Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koraliki modułowe. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą koraliki modułowe. Pokaż wszystkie posty

środa, kwietnia 22, 2015

Morska kolekcja

Morska kolekcja
Wspominałam już parę razy, że z biżutków w tej kolorystyce zebrała mi się już niemała kolekcja, której w większości nie miałam jeszcze okazji tutaj zaprezentować. Miałam to zrobić przy okazji prezentacji czegoś nowego, ale jakoś się nie składało (bo to do jakiegoś wyzwania, czy innej zabawy blogowej zgłaszałam, albo czasu brakło, albo post zrobił się za długi). Post ten zaczęłam pisać przeszło pół roku temu ale jakoś skończyć nie mogłam. Nie bez znaczenia był też brak odpowiednich zdjęć. W końcu uznałam, że czas minął.
Wszystko zaczęło się parę lat temu, kiedy Weraph opublikowała swój tutorial na koczyki wachlarze. Był to kolejny kursik Weroniki (po sznurach), który przykuł moja uwagę. Realizacja tego projektu spowodowała niemałą rewolucję w moich koralikowych działaniach, bo potrzeba zastosowania 4 rozmiarów koralików wiązała się z koniecznością zaopatrzenia się w TOHO. Nie było jeszcze wtedy takiego wyboru kolorystycznego, jak dzisiaj, więc trochę zajęło mi znalezienie całego zestawu w jednym sklepie. Długo nie mogłam się zdecydować, ale w końcu postawiłam na kombinację kolorów: Inside-Color Aqua-Capri Lined i Trans-Rainbow Aquamarine. Oczywiście po zrobieniu wachlarzy zostało mi sporo koralików, więc spróbowałam wykonać spiralę celini, potem gąsieniczkę. Wtedy zabrakło mi koralików, więc musiałam dokupić. I tak wpadłam w błędne koło - z pozostałości próbowałam coraz to nowe wzory, dokupowałam kolejne brakujące koraliki, a kolekcja rozrastała się i rozrastała.
Przyjęłam zasadę, że wszystkie użyte koraliki i kryształki muszą posiadać w nazwie swojego koloru człony: Aqua lub/i Capri. Kolorystyka należy do moich ulubionych i mam w niej sporo ciuchów, głównie w wersji "na co dzień" więc i kolekcja taka raczej codzienna. Tym bardziej, że koraliki Trans-Rainbow Aquamarine dzięki temu, że są przezroczyste i pokryte tęczową powłoką mają zdolności kameleona. W zależności od okoliczności ich odcień może być bardziej niebieski przez morski do zielonego. Efekt ten prezentowałam już przy okazji tych kolczyków i spinki. To daje naprawdę olbrzymie możliwości.
W tym momencie moja kolekcja prezentuje się następująco:
Kolczyki, 3 pary: wspomniane wachlarze, kwiatuszki z Rose Petals i Rivolkowe:


Bransoletki, sztuk 2: moja pierwsza gąsieniczka i marynarska z węzłem:


Różnica w kolorze niebieskich koralików wynika stąd, że pierwsze elementy, w tym gąsieniczka robione były na zielonej żyłce wędkarskiej, późniejsze na bezbarwnej nici monofilowej, a bransoletka z węzłem na białym kordonku.

Wisiorki, sztuk 3: oponka, rozetka z rivoli i kwiatek z Rose Petals:


Do wisiorków jako nośnik wykorzystuję gruby granatowy rzemień, także do bransoletki:


Również na rzemień nakładam ten koralik "celinkę" czasem noszę na szyi, czasem na nadgarstku:


Naszyjnik, jak na razie jest tylko jeden - szydełkowa"celinka" (można go też zamotać podwójnie i wtedy będzie bransoletka):


Jeszcze 3 pierścionki: opleciony szklany kaboszon (mój pierwszy koralikowy pierścionek), celinkowy (chwilowo nieczynny, bo żyłka  którą był uszyty nie wytrzymała napięcia i pękła. Jeszcze nie zdecydowałam, czy odtworzę go w pierwotnej wersji, czy może w innej), i rivolkowy na metalowej bazie:


Jest jeszcze spora garść koralików "modułowych" (ot, takie eksperymenty);



I na koniec - moje ostatnie dzieło: niedawno prezentowana spinka do włosów:


Uff! To chyba wszystko. To znaczy wszystko na dzisiaj, bo kolejne elementy będą powstawać. Już mam w głowie kolejne kolczyki.
Spora część zaprezentowanych tworów to moje "pierwsze razy" z danym wzorem.
Można je zestawiać ze sobą na tysiące sposobów. Uniwersalność, to to, co tygrysy lubią najbardziej :)
Pokażę tylko kilka możliwości.
Pierwsze elementy kolekcji stanowiły zestaw pierwotny:


Powstało też kilka nominalnych kompletów:



Resztę niech Wam podpowie wyobraźnia :)
Na przykład w tym momencie mam w uszach kolczyki wachlarze, a na szyi szydełkową celinkę.

środa, kwietnia 15, 2015

Fiolet

Fiolet
Długo się zastanawiałam, jaką by tu wykombinować fioletową pracę na kwietniową zabawę u Danusi.


Bo fiolet niestety nie jest moim ulubionym kolorem. Nie żebym go jakoś specjalnie nienawidziła, ale ze świecą u mnie szukać czegoś w tym kolorze. Ani ubrań, ani biżuterii, ani żadnych dodatków w mieszkaniu. Tylko w ogródku nie unikam kwiatów w fioletowym kolorku. Lubi go za to moja najmłodsza, wszystko co do tej pory zrobiłam w fiolecie było dla niej. Myślałam, że może ona coś wymyśli, ale nie chciała współpracować. Z pewnością będę coś w tych kolorach robić, ale na pewno nie w kwietniu tylko później. Nie chciałam też wymyślać nic na siłę. Z ratunkiem przyszła mi moja skleroza. Kilka lat temu, kiedy zaczynałam eksperymenty koralikowe, próbowałam też wyplatać koraliki modułowe. Między innymi zrobiłam też kilka (a dokładnie trzy) w fioletowym kolorze. Niedawno, podczas porządków przedświątecznych wpadłam na nie niechcący. Okazało się, że mają dość małą dziurkę i na modułową bransoletkę Zosi się nie wcisną. Nawlekłam je więc na dość cienki fioletowy rzemyk, dodałam kilka posrebrzanych przekładek, zawiązałam parę węzłów i oto jest moja fioletowa praca.


Nic wielkiego. Bardzo prosta bransoletka. Gdyby nie fioletowy kwiecień, to pewnie koraliki jeszcze długo by leżały w pudełku.


Zastosowałam węzeł, który daje możliwość regulacji szerokości bransoletki. Nie mam pojęcia jak się on nazywa, ale od zawsze lubiłam go stosować, głównie w naszyjnikach, bo kiedyś nosiłam różne dziwne rzeczy na rzemieniach, w takim trochę hippisowskim stylu.


Nie będę się rozpisywać, bo i nie ma o czym, tylko lecę nakarmić Stefana. A właśnie, byłabym zapomniała. Spytałam moje dziewczyny jakiego kompana by dla niego widziały. I one mówią, że mogłaby to być salamandra.
Poszperałam więc w sieci i znalazłam to. Chyba się lubią?


A może wolałby taką?


I jeszcze jedno. Narobiło mi się strasznie dużo zaległości. Nie, żebym do Was całkiem nie zaglądała, ale ...
Staram się nadrabiać jeszcze marcowe zaległości i widzę, że wiele Waszych prac już widziałam, tylko nie miałam jak zostawić komentarza, bo oglądałam je głównie na komórce, a pisanie dłuższych tekstów na komórkowej klawiaturze zdecydowanie mnie przerasta. W dodatku, kiedy już dorwałam się do komputera, to nagle sporo komentarzy mi znikało przy próbie opublikowania. Pierwszy raz przytrafiło mi się coś takiego, ale z tego co wiem, to niektórym z Was już się takie rzeczy zdarzały. Dlatego jeśli u kogoś nie zostawiłam śladu, to nie znaczy, że nie byłam, nie widziałam i nie podziwiałam. Postaram się poprawić, bo na szczęście główny powód mojego "rozbratu" z komputerem i po części z robótkami (czyli alergia na wiosenne pyłki, skutkująca między innymi pieczeniem i łzawieniem oczu) chyba już minął.

poniedziałek, stycznia 19, 2015

UFO-k, czyli bączek

UFO-k, czyli bączek
albo, jak kto woli fryga...
No, bo kto powiedział, że z koralików i minerałów to tylko biżuterię można robić? Ja zrobiłam zabawkę :)
Choć u źródeł faktycznie była biżuteria. Zaczęło się od kulki obsydianu śnieżnego, która kiedyś wpadła w moje łapki. Kulka była niewiercona, a ja koniecznie chciałam zrobić z niej wisiorek. Wymyśliłam więc ubranko z super-duo. To było jeszcze w czasach przedblogowych, ale pokazywałam go tutaj na G+. Jeszcze zanim zrobiłam krawatkę, dorwała się do niego moja najmłodsza i stwierdziła: "ale on się fajnie kręci! ja też chcę takiego bączka!". Oczywiście po doszyciu krawatki bączek się "zepsuł", ale obiecałam dziecku, że i jej taki zrobię. Problem w tym, że aby się tak ładnie kręcił kulka musi być bez otworu, a wcale niełatwo taką zdobyć. W końcu udało się to na Giełdzie Minerałów. Wybrała sobie swój ulubiony kamyk - Noc Kairu.
Kolejne schody zaczęły się przy dobieraniu koralików. Do tego kamienia zawsze miałam problem z dopasowaniem tychże. Po wielu przymiarkach zdecydowałyśmy się na S-D w kolorze Sapphire i TOHO 11/0 Transparent Lt Sapphire. Kulka wraz z koralikami wylądowała w pudełeczku i przeistoczyła się w UFO-ka. W końcu ruszyło mnie sumienie. Oplatanie zajęło dosłownie chwilkę i z UFO-ka zrobiło się UFO, czyli bączek.


Wokół kulki zrobiłam opaskę (a może raczej oponkę?) z super-duo. Kamień (jak to Noc Kairu) skrzy się przepięknie, choć mój aparat jakby tego nie widział :(


Próbowałam zrobić mu zdjęcie w ruchu, ale aparat uparcie czekał z ustawieniem ostrości, aż się zatrzyma. Mimo wszystko w końcu się udało:


Kulka jest spora, bo ma aż 3 cm średnicy. Ale jak się dziecku znudzi zabawka, to i tak przerobię ją na wisior.


Po zrobieniu oplotu zostało mi kilka S-D, więc z rozpędu wyplotłam jeszcze dwa koraliki modułowe:


Pierwszy z resztki S-D Sapphire + S-D Crystal AB + TOHO 11/0 Transparent Lt Sapphire:


Drugi z S-D Neon Smurfs Blue + S-D Crystal AB + TOHO 11/0 Inside-Color Aqua-Capri Lined:


Nie przepadam za biżuterią modułową, ale mojej Zosi podoba się, dlatego koraliki wylądowały na jej bransoletce:


A tak w ogóle, to wyprodukowałam już całkiem sporo różnych koralików modułowych (głównie w ramach eksperymentów), których, jeszcze nigdzie nie pokazywałam. Będę musiała w końcu je zebrać do kupy i pokazać światu.

wtorek, stycznia 28, 2014

O co chodzi z tym kociołkiem?

O co chodzi z tym kociołkiem?
Po raz pierwszy skojarzenie to narzuciło mi się spontanicznie przy okazji pewnej bransoletki, która powstała z połączenia elementów różnych technik: kumihimo, beadingu, pandorki i shambali. Moi obserwatorzy na G+ mogli ją zobaczyć już jakiś czas temu. Oto ona:



Jeśli chodzi o samą bransoletkę i skojarzenie, to dość dokładnie opisałam je tutaj, więc nie będę się powtarzać.
Później, kiedy się trochę zastanowiłam, to doszłam do wniosku, że właściwie wszystko co robię (i nie tylko ja) też jest trochę, jak z tego kociołka. No bo weźmy taką czarownicę: najpierw otwiera Wielką Księgę Zaklęć (czyli instrukcję), bierze do ręki różdżkę (igła, szydełko, itp) i po kolei wrzuca różne dziwne składniki do swojego kociołka. Teraz wystarczy porządny ogień, chwila gotowania, odrobina magii i ... gotowe! Czasem coś wybuchnie i trzeba warzyć od nowa, ale w końcu zawsze się udaje. No powiedzcie, czy nie mam racji?
Stąd taka właśnie nazwa mojego bloga.
A poza tym kiedyś, za młodu sama byłam Czarownicą...
Copyright © Z kociołka czarownicy , Blogger