Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biżuteria. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą biżuteria. Pokaż wszystkie posty

piątek, kwietnia 09, 2021

Kolczyki Gloria

Kolczyki Gloria

Mam w swoim repertuarze kilka takich wzorów, które mogłabym robić bez końca. Co ciekawe one nie nudzą się nie tylko mnie, ale także moim klientkom. Jednym z takich wzorów jest Gloria.

Zbiorcze zdjęcie kolczyków Gloria zrobione kilka lat temu.


Nie przypadkowo właśnie ten model pokazuję Wam teraz. A to dlatego, że jest to jeden z ciekawszych sposobów wykorzystania naszego splotu miesiąca, czyli Helm chain.

Zbiorcze zdjęcie kolczyków Gloria wykonane współcześnie.


Ale może wypadałoby zacząć od tego dlaczego Gloria? Nadając imiona swoim modelom czy kolekcjom staram się, żeby nie były to nazwy przypadkowe. I w tym przypadku nie było inaczej. Kiedy pokazałam te kolczyki, to niektórzy widzieli w nich ludzika, inni aniołka, a ja... 

A ja zobaczyłam w nich to:

Kolczyk Gloria wraz ze swoją imienniczką.


Jeśli oglądaliście Madagaskar, to z pewnością pamiętacie, że ta urocza hipopotamka na imię ma właśnie Gloria. 

Ale wróćmy do kolczyków. Ich konstrukcja jest bajecznie prosta. Dwie kulki i trochę ogniwek pomiędzy nimi. Dolna kulka jest większa: 12, 10 lub 8 mm, a górna ciut mniejsza, najczęściej 8 lub 6 mm. Przedzielone one są rozetką wykonaną Helmem. W zależności od wielkości kulek mogą to być 3 lub cztery segmenty splotu.

Najlepiej, jak pokażę to na przykładach:

Ogniwka z bright aluminium grubości 1 mm, 4 segmenty splotu, kulki 8 i 12 mm.


Ogniwka z brązu grubości 1 mm, 3 segmenty splotu, pojedyncze kółeczko łączące, kulki 6 i 10 mm. Wewnątrz splotu widoczna dodatkowa kuleczka dystansowa.


Ogniwka z mosiądzu grubości 1 mm, 4 segmenty splotu, pojedyncze kółeczko łączące, kulki 8 i 12 mm.

Ogniwka stalowe o grubości 1mm (bazowe) i 0,8 mm (łączące), 4 segmenty splotu, kulki 8 i 12 mm.


Wersja mini. Ogniwka stalowe o grubości 0,7 mm, 3 segmenty splotu, kulki 6 i 8 mm.


Wzór ten bardzo ładnie prezentuje się na uchu. Tu akurat najmniejsza wersja, ale "duże" nie są wcale tak wiele większe.

Kolczyk Gloria z piaskiem pustyni prezentuje się w uchu. Co prawda sztucznym, ale zawsze ;)


Zdarzało mi się zastępować dolną kulkę kroplą. To dość mocno zmienia charakter kolczyków, ale to nadal ten sam model. W tych kolczykach kroplę odwróciłam grubszym końcem do góry, uzyskując coś na kształt wrzeciona:

Kolczyki Gloria brązowe z perłami. Dolna perła w kształcie kropli sprawia, że całość przybrała kształt wrzeciona.


Z kolei na pierwszym zdjęciu w tym poście możecie wypatrzeć na dole stojaczka niebieskie kolczyki, w których kropla ułożona jest "po bożemu", czyli cieńszym końcem do góry. Niestety nie zdążyłam im zrobić innego zdjęcia.

Oprócz kolczyków ten model doskonale sprawdzi się też jako charmsik.

Charmsik Gloria z hematytami.


Splot możecie również wzbogacić koralikami.

Miedziany charms Gloria z białym koralem. Splot urozmaicony koralikami.


Jak widzicie możliwości jest mnóstwo. Zachęcam Was gorąco do spróbowania.

I na koniec zdradzę Wam jeszcze pewien trick. Czasem, kiedy przekładka nie siądzie idealnie między kulkami, może się zdarzyć, że będzie próbowała się odwijać w drugą stronę. Nie możemy jej przecież na to pozwolić. W takiej sytuacji warto nad dolną kulką nadziać na szpilkę jeszcze jedną małą kuleczkę (3-4 mm). Utworzy ona dystans pomiędzy kulkami i w ten sposób ustabilizuje przekładkę we właściwej pozycji. Jak się przyjrzycie dokładnie, to na poniższym zdjęciu możecie taką kulkę wypatrzeć. Zresztą uważny obserwator wypatrzy ją także na kilku innych zamieszczonych tu zdjęciach.

Kolczyk Gloria z howlitem. Wewnątrz splotu możecie wypatrzyć dodatkową kuleczkę dystansową.


Na dziś to tyle. A już niebawem pokaże Wam jeszcze inne, całkiem nowe oblicze Helma.




piątek, lipca 26, 2019

Siedmiorzędowy elf

Siedmiorzędowy elf
Ups! i znowu nie było mnie tu dwa miesiące. Ale mam sporo do pokazania takich rzeczy bardziej prywatnych, więc muszę się w końcu zmobilizować 😁
Na pierwszy ogień idzie bransoletka, jaką zrobiłam na prezent imieninowy dla córki. Dla tej córki, która sprowokowała mnie do zajęcia się techniką chainmaille. Jest ona gorącą wyznawczynią szerokich bransoletek bez zapięcia. No to zrobiłam jej takiego elfa.


Splot to Elfsheet, czyli elfweave w wersji płaskiej, inaczej mówiąc kilkurzędowej, a konkretnie siedmiorzędowej. Splot dość misterny, ale niezwykle efektowny. Tak wygląda z bliska:


Bransoletkę uplotłam z ogniwek ze stali chirurgicznej w rozmiarze 5/0,8 mm. Córka, podobnie jak ja nie toleruje niklu, więc muszę uważnie dobierać materiały na biżuterię dla niej.


Ciekawe czy ktoś z Was potrafi zgadnąć ile ogniwek zużyłam? Nie, nie będzie żadnego konkursu, odpowiedź na to pytanie podam na samym końcu tego posta.


Biżuteria, którą nosi moja córka na co dzień, a w szczególności bransoletki, przechodzi niezłą szkołę życia. Ponieważ prowadzi ona dość aktywny tryb życia, a przy okazji (delikatnie mówiąc) nie jest zbyt uważna, to zarówno jej rzeczy, jak i ona sama narażone są na częste urazy. Pierwszy Dragonscale, którego dla niej zrobiłam musiał być naprawiany praktycznie co kilka dni, aż w końcu zrobiłam jej drugiego, ze znacznie grubszych ogniwek. Tu ogniwka są dość filigranowe (czego nie omieszkała z obawą zauważyć), ale zarówno sam splot (dość gęsty), jak i niezwykle odporna i twarda stal chirurgiczna dają nadzieję na dłuższy żywot bransoletki.


Bransoletka jest dość szeroka. Siedem rzędów splotu, mimo dość niedużych ogniwek dało ok. 3,5 cm szerokości.


Jest też ciężka. Znacznie odbiega od średniej wagi mojej biżuterii, bo to aż 57 g z niewielkim "hakiem". Ale obdarowana twierdzi, że wcale nie jest ciężka, ręki jeszcze nie urywa 😉.


Pora na kolejne "dziwactwo" córki dotyczące bransoletek. Mają one być dość ciasne, ale bez zapięcia. I nie na gumce, bo zaraz by ją urwała. Przyznacie, że niełatwo to połączyć. Sploty też nie zawsze łatwo połączyć w kółko. Z Dragoscale była to prawdziwa droga przez mękę, na szczęście Elfa łączy się bardzo łatwo.


Bransoletka ma niecałe 18 cm w obwodzie. Robiłam ją w wielkim strachu, czy jednak nie przesadziłam. Jednak wszystkie dotychczas zrobione dla córki bransoletki kwitowała ona zawsze stwierdzeniem, że mogłyby być ciaśniejsze. Na szczęście posiada ona dość rzadką umiejętność i potrafi tak poskładać kosteczki w dłoni, że przeciśnie przez nią obręcz niewiele większą od obwodu nadgarstka. Na zdjęciu widać, że bransoletka jest naprawdę dopasowana i kompletnie nie wiadomo w jaki sposób znalazła się na nadgarstku. No, czary...


Elfia bransoletka okazała się jedną z moich najbardziej pracochłonnych prac. Mimo, że nie było tu żadnego eksperymentowania, testowania wzoru, wszystko było według znanego schematu, a praca szła mi naprawdę szybko i sprawnie. Zrobienie jej zajęło mi ok 8 godzin zaplatania, jest to czas samej pracy po odliczeniu wszelkich najkrótszych nawet przerw.


Na koniec jestem Wam jeszcze winna odpowiedź na pytanie ile tu jest ogniwek. Otóż cała bransoletka to dokładnie 1140 ogniwek. Robi wrażenie, nie?



piątek, maja 17, 2019

Pokiermashowe przemyślenia

Pokiermashowe przemyślenia
Ostatnio zapraszałam Was na Kiermash, dziś opowiem jak było.

To była moja pierwsza impreza tego typu, w grudniu wprawdzie brałam udział w lokalnym jarmarku świątecznym, ale to jednak zupełnie inna skala. 
Pogoda na szczęście stanęła na wysokości zadania i wytrzymała przez większość czasu, padać zaczęło dopiero w niedzielę po południu i przez cały weekend było dość ciepło, choć nie upalnie.
Miejsce chyba nie było najszczęśliwsze. To znaczy sama hala piękna, ale jednak trochę na uboczu. Poza tym, jak się okazało każda impreza na Błoniach powoduje trudności z dojazdem. Tym razem był to maraton rowerowy, który zablokował dojazd do hali na prawie całą sobotę. Dlatego docierali do nas głównie spacerowicze z psami. Dla mnie impreza okazała się niezbyt udana, jednak co nieco się nauczyłam na przyszłość.

Moje stoisko było malutkie (tylko taki stół udało mi się zdobyć), ciężko było mi się na nim zmieścić:


Największy problem mam z odpowiednim wyeksponowaniem kolczyków. Przede wszystkim większość z nich prezentuje się dobrze tylko "w zwisie". Trudno jest zdobyć odpowiedni ekspozytor. Zrobiłam więc sobie własny, a nawet dwa, choć tutaj zmieścił mi się tylko jeden. W zwykłą, prostą ramkę oprawiłam kawałek gęstej siatki na króliki pomalowanej na czarno. Do tego czarne tło, bo jak wiadomo chainmaille najlepiej prezentuje się na czarnym tle. Do kolczyków na otwartych biglach jest to jak na razie najlepszy sposób. Tak prezentował się na grudniowym jarmarku:


Teraz wyglądał podobnie, choć chyba było na nim ciaśniej. Mniejsze kolczyki, zwłaszcza te na sztyftach powiesiłam na specjalnych paletkach, jednak okazały się one bardzo małe i kolczykom było za ciasno. Poza tym zdejmowanie ich z takiego stojaczka jest dość kłopotliwe, ale na razie nie mam lepszego pomysłu.


Dużo lepiej sprawa wygląda w przypadku bransoletek. Te stojaki spisują się całkiem nieźle. Kupiłam dwa takie, potrójne i zastanawiam się nad trzecim 😉. Pierwszy jednak zrobiłam sobie sama, o taki:


Jeśli to Was interesuje, to mogę machnąć wpis z tutorialem jak takie coś zrobić, bo mam kilka zdjęć z "w trakcie".

A teraz mam do Was prośbę. Proszę wyobraźcie sobie, że jesteście na takim kiermaszu, przechadzacie się między alejkami, zastanawiacie się co kupić i trafiacie na takie stoisko:


Jakie jest Wasze wrażenie? Totalny chaos? Co zwraca Waszą uwagę przede wszystkim? Czego Wam tu brakuje? A może czegoś jest za dużo? Czy macie ochotę zatrzymać się na chwilę, czy może coś Was do tego zniechęca? Co byście tu zmieniły (zmienili)? Co wyeksponować bardziej, a co przesunąć do tyłu? Czy taka czarna kolorystyka nie jest zbyt "mroczna"?
Mam mnóstwo pytań, zależy mi przede wszystkim na tzw. "konstruktywnej krytyce" i konkretnych, wręcz szczegółowych uwagach. Nie oczekuję zachwytów, bo wiem, że daleko mu do ideału, a poza tym one nic nie wnoszą do tematu. Ja mam już kilka spostrzeżeń i pomysłów co zmienić, ale chciałabym poznać też "spojrzenie z zewnątrz", okiem klienta, dlatego celowo nic na ten temat nie piszę.

Miałam przy okazji tego wpisu wspomnieć co nieco o sukience, którą mam na sobie, ale zrobiło się już trochę przydługo, więc poświęcę jej osobny post.

czwartek, maja 02, 2019

Minimalizm

Minimalizm
Wzięło mnie na minimalizm, a nawet momentami mikrominimalizm 😉
Kiedyś, jakieś dwa lata temu zrobiłam całą serię chainmaillowych celebrytek. Teraz postanowiłam wrócić do tego pomysłu i nawet go rozszerzyć.

Prototyp był z Romanovem i od niego też teraz zaczęłam. Najpierw powstała wersja stalowa z lapis lazuli: bransoletka i kolczyki.


Kolejna, podobna, też stalowa z zielonym jadeitem, ale tym razem bransoletka z wisiorkiem. To był komplecik na zamówienie.


A skoro już zaczęłam, to poszłam dalej. Kolejne bransoletki powstały również ze stali, ale bez żadnych kamieni. Takie totalnie minimalistyczne: chainmaillowy łącznik na łańcuszku. Większość z kolczykami do kompletu. Przedstawię je więc po kolei.
Komplet industrialny z podkładkami i stopniowanym Box Chain. Bransoletka i kolczyki.


Przy okazji powstały jeszcze takie Boxowe kolczyki. Bardzo podobne do tych powyżej, tyle, że na sztyftach i z kulkami zamiast podkładek.


Do tej bransoletki nie zrobiłam kolczyków, ale mam kilka pasujących (np. z kwiatkami). Splot to 4 Wind.


Kolejna, również bez dedykowanych kolczyków to niedawno odkryty przeze mnie splot - Persephone.


To z kolei chyba najmniejsze kolczyki chainmaille jakie kiedykolwiek zrobiłam. Splot to również Persephona, ale taka jakby niedokończona. Ogniwka mają trochę mniejsze AR od dedykowanego dla tego splotu i chciałam sprawdzić czy jeszcze uda mi się z nich ją wypleść. Okazało się, że nie końca, ostatnich ogniwek już nie zmieściłam, ale uważam, że ta wersja też ciekawie wygląda. Elementem charakterystycznym dla tego kompletu są wszechobecne kulki: sztyfty z kulkami, kulkowy łańcuszek i splot zakończony kulką. Całość jest tak malutka, że zdecydowałam się zgłosić komplet do wyzwania Szuflady.


I wreszcie ostatni komplet ze stalowej celebrytkowej serii. Znowu użyłam podkładek, ale tym razem są to podkładki sprężynujące, a nie pod nity. Takie podkładki mają formę... ogniwka, tyle, że z kwadratowego drutu. połączyłam je ze stopniowanym Byzantine, dodając jeszcze dodatkowe ogniwka łączące po bokach. Dzięki temu kolczyki nabrały kształtu kropli.


Chodzą za mną jeszcze takie miniaturki w wersji złotej, ale pozłacane stalowe ogniwka są prawie nieosiągalne, więc póki co udało mi się zrobić tylko dwa takie zestawy.
Pierwszy z cyklu mini-mini to 4 Winds z kuleczkami i na najcieńszym łańcuszku, jaki znalazłam.


Kolejny komplet zdecydowanie bardziej na bogato, to Romanov z malutkimi fasetowanymi granatami. Miał być jeszcze wisiorek, ale wyczerpałam zapasy ogniwek, więc może będzie... kiedyś.


Mam też wersję całą z mosiądzu. To serduszka według projektu Weroniki Woźniczki (Verha) o wdzięcznej nazwie chainmaillove. Dodałam do nich cienki kulkowy łańcuszek. Komplet składa się z kolczyków, bransoletki i naszyjnika. Wszystko oprócz bigli wykonane jest z mosiądzu, bigle to pozłacana stal.


Nie jestem pewna czy jakiejś nie pominęłam, tym bardziej, że one cały czas powstają. Przygotowuję się do kiermaszu i uzupełniam intensywnie ofertę.

Przy okazji, jeśli ktoś z Was jest z Krakowa, lub będzie w Krakowie za tydzień, to zapraszam Was serdecznie na Kiermash - Lato na Hali. Impreza odbędzie się na nowej hali Cracovii przy al. Focha 40 w dniach 11-12 maja. Kliknięcie w poniższy plakat przeniesie Was wprost do wydarzenia na Facebooku.


piątek, kwietnia 26, 2019

Wiosna cała w kwiatach

Wiosna cała w kwiatach
I znowu minął miesiąc z hakiem (całkiem sporym hakiem), jak mnie tu nie było. Ale chciałam Wam pokazać, co ostatnio uplotło się w mojej pracowni. No dobra, samo się nie uplotło.

Powinnam była pokazać je już dawno, zaraz jak się wiosna zaczęła, ale zapału wystarczyło jedynie na publikację na fanpage'u. A wiosna u mnie przyszła cała w kwiatach, a konkretnie w całej serii kwiatowych kolczyków.
Pierwsze takie kwiatki robiłam już w zeszłym roku i chyba nawet je tu pokazywałam. Teraz nabyłam więcej kolorów i zaszalałam.

Zaczęłam od takich. Pozłacana stal, splot Cloud Cover, kobaltowe kwiatki. Zwiewne, leciutkie i takie wiosenne.


Potem wzięłam w obroty miedź. Powstały kolczyki i bransoletka. Splot 4 Winds, to ten sam element co w Cloud Cover, tylko inaczej ustawiony i połączony.


Ponieważ te kwiatki w oryginale występują tylko ze złotym wykończeniem, to musiałam coś pokombinować. Po zdjęciu okuć zobaczyłam jakie one są krzywe. Rozebrałam je więc do rosołu i złożyłam od nowa. Muszę się przyznać, że jestem zachwycona efektem. Zresztą popatrzcie sami jaka różnica. Kwiatek oryginalny contra ten po liftingu:


Następne mają zupełnie inny charakter, bo zamiast tekstylnych kwiatków wykorzystałam w nich koraliki: szklane kwiatki i akrylowe listki. Splot to znowu 4 Winds z bright aluminium.


Wracając do tekstyliów: różowe kwiatki (po obowiązkowym liftingu), bright aluminium i splot Fairy Link. 


Dla miłośniczek B&W: czarne kwiatki i bright aluminium. Splot to Persephone, moje ostatnie odkrycie.


A może ognista czerwień? Tym razem całe ze stali, splot 4 Winds.


A te, to moje ulubione. Prawda, że wyglądają jak baletnice? To zasługa łańcuszków wychodzących z kwiatka jak pręciki. Szare kwiatki i stal. Splot to połówka Byzantine.


Wszystkie do tej pory pokazane to były te mniejsze kwiatuszki, ale mam też trochę większych. Tutaj granatowe z dodatkiem kulek jadeitu zamkniętych w ogniwkach z bright aluminium. A do kompletu bransoletka.


I na koniec jeszcze takie. Splot Sweetpea, bright aluminium i błękitne kwarce. Ten wzór już robiłam, ale nie w niebieskim kolorze.


Na pewno na tym nie poprzestanę, bo kwiatki to bardzo wdzięczny motyw w biżuterii, ale póki co zrobiłam ich właśnie tyle.
Copyright © Z kociołka czarownicy , Blogger