Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bransoletka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bransoletka. Pokaż wszystkie posty

piątek, lipca 26, 2019

Siedmiorzędowy elf

Siedmiorzędowy elf
Ups! i znowu nie było mnie tu dwa miesiące. Ale mam sporo do pokazania takich rzeczy bardziej prywatnych, więc muszę się w końcu zmobilizować 😁
Na pierwszy ogień idzie bransoletka, jaką zrobiłam na prezent imieninowy dla córki. Dla tej córki, która sprowokowała mnie do zajęcia się techniką chainmaille. Jest ona gorącą wyznawczynią szerokich bransoletek bez zapięcia. No to zrobiłam jej takiego elfa.


Splot to Elfsheet, czyli elfweave w wersji płaskiej, inaczej mówiąc kilkurzędowej, a konkretnie siedmiorzędowej. Splot dość misterny, ale niezwykle efektowny. Tak wygląda z bliska:


Bransoletkę uplotłam z ogniwek ze stali chirurgicznej w rozmiarze 5/0,8 mm. Córka, podobnie jak ja nie toleruje niklu, więc muszę uważnie dobierać materiały na biżuterię dla niej.


Ciekawe czy ktoś z Was potrafi zgadnąć ile ogniwek zużyłam? Nie, nie będzie żadnego konkursu, odpowiedź na to pytanie podam na samym końcu tego posta.


Biżuteria, którą nosi moja córka na co dzień, a w szczególności bransoletki, przechodzi niezłą szkołę życia. Ponieważ prowadzi ona dość aktywny tryb życia, a przy okazji (delikatnie mówiąc) nie jest zbyt uważna, to zarówno jej rzeczy, jak i ona sama narażone są na częste urazy. Pierwszy Dragonscale, którego dla niej zrobiłam musiał być naprawiany praktycznie co kilka dni, aż w końcu zrobiłam jej drugiego, ze znacznie grubszych ogniwek. Tu ogniwka są dość filigranowe (czego nie omieszkała z obawą zauważyć), ale zarówno sam splot (dość gęsty), jak i niezwykle odporna i twarda stal chirurgiczna dają nadzieję na dłuższy żywot bransoletki.


Bransoletka jest dość szeroka. Siedem rzędów splotu, mimo dość niedużych ogniwek dało ok. 3,5 cm szerokości.


Jest też ciężka. Znacznie odbiega od średniej wagi mojej biżuterii, bo to aż 57 g z niewielkim "hakiem". Ale obdarowana twierdzi, że wcale nie jest ciężka, ręki jeszcze nie urywa 😉.


Pora na kolejne "dziwactwo" córki dotyczące bransoletek. Mają one być dość ciasne, ale bez zapięcia. I nie na gumce, bo zaraz by ją urwała. Przyznacie, że niełatwo to połączyć. Sploty też nie zawsze łatwo połączyć w kółko. Z Dragoscale była to prawdziwa droga przez mękę, na szczęście Elfa łączy się bardzo łatwo.


Bransoletka ma niecałe 18 cm w obwodzie. Robiłam ją w wielkim strachu, czy jednak nie przesadziłam. Jednak wszystkie dotychczas zrobione dla córki bransoletki kwitowała ona zawsze stwierdzeniem, że mogłyby być ciaśniejsze. Na szczęście posiada ona dość rzadką umiejętność i potrafi tak poskładać kosteczki w dłoni, że przeciśnie przez nią obręcz niewiele większą od obwodu nadgarstka. Na zdjęciu widać, że bransoletka jest naprawdę dopasowana i kompletnie nie wiadomo w jaki sposób znalazła się na nadgarstku. No, czary...


Elfia bransoletka okazała się jedną z moich najbardziej pracochłonnych prac. Mimo, że nie było tu żadnego eksperymentowania, testowania wzoru, wszystko było według znanego schematu, a praca szła mi naprawdę szybko i sprawnie. Zrobienie jej zajęło mi ok 8 godzin zaplatania, jest to czas samej pracy po odliczeniu wszelkich najkrótszych nawet przerw.


Na koniec jestem Wam jeszcze winna odpowiedź na pytanie ile tu jest ogniwek. Otóż cała bransoletka to dokładnie 1140 ogniwek. Robi wrażenie, nie?



czwartek, maja 02, 2019

Minimalizm

Minimalizm
Wzięło mnie na minimalizm, a nawet momentami mikrominimalizm 😉
Kiedyś, jakieś dwa lata temu zrobiłam całą serię chainmaillowych celebrytek. Teraz postanowiłam wrócić do tego pomysłu i nawet go rozszerzyć.

Prototyp był z Romanovem i od niego też teraz zaczęłam. Najpierw powstała wersja stalowa z lapis lazuli: bransoletka i kolczyki.


Kolejna, podobna, też stalowa z zielonym jadeitem, ale tym razem bransoletka z wisiorkiem. To był komplecik na zamówienie.


A skoro już zaczęłam, to poszłam dalej. Kolejne bransoletki powstały również ze stali, ale bez żadnych kamieni. Takie totalnie minimalistyczne: chainmaillowy łącznik na łańcuszku. Większość z kolczykami do kompletu. Przedstawię je więc po kolei.
Komplet industrialny z podkładkami i stopniowanym Box Chain. Bransoletka i kolczyki.


Przy okazji powstały jeszcze takie Boxowe kolczyki. Bardzo podobne do tych powyżej, tyle, że na sztyftach i z kulkami zamiast podkładek.


Do tej bransoletki nie zrobiłam kolczyków, ale mam kilka pasujących (np. z kwiatkami). Splot to 4 Wind.


Kolejna, również bez dedykowanych kolczyków to niedawno odkryty przeze mnie splot - Persephone.


To z kolei chyba najmniejsze kolczyki chainmaille jakie kiedykolwiek zrobiłam. Splot to również Persephona, ale taka jakby niedokończona. Ogniwka mają trochę mniejsze AR od dedykowanego dla tego splotu i chciałam sprawdzić czy jeszcze uda mi się z nich ją wypleść. Okazało się, że nie końca, ostatnich ogniwek już nie zmieściłam, ale uważam, że ta wersja też ciekawie wygląda. Elementem charakterystycznym dla tego kompletu są wszechobecne kulki: sztyfty z kulkami, kulkowy łańcuszek i splot zakończony kulką. Całość jest tak malutka, że zdecydowałam się zgłosić komplet do wyzwania Szuflady.


I wreszcie ostatni komplet ze stalowej celebrytkowej serii. Znowu użyłam podkładek, ale tym razem są to podkładki sprężynujące, a nie pod nity. Takie podkładki mają formę... ogniwka, tyle, że z kwadratowego drutu. połączyłam je ze stopniowanym Byzantine, dodając jeszcze dodatkowe ogniwka łączące po bokach. Dzięki temu kolczyki nabrały kształtu kropli.


Chodzą za mną jeszcze takie miniaturki w wersji złotej, ale pozłacane stalowe ogniwka są prawie nieosiągalne, więc póki co udało mi się zrobić tylko dwa takie zestawy.
Pierwszy z cyklu mini-mini to 4 Winds z kuleczkami i na najcieńszym łańcuszku, jaki znalazłam.


Kolejny komplet zdecydowanie bardziej na bogato, to Romanov z malutkimi fasetowanymi granatami. Miał być jeszcze wisiorek, ale wyczerpałam zapasy ogniwek, więc może będzie... kiedyś.


Mam też wersję całą z mosiądzu. To serduszka według projektu Weroniki Woźniczki (Verha) o wdzięcznej nazwie chainmaillove. Dodałam do nich cienki kulkowy łańcuszek. Komplet składa się z kolczyków, bransoletki i naszyjnika. Wszystko oprócz bigli wykonane jest z mosiądzu, bigle to pozłacana stal.


Nie jestem pewna czy jakiejś nie pominęłam, tym bardziej, że one cały czas powstają. Przygotowuję się do kiermaszu i uzupełniam intensywnie ofertę.

Przy okazji, jeśli ktoś z Was jest z Krakowa, lub będzie w Krakowie za tydzień, to zapraszam Was serdecznie na Kiermash - Lato na Hali. Impreza odbędzie się na nowej hali Cracovii przy al. Focha 40 w dniach 11-12 maja. Kliknięcie w poniższy plakat przeniesie Was wprost do wydarzenia na Facebooku.


piątek, kwietnia 26, 2019

Wiosna cała w kwiatach

Wiosna cała w kwiatach
I znowu minął miesiąc z hakiem (całkiem sporym hakiem), jak mnie tu nie było. Ale chciałam Wam pokazać, co ostatnio uplotło się w mojej pracowni. No dobra, samo się nie uplotło.

Powinnam była pokazać je już dawno, zaraz jak się wiosna zaczęła, ale zapału wystarczyło jedynie na publikację na fanpage'u. A wiosna u mnie przyszła cała w kwiatach, a konkretnie w całej serii kwiatowych kolczyków.
Pierwsze takie kwiatki robiłam już w zeszłym roku i chyba nawet je tu pokazywałam. Teraz nabyłam więcej kolorów i zaszalałam.

Zaczęłam od takich. Pozłacana stal, splot Cloud Cover, kobaltowe kwiatki. Zwiewne, leciutkie i takie wiosenne.


Potem wzięłam w obroty miedź. Powstały kolczyki i bransoletka. Splot 4 Winds, to ten sam element co w Cloud Cover, tylko inaczej ustawiony i połączony.


Ponieważ te kwiatki w oryginale występują tylko ze złotym wykończeniem, to musiałam coś pokombinować. Po zdjęciu okuć zobaczyłam jakie one są krzywe. Rozebrałam je więc do rosołu i złożyłam od nowa. Muszę się przyznać, że jestem zachwycona efektem. Zresztą popatrzcie sami jaka różnica. Kwiatek oryginalny contra ten po liftingu:


Następne mają zupełnie inny charakter, bo zamiast tekstylnych kwiatków wykorzystałam w nich koraliki: szklane kwiatki i akrylowe listki. Splot to znowu 4 Winds z bright aluminium.


Wracając do tekstyliów: różowe kwiatki (po obowiązkowym liftingu), bright aluminium i splot Fairy Link. 


Dla miłośniczek B&W: czarne kwiatki i bright aluminium. Splot to Persephone, moje ostatnie odkrycie.


A może ognista czerwień? Tym razem całe ze stali, splot 4 Winds.


A te, to moje ulubione. Prawda, że wyglądają jak baletnice? To zasługa łańcuszków wychodzących z kwiatka jak pręciki. Szare kwiatki i stal. Splot to połówka Byzantine.


Wszystkie do tej pory pokazane to były te mniejsze kwiatuszki, ale mam też trochę większych. Tutaj granatowe z dodatkiem kulek jadeitu zamkniętych w ogniwkach z bright aluminium. A do kompletu bransoletka.


I na koniec jeszcze takie. Splot Sweetpea, bright aluminium i błękitne kwarce. Ten wzór już robiłam, ale nie w niebieskim kolorze.


Na pewno na tym nie poprzestanę, bo kwiatki to bardzo wdzięczny motyw w biżuterii, ale póki co zrobiłam ich właśnie tyle.

piątek, marca 01, 2019

Wyniki konkursu

Wyniki konkursu
No tak, wiem, miałam je podać do końca lutego. Ale są dzisiaj, bo luty niespodziewanie dla mnie skończył się wczoraj.


Ze smutkiem stwierdzam, że było bardzo mało odpowiedzi. Ale zdaję sobie sprawę, że to wyłącznie moja wina. Mało mnie tu ostatnio, więc i czytelnicy odpływają. Ale pomimo, że wybór nie był wielki to i tak ciężko mi było się zdecydować.
Większość propozycji orbitowała wokół nazwy splotu, jednak najbardziej oryginalna wydała mi się nazwa zaproponowana przez Bevę: "Lukrecja". Jest krótka, łatwa do wymówienia i w dodatku może funkcjonować też w językach obcych. 

Tak więc, proszę państwa, zwycięzcą zostaje [fanfary!] Beva!

Proszę, skontaktuj się ze mną mailowo (ab.szybalska@gmail.com) w celu ustalenia szczegółów co do nagrody.

piątek, lutego 01, 2019

WOŚPowo

WOŚPowo
Ups... zgapiłam się. Ten post miałam wrzucić jak tylko ukaże się aukcja, tym czasem aukcja już dawno zakończona. Ale i tak Wam pokażę.

Otóż postanowiłam się włączyć w tegoroczną akcję Biżuteryjek dla WOŚP. Przypadło mi w udziale wykonanie bazy alternatywnej do bransoletki Tokio. Oczywiście w technice chainmaille.


To najzwyklejsza Byzantine, ale z dodatkowymi kółeczkami po bokach.


Kółeczka służą oczywiście do przypięcia charmsa, a że rozmieszczone są one na całej długości bransoletki, to można go sobie przypiąć w dowolnym miejscu.

Zdjęcie podkradzione ze strony aukcji

Po dyskusjach i konsultacjach historycznych grupa wykonująca bransoletkę podjęła decyzję, że będzie to stare Tokio, czyli Edo. Wiąże się z tym kolorystyka oparta o wszystkie odcienie indygo. Dlatego do obowiązującego w tym projekcie srebra dodałam jeszcze niebieski akcent, a raczej granatowy.


Jednak w przeważającej większości bransoletka wykonana jest ze srebra.


To moje pierwsze chainmaille ze srebra i muszę przyznać, że z żadnym metalem nie pracuje się tak komfortowo, jak ze srebrem. Zresztą zauważam to nie po raz pierwszy. Granatowe ogniwka to anodyzowane aluminium.


Wszystkie wykorzystane ogniwka są oczywiście własnej produkcji. Wycięłam je z drutu grubości 1 mm, a ich średnica zewnętrzna to 5,5 mm, AR=3,5. Srebrnych ogniwek jest 185 sztuk i zużyłam na nie ok. 3 m drutu. Granatowe to tylko niewielki dodatek w liczbie 24 szt.


Bransoletka została lekko zoksydowana i starannie przetarta.


Jest jeszcze jedna cecha, która odróżnia srebro od zazwyczaj używanych przeze mnie materiałów. Srebro jest ciężkie. Oczywiście okazało się, że sobie tego nie zapisałam, ale wydaje mi się, że bransoletka ważyła ok 20 gramów.


Jak to zazwyczaj bywa w WOŚPowych projektach, cała bransoletka składała się z bogatej bazy głównej, 5 srebrnych charmsów i bazy alternatywnej. Wszystko zapakowane w specjalnie przygotowane ozdobne drewniane pudełko. W wykonaniu całości uczestniczyło 9 par zdolnych rączek. A to mój skromny wkład.


Cały zestaw został wystawiony na aukcji przez Biżuterykji dla WOŚP. Jak już wspomniałam na początku aukcja ta dawno się zakończyła. Udało się osiągnąć powalającą kwotę 1675 złotych. 
Warto zajrzeć na stronę aukcji, są tam przedstawione wszystkie elementy bransoletki wraz z prezentacją ich twórczyń. Nie wiem jak długo Allegro przechowuje zakończone aukcje, ale póki co link działa.



PS. Przypominam o konkursie (patrz poprzedni post).

niedziela, stycznia 20, 2019

Okrągła rocznica

Okrągła rocznica
Kiedy to tak zleciało? Nie wiecie przypadkiem?
Okazuje się, że w tym momencie mija równo 5 lat od czasu, kiedy opublikowałam na tym blogu pierwszego posta. Było to dokładnie 20.01.2014 o godzinie 10:08. Z tej okazji mam dla Was konkurs. Ale o tym będzie na samym końcu, a teraz...

Edit: miałam ustawioną publikację dokładnie na 10:08. O tej godzinie post ze statusu "zaplanowany" zmienił się na "wersja robocza". A ja myślałam, że to tylko fb sobie z nami w kulki leci. No cóż, więc publikuję "z palca", co zrobić...

Teraz pragnę pokazać Wam mój zeszłoroczny bestseller.


Jakieś pół roku temu z hakiem zrobiłam pierwszą taką bransoletkę. Wzór mi się spodobał, więc powstały następne. Spodobał się nie tylko mnie, bo od tego czasu zrobiłam ich jeszcze ponad dwadzieścia i większości już nie mam.


Nawet nie pamiętam, która była pierwsza. Być może, że właśnie ta, zielona.


Bransoletka jest na gumce. Gumka przeprowadzona jest przez wszystkie kulki, następnie zawraca na "podkówce" i z powrotem przechodzi przez wszystkie kulki. Po drodze jest kilka razy przewiązana, a końcówki związane mocno ze sobą i węzełek z kropelką kleju wciągnięty do wnętrza jednego z koralików. To rozwiązanie z wielokrotną asekuracją, żeby przypadkiem nic się nie rozwiązało, ani nie przetarło. Jak dotąd się sprawdza, bo nie miałam jeszcze żadnego sygnału, żeby coś się z którąś stało.


Niby zwykła bransoletka na gumce, ale jednak niezwykła. To czym wyróżnia się ona z tłumu to ten mały elemencik.


Może pamiętacie, kiedyś zrobiłam kilka takich z Romanovem. Tym razem postawiłam na inny splot i ten podoba mi się znacznie bardziej. Ten splot to Turkish Orbital.
Taki pojedynczy element ma dokładnie taki kształt, żeby otoczyć go kulkami, wręcz prosi się o to. 


Widywałam takie kolczyki, ale bransoletek na gumce nie spotkałam, dlatego uznaję to za mój autorski pomysł. Kolczyków zresztą też kilka zrobiłam, mogą być do kompletu.


Użyłam ogniwek o AR = ok. 6,5. Do kulek 8 mm  z drutu 0,8 mm, a do 10 mm z drutu 1 mm. Na jeden element potrzeba tylko 18 ogniwek.
Najwięcej wykonałam ich z bright aluminium, ale były też z mosiądzu:


Brązu


I miedzi (widzicie "drut francuski" własnej produkcji?)


A w kolczykach także ze stali chirurgicznej 6/0,7 mm.


Koraliki, z których bransoletka jest zrobiona to oczywiście kulki minerałów. Stosowałam takie o średnicy 8 lub 10 mm. Kamienie oczywiście dowolne, ale moimi faworytami są zdecydowanie bajecznie kolorowe kulki barwionego kwarcu. Zazwyczaj bransoletki były jednokolorowe, ale jedną zrobiłam nawet tęczową.


Były też z pięknego matowego agatu


Jadeitu


I z hematytu - niezwykle ciężkie


Moje koleżanki stwierdziły, że świetnie komponują się w zestawach ze zwykłymi bransoletkami na gumce, było więc też trochę i takich kompletów.


Ostatnia partia, którą zrobiłam tuż przed Świętami jest bajecznie kolorowa i dopiero co udało mi się im zrobić zdjęcia:


I jak się Wam podobają? Ponieważ zrobiłam ich już sporo i w dodatku to mój własny pomysł uznałam, że ten wzór bransoletki powinien dostać jakieś imię. Tylko jakie? Ja nie jestem najlepsza w wymyślaniu nazw, dlatego zwracam się z tym do Was.

Ogłaszam więc konkurs urodzinowy:


Na wasze propozycje nazwy dla moich bransoletek czekam równo miesiąc od dzisiaj, czyli do 20.02.2019. do północy. Po tym terminie wybiorę tę, która najbardziej przypadnie mi do gustu. Swoją decyzję ogłoszę przed końcem lutego. Autor (autorka) zwycięskiej nazwy otrzyma ode mnie upominek w postaci właśnie takiej bransoletki w dowolnie wybranej przez siebie kolorystyce.

Edit: Wybaczcie, ale wyjątkowo nie będę odpisywać na Wasze komentarze pod tym postem, choć oczywiście wszystkie czytam. Nie chcę robić bałaganu w Waszych konkursowych odpowiedziach. Z góry dziękuję wszystkim za rocznicowe życzenia.
Copyright © Z kociołka czarownicy , Blogger