Dziś wyjątkowo nie pokażę nic nowego.
Na początku parę uwag odnośnie podsumowania zabawy u Danusi. Jak zapewne większość z Was doskonale wie - zebrało się nas 72 (a właściwie to nawet 73) sztuki! Danusia jak zwykle przygotowała piękne kolaże naszych prac, potrzebowała aż czterech, żeby wszystkich zmieścić :)
Pozwoliłam sobie jeden z nich podkraść:
To ten, na którym znalazła się moja praca. Pozostałe możecie zobaczyć u Danusi klikając w obrazek :)
Kiedy dotychczas czytałam u Was teksty typu: "Ale się tu u mnie zrobiło tłoczno, to za sprawą zabawy u Danusi" - jednak nie do końca zdawałam sobie sprawę, co to oznaczało. Teraz już wiem! Były momenty, że nie nadążałam odpisywać na komentarze. Ja z kolei wiem, że nie udało mi się dotrzeć do wszystkich z Was, ale postaram się to jeszcze nadrobić. Wprawdzie ambitnie pootwierałam sobie sporo linków w osobnych kartach, ale oczywiście nie udało mi się od razu wszędzie zajrzeć, a kiedy wróciłam okazało się, że komputer jest tak zamulony, że tylko reset może mu pomóc. Cóż niestety współdzielę go z moją najmłodszą córką, a że sprzęt już niemłody (niewiele młodszy od niej), to po prostu czasem nie daje już rady. W ten sposób kompletnie straciłam rachubę gdzie już byłam, a gdzie jeszcze nie ;-)
Od momentu zgłoszenia spinki do zabawy w kolory nawet nie tknęłam koralików. Miałam dość wariacki tydzień. Moje dziecko najstarsze na kilka dni zawitało do kraju, trzeba więc było oczy nacieszyć zanim znów zniknie na kolejne trzy miesiące... Poza tym jej autko dawno nie używane obraziło się i cynicznie odmówiło współpracy. Trzeba było więc jak za dawnych dobrych czasów trochę pobawić się w taksówkę ;-) Do robótek brakło czasu i natchnienia.
Natomiast chciałam Wam pokazać, jaki obrazek mogłam obserwować kilka dni temu z mojego balkonu. Może pamiętacie niecodzienne spotkanie mojego psa z danielem? Wspominałam wtedy o rodzince danieli odwiedzającej nas regularnie od mniej więcej roku. Na całe lato rodzice "podzielili" się synkami - jeden chodził z mamą, drugi z tatą. Teraz znowu zebrały się razem. Zbliża się bekowisko. Tak nazywa się okres rui u danieli (odpowiednik rykowiska jeleni). Na filmie widać jak tatuś uczy jednego z synków fechtunku. Drugi miałby ochotę się przyłączyć, ale trochę mu śmiałości brak. Mamusia pasie się w pewnej odległości, przyglądając się ze spokojem tej scence (na filmie nie mieści się w kadrze, więc musicie mi uwierzyć na słowo):
Podobno nie często udaje się sfilmować takie sceny w naturze, bo odbywają się one raczej nocą, a w każdym razie po ciemku. "Moje" daniele okazały się na tyle miłe, że wybrały porę popołudniową, kiedy jeszcze jest w miarę jasno. Mam nadzieję, że uda mi się jeszcze załapać na "ciąg dalszy".
Filmik nie jest porażającej jakości, bo kręciłam go zwykłym aparatem fotograficznym i to ze znacznej odległości, ale chyba widać o co chodzi. Ścieżkę dźwiękową pozwoliłam sobie usunąć, bo słychać tam było głównie szczekanie psa sąsiadki i nieustające pytania mojej najmłodszej ;-)
PS. To moja pierwsza próba opublikowania filmu, więc jakby było coś nie tak, to krzyczcie!


