Na początek ciąg dalszy moich poszukiwań sznurka lnianego idealnego. Tym razem zawędrowałam do pasmanterii i zakupiłam sznurek znacznie grubszy jak te z marketu budowlanego. W ramach testu zrobiłam taką prościutką klasyczną bransoletkę:
Sznurek zdał egzamin - nie rozłazi się mimo przesuwania po nim węzełków zapięcia. Dla porównania zdjęcie z poprzednią bransoletką - widać, że sznurek jest dużo grubszy:
Wracając do naszej wspólnej nauki makramy... Tym razem Joasia dała nam dużo możliwości do wyboru. Jak dla mnie za dużo. Bo ja to jestem jak ten osiołek, co to się nie mógł zdecydować: owies czy siano. Jednak jest pewna różnica osiołek nie zdecydował się na nic, a ja w takiej sytuacji "biorę wszystko". Ale po kolei. Na początek banerek:
Jako się rzekło wybrałam wariant numer 1, 2 i 3.
1. Eksperymenty z kolorami:
Już dawno temu zafascynowała mnie taka "dobierana" makrama. Przeszukałam internet w poszukiwaniu podpowiedzi, rozgryzłam technikę i ... na tym mój zapał się skończył. Teraz nadarzyła się okazja, żeby wreszcie sfinalizować temat.
Te sznurki (1,5 mm) zakupiłam w dość dużej ilości jako pierwsze woskowane w mojej karierze, głównie ze względu na ich kolory, jednak okazały się za sztywne do większości zastosowań. W tym przypadku wydaje mi się, że pasują idealnie.
Dla wzmocnienia efektu dodałam jeszcze cudowne niebieskie hematyty. Dzięki temu bransoletka jest sztywna i ciężka - i właśnie taka być miała. Jestem z niej bardzo zadowolona.
Zapięcie tym razem klasyczne i proste, bez wydziwiania.
2. Naszyjniki, korale, komplety:
Jako kompletomaniaczka nie mogłam przecież odpuścić tego wariantu. Początkowo miałam zrobić coś całkiem nowego, ale doszłam do wniosku, że co za dużo, to niezdrowo i zrobiłam tylko komplet do bransoletki z poprzedniego zadania: naszyjnik i kolczyki.
Kolczyki wykonałam według instrukcji Joasi, którą można znaleźć tutaj.
Wykorzystałam ten sam lniany sznurek i drewniane koraliki w kolorze turkusowym co w bransoletce i zawiesiłam na moich ulubionych biglach ze stali chirurgicznej.
3. Siatka:
Początkowo miałam ochotę popłynąć jak Beatka, ale mnie uprzedziła, a ja nie lubię kopiować pomysłów, poza tym w porę uświadomiłam sobie, że ja przecież zamierzam nosić ten naszyjnik, i to głównie do koszulowej bluzki lub do podkoszulków. Dałam więc sobie na wstrzymanie i mój naszyjnik jest znacznie skromniejszy.
Ale oczywiście siatka w nim występuje w roli głównej:
Sznurek dość toporny, ale widać o co biega. Jako rdzeń ponownie wykorzystałam cienki sznurek woskowany.
I jeszcze jedno. Padła propozycja, żeby pokazywać swoje wcześniejsze prace. Co prawda moje najwcześniejsze prace nie zachowały się ani we własnej osobie, ani nawet na zdjęciach, ale ostatnio zaczęłam wracać do makramy i kilka nowszych prac w tej technice mam udokumentowanych. Większości z nich nie pokazywałam na blogu, ale są do zobaczenia na mojej Picasie (Google+). Jeśli więc ktoś miałby ochotę to zapraszam do albumu Sznurkowe. Są tam głównie prace w technice makramy i kumihimo.























