Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwiaty. Pokaż wszystkie posty

piątek, kwietnia 26, 2019

Wiosna cała w kwiatach

Wiosna cała w kwiatach
I znowu minął miesiąc z hakiem (całkiem sporym hakiem), jak mnie tu nie było. Ale chciałam Wam pokazać, co ostatnio uplotło się w mojej pracowni. No dobra, samo się nie uplotło.

Powinnam była pokazać je już dawno, zaraz jak się wiosna zaczęła, ale zapału wystarczyło jedynie na publikację na fanpage'u. A wiosna u mnie przyszła cała w kwiatach, a konkretnie w całej serii kwiatowych kolczyków.
Pierwsze takie kwiatki robiłam już w zeszłym roku i chyba nawet je tu pokazywałam. Teraz nabyłam więcej kolorów i zaszalałam.

Zaczęłam od takich. Pozłacana stal, splot Cloud Cover, kobaltowe kwiatki. Zwiewne, leciutkie i takie wiosenne.


Potem wzięłam w obroty miedź. Powstały kolczyki i bransoletka. Splot 4 Winds, to ten sam element co w Cloud Cover, tylko inaczej ustawiony i połączony.


Ponieważ te kwiatki w oryginale występują tylko ze złotym wykończeniem, to musiałam coś pokombinować. Po zdjęciu okuć zobaczyłam jakie one są krzywe. Rozebrałam je więc do rosołu i złożyłam od nowa. Muszę się przyznać, że jestem zachwycona efektem. Zresztą popatrzcie sami jaka różnica. Kwiatek oryginalny contra ten po liftingu:


Następne mają zupełnie inny charakter, bo zamiast tekstylnych kwiatków wykorzystałam w nich koraliki: szklane kwiatki i akrylowe listki. Splot to znowu 4 Winds z bright aluminium.


Wracając do tekstyliów: różowe kwiatki (po obowiązkowym liftingu), bright aluminium i splot Fairy Link. 


Dla miłośniczek B&W: czarne kwiatki i bright aluminium. Splot to Persephone, moje ostatnie odkrycie.


A może ognista czerwień? Tym razem całe ze stali, splot 4 Winds.


A te, to moje ulubione. Prawda, że wyglądają jak baletnice? To zasługa łańcuszków wychodzących z kwiatka jak pręciki. Szare kwiatki i stal. Splot to połówka Byzantine.


Wszystkie do tej pory pokazane to były te mniejsze kwiatuszki, ale mam też trochę większych. Tutaj granatowe z dodatkiem kulek jadeitu zamkniętych w ogniwkach z bright aluminium. A do kompletu bransoletka.


I na koniec jeszcze takie. Splot Sweetpea, bright aluminium i błękitne kwarce. Ten wzór już robiłam, ale nie w niebieskim kolorze.


Na pewno na tym nie poprzestanę, bo kwiatki to bardzo wdzięczny motyw w biżuterii, ale póki co zrobiłam ich właśnie tyle.

wtorek, czerwca 26, 2018

Pora na kwiatki

Pora na  kwiatki
Niedawno pokazywałam nagrodę, jaką dostałam od R-S za zwycięstwo we Wtorkowym Maratonie Rękodzielniczym. Było tam sporo tekstylnych kwiatków. potraktowałam je jako alternatywę dla chwostów i zaczęłam robić z nimi kolczyki. Na pierwszy rzut powstały 3 pary.


Do koloru czapeczek spinających kwiatki najbardziej pasował mi brąz, więc cała ta seria jest z niego wykonana. Jak zwykle do brązu dodałam bigle z powłoką KC Gold.


Od tych zaczęłam.


Pojedynczy Byzantine z ogniwkami stabilizującymi po bokach.


Oprócz brązu wykorzystałam tu też czerwone ogniwka z anodyzowanego aluminium z pierwszej testowej serii (kolejne się robią, mam nadzieję).


Akurat te ogniwka są ciemnoczerwone i idealnie przypasowały mi do nich te małe kwiatki.


Kolczyki są niewielkie: 3 cm (5 cm z biglem) i bardzo lekkie: tylko 1,5 g każdy.


To była wersja codzienna, kolejne zrobiłam bardziej eleganckie.


To nic innego jak "sułtanki" w wersji écru+złoto.


Brązowe oponki ujęłam w 6 mm kuleczki kremowego marmuru.


Te kwiatki są zdecydowanie bardziej okazałe od poprzednich.


Kolczyki też są wyraźnie większe. Ich długość to 5 cm (z biglem 6,5 cm), a waga każdego to ok. 4,6 g.


I wreszcie trzecia para. Te wyszły zdecydowanie "na bogato".


To zasługa zarówno wzoru, jak i koloru.


Wyplecione z brązu Romanovy otulają kuleczkę malachitu.


Równie malachitowe są też kwiatki, z tych większych, podobnie jak w kremowych sułatankach.


Kolczyki mają 4,5 cm długości (z biglem 6 cm) i każdy waży ok 4,5 g.


Każdy z tych wzorów mógłby z powodzeniem być również z chwostem, ale z tymi kwiatkami jest znacznie subtelniej. Co o nich sądzicie? Robić kolejne?



czwartek, czerwca 14, 2018

Lato

Lato
Co prawda w kalendarzu jeszcze przez kilka dni wiosna, ale u mnie na warsztacie już zagościło lato. A wszystko to za sprawą kolejnej inspiracji kalendarzowej.

Naszyjnik, który zdecydowałam się zgłosić do konkursu to jednocześnie druga nagroda za złapanie mojego licznika. Dostała ją Madzia B. za upolowanie stanu 222226. 


To kolejny przykład połączenia ceramiki z chainmaille. 


Tym razem decyzja, jak ma wyglądać nagroda nie była tak oczywista, jak w przypadku łapacza snów dla Agnieszki. Długo nie mogłam się zdecydować co to ma być i jak ostatecznie ma wyglądać.


W końcu postawiłam na tego trójwymiarowego kwiatka.


Na potrzeby konkursu udało mi się nawet znaleźć zdjęcie z procesu jego produkcji. Oto ten i kilka innych przestrzennych kwiatuszków chwilę po uformowaniu. Glina jeszcze mokra.


Kwiatek po wypaleniu i poszkliwieniu przybrał kolory zgodne z wytycznymi Magdy, a jednocześnie idealnie wpasowującymi się w paletę barw do inspiracji konkursowej.


Składa się on z trzech warstw.


Wierzch kwiatka pokryty jest szkliwami. Jednak pod spodem elementu nie można szkliwić, bo przylepiłby się do pieca. Bo musicie wiedzieć, że szkliwo to coś jakby szkło w płynie. Pod wpływem temperatury się topi, a stygnąc zastyga. Jeśli podczas tego procesu wypełni przestrzeń między dwoma elementami, to je sklei. No i nie ma potem jak tego rozdzielić nie niszcząc. Tak samo dzieje się, kiedy szkliwo dostanie się pod jakiś element - przyklei go do półki na której jest wypalany i nie ma jak go stamtąd odzyskać. Dlatego te powierzchnie, na których elementy się opierają podczas wypału pozostawia się czyste, lub pokrywa angobami. Angoba po wypaleniu jest matowa i nie przykleja się. Niby ideał, ale... no właśnie jak zawsze jest jakieś "ale". Po pierwsze powierzchnia taka nie jest wodoodporna, no może nie pije wody tak jak czysta glina, ale jednak. Po drugie nie jest to powłoka trwała, pocierana trochę schodzi, co w przypadku "plecków" biżuterii jest czynnikiem dyskwalifikującym, bo brudziłaby ubranie. Dlatego wszystkie moje ceramiczne wisiory zabezpieczam od spodu dodatkowo akrylowym lakierem, najczęściej bezbarwnym. Tak też zrobiłam i w tym przypadku: niebieską angobę pociągnęłam bezbarwnym lakierem. Oto plecki:


Już podczas formowania zawieszki przygotowałam dwie dziurki na nośnik, dzięki temu ma on dwa punkty zaczepienia. Jakoś bardziej podoba mi się taka forma, niż wisiorek zawieszony na jednej krawatce.


Część chainmaillowa musiała być na tyle prosta, żeby to kwiatek był główną gwiazdą. Dlatego zdecydowałam się na splot Full Persian ze stali chirurgicznej.
Krótkie odcinki tego splotu przedzieliłam kuleczkami kwarcu w kolorach nawiązujących do płatków, czyli niebieskim i granatowym.


Splot jest bardzo delikatny, bo wykonałam go z ogniwek 6/0,7 mm. Pierwszy raz robiłam tak cienki Full Persian.


Naszyjnik pasował mi taki o średniej długości, ale nie byłam pewna czy Madzia podzieli to zdanie, dlatego chcąc zapewnić jak największe pole manewru do części chainmaillowej doczepiłam zwykły łańcuszek o dużych oczkach. Daje to praktycznie nieograniczone możliwości w manewrowaniu długością naszyjnika, bo karabińczyk można zapiąć w dowolnym miejscu.


Nominalna długość naszyjnika: 35 cm (po złożeniu na pół) + 5 cm przedłużki okazała się jednak idealna.
Ceramiczny kwiatek ma wielkość ok 5 cm i grubość (wysokość?) 2 cm. Jego podstawa ma grubość 4 mm.
Waga całego naszyjnika to 37 g, czyli wcale nie jest taki ciężki, jak mogłoby się wydawać.


Naszyjnik został wręczony przeszło tydzień temu, ale dopiero teraz mogę go pokazać tutaj, bo dziś wreszcie ukazał się album konkursowy. Zapraszam Was więc do podziwiania i lajkowania. Oczywiście jak zwykle liczę na Wasze głosy 😁

poniedziałek, czerwca 11, 2018

Kwieciście

Kwieciście
...jak to na wiosnę. Bo jeśli ktoś miałby jakiekolwiek wątpliwości to mamy jeszcze wiosnę, choć termometr za oknem twierdzi coś zgoła innego.
Wzięło mnie kiedyś na takie kwieciste eksperymenty i miałam je już dawno pokazać, ale jakoś nie wyszło. Teraz przypomniałam sobie o nich przy innej okazji. 
Ale zacznę jednak od moich kolczyków. Jak już pewnie część z Was zauważyła bardzo się ostatnio polubiłam ze splotem Sweetpea. Robiłam już łańcuchy ciągłe, wykorzystywałam też pojedyncze elementy, przyszła więc pora na formy bardziej skomplikowane. Zaczęłam łączyć ze sobą elementy w różny sposób, aż w pewnym momencie wyszły mi z tego takie oto kwiatki.


Wystarczyło tylko umieścić w środku koralik.


W tym przypadku był to miodowy jadeit o średnicy 6 mm.


"Płatki" wykonane są z bright aluminium, do tego żółty środek, czyli prawie stokrotka.


Mimo, że ogniwka są z drutu 1 mm, to całe kwiatki wyszły naprawdę niewielkie. ich średnica to ok. 1,8 cm, a waga jednego kolczyka: 1,65 g.


Jednak coś mi w nich nie do końca grało. Kulka w środku wydawała mi się trochę zbyt mała. Znalazłam więc 7 mm fasetowane kilku granatu.


Oprawiłam je w takie same kwiatki, ale wykonane z brązu.


Tym razem kulka ładnie wypełniła kwiatek w środku i efekt końcowy zdecydowanie bardziej mi się spodobał.


Kolczyki wyszły tej samej wielkości, ale wyraźnie cięższe. każdy z nich waży 4,3 g.


Kwiatki wyszły fajnie, ale brakowało mi w nich jeszcze jednej rzeczy - symetrii. 


Dlatego zrobiłam kolejną wersję. Tym razem się rozpędziłam i powstały aż trzy kwiatki.


Dwa z nich wylądowały tradycyjnie w kolczykach, a trzecia dostała krawatkę i gruby łańcuszek - żmijkę przyjmując formę naszyjnika do kompletu.


Te kwiatki są sześciopłatkowe, więc symetria jest. Pomogła ona przy mocowaniu kulki w środku.


Kulka tym razem znacznie większa, bo to 10 mm fasetowany jadeit rubinowy.


Te kwiatki mają już ponad 2 cm średnicy. Kolczyki ważą po 2,7 g, a naszyjnik 12,5 g (sama zawieszka to 3,6 g).


Kwiatki wykonałam z takich samych ogniwek jak te pierwsze, czyli bright aluminium, z drutu grubości 1 mm.

No i była bym zapomniała. Na samym początku napisałam, że o tych kwiatkach przypomniałam sobie przy okazji. Okazją tą okazał się Wtorkowy Maraton Rękodzielniczy na fanpagu Royal-Stone. Jego tematem przewodnim była biżuteria z zastosowaniem półfabrykatów w kształcie kwiatków. Nie da się ukryć, że motyw kwiatowy należy do moich ulubionych, więc miałam co pokazać. Okazało się, że jury bardzo przypadły do gustu kolczyki, które zrobiłam prawdziwe wieki temu. To było moje pierwsze wire-wrapping z użyciem "profesjonalnego" drutu (wcześniej owijałam takim odzyskanym z transformatora, czy jakiegoś innego tego typu urządzenia). Oto one:

Nawet nie wiem czy załapały się na publikację na blogu, bo powstały z pewnością w czasach przeblogowych, dlatego pokazuję je teraz. Kilka dni temu dotarła do mnie nagroda, którą był dość pokaźny zestaw kwiatkowych elementów. O taki:


Biorąc pod uwagę to i ilość chwostów jakie ostatnio zakupiłam, przeczuwam, że w najbliższym czasie zrobi się u mnie dość tekstylnie i bardzo kwieciście 😉


Copyright © Z kociołka czarownicy , Blogger