Moi obserwatorzy

czwartek, 7 kwietnia 2016

Testowałam z Szufladą

Ten post miał się ukazać jeszcze przed Świętami, zaraz po tym jak Szuflada pokazała efekty naszego testowania u siebie, ale... nie wyszło. Jest dopiero teraz. Czas mi się ostatnio trochę skurczył i najbardziej cierpi na tym blog. Cóż, takie życie.


Do czterech razy sztuka! Trzy pierwsze testowania przeszły mi koło nosa, bo z różnych przyczyn nie zdążyłam się na nie zapisać. Tym razem się udało i w dodatku załapałam się do grona 5 szczęśliwców. Test dotyczy ceramicznych kaboszonów z Kadoro. Mnie przypadł w udziale ten zestaw:


(zdjęcie pochodzi ze strony Szuflady)

Kolorki bardzo wiosenne, prawda? Nie miałam wcześniej do czynienia z tymi kaboszonami, więc z niecierpliwością oczekiwałam na przesyłkę. Okazało się, że są cudne i... malutkie. Zawsze podobał mi się połysk ceramicznych koralików i te kaboszony również go mają. Natomiast rozmiary mnie trochę zmroziły. Największe łezki to wprawdzie 18 x 25 mm, ale najmniejsze owale to tylko 8 x 10 mm. Tych mniejszych jest zdecydowanie więcej. A ja wcześniej wymyśliłam sobie, że oprawię je w moich trzech ulubionych technikach: wire-wrapping, chainmaille i beading.
Ale najpierw kilka słów o samych kaboszonach. Są dość starannie wykonane, nie znalazłam żadnych skaz, ani pęcherzyków powietrza. Wierzch jest mocno wypukły i jak już wspomniałam ma piękny połysk. Natomiast od spodu są idealnie płaskie i lekko porowate. Kształt aż się prosi aby przykleić do podkładu i obszyć koralikami. Jednak byłam dzielna i nie poszłam na skróty.

Najpierw złapałam za miedziane druciki. Do żółtych łezek pasowały mi idealnie.


Wyplotłam coś w rodzaju koszyczka, czy może raczej obręczy, w której umieściłam kaboszony.


Dzięki temu, że jego krawędzie nie są zaokrąglone, kaboszon dobrze się klinuje w środku i oplot trzyma bardzo pewnie. Po raz pierwszy oprawiałam kaboszon w ten właśnie sposób i okazało się to łatwiejsze niż przypuszczałam.
Plecki są niestety "gołe":


Poza wspomnianym "koszyczkiem" reszta oprawy jest prawie minimalistyczna. Zależało mi na tym, żeby nie dodawać zbyt dużo masy kaboszonom, które same są już dość ciężkie.


Kolczyki mają wymiary: 2,7 x 1.5 cm + bigiel i ważą ok. 3 g każdy


Natomiast wisiorek to: 3,7 x 2 cm i ok. 6 g


Wisiorek nie posiada odrębnej krawatki. Oczko do zawieszenia go jest integralną częścią oplotu i jest na tyle szerokie, że swobodnie pomieści rzemień (nawet 4 mm grubości) lub łańcuszek.


Miedziana oprawa została oczywiście zoksydowana. W trakcie tego procesu porobiłam trochę zdjęć, tak więc post o oksydowaniu ukaże się lada chwila.

Jeszcze kilka ujęć na różnych tłach:




A teraz lecę odpowiadać na Wasze komentarze. Wybaczcie, że tyle musiałyście czekać, ale nie wyrabiam.

PS. Jakby co, to komplecik jest do wzięcia :)

20 komentarzy:

  1. Przepięknie wyszedł ten komplecik, taki wiosenny! Miedź idealnie pasowała do tego kolorku :) Tak spodobały mi się Wasze testy, że sama zakupiłam kilka kaboszonów i zobaczymy, co z nich wyjdzie ;) Mają naprawdę piękny połysk i kolory!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Od razu zobaczyłam je w miedzi. A kaboszony są naprawdę piękne :)

      Usuń
  2. Jakie niestety? To że plecki są gołe, to właśnie dobrze, a nawet bardzo dobrze :-). I niesamowicie mi się podoba krawatka-oczko. Cały komplet mnie urzekł, jest prześliczny! Tak pięknie potrafisz pleść drucikiem... Kaboszony wpisuję na listę "wypróbować", bo mnie bardzo zaciekawiły.
    Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Beatko :) Jak kamień ma mało reprezentacyjne plecki to zazwyczaj je zasłaniam, ale tu byłoby po prostu za ciężko. Taka krawatka jakoś sama mi się narzuciła, doczepiona wydawała mi się niepotrzebnym dodatkiem. A kaboszony naprawdę są warte uwagi :)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  3. Komplecik cudny. Bardzo mi się podoba, chociaż w żółciach nie gustuję. Kaboszony wyglądają jak minerały.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Ten żółty odcień jest naprawdę ładny, taki ciepły. A kaboszony faktycznie wyglądają "rasowo" :)

      Usuń
  4. Komplecikiem zachwycałam się już na stronie Szuflady. Kolor kaboszonów bez oprawy mi się nie podobał a Ty stworzyłaś coś wspaniałego. Miedź idealnie się z nimi komponuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Żółty jest jednym z tych kolorów, którym "do twarzy" w miedzi ;)

      Usuń
  5. Rewelacja. Widziałam już w SZufladzie, ale jakoś nie miałam czasu się pochylić nad precyzją wykonania. Jest śliczny, zachwycają mnie te miedziane sploty. Komplet niezwykłej urody :-) Gratuluję tak pięknej pracy i pozdrawiam serdecznie :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo i również pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Przepiękny komplecik,kolor bardzo mi się podoba i te sploty,cudnie ♥ pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  7. Oczywiście już widziałam w Szufladzie i zastanawiałam się kiedy pokażesz u siebie ;) Piękny komplecik, połączenie żółtego z miedzią zawsze wygląda świetnie. No i podobają mi się "gołe" plecki, nie ma potrzeby ich zasłaniać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie, mam straszne opóźnienia blogowe. Cieszę się, że Ci się podoba :)

      Usuń
  8. Cudowne są twoje "druciki" Piękne i misterne:) Podziwiam nieustannie:)
    Pozdrawiam serdecznie:)

    OdpowiedzUsuń
  9. Pięknie oprawiłaś kaboszoniki idealnie wpasowane są w "koszyczki" i gołe plecka nic a nic im nie przeszkadzają :) Piekny komplecik:) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  10. Pięknie to zrobiłaś, wyszły małe dzieła sztuki :)
    Podziwiam Agatko Twoje umiejętności, bo z takim wyplataniem to mnie jest w ogóle nie po drodze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo. To moja ulubiona technika, mimo, że niełatwa, choć moje paznokcie kompletnie nie podzielają tego zdania (druty je strasznie rujnują). ;)

      Usuń