Moi obserwatorzy

poniedziałek, 9 lipca 2018

Na okrągło i bez kantów

Ten komplet długo nie mógł się doczekać ukończenia. Robiłam go na raty, wiele rat. Gdyby nie wyzwanie Szuflady to pewnie jeszcze chwilę by tak poleżał.


Uznałam jednak, że temat Wyzwania do niczego tak nie pasuje, jak do chainmaille, więc się zmobilizowałam. Oto moja wersja "na okrągło i bez żadnych kantów".


Wszystko zaczęło się od chwostów.


Te przeraźliwie niebieskie chwosty nabyłam przeszło rok temu. Dopiero przy robieniu zdjęć zorientowałam się, że mają ten sam kolor, co niedawno pokazywane przeze mnie na fanpage'u kolczyki. Zbieżność niezamierzona, ale o przypadku nie może być mowy, ja po prostu kocham ten kolor 😍.


Chwościska są bardzo grube. Oprawiłam je w czapeczkę ze splotu Dragonscale, która trochę przypomina szyszkę, którą robiłam kiedyś na choinkę. Od góry zablokowałam ją niebieskim jadeitem.


Na kolczyki to wystarczyło, ale naszyjnik miał być wzbogacony o coś jeszcze. W pierwszej wersji chciałam wykorzystać duży szklany kaboszon, który jednak w międzyczasie wylądował w wiosennym naszyjniku na kalendarzowy konkurs R-S. Tam lepiej pasował, ale nadal pozostało pytanie co tutaj? Najpierw dołączyłam dużą kulkę niebieskiego marmuru, ale to było mało. Potrzebowałam jeszcze czegoś okrągłego na górę.


Przetestowałam sporo różnych pomysłów i ciągle to nie było to. Aż w końcu zrobiłam oponkę splotem Captive Inverted Round i to wreszcie był strzał w dziesiątkę!


Wszystkie elementy chainmaille wyplecione  są ze stopu bright alumnium, dzięki czemu całość nie jest ciężka. Mimo, że kolczyki są dość sporych rozmiarów - ich długość to 9 cm + bigiel (10,5 cm z biglem), to waga każdego kolczyka wynosi niecałe 6 g.


Naszyjnik powiesiłam na długim na 74 cm łańcuszku metalowym typu żmijka. Tak długim, że chainmaillowa oponka wypada gdzieś w okolicach biustu. W związku z tym wszystkie moje ekspozytory znowu okazały się za krótkie.


Sam wisior ma 16 cm długości razem z krawatką i waży ok. 15 g, a razem z łańcuszkiem 26 g.


Jako się rzekło komplet zgłaszam do wyzwania Szuflady "Od cyrkla". Strasznie dawno mnie tam nie było, czas o sobie przypomnieć 😜.



A jak już jestem przy "bywaniu", to wreszcie się zmobilizowałam i ruszyłam na podbój Instagrama 😜. Dopiero zaczynam ogarniać co i jak, ale udało mi się już wrzucić fotkę i filmik z procesu prasowania chwostów, więc pierwszy krok został uczyniony. Tak więc serdecznie Was zapraszam na mój profil.
Postanowiłam też odkurzyć mojego drugiego bloga, firmowego. Zafundowałam mu poważny lifting i przygotowuję nowe wpisy. Zdecydowałam się całkowicie zmienić formułę, bo ta poprzednia kompletnie się nie sprawdziła. Oprócz prezentacji niektórych moich prac przeznaczonych na sprzedaż zamierzam publikować tam więcej informacji poradnikowych. Na początek będzie post, a właściwie pościsko na temat pielęgnacji biżuterii z chwostami. Powinien ukazać się już niebawem.

czwartek, 5 lipca 2018

Kamień Miesiąca - Cyrkonia

Skończył się kolejny miesiąc, więc pora na prezentację mojej pracy konkursowej. Tym razem wyjątkowo mamy do czynienia z kamieniem dwóch miesięcy, maja i czerwca, a jest nim cyrkonia. Z tym, że nie chodzi tu o szklaną cyrkonię, jaką robi np. Swarovski, tylko o kamień jubilerski.


Cytując za WikipediąCyrkonia to bezbarwny syntetyczny kamień ozdobny nieposiadający swojego wzorca w przyrodzie. Jest to stabilizowana, regularna modyfikacja ZrO2 (tlenku cyrkonu). Cyrkonie opanowały świat w latach 70 ubiegłego wieku, jako tani odpowiednik (imitacja) diamentu. Jednak stosując różne domieszki można uzyskać całkiem bogatą paletę barw, dzięki czemu mogą one udawać prawie każdy kamień szlachetny.
To tyle teorii. W sklepie Skarby Natury znalazłam tak bogaty wybór różnorakich cyrkonii, że długo nie mogłam się zdecydować. Ostatecznie wybrałam trójkątne kaboszoniki w opcji krystalicznej, czy jak kto woli - białej.


Wyszłam z założenia, że jak coś się tak mocno błyszczy, to nie może tego być zbyt dużo na raz. Dlatego umieściłam tylko po jednej sztuce w naszyjniku i kolczykach. Prawdę powiedziawszy miała być jeszcze bransoletka, ale czasu mi zabrakło, więc będzie kiedy indziej.


Taki kamień musi mieć odpowiednią oprawę, dlatego umieściłam go w brązie i dodałam trochę białych perełek seashell.


Próba oprawienia trójkątnego kamyka w ogniwka chodziła mi po głowie już od dawna. Tu dodatkowo doszły niewielkie jego rozmiary i obawa żeby za dużo go nie przykryć.
Po wielu eksperymentach wyszło mi coś takiego.


Większe ogniwka, które obejmują kamień z dołu i z góry są głównym elementem nośnym, dlatego wszystkie one są zlutowane. Przy okazji przetestowałam miedziany lut i wynik wyszedł pozytywny.


Oprawa zgodnie z założeniem jest bardzo minimalistyczna i właśnie o coś takiego mi chodziło.


Najpierw zrobiłam naszyjnik. Z założenia miał on mieć formę kolii, a elementem wiodącym miał być trójkąt.


Po obu stronach cyrkoniowego elementu dołączyłam jeszcze po 5 trójkątów wykonanych splotem Inverted Aura. U dołu każdego z nich podwiesiłam małą perełkę, a poniżej cyrkonii trochę większą w kształcie kropelki.



W kolczykach wykorzystałam tak samo oprawioną cyrkonię z podwieszoną kropelką, tylko odpowiednio mniejszą.
Element Inverted Aura (też mniejszy) doczepiony jest powyżej, "do góry nogami" w stosunku do wszystkich pozostałych trójkątów.
Kolczyki zawiesiłam na sztyftach z małą kulką.


Generalnie cały komplet wyszedł bardzo ażurowy i delikatny w formie, choć lekki bynajmniej nie jest.


Waga każdego kolczyka to ok. 3,9 g, a naszyjnika razem z łańcuszkiem to jakieś 20 g (nie dam rady podać dokładnie, bo na razie nie obcinałam łańcuszka, dopasuję go dopiero do potrzeb). Długość kolczyków to 5 cm wraz ze sztyftem.


Album konkursowy znajdziecie tutaj, a mój komplet tutaj. Niestety swoim zwyczajem fb obciął mu zasięgi, tak, że mało komu się wyświetlił (mnie też nie 😭, musiałam go sama odszukać). Zachęcam więc Was do podziwiania i oddawania głosów.




wtorek, 26 czerwca 2018

Pora na kwiatki

Niedawno pokazywałam nagrodę, jaką dostałam od R-S za zwycięstwo we Wtorkowym Maratonie Rękodzielniczym. Było tam sporo tekstylnych kwiatków. potraktowałam je jako alternatywę dla chwostów i zaczęłam robić z nimi kolczyki. Na pierwszy rzut powstały 3 pary.


Do koloru czapeczek spinających kwiatki najbardziej pasował mi brąz, więc cała ta seria jest z niego wykonana. Jak zwykle do brązu dodałam bigle z powłoką KC Gold.


Od tych zaczęłam.


Pojedynczy Byzantine z ogniwkami stabilizującymi po bokach.


Oprócz brązu wykorzystałam tu też czerwone ogniwka z anodyzowanego aluminium z pierwszej testowej serii (kolejne się robią, mam nadzieję).


Akurat te ogniwka są ciemnoczerwone i idealnie przypasowały mi do nich te małe kwiatki.


Kolczyki są niewielkie: 3 cm (5 cm z biglem) i bardzo lekkie: tylko 1,5 g każdy.


To była wersja codzienna, kolejne zrobiłam bardziej eleganckie.


To nic innego jak "sułtanki" w wersji écru+złoto.


Brązowe oponki ujęłam w 6 mm kuleczki kremowego marmuru.


Te kwiatki są zdecydowanie bardziej okazałe od poprzednich.


Kolczyki też są wyraźnie większe. Ich długość to 5 cm (z biglem 6,5 cm), a waga każdego to ok. 4,6 g.


I wreszcie trzecia para. Te wyszły zdecydowanie "na bogato".


To zasługa zarówno wzoru, jak i koloru.


Wyplecione z brązu Romanovy otulają kuleczkę malachitu.


Równie malachitowe są też kwiatki, z tych większych, podobnie jak w kremowych sułatankach.


Kolczyki mają 4,5 cm długości (z biglem 6 cm) i każdy waży ok 4,5 g.


Każdy z tych wzorów mógłby z powodzeniem być również z chwostem, ale z tymi kwiatkami jest znacznie subtelniej. Co o nich sądzicie? Robić kolejne?



środa, 20 czerwca 2018

Chwosty górą!

Ostatnio zaopatrzyłam się w sporą ilość chwostów, ale te, które chcę dzisiaj pokazać zrobiłam sobie sama.
Wczoraj pokazałam bransoletki, które miały być "męskie" z założenia, jednak okazało się, że niekoniecznie. Na przykład ta makramowa z lawą zebrała mnóstwo "damskich" głosów zachwytu i tylko jeden męski. W takim wypadku, do damskiej bransoletki, koniecznie muszą być kolczyki do kompletu. Chyba się ze mną zgodzicie?


Z rozpędu narobiłam za dużo elementów Turkish Orbital i po skończeniu bransoletki jeszcze mi dwa wolne zostały. Na kolczyki jak znalazł. Otoczyłam je więc kulkami lawy i powiesiłam na miedzianych biglach. Jednak czegoś mi w nich brakowało. Jakiegoś dyndadełka.


Pierwsza myśl: długi chwost. Oczywiście czarny. Ale jak na złość we wszystkich sklepach czarne są akurat nieosiągalne. Poza tym te wiskozowe (skądinąd piękne) są mocno błyszczące, co nijak mi do matowej lawy pasować nie chciało. Sięgnęłam więc do moich niezmierzonych zapasów nici maszynowych i znalazłam idealne. Poliestrowe, lekko matowe.


Zrobiłam z nich długie, 8 cm chwosty i doczepiłam do kolczyków.


Jedyną wadą takich matowych nici jest to, że nie są one wystarczająco śliskie i chwost nie jest tak "lejący" jak wiskozowy. No trudno, coś za coś. Wystarczy co jakiś czas go "przeczesać" za pomocą szpilki.


Kolczyki wyszły długie - ok. 11 cm + bigiel, ale dość lekkie - ok 7,7 g każdy. To kolejny punkt dla poliestru, bo wiskozowe chwosty w tym rozmiarze byłyby znacznie cięższe.


Szkoda tylko, że tak późno zorientowałam się, że w Szufladzie było chwostowe wyzwanie, bo mogłabym ich zasypać pracami, ale niestety skończyło się wczoraj 😩 buuu!

wtorek, 19 czerwca 2018

Coś dla Panów

Z okazji zbliżającego się Dnia Ojca postanowiłam pomyśleć o "brzydszej" części ludzkości. Nie mam niestety żadnych osobistych doświadczeń z męską biżuterią, bo panowie z mojego najbliższego otoczenia uważają, że mężczyźni nie noszą biżuterii. Ale ja przecież wiem, że jest inaczej 😜.
Pierwsze, co przyszło mi do głowy to bransoletka, a właściwie bransoleta, bo powinna ona być raczej słusznych rozmiarów.
Technika niewątpliwie chainmaille, a materiał? Raczej jakiś ciemny i niezbyt błyszczący, czyli... no padło na miedź, oczywiście patynowaną.


Pierwszym splotem, który wzięłam w obroty był Turkish Round. Wyobraźcie sobie, że jeszcze go wcześniej nie robiłam.


Jest to, podobnie jak Inverted Round splot trójkrotny, czyli mamy problem z zakończeniem i zamocowaniem zapięcia. U mnie takie problemy zazwyczaj kończą jako bangle i nie inaczej było tym razem.


Splot wygląda trochę jak Byzantine, tyle, że na trzy, a nie dwa ogniwka wkoło.


Zrobiłam go z dość dużych ogniw (AR 4,5) i wyszedł mocno ażurowy. Starym sposobem wypełniłam więc bransoletkę w środku kauczukowym rzemieniem, żeby go ustabilizować. Kauczuk jest czarny i delikatnie prześwituje, co daje fajny efekt.


Mimo tej "wkładki" bransoletka nie jest sztywna i bardzo ładnie się układa.


Rozmiar, jak przystało na męski dość spory: obwód wewnętrzny 19 cm, grubość 1 cm, waga ok. 38,5 g.


Zrobiłam też drugą bransoletkę.


Tu wykorzystałam splot Turkish Orbital.


Połączyłam trzy elementy, takie jak stosowałam w kolczykach i na końcach dodałam kulki lawy.


Całość nawlekłam na czarny bawełniany sznurek i uzupełniłam obwód makramowymi splotami.


Ta bransoletka oczywiście też jest bez zapięcia, ma tylko shambalową regulację.


Jest ona dość lekka (16,5 g), choć rozmiar również "męski". Jej obwód to od 17 do nawet 25 cm. Bez wątpienia wciśnie się na każdy, nawet najgrubszy nadgarstek.


Jest tylko jeden problem... Dlaczego mnie się te bransoletki tak podobają? Czy one na pewno są męskie? Na wszelki wypadek więc zrobiłam coś jeszcze, ale o tym następnym razem.