piątek, kwietnia 09, 2021

Kolczyki Gloria

Kolczyki Gloria

Mam w swoim repertuarze kilka takich wzorów, które mogłabym robić bez końca. Co ciekawe one nie nudzą się nie tylko mnie, ale także moim klientkom. Jednym z takich wzorów jest Gloria.

Zbiorcze zdjęcie kolczyków Gloria zrobione kilka lat temu.


Nie przypadkowo właśnie ten model pokazuję Wam teraz. A to dlatego, że jest to jeden z ciekawszych sposobów wykorzystania naszego splotu miesiąca, czyli Helm chain.

Zbiorcze zdjęcie kolczyków Gloria wykonane współcześnie.


Ale może wypadałoby zacząć od tego dlaczego Gloria? Nadając imiona swoim modelom czy kolekcjom staram się, żeby nie były to nazwy przypadkowe. I w tym przypadku nie było inaczej. Kiedy pokazałam te kolczyki, to niektórzy widzieli w nich ludzika, inni aniołka, a ja... 

A ja zobaczyłam w nich to:

Kolczyk Gloria wraz ze swoją imienniczką.


Jeśli oglądaliście Madagaskar, to z pewnością pamiętacie, że ta urocza hipopotamka na imię ma właśnie Gloria. 

Ale wróćmy do kolczyków. Ich konstrukcja jest bajecznie prosta. Dwie kulki i trochę ogniwek pomiędzy nimi. Dolna kulka jest większa: 12, 10 lub 8 mm, a górna ciut mniejsza, najczęściej 8 lub 6 mm. Przedzielone one są rozetką wykonaną Helmem. W zależności od wielkości kulek mogą to być 3 lub cztery segmenty splotu.

Najlepiej, jak pokażę to na przykładach:

Ogniwka z bright aluminium grubości 1 mm, 4 segmenty splotu, kulki 8 i 12 mm.


Ogniwka z brązu grubości 1 mm, 3 segmenty splotu, pojedyncze kółeczko łączące, kulki 6 i 10 mm. Wewnątrz splotu widoczna dodatkowa kuleczka dystansowa.


Ogniwka z mosiądzu grubości 1 mm, 4 segmenty splotu, pojedyncze kółeczko łączące, kulki 8 i 12 mm.

Ogniwka stalowe o grubości 1mm (bazowe) i 0,8 mm (łączące), 4 segmenty splotu, kulki 8 i 12 mm.


Wersja mini. Ogniwka stalowe o grubości 0,7 mm, 3 segmenty splotu, kulki 6 i 8 mm.


Wzór ten bardzo ładnie prezentuje się na uchu. Tu akurat najmniejsza wersja, ale "duże" nie są wcale tak wiele większe.

Kolczyk Gloria z piaskiem pustyni prezentuje się w uchu. Co prawda sztucznym, ale zawsze ;)


Zdarzało mi się zastępować dolną kulkę kroplą. To dość mocno zmienia charakter kolczyków, ale to nadal ten sam model. W tych kolczykach kroplę odwróciłam grubszym końcem do góry, uzyskując coś na kształt wrzeciona:

Kolczyki Gloria brązowe z perłami. Dolna perła w kształcie kropli sprawia, że całość przybrała kształt wrzeciona.


Z kolei na pierwszym zdjęciu w tym poście możecie wypatrzeć na dole stojaczka niebieskie kolczyki, w których kropla ułożona jest "po bożemu", czyli cieńszym końcem do góry. Niestety nie zdążyłam im zrobić innego zdjęcia.

Oprócz kolczyków ten model doskonale sprawdzi się też jako charmsik.

Charmsik Gloria z hematytami.


Splot możecie również wzbogacić koralikami.

Miedziany charms Gloria z białym koralem. Splot urozmaicony koralikami.


Jak widzicie możliwości jest mnóstwo. Zachęcam Was gorąco do spróbowania.

I na koniec zdradzę Wam jeszcze pewien trick. Czasem, kiedy przekładka nie siądzie idealnie między kulkami, może się zdarzyć, że będzie próbowała się odwijać w drugą stronę. Nie możemy jej przecież na to pozwolić. W takiej sytuacji warto nad dolną kulką nadziać na szpilkę jeszcze jedną małą kuleczkę (3-4 mm). Utworzy ona dystans pomiędzy kulkami i w ten sposób ustabilizuje przekładkę we właściwej pozycji. Jak się przyjrzycie dokładnie, to na poniższym zdjęciu możecie taką kulkę wypatrzeć. Zresztą uważny obserwator wypatrzy ją także na kilku innych zamieszczonych tu zdjęciach.

Kolczyk Gloria z howlitem. Wewnątrz splotu możecie wypatrzyć dodatkową kuleczkę dystansową.


Na dziś to tyle. A już niebawem pokaże Wam jeszcze inne, całkiem nowe oblicze Helma.




piątek, kwietnia 09, 2021

Splot miesiąca - podsumowanie Persefon

Splot miesiąca - podsumowanie Persefon

Marzec skończył się już chwilę temu, a ja nadal winna Wam jestem podsumowanie pierwszej edycji naszego chainmaillowego wyzwania.


W marcu wzięliśmy w obroty splot o wdzięcznej nazwie Persephone. Na pierwszy rzut oka może wydawać się on dość skomplikowany, tymczasem okazuje się być bardzo prosty. Na jego wykonanie wystarczy 9 ogniwek, a z pojedynczych elementów można czynić cuda. Na zachętę pokazałam całą chmarę kolczyków, które powstały przy okazji pisania tutorialu na ten właśnie splot. Oto one:


Najlepszym dowodem na te cuda są prace uczestniczek. Swoje Persefony zdecydowały się zaprezentować cztery dziewczyny: Małgorzata, Iwona, Ewelina i rzutem na taśmę Krystyna. W sumie 15 prac. Wszystkie je możecie zobaczyć na poniższym kolażu.


Jeśli macie ochotę przyjrzeć się każdej z tych prac z bliższa, to zapraszam do odwiedzenia tego albumu w grupie Chainmaille po polsku na Facebooku.

Wśród zaprezentowanych tam prac znajdziecie pojedyncze elementy splotu w różnych aranżacjach, połączone z kamykami i koralikami lub... z innymi Persefonami, tworzącymi efektowną rozetę. Splot został wykorzystany w kolczykach, bransoletkach, wisiorach, a nawet w breloku. 

Mam nadzieję, że zgodzicie się ze mną, że udało się nam odczarować Persefonę. Splot okazał się o wiele łatwiejszy, niż mogłoby się wydawać.

czwartek, kwietnia 01, 2021

Splot miesiąca - kwiecień 2021

Splot miesiąca - kwiecień 2021

Splot miesiąca to cykl, który miał swoją premierę w marcu, na facebookowej grupie Chainmaille po polsku. Niebawem podsumuję ten pierwszy miesiąc, ale teraz chciałam zaprosić Was do zabawy z kolejnym splotem.

W kwietniu splotem miesiąca ogłaszam...




Mam nadzieję, że większość Was doskonale go zna. Splot ten był bohaterem czwartej lekcji cyklu Nauka chainmaille. Wszystko, co wtedy napisałam na ten temat jest nadal aktualne.

Jeśli jednak jeszcze nie mieliście z nim styczności, to jakiś czas temu popełniłam tutorial na bransoletkę wykonaną tym właśnie splotem, który ukazał sia na blogu sklepu Pasart. Możecie zobaczyć go tutaj.

Więcej linków do różnych sposobów wykonania, tudzież innych wariantów, znajdziecie we wspomnianym wyżej wpisie z cyklu Nauka chainmaille, nie będę ich tu więc powtarzać. Niemniej jednak kilka szczegółów technicznych jestem Wam winna.


Parametry ogniwek

W splocie Helm chain wykorzystujemy ogniwka w dwóch rozmiarach. Najlepiej sprawdzą się takie o AR 6 (lub ciut więcej) i AR 4 (lub ciut mniej). Najważniejsze, żeby po zamknięciu ich, to mniejsze swobodnie mieściło się w tym większym, jak na załączonym obrazku:

Spośród ogólnodostępnych ogniwek będą tu pasować rozmiary 8/1 + 6/1 mm.
Jeśli zdecydujecie się na zakup ogniwek w moim sklepie, to te rozmiary (8/1 + 6/1 mm) możecie przez cały kwiecień kupić z rabatem 10%. Wystarczy, że wpiszecie w koszyczku kod: KwietniowyHelm (wielkość liter nie ma znaczenia).

Cechy splotu

W wersji podstawowej splot ten jest płaskim łańcuszkiem o szerokości równej rozmiarowi większego ogniwka i grubości takiej jak średnica mniejszego. Ułożony na płasko daje się dowolnie formować (wyginać na boki), a w płaszczyźnie prostopadłej wygina się w łuk na tyle, aby bransoletka dobrze układała się na nadgarstku.



Przeznaczenie

Splot wykorzystywany jest przede wszystkim w bransoletkach i naszyjnikach. Można łatwo dopiąć do niego charmsy lub inne zawieszki. 



Ale można też odcinek łańcuszka połączyć w kółko otrzymując taki kwiatek-rozetkę:



Wreszcie powyższą rozetkę można uformować na kształt czapeczki i umieścić ją na koraliku:



Oczywiście to tylko kilka możliwości wykorzystania tego splotu. Reszta zależy już tylko od Waszej inwencji. 

W ramach inspiracji podrzucam jeszcze kolaż prac wykonanych w tym splocie przez uczestników Nauki chainmaille.




Zasady i regulamin zabawy Splot miesiąca wraz z regulaminem towarzyszącej jej promocji na ogniwka znajdziecie tutaj.


piątek, marca 26, 2021

Akcja reaktywacja

Akcja reaktywacja

Od 20 miesięcy nie napisałam tu ani słowa. Możecie wierzyć, lub nie, ale bardzo mi to ciążyło. Przez ten czas wiele się w moim życiu zmieniło, rozwijałam firmę, szukałam swojej grupy docelowej, czasu ciągle brakowało. I kiedy już mi się wydawało, że znalazłam tego mojego klienta idealnego, to przyszła pandemia i wywróciła cały świat do góry nogami, pozbawiając mnie przy okazji kontaktu z odbiorcami mojej biżuteryjnej twórczości. Facebook stale ciął zasięgi, tak że już prawie nikt nie widział moich postów, więc założyłam własną stronę i sklep internetowy. 

U góry znajdziecie też zakładki, które przeniosą Was w te miejsca.


Jednak cały czas czegoś mi brakowało... 

Ten blog powstał przeszło siedem lat temu. Początkowo pełnił funkcję swoistego robótkowego pamiętnika. Z czasem pierwsze skrzypce przejęła biżuteria wykonywana w różnych technikach. Przełomowym momentem stała się akcja "Nauka chainmaille", która pozwoliła mi wykreować główny nurt biżuteryjnej twórczości. 

Nadal wspieram osoby, chcące spróbować swoich sił w tej jakże wdzięcznej technice, jednak od jakiegoś czasu głównym kanałem tej pomocy stała się grupa na Facebooku: "Chainmaille po polsku". Na Facebooku publikuje się szybko i wygodnie, ale to jednak nie to. Treści znikają równie szybko, jak się pojawiają. A chciałoby się, żeby pewne rzeczy zostały z nami na dłużej.

I tak oto doszłam do momentu, kiedy stwierdziłam, że jednak nie ma to jak blog. Chwilę głowiłam się nad tym jak najlepiej to rozegrać, ale po konsultacjach przeprowadzonych w grupie osób zainteresowanych tematem okazało się, że najlepszym rozwiązaniem będzie powrót do Kociołka.

No to wracam. Jak widzicie blog dostał nowe szaty. Powinno być przejrzyściej i bardziej funkcjonalnie. Oczywiście jeszcze przez pewien czas będą się docierać różne szczegóły, ale zasadniczy kierunek został ustalony. Od teraz "Z kociołka czarownicy" staje się blogiem poświęconym technice chainmaille. Będę tu publikować dużo treści ściśle technicznych, ale też pokazywać moje nowości i Wasze dokonania w tej dziedzinie. Blog nie będzie już tak osobisty, jak na początku i siłą rzeczy bardziej powiązany z moją marką Bruxa Jewelry, ale w żadnym wypadku nie będzie to komercyjny blog firmowy. Takowy, adresowany do moich biżuteryjnych klientów, prowadzę na mojej stronie, tutaj

Nowy charakter starego bloga nie przekreśla jednak przeszłości. Nie będzie żadnej grubej kreski. Dlatego nie zamierzam usuwać ani jednego z dotychczasowych 444 postów. Nadal będzie je można znaleźć (w niezmienionej wersji) w archiwum lub wyszukać, za pomocą tagów i wyszukiwarki. 

Na koniec nie pozostaje mi nic innego, jak ponownie zaprosić Was do Kociołka czarownicy, mając nadzieję, że jeszcze będziecie mieli ochotę tu zaglądać.

piątek, lipca 26, 2019

Siedmiorzędowy elf

Siedmiorzędowy elf
Ups! i znowu nie było mnie tu dwa miesiące. Ale mam sporo do pokazania takich rzeczy bardziej prywatnych, więc muszę się w końcu zmobilizować 😁
Na pierwszy ogień idzie bransoletka, jaką zrobiłam na prezent imieninowy dla córki. Dla tej córki, która sprowokowała mnie do zajęcia się techniką chainmaille. Jest ona gorącą wyznawczynią szerokich bransoletek bez zapięcia. No to zrobiłam jej takiego elfa.


Splot to Elfsheet, czyli elfweave w wersji płaskiej, inaczej mówiąc kilkurzędowej, a konkretnie siedmiorzędowej. Splot dość misterny, ale niezwykle efektowny. Tak wygląda z bliska:


Bransoletkę uplotłam z ogniwek ze stali chirurgicznej w rozmiarze 5/0,8 mm. Córka, podobnie jak ja nie toleruje niklu, więc muszę uważnie dobierać materiały na biżuterię dla niej.


Ciekawe czy ktoś z Was potrafi zgadnąć ile ogniwek zużyłam? Nie, nie będzie żadnego konkursu, odpowiedź na to pytanie podam na samym końcu tego posta.


Biżuteria, którą nosi moja córka na co dzień, a w szczególności bransoletki, przechodzi niezłą szkołę życia. Ponieważ prowadzi ona dość aktywny tryb życia, a przy okazji (delikatnie mówiąc) nie jest zbyt uważna, to zarówno jej rzeczy, jak i ona sama narażone są na częste urazy. Pierwszy Dragonscale, którego dla niej zrobiłam musiał być naprawiany praktycznie co kilka dni, aż w końcu zrobiłam jej drugiego, ze znacznie grubszych ogniwek. Tu ogniwka są dość filigranowe (czego nie omieszkała z obawą zauważyć), ale zarówno sam splot (dość gęsty), jak i niezwykle odporna i twarda stal chirurgiczna dają nadzieję na dłuższy żywot bransoletki.


Bransoletka jest dość szeroka. Siedem rzędów splotu, mimo dość niedużych ogniwek dało ok. 3,5 cm szerokości.


Jest też ciężka. Znacznie odbiega od średniej wagi mojej biżuterii, bo to aż 57 g z niewielkim "hakiem". Ale obdarowana twierdzi, że wcale nie jest ciężka, ręki jeszcze nie urywa 😉.


Pora na kolejne "dziwactwo" córki dotyczące bransoletek. Mają one być dość ciasne, ale bez zapięcia. I nie na gumce, bo zaraz by ją urwała. Przyznacie, że niełatwo to połączyć. Sploty też nie zawsze łatwo połączyć w kółko. Z Dragoscale była to prawdziwa droga przez mękę, na szczęście Elfa łączy się bardzo łatwo.


Bransoletka ma niecałe 18 cm w obwodzie. Robiłam ją w wielkim strachu, czy jednak nie przesadziłam. Jednak wszystkie dotychczas zrobione dla córki bransoletki kwitowała ona zawsze stwierdzeniem, że mogłyby być ciaśniejsze. Na szczęście posiada ona dość rzadką umiejętność i potrafi tak poskładać kosteczki w dłoni, że przeciśnie przez nią obręcz niewiele większą od obwodu nadgarstka. Na zdjęciu widać, że bransoletka jest naprawdę dopasowana i kompletnie nie wiadomo w jaki sposób znalazła się na nadgarstku. No, czary...


Elfia bransoletka okazała się jedną z moich najbardziej pracochłonnych prac. Mimo, że nie było tu żadnego eksperymentowania, testowania wzoru, wszystko było według znanego schematu, a praca szła mi naprawdę szybko i sprawnie. Zrobienie jej zajęło mi ok 8 godzin zaplatania, jest to czas samej pracy po odliczeniu wszelkich najkrótszych nawet przerw.


Na koniec jestem Wam jeszcze winna odpowiedź na pytanie ile tu jest ogniwek. Otóż cała bransoletka to dokładnie 1140 ogniwek. Robi wrażenie, nie?



czwartek, maja 23, 2019

Powrót do drutów

Powrót do drutów
Obiecałam Wam opowiedzieć o tej sukience, co miałam ją na sobie podczas Kiermashu. To za chwilę, ale najpierw chciałam odnieść się do komentarzy pod poprzednim postem. Celowo nie robiłam tego na bieżąco, żeby nikomu nic nie sugerować, zależało mi na całkowicie Waszej opinii.
Widzę jednak, że Wasze spostrzeżenia generalnie pokrywają się z moimi. Czyli, że jest ciasno - szukam większego stołu, a dopóki go nie zdobędę, będę wystawiać mniej "towaru". Kolejna rzecz to kwestia obrusu. Zgadzam się, że czerwony nie jest najlepszy, ale okazało się, że to jedyny duży jednokolorowy obrus, jaki miałam w domu. I w tym momencie mnie trochę zaskoczyłyście, bo ja skłaniałam się ku kolorowi brązowemu, a Wy mi mówicie czarny (ewentualnie biały). No i teraz nie wiem. Chciałam kupić duży kawałek materiału i naprasować na niego to, co tu było wydrukowane na kartce. Ale na czarny nie dam rady, poza tym obawiam się, że za dużo byłoby tej czerni, ale skoro Wy mi tak radzicie, to może nie mam racji? Naprawdę zabiłyście mi ćwieka.


Ale wracając do sukienki. Kiedyś nie rozstawałam się z drutami nigdy, ale ostatnio zdecydowanie zbyt rzadko za nie chwytam. Kilka miesięcy temu na Pasartowej grupie na Facebooku rozpętało się istne szaleństwo flowersowe. To znaczy w sklepie pojawiły się włóczki Yarnart Flowers, obłędnie cieniowane, w dużych motkach. Nagle wszystkie dziewczyny zaczęły robić z nich szydełkowe chusty. Nie powiem, włóczki podobały mi się bardzo, ale jakoś do chusty nie byłam przekonana. Ostatnia chusta, jaką zrobiłam, już ponad dwa lata nie może doczekać się blokowania. Czyli chyba jej aż tak nie potrzebuję? Usilnie więc starałam się wymyślić jakieś lepsze przeznaczenie dla tych pięknych motków. I wtedy zobaczyłam ten kolor.


A musicie wiedzieć, że od dawna przymierzałam się do włóczkowej sukienki, tylko nie mogłam się zdecydować czy ma być ona niebieska, szara czy beżowa. Jak nie wierzę w przeznaczenie i tego typu głupoty, to stwierdziłam, że chyba ktoś chce, żebym w końcu tę kieckę wydziergała 😉.


Zakupiłam więc trzy motki, nowe druty i przystąpiłam do wybierania wzoru. Zajęło mi to dobre dwa tygodnie, albo nawet więcej. Jak dotąd wszystkie swetry, które robiłam były albo z wrabianymi wzorami, albo w warkocze. Za wszelką cenę chciałam tym razem zrobić coś innego. Przetestowałam całą masę różnych ażurów i ciągle było coś nie tak. W pewnym momencie złapałam się na tym, że zaczynam przeglądać warkocze. W momencie, kiedy byłam już o krok od złamania się i wybrania jednak jakiegoś warkocza, trafiłam na ten wzór. Znalazłam go na Pintereście. I to wreszcie było to. Wszystko pasowało: dziury nie za duże, szerokość odpowiednia i przede wszystkim spodobał mi się. 
Sukienkę postanowiłam zrobić bezszwowo od dołu. Szybko policzyłam ile powtórzeń wzoru będę potrzebować i ruszyłam z kopyta. Zaczęłam od 22 powtórzeń/pasów wzoru, ale szybko w co drugim z nich zakończyłam wzór pozostawiając tam same lewe oczka. Te pasy lewych służyły mi do odejmowania i dodawania oczek w celu uzyskania odpowiedniego fasonu.


Coś podejrzanie wolno ubywało mi włóczki. Po wyrobieniu pierwszego motka stwierdziłam, że spokojnie mogę pozwolić sobie na rękawy, których pierwotny plan nie przewidywał.

Tyle zrobiłam z jednego motka 250 g
Rękawy zrobiłam 3/4, a może 2/3? Tak odrobinę za łokieć. Robiłam je też na okrągło, na drutach pończoszniczych. Po połączeniu z dołem tułowia dalej pociągnęłam okrągły karczek zakończony ściągaczem. Kiedy już wiedziałam, że kolejne powtórzenie wzoru mi się nie zmieści, ograniczyłam się do tego fragmentu, który mogłam bezkarnie zwężać, czyli takich listków. Ściągacz zrobiłam z prawymi oczkami przekręconymi, w nawiązaniu do fragmentu wzoru. Jest on podwójny, czyli podwinięty i podszyty u nasady. W ten sposób uniknęłam sztywnego, nieelastycznego zakończenia.


Jak już wspomniałam włóczka okazała się zaskakująco wydajna. Zużyłam jej tylko dwa motki i ciut. Zostało mi jeszcze tyle (218 g!). I teraz będę musiała wymyślić co z tego zrobić 😜.


Sukienkę skończyłam dzień przed Kiermashem, a że pogoda była odpowiednia, to postanowiłam w niej tam zadebiutować. Kiecka okazała się bardzo wygodna i odpowiednia do tak zmiennych temperatur, jakie panowały w ten weekend, więc jestem z niej bardzo zadowolona.


Pranie też zniosła wzorowo. Wyprałam ją w pralce, w woreczku na 40 stopni i odwirowałam na 700 obrotów. Suszyłam rozłożoną na ręczniku, blokowanie okazało się zbędne, zresztą swetrów nigdy nie blokuję.


Jak pokazałam kieckę na fb, to miałam sporo zapytań o wzór, więc uprzedzając Wasze pytania, znajdziecie go na Pintereście, konkretnie tutaj.

piątek, maja 17, 2019

Pokiermashowe przemyślenia

Pokiermashowe przemyślenia
Ostatnio zapraszałam Was na Kiermash, dziś opowiem jak było.

To była moja pierwsza impreza tego typu, w grudniu wprawdzie brałam udział w lokalnym jarmarku świątecznym, ale to jednak zupełnie inna skala. 
Pogoda na szczęście stanęła na wysokości zadania i wytrzymała przez większość czasu, padać zaczęło dopiero w niedzielę po południu i przez cały weekend było dość ciepło, choć nie upalnie.
Miejsce chyba nie było najszczęśliwsze. To znaczy sama hala piękna, ale jednak trochę na uboczu. Poza tym, jak się okazało każda impreza na Błoniach powoduje trudności z dojazdem. Tym razem był to maraton rowerowy, który zablokował dojazd do hali na prawie całą sobotę. Dlatego docierali do nas głównie spacerowicze z psami. Dla mnie impreza okazała się niezbyt udana, jednak co nieco się nauczyłam na przyszłość.

Moje stoisko było malutkie (tylko taki stół udało mi się zdobyć), ciężko było mi się na nim zmieścić:


Największy problem mam z odpowiednim wyeksponowaniem kolczyków. Przede wszystkim większość z nich prezentuje się dobrze tylko "w zwisie". Trudno jest zdobyć odpowiedni ekspozytor. Zrobiłam więc sobie własny, a nawet dwa, choć tutaj zmieścił mi się tylko jeden. W zwykłą, prostą ramkę oprawiłam kawałek gęstej siatki na króliki pomalowanej na czarno. Do tego czarne tło, bo jak wiadomo chainmaille najlepiej prezentuje się na czarnym tle. Do kolczyków na otwartych biglach jest to jak na razie najlepszy sposób. Tak prezentował się na grudniowym jarmarku:


Teraz wyglądał podobnie, choć chyba było na nim ciaśniej. Mniejsze kolczyki, zwłaszcza te na sztyftach powiesiłam na specjalnych paletkach, jednak okazały się one bardzo małe i kolczykom było za ciasno. Poza tym zdejmowanie ich z takiego stojaczka jest dość kłopotliwe, ale na razie nie mam lepszego pomysłu.


Dużo lepiej sprawa wygląda w przypadku bransoletek. Te stojaki spisują się całkiem nieźle. Kupiłam dwa takie, potrójne i zastanawiam się nad trzecim 😉. Pierwszy jednak zrobiłam sobie sama, o taki:


Jeśli to Was interesuje, to mogę machnąć wpis z tutorialem jak takie coś zrobić, bo mam kilka zdjęć z "w trakcie".

A teraz mam do Was prośbę. Proszę wyobraźcie sobie, że jesteście na takim kiermaszu, przechadzacie się między alejkami, zastanawiacie się co kupić i trafiacie na takie stoisko:


Jakie jest Wasze wrażenie? Totalny chaos? Co zwraca Waszą uwagę przede wszystkim? Czego Wam tu brakuje? A może czegoś jest za dużo? Czy macie ochotę zatrzymać się na chwilę, czy może coś Was do tego zniechęca? Co byście tu zmieniły (zmienili)? Co wyeksponować bardziej, a co przesunąć do tyłu? Czy taka czarna kolorystyka nie jest zbyt "mroczna"?
Mam mnóstwo pytań, zależy mi przede wszystkim na tzw. "konstruktywnej krytyce" i konkretnych, wręcz szczegółowych uwagach. Nie oczekuję zachwytów, bo wiem, że daleko mu do ideału, a poza tym one nic nie wnoszą do tematu. Ja mam już kilka spostrzeżeń i pomysłów co zmienić, ale chciałabym poznać też "spojrzenie z zewnątrz", okiem klienta, dlatego celowo nic na ten temat nie piszę.

Miałam przy okazji tego wpisu wspomnieć co nieco o sukience, którą mam na sobie, ale zrobiło się już trochę przydługo, więc poświęcę jej osobny post.

Copyright © Z kociołka czarownicy , Blogger