zdecydowałam się na jego wypróbowanie. Widywałam go zarówno w wersji sznurkowej, jak i drucianej. Wspomniałam nawet o tym pod postem zadaniowym i odpowiedź Joasi zadziałała na mnie jako podpucha. Cóż, ja już tak mam, łatwo daję się podpuszczać. Przesyłka dotarła już w piątek, więc Tadam! Przedstawiam Wam nagrodę, która poleciała do Joasi za zwycięstwo w moim candy/konkursie urodzinowym.


Moja Pipa Knot wykonana jest z miedzianego drutu z dodatkiem kulek Black Stone.


Pierwszy powstał wisiorek. Węzełek wyplotłam z drutu 1 mm. Jednak drut ten jest dość twardy i sprężysty, więc pętelki nie chciały się ładnie układać, stale były jakieś takie rozczochrane. Dlatego postanowiłam ustabilizować je cienkim drucikiem (0,3 mm) za pomocą splotu wire wrapping. Nie jest idealnie, ale przynajmniej całość złapała pożądaną formę. Pośrodku zamocowałam kamyczek 10 mm.


Z górnej końcówki drutu wykręciłam pętelkę, która pełni funkcję krawatki. Sam wisiorek jest dość wydłużony, a dodawanie dodatkowej krawatki jeszcze by to spotęgowało. Wisiorek powiesiłam na średniej długości czarnym plecionym rzemyczku. Taki nośnik wydał mi się najodpowiedniejszy.
Wisiorek jest dość spory (ok. 3 x 5 cm), ale wbrew pozorom nie jest tak ciężki jak mogłoby się wydawać, niestety zapomniałam go zważyć.


Kolczyki wykonałam analogicznie, tylko z trochę cieńszego drutu (0,8 mm) i z mniejszą ilością zawinięć. Tu również konieczna była stabilizacja cieńszym drucikiem. Kulka w środku ma 6 mm i podobnie jak w wisiorku zamocowana jest "na sztywno" (czyli nie dynda się).


Powiesiłam je na miedzianych angielskich biglach - mam nadzieję, że Joasia nie jest na miedź uczulona. W razie czego bigle można wymienić.
Kolczyki są niewielkie (ok. 1,5 x 3 cm + bigiel) i na szczęście niezbyt ciężkie.


Tym razem nie chciałam miedzi oksydować "na czarno", a tylko lekko ją przyciemnić.


Wypróbowałam więc w tym celu specjalną patynę do miedzi, którą zakupiłam już dawno temu i ciągle jeszcze czekała na swoje 5 minut. Osiągnięty efekt w pełni mnie zadowolił, jest dokładnie tak jak zaplanowałam.


Gotowy komplecik zapakowałam w pudełeczko wykonane według przepisu Beatki, jeśli go jeszcze nie znacie to serdecznie polecam :) i wysłałam do Joasi.


Ponieważ czas już najwyższy, więc czym prędzej idę rzucić się żabie na pożarcie.



czwartek, marca 03, 2016

Mało brakowało...

Mało brakowało...
... a kompletnie zapomniałabym o zadaniu makramowym nr 9. Kiedy tylko Joasia ogłosiła jej temat miałam gotową wizję co chcę zrobić i z czego. Ale było wtedy jeszcze tyle czasu i inne, rozpoczęte prace na tapecie, że odłożyłam to na później. Dopiero niedawno oprzytomniałam, na szczęście żabka jeszcze urzęduje. Najpierw banerek:


To bardzo wdzięczny, wiosenny pomysł. Dlatego pierwszą moją myślą było dorobienie kompletu do wiosennej warkoczowej bransoletki. Miał być naszyjnik (taki) i kolczyki. Niestety okazało się, że zostało mi bardzo mało sznurka i wystarczy tylko na jedno z nich. Wygrały kolczyki. Oczywiście naszyjnik też powstanie, jednak muszę uzupełnić zapasy i na pewno nie uda mi się to przed zamknięciem InLinkz, więc to innym razem.
W międzyczasie (to znaczy kiedy czekałam na słońce, żeby zrobić zdjęcia) nasza Danutka ogłosiła kolor na marzec - szczypiorkowy. Uznałam, że bardziej szczypiorkowej pracy chyba zrobić mi się już nie uda, więc zgłaszam listki również do Cyklicznych Kolorków.


A oto kolczyki (w 100% szczypiorkowe):


Zrobiłam po jednym listeczku w każdym kolorze i połączyłam je w "gronko".


Listeczki są malutkie (niecałe 2 x 1,5 cm), a i tak kolczyki mają jakieś 4 cm bez bigla. Zresztą większe być by nie mogły, bo jeden z kolorów sznurka zużyłam do końca.


Użyłam 1 mm sznurka nylonowego plecionego, dedykowanego do shambali. To wbrew pozorom trudny sznurek do wiązania makramy, a szczególnie węzła żebrowego. Jest sztywny, szorstki i bardzo śliski. Te dwie ostanie cechy mogą się wydawać trochę sprzeczne, ale ręce mam całe poobcierane, a zaciśnięte węzełki wcale nie chcą się trzymać i bardzo chętnie się rozluźniają, a żeby je ładnie zawiązać potrzeba kilku par rąk, albo cyrkowych akrobacji, jak się ma tylko jedną (parę). Miałam ochotę na wzór z banerka, ale po pierwsze nie byłam w stanie tego sznurka ładnie i skutecznie połączyć pośrodku, a poza tym ten otworek na górze nie chciał się ładnie układać, bo całość jest bardzo sztywna. Zrobiłam je więc ciągiem, bez łączenia, tą metodą co się plecie gwiazdkę.
Ten sznurek ma jeszcze jedną wadę: przytopiony wyraźnie ciemnieje, więc lewa strona, czyli spód listków jest niezbyt reprezentacyjny, lepiej, żeby się nie odwracały ;)


Na koniec jeszcze kolczyki razem z bransoletką, myślę, że dobrze im razem.


Kolczyki zrobiłam już parę dni temu, ale jakoś nie pasowało mi robienie sesji fotograficznej w takiej listopadowej szarudze jaka zapanowała niepodzielnie od jakiegoś czasu, więc czekałam na odrobinę choć słoneczka. Doczekałam się wreszcie. Niestety planowana sesja w szczypiorku i tak nie doszła do skutku, bo mój szczypiorek (pomimo słoneczka) wygląda jeszcze tak:


Pozostało mi jeszcze wypełnienie ostatniego wymogu konkursowego Cyklicznych Kolorków. Na temat uwielbienia do koloru zielonego rozpisywałam się już rok temu, teraz więc tylko w skrócie: tak lubię, nawet bardzo, w każdej postaci i odcieniu. Za to szczypiorek... też lubię, nawet sam czasem podgryzam, ale zdecydowanie najbardziej uwielbiam go w twarożku ze śmietaną.

piątek, stycznia 29, 2016

Warkoczyk

Warkoczyk
Kto do mnie czasem zagląda, to pewnie już wie, że kocham wszelkiego rodzaju warkoczyki i plecionki. W każdej właściwie postaci. Plotę je z włóczki na drutach, ze sznurków, nawet z drucików. Dlatego bardzo ucieszył mnie temat kolejnej lekcji u Asi. A oto banerek:


Właściwie od razu wiedziałam jak ma mój warkoczyk wyglądać. Jedyną niewiadomą było z jakiego materiału i w jakim kolorze go wykonać. Przez chwilę nawet kombinowałam jakby go tu wykorzystać również w Cyklicznych Kolorkach, ale zrezygnowałam z tego pomysłu. Ostatecznie mój warkoczyk przybrał taką postać:


Zdecydowałam się na cienki pleciony sznurek nylonowy, dedykowany do shambali, w trzech odcieniach koloru zielonego.


Z każdego z nich uplotłam (a może raczej "uwiązałam") pasek makramowym węzłem płaskim i następnie z tych 3 pasków zaplotłam warkoczyk.


Dlaczego tylko z trzech? Mogłam przecież zrobić plecionkę poczwórną, albo i jeszcze bardziej? No mogłam, ale takie warkoczyki lubię najbardziej - właśnie z trzech pasm.


Końce warkoczyka wkleiłam w płaskie magnetyczne zapięcie i w ten sposób powstała bransoletka. Bardzo wiosenna bransoletka. Nie, żebym już miała dość zimy i śniegu, niech bawi nasze oczy jak najdłużej (buu! już nie ma po nim śladu). Lubię zimę i zimową aurę, ale czasem trzeba wnieść do niej też trochę koloru. To jest jedyna rzecz, której mi zimą faktycznie brakuje - kolor. Bo ja jestem kolorystką, czasem wręcz do przesady i nic na to nie poradzę.
No właśnie, kolory. Wszystkie sznurki są dość błyszczące, w dodatku ten najjaśniejszy to neonowy odcień, dlatego całość nieźle daje po oczach. Sprawiło to, że fotografowanie bransoletki było prawdziwym wyzwaniem. Jakoś oko ludzkie radzi sobie z takim koktajlem barw nawet nieźle, ale aparat ma już z tym pewne problemy. Kiedy próbowałam wydobyć biel z tła (biała kartka) to bransoletka zaczynała świecić. Wszystkie zdjęcia na białym tle musiałam więc trochę "przygasić", żeby było ją w ogóle widać. Poeksperymentowałam więc trochę z innymi kolorami tła. Te nadawały się do pokazania:

drewniane:

szare:

czarne:

czerwone:

Mnie najbardziej podoba się na tle naturalnego drewna. Efekt kolorystyczny też chyba najbliższy oryginałowi. 

poniedziałek, grudnia 21, 2015

Makramowe śnieżynki

Makramowe śnieżynki
Zasadniczo nie miałam w planach na ten rok ozdób choinkowych, ale plany planami, a rzeczywistość...
Na kolejne już, grudniowe zadanie z nauki makramy Asia zadała nam gwiazdkę. Oto banerek:


Moje gwiazdki to chyba efekt frustracji tym co widać za oknem. Przecież zielone święta to powinny być na wiosnę, a teraz pora na białe święta. Tymczasem od kilku lat jest dokładnie odwrotnie - na Boże Narodzenie zielono, a na Wielkanoc śnieg.
Dlatego dziś moje gwiazdki z nieba to śnieżynki, bo skąd jak nie z nieba pada śnieg? Na razie są dwie i nie wiem czy uda mi się jeszcze jakąś zrobić, więc pokazuję te dwie.


Pierwsza gwiazdka powstała już chwilę temu, i długo myślałam, że będzie jedyna. Jednak Asia długo nie dodawała żabki, więc w międzyczasie popełniłam jeszcze jedną.
Do obu wykorzystałam bielony lniany sznurek z marketu budowlanego o bliżej nieokreślonej grubości (trochę więcej jak 1 mm) i koraliki TOHO 6/0 w kolorze Silver-Lined Lt Topaz. Gotowe gwiazdki potraktowałam jeszcze lakierem bezbarwnym w sprayu, głównie po to, żeby je zaimpregnować, bo sztywne były wystarczająco i bez tego.
Pierwszą zrobiłam według tego tutorialu. Oto ona:




Druga z kolei to projekt zaprezentowany tutaj przez Anię Rudzką z niewielkimi modyfikacjami.




Zdjęcia robiłam kilka dni temu na mojej "zastępczej" choince, choć właściwie to powinnam ją nazywać "nestorką", bo jako sadzonka służyła nam za drzewko bożonarodzeniowe w pierwsze Święta, jakie spędziliśmy tu na wsi (to już 15 lat minęło).
Czas mamy gorący, więc się więcej nie rozpisuję. Kto by teraz miał czas na czytanie? Jeszcze przed Świętami pokażę się z pracą "kolorkową", więc do przeczytania :)
Copyright © Z kociołka czarownicy , Blogger