Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japanese. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Japanese. Pokaż wszystkie posty

czwartek, lipca 01, 2021

Splot miesiąca - lipiec 2021

Splot miesiąca - lipiec 2021

 I znów mamy nowy miesiąc... Jak ten czas leci. Wam też?

Co prawda wybór kolejnych splotów miesiąca nie odbywa się według żadnego klucza, jednak nie mogło w nim zabraknąć tego najstarszego. Podobno liczy sobie już 3 tysiące latek.


Ten splot nie jest tak popularny jak europejski czy bizantyjski, ale wydaje mi się, że również zasługuje na uwagę. Jest on zdecydowanie bardziej wiotki od Euro i choć również można nim tworzyć dowolne kształty, to znacznie trudniej spowodować by trzymały one pożądaną formę.

Sześciokątna rozeta wykonana splotem japońskim 12w2.

Splot ten był tematem trzeciej lekcji z cyklu Nauka chainmaille. Tam też znajdziecie sporo informacji na jego temat, których tu nie będę powielać, skupię się tylko na kilku najważniejszych. A oto prace, które wówczas powstały:



Podstawowa forma Japończyka występuje w wielu wersjach, ale główna zasada jest taka sama. Powierzchnia splotu jest płaska (dwuwymiarowa) i złożona jest z dwóch rodzajów (rozmiarów) ogniwek. 

Pierwszy rodzaj ogniwek, nazwijmy je umownie bazowymi układa się płasko, równolegle do powierzchni splotu. Ich rozmiar nie ma większego znaczenia, ale aby uzyskać regularną siatkę powinny być wszystkie tej samej wielkości. Stosując ogniwka bazowe różnej wielkości możemy za to uzyskać ciekawe efekty.

Moja ulubiona wariacja "japończyka" - splot Stepping Stones. Ogniwka bazowe występują w dwóch wielkościach.


Prostopadle do bazowych przebiegają ogniwka łączące. Tu już rozmiar ma znaczenie, im pasowniejsze będzie to połączenie, tym splot stabilniejszy. W splocie japońskim ogniwka nigdy nie łączą się bezpośrednio z innymi tego samego rodzaju.

Choinki wykonane splotem japońskim 12w2.


Oczywiście można tworzyć również formy przestrzenne, ale na początku radzę skupić się na wersji podstawowej. Formy 3D powstają najczęściej przez połączenie kilku płaszczyzn splotu.

Serduszko 3D wykonane splotem japońskim.
Sześcian wykonany splotem japońskim 8w2.


Powierzchnie wykonane japończykiem układają się w siatkę czworo- lub sześciokątną. Podstawowe warianty splotu, podobnie jak w innych, określane są tu ilością ogniw przechodzących przez siebie. Mamy więc Japanese 4w1, 8w2, 6w1 i bodaj najpopularniejszy 12w2.

Sześciokątne rozetki (kwiatuszki) 12w2.


Zastosowanie podwójnych ogniwek bazowych (8w2 i 12w2) powoduje, że splot jest stabilniejszy i przy odpowiednim doborze ich rozmiarów trzyma formę nawet "w powietrzu". Ogniwek łączących może być nawet jeszcze więcej.

W tych kolczykach są po dwa ogniwka bazowe i trzy łączące. Dzięki temu splot trzyma zadaną formę.


Z kolei pojedynczy japończyk zazwyczaj służy do otoczenia kamienia siatką. W takim przypadku formę przyjmuje taką jak znajdujący się wewnątrz obiekt, a jest dużo bardziej ażurowy i lekki.

Kostka do gry RPG otoczona najprostszym pojedynczym oplotem japońskim (3w1).


A Wy macie w swoich zbiorach coś zrobionego splotem japońskim? Bo ja muszę się przyznać, że niezbyt dużo tego znalazłam. Większość to te zrobione przy okazji wspólnej nauki chainmaille sprzed lat. Najwyższy czas, aby nadrobić braki w tym temacie. Wasze prace pokazujecie oczywiście jak zwykle w albumie na fabebookowej grupie Chainmaille po polsku.

Splotowi miesiąca towarzyszy tradycyjnie promocja na wybrane ogniwka w moim sklepie. Tym razem wybrałam wszystkie w rozmiarach 4,35/0,8 (jako łączące) i (6/1 jako bazowe). Taki zestaw według mnie daje najlepsze efekty, możecie go zobaczyć w pokazanych wyżej kolorowych rozetkach. Kod na ten miesiąc to: LipcowyJapończyk i zapewni on Wam 10% zniżki na w/w ogniwka.

Zasady i regulamin zabawy Splot miesiąca wraz z regulaminem towarzyszącej jej promocji na ogniwka znajdziecie tutaj. Wszystkie przydatne informacje i linki znajdziecie w zakładce "Splot miesiąca".

No to do dzieła!

wtorek, kwietnia 03, 2018

Kolejne Mobiuski

Kolejne Mobiuski
Niedawno miałam okazję przekonać się, że kolor roku ogłoszony przez Pantone nijak się ma do oferty naszych sklepów. Otóż jakiś tydzień przed Świętami przemierzyłam sporo odzieżowych sklepów i sklepików, bo moja najmłodsza latorośl zażyczyła sobie czarno-białej sukienki, ewentualnie czarnej na bierzmowanie. Wydawać by się mogło, że znalezienie czarnej kiecki nie będzie żadnym problemem, ale nic z tego. Sieciówki już zalane letnią kolekcją i wszystko jest w kwiaty, kwiatki i kwiatuszki. Natomiast w tych mniejszych, bardziej ekskluzywnych butikach czerń jest zdecydowanie w odwrocie, znalazłyśmy raptem kilka wzorów. Myślicie, że wszystko w ultrafiolecie? Otóż nie. Fioletowej nie widziałam żadnej. Za to ponad połowa oferty to... granat. Dlaczego kiedy jakiś czas temu szukałam czegoś granatowego to nie było kompletnie nic? Drugim kolorem zdecydowanie rzucającym się w oczy okazała się fuksja. Pomyślałam sobie, że nie ma tego złego, bo te dwa kolory są mi zdecydowanie bliższe od fioletów.
Postanowiłam więc wyjść naprzeciw tej ofercie i z zapasów moich kolorowych dużych ogniwek wygrzebałam i granat i fuksję:


Granatowych starczyło mi tylko na kolczyki.


Mobiuski zrobiłam z 4 ogniw.


Zawiesiłam je na elementach w kształcie rombów wykonanych splotem Japanese w układzie 18 in 2


Duże ogniwka poziome są ze stali chirurgicznej w naturalnym kolorze, a wszystkie pionowe łączenia i bigle to też stal, ale pozłacana.


Kolczyki sprawiają wrażenie filigranowych i rzeczywiście są dość lekkie, waga jednego to niecałe 2,7 g . Ich długość bez bigla to 3,5 cm.


W sumie prezentują się dość elegancko


Fuksjowych ogniw miałam trochę więcej, więc udało mi się zrobić z nich cały komplecik.


W tym przypadku połączyłam Mobiuska z Romanovem.


Znalazłam kuleczki turmalinu w takim samym odcieniu, jak ogniwka i to one znalazły się w centrum elementów Romanov.


Mobiuski tym razem są z trzech ogniwek.


Obie części połączyłam przy pomocy pojedynczego splotu Box.


Oprócz kolorowych ogniwek cała reszta to stal chirurgiczna. Czyli bigle, krawatka i łańcuszek z zapięciem oraz oczywiście wszystkie pozostałe ogniwka.


Kolczyki i wisiorek są identyczne, długość samej zawieszki to 3 cm. Waga każdego kolczyka to ok. 2,4 g, a wisiorek razem z łańcuszkiem (ok. 52 cm długości) - prawie 5,7 g.


Zostało mi jeszcze trochę tych aluminiowych ogniwek, więc seria kolorowych kolczyków będzie kontynuowana.

piątek, grudnia 09, 2016

Świąteczne chainmaille

Świąteczne chainmaille
No i wszystko jasne. Zacznę od banerka:


Kiedy zadawałam ten temat miałam tysiące pomysłów. Ale jak to zwykle w takich przypadkach bywa życie pokazało mi gest Kozakiewicza. Nagle okazało się, że do końca lekcji został już tylko tydzień, a ja jeszcze nawet nie wyciągnęłam ogniwek z pudełka. Uznałam, że zgłaszanie "np" byłoby jednak bardzo nie na miejscu, więc odłożyłam na jeden dzień szydełko i złapałam za szczypce. Oczywiście większości pierwotnych pomysłów nie uda mi się zrealizować, ale coś tam zrobiłam. Z założenia pierwsza miała być szyszunia, tym bardziej, że to właśnie ona natchnęła mnie do takiego tematu lekcji. Miałam nawet zgłosić ją na listopadowe "Dębowiaczki" u Danutki, ale okazało się, że ogniwek, które sobie umyśliłam mam kompletną reszteczkę i starczyło tylko na jedną jedyną małą szyszunię. Co prawda wyszła za pierwszym podejściem tak jak chciałam, ale jedna to trochę mało, tym bardziej po tym co pokazał Hubert. Dlatego szyszunia jest, ale czeka na lepsze czasy, obiecuję, że kiedyś ją pokażę.
Było też kilka innych eksperymentów - bardziej lub mniej udanych, ale nie mam kiedy rozłożyć się z całym majdanem fotograficznym, więc tak na szybko wyszłam na taras i cyknęłam kilka fotek zanim mi ręce nie zamarzły - tylko jednym kolczykom. Reszta będzie później. Kiedy? Nie wiem.

Postanowiłam temat potraktować z przymrużeniem oka i wyplotłam takie kolczyki - choinki:


Zrobiłam je splotem japońskim 12 in 2.


Jakiś czas temu wynalazłam w jednym z polskich sklepów kilka kolorów aluminiowych ogniwek. Kto ma moja listę sklepów, to się pewnie domyśli który to sklep. Cena mocno odstraszała, więc długo się na nie czaiłam. W końcu jednak postanowiłam spróbować. Myślałam, że będą to takie ogniwka, jak te "amerykańskie", których zapasy w zastraszającym tempie mi się kurczą. Jednak rzeczywistość zweryfikowała moje nadzieje dość brutalnie. Okazało się, że wycięte są bardzo niestarannie (co widać na zbliżeniach) z tak miękkiego drutu, że można je zaginać w palcach. Pamiętacie, jak cieszyłam się, że odkryłam kolorowe druty do alu deco (tutaj) i jak ze smutkiem stwierdziłam, że do ogniwek to one jednak się nie nadają bo są za miękkie (tutaj)? No to właśnie z takiego drutu są te ogniwka. Przeleżały sobie u mnie trochę, bo biżuterii przecież z takich nie zrobię. Na szczęście mam kolory: zielony, czerwony i czarny, czyli na ozdoby świąteczne jak znalazł. Z tych właśnie ogniwek (głównie zielonych) jest kanwa choinki.


Ich parametry to: WD = 1 mm; OD = 7,25 mm; AR = 5,25. Połączyłam je małymi amerykańskimi ogniwkami (WD = 0,8 mm; ID = 2,8 mm; AR = 3,5) w kolorach czerwonym i złotym. Ułożyłam je tak, aby złoty układał się na kształt łańcucha, nie wiem, czy jest to widoczne. Pień jest czarny. Na czubku umieściłam jeszcze hematytową gwiazdkę i całość zawiesiłam na angielskich pozłacanych biglach.


Choinki są dość wiotkie, ale w zwisie sprawują się całkiem dobrze i nie odwijają się zbytnio.


Jeszcze tylko wymiary. Długość samej choinki bez czubka to prawie 3,5 cm; z gwiazdą to już 5 cm; a z biglem to ponad 7 cm. W najszerszym miejscu ma 3 cm szerokości.
Waga jednego kolczyka to niewiele ponad 2 g.


Na dziś to tyle. Wiem, zdjęć niewiele i w dodatku kiepskiej jakości. Ale muszą wystarczyć. Pozostałe ozdoby pokażę na pewno, ale nie wiem czy zdążę przez 15-tym, żeby je żabce rzucić na pożarcie. Szyszunia otrzyma towarzystwo jak tylko uda mi się zdobyć odpowiednie ogniwka, choć nie wiem jak to z tym będzie, bo moje ulubione źródełko wyschło :( W razie czego pozostaje drut i piłka ;)

piątek, września 23, 2016

Kto się boi nietoperzy?

Kto się boi nietoperzy?
To bardzo sympatyczne i pożyteczne zwierzątka, ale czy aby na pewno wszystkie?
Nie jest to może zbyt popularny motyw w biżuterii, ale tym razem okazja była specjalna. A mianowicie Kalendarz Royal Stone i steampunkowa inspiracja: Skok do przyszłości.


Dlaczego akurat nietoperz? Trudno powiedzieć... jakoś tak wyszło.
Prowodyrką była moja córka, która jak tylko zobaczyła ten temat stwierdziła, że tego nie mogę odpuścić. Problem w tym, że nie bardzo wiedziałam jak go ugryźć. Dlatego umówiłyśmy się, że ona zrobi projekt, a ja go przełożę na język biżuterii. Trochę karkołomne zadanie, ale nie niewykonalne. Gorzej, że niecały tydzień przed terminem nadsyłania zgłoszeń ona miała ważny egzamin, który oczywiście musiał być priorytetem. Już myślałam, że odpuścimy, ale kiedy wróciła z tego egzaminu spytała tylko: jak tam twój steampunk? - No, cały czas nie mam projektu... więc zrobiła burzę mózgu i złapała za szkicownik.
Od początku byłyśmy zgodne co do tego, że ma to być jakieś zwierzątko. Przewinęły się więc różne smoki, pająki, a nawet modliszka, ale ostatecznie stanęło na nietoperzu.


Kiedy dostałam do ręki szkic zostało mi jeszcze jakieś trzy dni na pracę. Niewiele, tym bardziej, że okazał się on najbardziej praco- i czasochłonnym projektem z jakim kiedykolwiek zdarzyło mi się zmierzyć.


Wstępnie myślałam o wykorzystaniu głównie techniki chainmaille, ale kiedy zobaczyłam szkic, to okazało się, że jednak podstawową techniką musi być wire wrapping. Zaczęłam od zlutowania szkieletu z grubego mosiężnego drutu. Mówiłam już, że nie cierpię lutować mosiądzu? Na pewno, ale powtórzę to pewnie jeszcze nie raz.
To jedyne zdjęcie, które zrobiłam "w trakcie", potem nie było już na to czasu. Oto gotowy szkielet w towarzystwie pierwotnego szkicu:


Jak widzicie na tym etapie trochę się różnią.
Potem owinęłam czarnym drucikiem tułów i przy okazji przydrutowałam "oprawę oczu" ze stalowych zębatych podkładek.
A tak przy okazji: wiecie jak to brzmi po ukraińsku? To: шайба зубчаста (dla nieobeznanych z cyrylicą - czyta się to: "szajba zubciasta"). Dokładnie tak można określić całą tę moją pracę konkursową. Ale wracając do nietoperza:
Do podkładek przymocowałam nosek z dwóch małych tęczowych hematytów i wampirze ząbki z koralików spike.


Tułów postanowiłam wypełnić chainmaillem. Uznałam, że tak nieregularny kształt najlepiej będzie wykonać splotem japońskim i tak też zrobiłam. Ale najpierw rozebrałam na kawałki mój stary, nieczynny już zegarek. Niestety elektroniczny, więc żadnych ciekawych trybików nie posiadał, ale za to miał całkiem fajny cyferblat. Wydłubałam go więc i oprawiłam w ogniwka. Ten rodzaj oprawy chodził mi po głowie już od dawna, ale najwyraźniej czekał na specjalną okazję:


Myślę, że kryształki też by nieźle w takiej oprawie mogły wyglądać. Ale nie o tym miałam...
"Oczodoły" podkleiłam od spodu kawałkami czarnej skórki ekologicznej, do której przyszyłam nicią monofilową aluminiowe łuseczki jako uszy. Przy okazji złapałam też górne ogniwka z tułowia, dzięki czemu przestały mi opadać.


Przyszła kolej na skrzydła. Szkielet owinęłam czarnymi drutami (miedzianym i aluminiowym) stosując kilka różnych rodzajów oplotu. Na końcach każdego z palców przydrutowałam akrylowe kolce jako pazurki, a wewnątrz stawów małe fasetowane hematyciki.


Po namyśle błonę na skrzydłach postanowiłam zrobić z czarnego tiulu, który przyszyłam do szkieletu nicią monofilową.
Na zdjęciach robionych w trybie makro trochę widać tę nić, ale wierzcie mi, że na żywo nie widać jej kompletnie, do tego stopnia, że jak przyszło mi kawałek spruć to miałam z tym poważny problem.


Na deser zostawiłam sobie najważniejszy element. Długo nie mogłam wymyślić czy mam coś, co nadawałoby się na oczy. Były różne pomysły, ale żaden nie dość dobry. Na szczęście olśniło mnie na czas. Kiedyś kupiłam sobie w Lidlu dość spory zestaw akrylowych kolorowych kryształków, wiedząc, że na pewno do czegoś są mi niezbędnie potrzebne. I nie pomyliłam się. Czerwone okrągłe kryształki okazały się mieć rozmiar wręcz idealny. Według mnie był to strzał w dziesiątkę. Wkleiłam je do środka podkładek (właśnie po to była ta skórka) i od razu gacopirek ożył.


Musiałam szybko złapać go na łańcuch coby mi nigdzie nie zwiał.


Choć na wykonanie tego naszyjnika miałam tylko trzy dni, to poświęciłam mu ponad 20 godzin pracy. Na szczęście mam dorosłe córki, które przez cały weekend gotowały obiady, a ja mogłam się zakopać w tych drucikach i kółeczkach. Sprzątanie musiało poczekać do poniedziałku. To teraz już wiecie dlaczego zniknęłam na kilka dni. Ale już wracam.


Mój nietoperz i cała reszta prac jest już do obejrzenia i polajkowania na fejbukowym profilu Royal-stone. Tutaj cała galeria konkursowa, a moja praca tutaj.

piątek, maja 20, 2016

Kolczyki do kompletu

Kolczyki do kompletu
Jak pewnie wiecie powiedzieć, że lubię komplety to za mało, ja mam obsesję na tym punkcie. Tak więc żaden pojedynczy biżutek długo u mnie nie może pozostać samotny. A tymczasem znalazłam kilka takich rzeczy. Korzystając z paskudnej pogody postanowiłam naprawić (przynajmniej częściowo) to niedopatrzenie.
Najpierw zrobiłam kolczyki do tego naszyjnika. To również rozetki, tylko mniejsze, o takie:


Zawiesiłam je na otwartych biglach ze stali chirurgicznej. Splot i ogniwka dokładnie takie same jak w przypadku naszyjnika, więc nie będę się powtarzać.


Rozetki mają ok. 1,5 cm średnicy. Kolczyki są więc niewielkie i prawie nic nie ważą - ok. 1 g każdy.


Według mnie komplecik najlepiej prezentuje się na czarnym tle.


Jest do wzięcia. Więcej informacji i zdjęć w moim "sklepiku".

Kolejną rzeczą, która otrzymała towarzystwo jest ta boxowa bransoletka. Kolczyki powstały głównie dlatego, że chciałam udowodnić (i Wam i sobie), ze box-gradient można zrobić nawet z tego, co da się kupić w naszych sklepach. I udało się. Może splot nie jest tak efektowny, jak z ogniwek robionych "na miarę", ale według mnie wygląda całkiem przyzwoicie:


Może zacznę od szczegółów technicznych. Wszystkie ogniwka pochodzą z mojego ulubionego hurtowego sklepu i są wykonane z 1 mm drutu. Ich rozmiary to (idąc od góry): 5, 6, 7, 8 i 10 mm. Czyli współczynnik AR to odpowiednio ok. 3, 4, 5, 6 i 8. Na końcu powiesiłam jeszcze 10 mm kulkę hematytu platerowanego na kolor brązowy.


Żeby splot mi się nie rozłaził, najniższe ogniwka spięłam jeszcze razem z loopikiem od koralika tymi najmniejszymi (5 mm).


Zachowałam kolorystykę z bransoletki. Prawdę powiedziawszy wolałabym odwrotny układ kolorów, ale okazało się, że nie mam 10 mm ogniwek w kolorze srebrnym. Tym razem stroną wierzchnią jest "choinka", czyli boczne "łuseczki" skierowane są w dół, a nie w górę jak tutaj.


Kolczyki zawiesiłam na wprost stworzonych do tego projektu otwartych biglach ze stali chirurgicznej z miedzianą kulką:


Pomimo, ze ich długość to tylko 3 cm (+ bigiel), to czuje się je w uchu. Metalowe ogniwka i hematyt sprawiły, że waga jednego kolczyka to aż 5 gramów. Na szczęście ucha jeszcze nie urywają, a ja lubię takie większe kolczyki.


Chciałabym, żeby te kolczyki były dla Was zachętą i dowodem na to, że da się nawet z byle czego ;) A ja zgłaszam je na lekcję nr 6:


Copyright © Z kociołka czarownicy , Blogger