Moi obserwatorzy

czwartek, 19 kwietnia 2018

Bizancjum nigdy się nie znudzi

Wczoraj ukazał się na blogu Pasartu mój kolejny chainmaillowy tutorial. Tym razem postawiłam na klasykę i pokazuję jak zrobić bransoletkę bizantyjską, dla urozmaicenia dwukolorową.


O powyższej bransoletce możecie poczytać tutaj.


Jednak przy okazji omawiania różnych tricków do wykorzystania w splocie bizantyjskim powstało, niejako niechcący coś, co przerodziło się w taki komplecik:


Jak widzicie to po prostu Byzantine ze zbyt dużych ogniwek (AR=4) w wersji 3-connectors i z dodatkowymi stabilizującymi ogniwkami po bokach.
Taka forma bransoletki wydaje mi się idealna do przyczepiania charmsów.


A i na kolczykach można powiesić różne dyndołki.


A póki co zapraszam do nauki splotu Byzantine ze mną i z Pasartem.

piątek, 13 kwietnia 2018

Wiosna

W końcu można z pełną odpowiedzialnością powiedzieć, że przyszła. Zrobiła to dość gwałtownie i dobrze, bo muszę się Wam przyznać, że tzw. przedwiośnie jest najmniej lubianą przeze mnie porą roku. Kiedy śniegi już stopnieją, a zieleń jeszcze śpi, jest szaro, buro i w dodatku mokro, brrr! A człowiek tak już pragnie kolorów. Nie wiem jak Wy, ale ja tak mam co roku 😉.
Wiosenna paleta barw stała się inspiracją do pierwszego w tym roku wydania konkursu kalendarzowego Royal-Stone. Trzeba było w swojej pracy zawrzeć przynajmniej jeden z kolorów w niej występujący. Początkowo myślałam, że rozpiszę sobie i wydziergam jakiś wiosenny ukośnik, ale kiedy okazało się, że jest bardzo mało prac w metalu, to znowu skończyło się na chainmaillu. Oto moja praca konkursowa:

Jak zwykle kliknięcie w zdjęcie przenosi do mojej pracy w albumie konkursowym

Kiedyś kupiłam sobie taki kwiecisty szklany kaboszon. Oczywiście wiedziałam, że jest bardzo duży, ale i tak okazał się poza skalą mojej wyobraźni. Od początku miałam ochotę oprawić go w ogniwka, dokładnie tak, jak to zrobiłam.


Często w ten sposób oprawiam duże kaboszony. Na krawędzi robię obwódkę z Half Persian 3 in 1, a potem z obu stron dołączam do niego jeden rządek jak w Euro 4 in 1 i drugi Euro 6 in 1. Oprawa jest dość pracochłonna, ale doskonale sprawdza się przy dużych, mocno wypukłych kamieniach. Żeby na płaskim spodzie kaboszona plecionka nie odstawała, to z tej strony dałam trochę mniejsze ogniwka.


Coś tak wielkiego może zostać tylko wisiorem i to bardzo długim. Konieczne też wydało mi się jakieś dyndadełko. Początkowo przymierzałam do niego duże intensywnie niebieskie chwosty, ale kiedy zobaczyłam paletę do inspiracji, to okazało się, że grafika na kaboszonie zawiera wszystkie te odcienie. Dlatego dokupiłam bardziej stonowane, pastelowe chwosty w jednym z odcieni z palety.


Po kilku przymiarkach różnych pomysłów, elementem łączącym kaboszon z chwostem stał się po prostu duży Mobiusek.


Chwosty dostały też chainmaillową opaskę z Euro 4 in 1.


Wisior wyposażyłam w prostą krawatkę i powiesiłam na dość długim łańcuszku żmijce w srebrnym kolorze.


Kolczyki do kompletu to nic innego, jak element z dyndadełka zawieszony na biglach.


Jednym z warunków konkursu jest w tym roku pokazanie plecków. Kaboszon z założenia przeznaczony był do przyklejenia do podkładu i jego tył był po prostu biały. Niestety podczas licznych przymiarek oprawy chętnie przyjmował moje aluminiowe odciski palców. Wyglądało to ohydnie. Zresztą nawet, gdy przez chwilę był czysty, to nie podobał mi się taki biały. Podkleiłam go więc kolorowym niebieskim papierem i polakierowałam bezbarwnym lakierem akrylowym. Nie dość, że teraz wygląda dużo lepiej, to jeszcze tak chętnie się nie brudzi.


Jak już wspominałam kaboszon był olbrzymi (58 mm), po oprawieniu zyskał 6,5 cm średnicy, a razem z chwostem i krawatką 16 cm długości. Tak wielki wisior musiał zawisnąć na długim i solidnym nośniku - łańcuszek ma przeszło 65 cm długości i 3 mm grubości. Szklany kaboszon jest dość ciężki i pomimo, że oprawiłam go w aluminium, to cały naszyjnik wagę swoją ma: 56 g (sam wisior to 46 g). Jak widać trudno mi go było nawet zmieścić na dłoni.


Za to kolczyki są bardzo lekkie. To tylko 2,9 g każdy z nich przy 8,5 cm długości (bez bigla).


Zapraszam Was do oglądania albumów konkursowych, a tym razem jest ich aż 3: Kategora I (beading), Kategoria II (sutasz i inne sznurki), Kategoria III (jubilerstwo, metaloplastyka i pozostałe techniki). A na mój komplecik można zagłosować tutaj.

piątek, 6 kwietnia 2018

Kamień Miesiąca

Do trzech razy sztuka.
Fluoryt, który był kamieniem stycznia zwyczajnie mi nie leżał, za to lapis lazuli - kamień lutego, to jeden z moich ulubionych, ale co ja na to poradzę, że luty jest taki krótki? W dodatku połowę ukradły ferie 😒. Może zastanawiacie się o czym ta kobita bełkocze? Otóż dla tych, co nie wiedzą: sklep Skarby Natury ogłosił w tym roku cykliczny konkurs na biżuterię z kamieniami. Co miesiąc ogłaszany jest nowy Kamień Miesiąca. Pomysł bardzo mi się spodobał, ale dopiero za trzecim podejściem udało mi się coś zrobić, w dodatku wcale nie to, co miałam na myśli do początku. Pomysł pierwotny musiałam zarzucić, bo mimo wielu prób nie udało mi się zdobyć ogniwek, które nadały by się do jego realizacji. Na szczęście hematytów ci u mnie dostatek i w dodatku one, jak mało które kamienie pasują do chainmaille. A właśnie hematyt był Kamieniem Marca.
No, dobra, wystarczy już tego przydługiego wstępu, pora na prezentację. Oto mój "Skarb Laprehauna":

Początkowo miał być tylko naszyjnik z kolczykami, ale w miarę powstawania komplet rozrósł się co nieco.


Duże hematytowe koło kupiłam kiedyś z zamiarem zrobienia z niego kolejnego chainmaillowego łapacza snów, ale nie zdążyłam się za niego zabrać. Razem z kołem zakupiłam małe walce na "frędzelki", a te śliczne fasetowane kulki, które wykorzystałam do elementów Romanov, dostałam w prezencie od Royal-Stone za udział w akcji Polecam Royalove.


Koło jest naprawdę bardzo duże i zdecydowałam, że zamiast zwykłej "bródki" zrobię bardziej rozbudowane dyndadełko. Składa się więc na niego: Romanov, Mobiusek i trójkątna bródka z Euro 4in1.


Nie chciałam robić z tego tylko zwykłego wisiora, więc od góry koła zaczęłam budować nośnik naszyjnika. Zaczęłam od kompilacji splotu Butterfly z Romanovem, a dalej to już kombinacja Mobiusków z kulką w środku, pojedynczych elementów Byzantine i hematytowych walców. Obwód uzupełnia kilka odcinków cienkiego łańcuszka, dających możliwość regulacji długości.



Ponieważ naszyjnik jest bardzo długi, to dla urozmaicenia dodałam do niego "poprzeczkę", a właściwie dwie. Zwisający na dolnej z nich Romanov nawiązuje optycznie do wydłużonego charakteru całego naszyjnika. To pomysł mojej córki.


Podobnie jak to dyndadełko w naszyjniku wyglądają kolczyki, są tylko odrobinę mniejsze.


Są bardzo lekkie, ale na wszelki wypadek zawiesiłam je na zamkniętych biglach, żeby przypadkiem nie wybrały się gdzieś na samotną wycieczkę z ucha przeznaczenia 😉.


Małe hematytowe kółka miały być bazą kolczyków - łapaczy, ale stwierdziłam, że są za małe, za grube, a w dodatku matowe i nijak nie będą pasować do naszyjnika, wylądowały więc w bransoletce.


Połączyłam je Romanovem, takim samym, jak w pozostałych elementach kompletu.


Do wymaganej długości uzupełniłam bransoletkę podobną kombinacją splotów, jak w nośniku naszyjnika.


No i wreszcie ostatni element kompletu - pierścionek.


Prawdę mówiąc pierwotnie nie było go w planach, ale organizatorka konkursu z nadzieją pytała, czy może ktoś zrobi pierścionek, czy znowu będą prawie same naszyjniki? Jak wiecie mnie wiele nie potrzeba, więc dorobiłam ten pierścionek do kompletu. Zresztą ostatnio złapałam fazę na chainmaillowe pierścionki, więc...


Oczko stanowi Romanov, a obrączkę wyplotłam splotem Half Persian 4 in 1. Trochę się nagimnastykowałam, żeby połączyć je w sposób zadowalający, ale chyba w końcu mi się to udało.


I tak oto rozrósł mi się ten konkursowy komplecik. Bardzo trudno było mi go sfotografować, bo moje wszystkie ekspozytory okazały się zbyt krótkie. W końcu ustawiłam "półgłowę" na takiej dziwnej konstrukcji, którą przykryłam fotograficznym czarnym tłem i tak wygląda chyba najlepiej, choć i tak naszyjnik musiałam do zdjęcia skrócić znacząco. Chyba muszę pomyśleć nad jakimś manekinem.


Na koniec jeszcze kilka szczegółów technicznych: wszystkie ogniwka to własnoręcznie cięte bright aluminium, ale rozmiarów nie pamiętam. Wykończenia (zapięcia, bigle, itp) to stal chirurgiczna. Duże hematytowe koło ma 4 cm średnicy, a te mniejsze po 1,6 cm. Oprócz tego jest tu 26 hematytowych walców 3x5 mm i 29 fasetowanych kuleczek 4 mm.
Długość naszyjnika (po złożeniu na pół) to od 43,5 do prawie 50 cm; długość kolczyków bez bigla to 6 cm (7 cm z biglem); obwód bransoletki = ok. 17 cm; a rozmiar pierścionka to 19.
Cały naszyjnik waży 29 g, z czego chyba ponad połowa to hematytowe koło; bransoletka to 7,45 g; kolczyki 2,2 g każdy i pierścionek niecałe 1,6 g.
Właściwie to jeszcze powinnam się wytłumaczyć z nazwy, którą nadałam mojej pracy. Hematyty są tęczowe, a wiadomo co kryje się na końcu tęczy - garniec złota, którego strzeże złośliwy skrzat Leprehaun (to też pomysł córki).

Zapraszam Was do przeglądania konkursowego albumu na Facebooku, bo prace są na prawdę piękne i jest co podziwiać. A jeśli i mój komplecik przypadł Wam do gustu to nieśmiało proszę o polubienie, tutaj.

czwartek, 5 kwietnia 2018

Licznik złapany

Właściwie to złapany został już wczoraj do południa, ale chciałam jeszcze chwilkę odczekać, żeby dać szansę ewentualnym spóźnialskim.
Jako pierwsza zgłosiła się do mnie Madzia B, która spóźniła się o 4:


Dosłownie moment później przysłała informację Avrea, której udało się trafić w punkt.


Ponieważ otrzymałam tylko te dwa zgłoszenia spełniające warunki, to postanowiłam przyznać dwie nagrody.

Zwycięzcą zostaje Avrea, a zaszczytne drugie miejsce przypada Madzi B. 

Chciałabym dowiedzieć się o Was czegoś więcej, żeby móc przygotować nagrody spersonalizowane. Napiszcie mi jaką biżuterię nosicie, jakie są Wasze ulubione kolory, a może jest coś konkretnego o czym marzycie?

A jutro z rana zapraszam tu wszystkich ponownie, bo właśnie kończę pisać bardzo długi post 😉

środa, 4 kwietnia 2018

Przypominajka

Wy już pewnie nie pamiętacie, więc szybciutko przypominam o łapaniu licznika. Mało brakło, a sama bym też przegapiła 😮.
Magiczna liczba tuż tuż. A jaka? O, to już sami musicie wiedzieć. W ten sposób chciałam uprzywilejować tych, którzy mimo przeciwności losu i moich zaniedbań nadal są ze mną.
Ta liczba powinna była paść na początku roku, ale przez problemy z wchodzeniem na bloga wszystko się opóźniło.
No to już dłużej nie przynudzam, kolejny post biżuteryjny dopiero się pisze, więc póki co mówię Wam: Do zobaczenia!

wtorek, 3 kwietnia 2018

Kolejne Mobiuski

Niedawno miałam okazję przekonać się, że kolor roku ogłoszony przez Pantone nijak się ma do oferty naszych sklepów. Otóż jakiś tydzień przed Świętami przemierzyłam sporo odzieżowych sklepów i sklepików, bo moja najmłodsza latorośl zażyczyła sobie czarno-białej sukienki, ewentualnie czarnej na bierzmowanie. Wydawać by się mogło, że znalezienie czarnej kiecki nie będzie żadnym problemem, ale nic z tego. Sieciówki już zalane letnią kolekcją i wszystko jest w kwiaty, kwiatki i kwiatuszki. Natomiast w tych mniejszych, bardziej ekskluzywnych butikach czerń jest zdecydowanie w odwrocie, znalazłyśmy raptem kilka wzorów. Myślicie, że wszystko w ultrafiolecie? Otóż nie. Fioletowej nie widziałam żadnej. Za to ponad połowa oferty to... granat. Dlaczego kiedy jakiś czas temu szukałam czegoś granatowego to nie było kompletnie nic? Drugim kolorem zdecydowanie rzucającym się w oczy okazała się fuksja. Pomyślałam sobie, że nie ma tego złego, bo te dwa kolory są mi zdecydowanie bliższe od fioletów.
Postanowiłam więc wyjść naprzeciw tej ofercie i z zapasów moich kolorowych dużych ogniwek wygrzebałam i granat i fuksję:


Granatowych starczyło mi tylko na kolczyki.


Mobiuski zrobiłam z 4 ogniw.


Zawiesiłam je na elementach w kształcie rombów wykonanych splotem Japanese w układzie 18 in 2


Duże ogniwka poziome są ze stali chirurgicznej w naturalnym kolorze, a wszystkie pionowe łączenia i bigle to też stal, ale pozłacana.


Kolczyki sprawiają wrażenie filigranowych i rzeczywiście są dość lekkie, waga jednego to niecałe 2,7 g . Ich długość bez bigla to 3,5 cm.


W sumie prezentują się dość elegancko


Fuksjowych ogniw miałam trochę więcej, więc udało mi się zrobić z nich cały komplecik.


W tym przypadku połączyłam Mobiuska z Romanovem.


Znalazłam kuleczki turmalinu w takim samym odcieniu, jak ogniwka i to one znalazły się w centrum elementów Romanov.


Mobiuski tym razem są z trzech ogniwek.


Obie części połączyłam przy pomocy pojedynczego splotu Box.


Oprócz kolorowych ogniwek cała reszta to stal chirurgiczna. Czyli bigle, krawatka i łańcuszek z zapięciem oraz oczywiście wszystkie pozostałe ogniwka.


Kolczyki i wisiorek są identyczne, długość samej zawieszki to 3 cm. Waga każdego kolczyka to ok. 2,4 g, a wisiorek razem z łańcuszkiem (ok. 52 cm długości) - prawie 5,7 g.


Zostało mi jeszcze trochę tych aluminiowych ogniwek, więc seria kolorowych kolczyków będzie kontynuowana.