Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą haft krzyżykowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, sierpnia 31, 2017

Miał być motyl...

Miał być motyl...
...ale nie znalazłam żadnego wzoru, który spełniałby wszystkie moje wymagania.
Ale może zacznę od początku. Kiedy Danusia ogłosiła kolorek na sierpień byłam właśnie w trakcie wybierania wzoru do wyhaftowania na mojej entrelacowej poduszce. Postanowiłam więc upiec dwie pieczenie przy jednym ogniu i wyhaftować rzeczonego motylka. Szybko jednak okazało się, że trudno było mi znaleźć odpowiedni wzór. Te, które mi się podobały były albo za duże, albo za małe, miały albo za dużo odcieni, albo za mało. Ostatecznie postanowiłam wrócić do pomysłu pierwotnego, zakładając, że motyla dobiorę na końcu.
Kiedyś, dawno temu, kiedy jeszcze namiętnie kolekcjonowałam wszelkie wydawnictwa robótkowe, jakie ukazały się w kioskach, natknęłam się w jednym z Wydań Specjalnych Burdy (Robótki Ręczne 3-4/95) na krzyżykowy dywanik w róże, który postanowiłam sobie wyhaftować. Oryginalnie dywanik wyszywany był wełną gobelinową, ale czasy były takie, że w Polsce jeszcze takowa nie została odkryta, więc musiałam uciec się do rozwiązań zastępczych. Był to okres, kiedy wszystkie pasmanterie (przynajmniej krakowskie) zawalone były po brzegi włóczką o wdzięcznej nazwie "Sunshine", był to właściwie jedyny dostępny rodzaj włóczki, ale za to wybór kolorów był olbrzymi. Nie mając pojęcia ile tej włóczki zużyję na dywanik, zakupiłam po kilka motków tych kolorów, które powtarzały się najczęściej i mniejsze ilości innych. Później jeszcze dokupiłam na jeden sweterek i drugi i trzeci... Koniec końców stałam się posiadaczką kilku kilogramów tej włóczki. To akryl 100%, ale bardzo miły w dotyku. Sporo jej wyrobiłam, ale cholera okazała się niezwykle wydajna, więc nadal jest tego ze trzy wory. A dywanik, owszem, wyszyłam i od tych 30 lat czeka na wykończenie. Może kiedyś się za niego zabiorę?
Ale wracając do poduszki. To takie 2 w 1, czyli praca na naukę szydełka tunezyjskiego i na Cykliczne Kolorki. Dlatego opisy będą dwa. Zacznę od kolorków. Oto banerek:


A to motyl, który mnie zainspirował, choć nie od razu o tym wiedziałam 😁. To Chrysiridia rhipheus, gatunek motyla nocnego z rodziny uranidowatych, występujący na Madagaskarze.

Zdjęcie pochodzi z tej strony, tam też znajdziecie opis motyla.
I moja wersja:


Kiedy nie znalazłam wzoru motylka, wróciłam do zamysłu pierwotnego i udałam się na poszukiwanie wspomnianej wyżej gazetki, żeby wykorzystać wzór z dywanika. Jednak przeglądając swoje gazetki najpierw trafiłam na ten cudowny kwiatowy alfabet (dywanik był w kolejnej gazetce na stosiku) i zdecydowałam się na spersonalizowaną poduszkę z inicjałem. Mam nadzieję Danusiu, że zestaw kolorów się zgadza?

A teraz druga zabawa, czyli szydełko tunezyjskie. Kliknięcie w banerek przeniesie Was do postu wyzwaniowego:


Moim celem na drugą lekcję było dokończenie poduszki, której jedna strona powstała w związku z zadaniem pierwszym. Pokazywałam ją tutaj.
Poduszkę skończyłam wyszywać w pierwszym tygodniu sierpnia. Pozostało tylko wykończyć. Stwierdziłam, że kiedyś wyciągnę maszynę, żeby wszyć zamek (mam kupę czasu, to na pewno zdążę), a na razie biorę się za entrelac. Wczoraj zorientowałam się, że znowu ktoś ukradł mi miesiąc! To karygodne, że taki złodziej ciągle przebywa na wolności, przecież to zdeklarowany recydywista! Ale cóż było robić, skoro nie udało mi się jednak wyciągnąć tej maszyny, to złapałam za igłę i wszyłam zamek ręcznie. Zszycie poduszki i obrobienie jej koronką, to była już chwila (zdążyłam na meczu; tylko to 3:0 miało być w drugą stronę 😕). Tak to wygląda:


Tym samym strona enterlacowa stała się jakby spodem. Na wierzchu rozgościł się mój inicjał. W hafcie występuje 9 odcieni włóczki + dziesiąte tło.
Nie pierwszy raz zauważyłam, że aparat ma problem z turkusowym odcieniem niebieskiego. Kolor wygląda zupełnie inaczej w dzień, a inaczej w sztucznym świetle. Powyższe zdjęcia zrobiłam na tarasie, a te poniżej w domu z lampą błyskową.



I jeszcze jedne z tarasu, trochę pod innym kątem:



A na koniec zdjęcie z zajawką. Tak poduszka prezentuje się na moim robótkowym fotelu. Obok leży coś, co się robi, czyli enterlac na trzecią lekcję. Pokusiłam się o spory format i nie jestem pewna, czy zdążę go zrobić do końca września. A to beżowe, co przykrywa fotel, to miałam pokazać półtora roku temu 😌. Obiecuję poprawę.


Na dziś to tyle. Lecę podkarmić żabki 😀.




piątek, października 23, 2015

Herbaciany zestaw

Herbaciany zestaw
Miałam jeszcze pokazać prezent ślubny, jaki uszyłam ostatnio, co niniejszym czynię. Nie chciałam wręczać samej "koperty", miałam ochotę dodać też coś od siebie.
Kiedy byłam jeszcze na studiach niemal nałogowo szyłam takie kapturki - ocieplacze na dzbanek. Obdarowałam nimi chyba całą rodzinę i mnóstwo znajomych. To bardzo przydatny gadżet, sama mam ich kilka. Było to jeszcze zanim odkryłam patchwork, więc kapturki były z aplikacjami, najczęściej o tematyce herbacianej, choć nie tylko. Najmilsze w tym jest, kiedy odwiedzam tych ludzi i widzę tam "moje" kapturki, nadal w świetnym stanie, po tylu latach.
Teraz już rzadziej popełniam coś takiego i raczej wykorzystuję patchwork. Ostatni kapturek, który uszyłam powędrował do naszych przyjaciół jako prezent na rocznicę ślubu. To było jeszcze przed założeniem tego bloga, ale pokazywałam go na G+, można go zobaczyć tutaj.
Tym razem nie miałam tak precyzyjnych wytycznych, nie udało mi się też zdobyć wiarygodnej informacji na temat stylu i kolorystyki mieszkania, które właśnie urządzają Młodzi, dlatego postawiłam na w miarę neutralną klasykę. Kapturek, który uszyłam wygląda tak:


Wykorzystałam jeden z klasycznych wzorów na gwiazdę, choć w kapturku musiałam go trochę zmodyfikować, a raczej uzupełnić. Oczywiście do kapturka jest też podkładka, bo od spodu ciepło też potrafi uciekać. Do kompletu uszyłam również sześć małych podkładeczek pok kubek, czy filiżankę. O, takich:


Kapturek pasuje na większość dzbanków 1-2 litrowych, a małe podkładeczki mają wielkość ok. 12 cm. Tak prezentują się razem:


Blok gwiazdy na kapturek wyszperałam w moim przepastnym archiwum, natomiast przy szyciu małych podkładek skorzystałam z tego tutoriala Małgosi P, wzór nazywa się "Ekonomia". Chodziło mi przede wszystkim o sposób na obliczanie wielkości kolejnych trójkątów. Wszystkim polecam tutoriale Małgosi, są świetnie napisane, krok po kroku i zdradzają wiele "sztuczek" służących uproszczeniu naszej pracy przy zszywaniu bloków.
Komplet uszyłam z bawełnianych materiałów (płócienek), wewnątrz jest poliestrowa ocieplina (taka jak do kurtek), lamówki również bawełniane. Pikowanie głównie w szwach, gdzieniegdzie jeszcze równolegle do nich. Do pikowania z wolnej ręki jeszcze nie dorosłam, a przynajmniej nie na tyle, żeby zaryzykować go na prezent. Poza tym do tego wzoru jakoś mi nie pasowało wymyślne pikowanie. Jak klasyka, to klasyka. To jeszcze jedno zdjęcie zbiorcze, tym razem "na płask".


Oczywiście bez wspomnianej na początku "koperty" też obejść się nie mogło. W tym celu zrobiłam karteczkę. Jako osoba niekarteczkowa stawiam na rozwiązania alternatywne. Czyli po raz kolejny haft krzyżykowy. Wzór został wybrany komisyjnie:


Kanwa, a właściwie Aida beżowa 14ct, mulina Ariadna w kolorach według wzoru. Tylko w konturach poszalałam i wszystkie wyszyte są metalizowaną muliną DMC. Haftuje się nią paskudnie, ale efekt wart poświęceń. Wydawało mi się, że mam gdzieś bazy do haftowanych kartek, ale okazało się , że mam tylko zakładki, więc kartkę musiałam sama zrobić od podstaw. Wycięłam okienko w beżowej tekturce, wydrukowałam napis i życzenia. Tak to wyglądało z wierzchu:


A tak w środku:


Wewnątrz jest też kieszonka na banknoty. Wkład musiał być dopasowany kolorystycznie do całości:


Może trochę minimalistyczna, ale chyba nie wygląda najgorzej?

piątek, września 18, 2015

Poznajcie Stefana

Poznajcie Stefana
Prawdopodobnie większość z Was już wie (a sporo ma w tym też swój udział), że okazji pierwszej rocznicy zabawy w Cykliczne Kolorki nasza szefowa Danutka otrzymała od nas piękny prezent. Już się nim pochwaliła, o tutaj. Lidzia, czyli Czarna Dama wymyśliła, że zrobimy album. Wszystkie Artystki Kolorystki. To znaczy każda z nas miała wykonać od siebie jedną kartę, a Lidzia to wszystko połączyła w całość.
Jako, że ja kompletnie niekartkowa jestem, to miałam naprawdę ciężki orzech do zgryzienia. Ale przecież nie mogłam odpuścić. Biorąc pod uwagę, że moja karta wygląda trochę jak laurka przedszkolaka i zdawałam sobie z tego sprawę jeszcze zanim przystąpiłam do pracy, potrzebowałam mocnego akcentu w technice, w której czuję się znacznie pewniej. Padło na haft krzyżykowy. Co do motywu nie wahałam się ani przez chwilę. Od razu wiedziałam, że muszę wyhaftować Stefana. Początkowo chciałam opracować wzór na podstawie jakiejś grafiki, ale kiedy tylko wrzuciłam ją do Haftixa, to przypomniałam sobie ile czasu zawsze mi taka procedura zajmowała, a jeszcze dodatkowo wyszłam z wprawy. Trzeba było poszukać czegoś bardziej gotowego. Zadowalającego mnie schematu niestety nie znalazłam, ale trafiłam na zdjęcie wyhaftowanej żabki. Mozolnie, krzyżyk za krzyżykiem odrysowałam z tego schemat, zamieniłam zielony na niebieski i voilà, oto Stefan:


Wiem, że spodobał się Danusi i niezmiernie mnie to cieszy.
Haftowałam na kanwie jednonitkowej o gęstości 8 krzyżyków na centymetr, dwoma nitkami muliny "no name", a właściwie to była Ariadna z epoki przednumerkowej ;-)
Gdyby któraś z Was miała ochotę na wyhaftowanie sobie takiego Stefana, to wrzucam schemat:


Haft ma wielkość 67 x 74 krzyżyki, 5 kolorów muliny. Kolorów nie opisuję, bo i nie ma co. Oczywiście można taką żabkę zrobić też zieloną, tyle, że to już wtedy nie będzie Stefan. Schemat można znaleźć także w zakładce "Moje wzory dziergane i haftowane".

I jeszcze z kronikarskiego obowiązku, tak wyglądała cała moja karta dla Danutki:


Pozdrawiam serdecznie wszystkie Artystki Kolorystki i... do następnego :)

środa, października 22, 2014

Październikowe brązy

Październikowe brązy
Biedna żaba u Danusi już ma sporą nadwagę, a po zakończeniu zabawy w kolorki będzie chyba bidulka musiała jakąś drastyczną kurację odchudzającą sobie zafundować, bo już skakać nie da rady. Przybywa brązów na waszych blogach, aż miło patrzeć. Trochę to trwało, ale wreszcie są i u mnie.


Myślę, że nikogo nie zaskoczę, jeśli powiem, że to... tak, spinka do włosów. Ale, żeby nie było już tak oczywiście - wykonana techniką, której jeszcze nigdy nie zastosowałam w biżuterii (bo co do tego, że spinka to biżuteria wątpliwości już chyba nie mamy?), czyli haftem krzyżykowym. Zaskoczyłam Was? Mam nadzieję, że choć troszkę...


"Winowajczynią" takiego właśnie wyboru ogłaszam Danusię Kielar. Aby wyjaśnić dlaczego, muszę się cofnąć w czasie jakieś kilka, a może nawet kilkanaście lat. Kiedy zdecydowaliśmy się podłączyć w domu internet początkowo nie widziałam dla niego lepszego zastosowania, jak wyeliminowanie papieru gazetowego z domu. Dopóki nie odkryłam ile pięknych wzorów (w większości darmowych) do haftu krzyżykowego można tam znaleźć. Wpadłam w coś w rodzaju amoku. Każdą wolną chwilę spędzałam na przeszukiwaniu stronek z wzorami, sporo z nich skrupulatnie zapisując na dysku. Dzięki temu folder "wzory haftu" na moim komputerze liczy sobie ponad 7 GB, prawie 18 tysięcy plików, 2,5 tysiąca folderów + to, co zalega w "Pobranych" i czeka, żebym się wreszcie zabrała za ich posegregowanie. Spośród tego całego bałaganu niektóre wzory podobały mi się bardziej od innych i w ten sposób powstała swoista "lista priorytetów", czyli tego, co koniecznie chciałabym wyhaftować. Kiedy kilka lat temu odkryłam koraliki i na całego wsiąkłam w biżuterię wszystko to powędrowało do lamusa. Aż tu przy okazji zabawy w kolorki trafiłam na bloga Danusi. A tam mnóstwo haftów (zrealizowanych!). I co ciekawe - na palcach jednej ręki mogłam policzyć te spośród nich, które nie znalazły się kiedyś na mojej "liście priorytetów". Zrobiło mi się trochę głupio i pod wpływem jakiejś dziwnej nostalgii zaczęłam przeglądać te moje nieszczęsne 7 GB. I tak trafiłam na ten wzorek:


Zawsze podobały mi się wszelkie celtyckie plecionki i pomimo, że oryginał jest niebiesko-złoty, ja od razu zobaczyłam go w brązach. Musiałam nieźle zanurkować w poszukiwaniu mulin, ale udało się. A przy okazji znalazłam pudełko ze skarbami, ale o tym następnym razem :)
Wzór nazywa się "Złoto Celtów", pochodzi z jakiejś rosyjskiej gazetki, a jego autorką jest Joan Elliott.
Oczywiście nie obyło się bez kilku zmian koncepcji po drodze. Najpierw zamierzałam wyhaftować tylko samą plecionkę - rozmiar idealny na spinkę, ale jakoś nie potrafiłam sobie odpuścić tej ażurowej ramki dookoła. W pierwszej wersji wykonałam ją (jak w oryginale) złotą metalizowaną muliną, ale niezbyt mi się to podobało. Na beżowym tle była kompletnie niewidoczna. Zresztą oceńcie same, bo zanim chwyciłam za nożyczki udało mi się tę wersję uwiecznić. Tak to wyglądało:


I wiecie, co wam powiem? Jakkolwiek wyszywanie tą metalizowana muliną do lekkich nie należy, tak wypruwanie jej to już prawdziwa droga przez mąkę. Ale dałam radę. Złote zostawiłam tylko te "kropy" wewnątrz plecionki.
Potem ruszyłam na podbój pasmanterii. Na szczęście pomimo, że w mojej okolicy zakup rzeczy wykraczających poza ramy "codziennej potrzeby" do najłatwiejszych nie należy, jest jeden chlubny wyjątek: w Wieliczce są dwie świetne zaopatrzone pasmanterie, które nie raz już mi ratowały życie w sytuacjach podbramkowych :)
Była jeszcze przymiarka do koloru miedzianego (został w końcu tylko w narożnikach), ale skończyło się na ciemnobrązowym. Teraz wygląda to tak:


Wzór został wyszyty na beżowej Aidzie podwójną nitką 6 odcieniami mulin "no name" z bardzo starych zapasów w kolorach brązowych, beżowych i złotych + czarna na kontury + metalizowana DMC brązowa, miedziana i złota. A żeby tak całkiem "bezkoralikowo" nie było, to w miejscach, gdzie na schemacie były french knot-y, przyszyłam koraliki TOHO Charlotte 15/0 w kolorze Bronze.


Haft nakleiłam na grubą sztywną tekturę, a spinkę od spodu wykończyłam beżowym Super Suede.


Na koniec całość potraktowałam kilkoma warstwami bezbarwnego lakieru w spray`u, żeby jak najdłużej mi służyła :) Prace wykończeniowe zajęły mi bardzo dużo czasu. Najpierw trzeba było zdobyć lakier. Okazało się, że bezbarwny w spray`u znalazłam tylko samochodowy. Potem trzeba było dobrać klej, który chciałby z tym lakierem współpracować. Sprawdził się tylko klej do drewna, który niestety długo wiąże. Musiałam kleić w kilku sesjach (haft, 2 warstwy tekturki, baza, super suede), żeby mi się to potem nie rozleciało. Dzięki temu montaż (wraz z testami) trwał ponad tydzień. Znajomi często dziwią się jak mam cierpliwość do tych wszystkich oczek, słupków, krzyżyków, koralików... No więc z tym problemu nie mam, ale do czekania aż klej zwiąże to ja cierpliwości nie mam! Ale za to spinka jest naprawdę solidna :)))
Jest też spora (ok. 5,5 x 9 cm) i w większości brązowa, a mam nadzieję, że ta odrobina złota zostanie mi wybaczona.


No, to jeszcze o kolorze brązowym. Jest to mój drugi ulubiony kolor (zaraz po niebieskim), szczególnie jego ciepłe odcienie. W moich ubraniach często się pojawia (zwłaszcza o tej porze roku) zarówno w zestawieniach monochromatycznych, jak i kontrastowych, np. z żółtym lub turkusowym (to zdecydowanie mój faworyt). W biżuterii: kocham miedź, skórę, ale i koralików w tym kolorze trochę się u mnie znajdzie. W wystroju wnętrz: drewno i jeszcze raz drewno! najlepiej sosnowe, ale każde inne też może być, koniecznie z widocznym rysunkiem słojów i struktury. Jak lakier to tylko transparentny. Kiedyś miałam takiego hopla, że ze wszystkich starych mebli, które wpadły w moje łapy skrupulatnie zdzierałam te wszystkie warstwy lakieru i malowałam bezbarwnym. Dodatki do mieszkania też preferuję w palecie od kremu po brąz (tapicerka na fotelach, serwety, obrusy itp.) Nawet portret JP II, który wyszyłam dla siebie utrzymany jest w tej tonacji. Pokazywałam go już tutaj. Ach, jeszcze skojarzenia kulinarne. Jako, że łasuchem jakimś specjalnym nie jestem, to nie będzie to czekolada, tylko coś bez czego dnia jednego bym nie przeżyła, czyli kawa. Bez cukru i żadnych innych dodatków, no ewentualnie z rumem. Czyli niby "czarna", ale przecież jednak brązowa :)

Przy okazji w tak zwanym międzyczasie, w Szufladzie zostało ogłoszone wyzwanie gościnnej projektantki października - Oli, a jego temat to: "Więcej słońca jesienią". Wydaje mi się, że moja spinka pasuje jak ulał, dlatego też ją tam zgłaszam.

I to byłoby na tyle, jak mawiał niegdyś profesor mniemanologii stosowanej Jan Tadeusz Stanisławski.

niedziela, kwietnia 27, 2014

Znowu wyszywam...

Znowu wyszywam...
Z dzisiejszym wpisem może nie będę zbyt oryginalna, ale za to bardzo na czasie. Jak wiecie, byliśmy dzisiaj świadkami wielkiego wydarzenia. Jak by nie było, wypadałoby to jakoś uczcić.
Już kiedyś wyszywałam portret naszego Papieża, o ten. Był to zresztą mój pierwszy krzyżykowy obraz wyszyty specjalnie jako prezent dla mojej Babci na jej 90-te urodziny. Ten będzie mój. Obrazek zaczęłam wprawdzie dość dawno - jakieś 3-4 lata temu, ale go nie dokończyłam i leżał sobie spokojnie, czekając na lepsze czasy. Teraz pomyślałam, że kanonizacja jest najlepszym pretekstem, żeby to w końcu zrobić. Wzór tego haftu został opublikowany w gazetce "Hafty Polskie" z okazji 5 rocznicy śmierci Jana Pawła II (czyli w kwietniu 2010). 


Moja wersja wyszyta jest potrójną nitką muliny Ariadna na beżowej Aidzie chyba 14 ct. Tak wyglądała jeszcze przed oprawienem:


We wzorze na obrazku została umieszczona sentencja - cytat z JP II, spodobał mi się ten pomysł, więc zdecydowałam się i ja ją wyhaftować. Niestety nie do końca jestem z zadowolona z efektu. Podwójną nitką napis był słabo widoczny, poprawiłam więc i dołożyłam jeszcze trzecią, przez co zrobił się trochę "grubo ciosany". Oto zbliżenie na sam cytat:


Na fotce w gazetce wyglądał znacznie lepiej, ale na moich fotografiach też wygląda lepiej niż w realu. Niewykluczone, że kiedyś go jednak wypruję. Tym bardziej, że ramka też nie jest do końca taka, jak chciałam, ale tak to już jest, kiedy robi się coś na ostatnią chwilę.
Pogoda niestety dzisiaj nie dopisała - światła jak na lekarstwo.... Próbowałam robić zdjęcia na tarasie, ale trudno mi było uniknąć odbić. Spróbowałam też na stole pod oknem:


I głębiej wewnątrz całkowicie przy sztucznym świetle:


Niestety przy takiej pogodzie u mnie ciemno jak... no, mniejsza z tym gdzie, ale udało mi się nawet uwiecznić portret na ścianie:


Pierwsze zdjęcia przy świetle naturalnym zdecydowanie lepiej oddają prawdziwą kolorystykę.

Tak się złożyło, że w czasie, kiedy postanowiłam w końcu wrócić do tego obrazka - zostało ogłoszone nowe wyzwanie w Szufladzie. Pomyślałam sobie, że to najlepszy moment, aby rozpocząć swoją przygodę z tym portalem. Jako się rzekło zgłaszam swoją pracę na wyzwanie Szuflady:


piątek, stycznia 24, 2014

Krzyżyki

Krzyżyki
Rzecz będzie o hafcie.
Jako tzw. "umysł ścisły" zdecydowanie preferuję wszelkie rodzaje haftu liczonego, a nieodmiennie od bardzo dawna zdecydowany prym wśród nich wiedzie haft krzyżykowy. Oczywiście próbowałam też innych: pełnego, cieniowanego, richelieu (ten nawet dość lubię), ale zawsze w końcu wracam do krzyżyków. Na początku były to serwety, serwetki i obrusy haftowane w jedno-, góra dwubarwne wzory. Były one zawsze żelaznym pomysłem na prezenty dla bliskich, dlatego wszystkie, które jeszcze istnieją są "gdzieś po ludziach", czasem nawet niektóre spotykam. Nieraz z zazdrością oglądałam wzory haftowanych obrazków w zagranicznych żurnalach, ale czasy były takie, że dobranie muliny w 3 czy nawet 2 kolorach było wyzwaniem nie lada, o obrazkach można było zapomnieć. Niektóre prostsze wzory zdarzało mi się nawet odrysowywać kolorowymi pisakami na papier milimetrowy, chyba byłam szalona! Muliny, tudzież inne robótkowe materiały jak kordonek, czy tkaniny gromadziłam mozolnie, z każdego wyjazdu przywożąc kolejne "łupy". Pierwszy obrazeczek, który wyhaftowałam miał być elementem czegoś, co jednak nie powstało, dlatego występuje nadal w "stanie surowym". Sądząc po inicjale powstał jeszcze w czasach panieńskich, czyli z górą dwie dekady temu. Kolory dobierałam "na oko" z moich zapasów. Wzór pochodzi z Burdy (lub Anny) Oto on:

Z kolei pierwszym "profesjonalnym" obrazkiem był portret Jana Pawła II, który dostała ode mnie Babcia w prezencie na swoje 90 urodziny (czyli 18 lat temu). Wzór pochodzi z któregoś z polskich czasopism z haftami (Moje robótki?), mulina Anchor:

Wraz z podłączeniem się do internetu odkryłam dwie rzeczy: po pierwsze - w sieci znajdują się miliony różnych schematów do haftu, które oczywiście zaczęłam mozolnie chomikować (w tym momencie jest tego ponad 7 GB + pół szafy papierowych czasopism). Po drugie - programy do konwersji obrazu na haft. Po przetestowaniu kilku zdecydowałam się na Haftix. Owocem tego są dwa ukończone obrazki, mnóstwo projektów do zrealizowania i jedna bardzo duża rzecz "w trakcie", a właściwie w "zawieszeniu", ale o niej innym razem.
Te ukończone to portrety stworzone na podstawie starych zdjęć. Pierwszy przedstawia psa imieniem Al - wyżła mojego Taty, który przez całe życie bezgranicznie uwielbiał swojego Pana, co doskonale widać na załączonym obrazku (nie muszę chyba dodawać na kogo patrzy...). Teraz niestety spogląda już tylko ze ściany...

Drugi to portret Cioci wykonany w sepii na podstawie starego zdjęcia legitymacyjnego:

Miałam w planie więcej portretów rodzinnych w sepii, ale póki co czekają na wenę.
Oczywiście oba powyższe obrazki były wyszyte w prezencie. U mnie nie wisi jeszcze nic mojego...
Więcej  moich krzyżykowych prac można zobaczyć tutaj. Zapraszam serdecznie.
I do następnego razu :)
Copyright © Z kociołka czarownicy , Blogger