Moi obserwatorzy

poniedziałek, 9 lutego 2015

Uff! No i po studniówce!

Nie mojej oczywiście (ta była dawno temu), tylko mojej średniej córki. Ponieważ kiedyś uszyłam studniówkową sukienkę dla najstarszej, to te młodsze uznały, że dla nich też oczywiście to uczynię. No i cóż było począć? Uszyłam kolejną. Została jeszcze jedna, ale to dopiero za pięć lat.
Kiedy zakładałam tego bloga nie sądziłam, że będę pokazywać tu szyte przeze mnie ciuchy. Ale obiecałam, że się pochwalę, no to się chwalę.
Właściwie to uszyłam nie tylko sukienkę, a stworzyłam kompletną kreację. Tylko buty i rajstopy nie wyszły spod mojej ręki :) Trochę czasu mi to zajęło, bo oczywiście w trakcie było mnóstwo poprawek i zmian koncepcji - jakieś dwa tygodnie wycięte z życiorysu. Tak więc i post będzie długi.

Oczywiście podstawowym elementem kreacji jest sukienka.


Długa prawie do ziemi, dwuwarstwowa, dwukolorowa. Część spodnia jest z cienkiej czarnej satyny. Ale żeby nie było zbyt łatwo, to te elementy, na których spoczywa koronka są stroną matową na wierzch, a te, które wystają - stroną błyszczącą. No i właśnie warstwa wierzchnia z czerwonej koronki. Fason u góry dopasowany, na dole rozkloszowany z fikuśnymi rękawami. Kilometry szwów, gdyby nie to, że mam dość szybkiego overlocka, to chyba szyłabym do dzisiaj. Gdzieniegdzie ozdobna taśma pasmanteryjna w kolorze czerwonym. Bazą był model sukienki karnawałowej z Burdy nr 1/2007. Na wieszaku nie prezentuje się może najlepiej, ale manekina się (jeszcze) nie dorobiłam.
To jeszcze parę szczegółów.
Dekolt (widać, że krzywo wisi na wieszaku, ale jak to rzuciłam na duży ekran, to sukienka była już na studniówce):


Rękaw:


Muszę przyznać, że ta koronka nieźle dała mi w kość. Nie wiem, kiedy porwę się znowu na coś takiego.
Kolejnym elementem jest gorset zakładany na wierzch sukienki:


Czarny, bardzo dopasowany. Sznurowany z przodu. Od talii rozcięty, dzięki czemu powstały luźne poły. Z przodu najkrótsze, z tyłu najdłuższe. Bazą był model z Burdy nr 6/2011. Początkowo miał być bez ramiączek, ale nie chciał się trzymać na śliskiej koronce i dostał cieniutkie atłasowe ramiączka. Tak prezentuje się na sukience:


No i jeszcze dodatki.
Córka wymarzyła sobie rękawiczki. Czarne, koronkowe, długie do łokcia i bez palców. Zeszła z pół Krakowa i nie udało jej się takich kupić. A mnie wróciły demony z przeszłości, bo dawniej, kiedy potrzebowałam jakiś nowy ciuch, to po kilku godzinach bezowocnego łażenia po sklepach odzieżowych lądowałam w sklepie z materiałami, potem jeszcze noc (a może i dwie) spędzona przy maszynie i tak to się kończyło. Rękawiczek koronkowych jeszcze nigdy nie szyłam, ale kiedyś musi być ten pierwszy raz. Kupiłam w pasmanterii 1,5 m szerokiej elastycznej koronki, zasiadłam do maszyny i wymościłam takie mitenki:


Niestety zapomniałam zrobić im zbliżenia na ręce, ale wyglądało to mniej więcej tak:


Oczywiście skoro studniówka, to nie mogło się obejść bez podwiązki. Wykorzystałam jeden ze ścinków koronki i zrobiłam taką oto recyclingową podwiązkę:


Zdjęcia na nodze niestety nie ma.

I jeszcze ostatni dodatek - biżuteria. Ze względów praktycznych ograniczona do samego naszyjnika. Bo dziurek w uszach nie ma, a bransoletka gryzłaby się z rękawiczkami.
2 cm szklany kaboszon w kolorze Garnet obhaftowałam koralikami w kolorze Nickel i 3mm Fire Polish w kolorze Garnet.


Spód wykończyłam czarną sztuczną skórką.


Nośnikiem jest ciasna obroża z czarnej aksamitki. Było kilka koncepcji zawieszenia elementu koralikowego na aksamitce, ostatecznie zawisł na krótkich łańcuszkach:



W międzyczasie córka stwierdziła jeszcze, że u dołu ma za dużą plamę czerwieni i postanowiła udrapować trochę koronkę. Odbywało się to już po ostatecznym założeniu sukienki i trwało zdecydowanie dłużej niż powinno. Po kilku przymiarkach wyszło nam coś takiego:


Na koniec, dla wytrwałych mam jeszcze zdjęcie całej kreacji na modelce. Niechętnie, ale zgodziła się na publikację bez "uciętej głowy". Zrobione tuż przed wyjściem :)


A teraz wreszcie biorę się za nagrodę wygraną przez Sylwię B w moim candy. Mam nadzieję, że wybaczysz mi tę zwłokę :)

26 komentarzy:

  1. WOW łał łał - Cudna- piękna, jak Carmel - Bizeta

    OdpowiedzUsuń
  2. Agatko uszylaś kreację jak z najlepszych wybiegów mody Wszytko dopracowane i zapięte na ostatni guzik.Może jak dla mnie czerwieni tam za dużo,ale młoda widać bardzo zadowolona i to najważniejsze.
    Ma córcia szczęście ,mnie z moją będzie czekało latanie po sklepach lub za dobrą krawcową bo ja nie szyjąca.
    Pozdrawiam cieplutko:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Ona też uważała, że za czerwono, stąd pomysł na gorset i "draperie", ale ja uważam, ze jej wyjątkowo w czerwieni do twarzy :)
      A cóż, nie da się ukryć, że umiejętność szycia trochę ułatwia życie - nie cierpię chodzić po sklepach, brrr.

      Usuń
  3. Boże, toś się bidulko napracowała, ale efekt wart tego wysiłku. Kiedyś dane mi było szyć dla siostry kreację na ślub cywilny, a że wyszło spoko, to zmuszona byłam też do uszycia i białej ślubnej kreacji, oj, ileż ja się wtedy naklęłam, ale siostra była zadowolona, bo sporo zaoszczędziła na krawcowej.
    Twoje zmagania szyciowe też fajne, córka zadowolona, to najważniejsze. Brawo.
    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, trochę zabawy z tym było, ale tak to już jest, że jak się sypniemy, że coś nam wychodzi, to już nie dadzą nam spokoju :) Ja na szczęście bardzo lubię szyć, kiedyś zdarzało mi się to znacznie częściej, teraz trochę warunków nie mam, ale zatęskniłam za maszyną i pewnie będę do niej wracać częściej :)

      Usuń
  4. Agatko, jestem pod mega wrażeniem!!! Moje klimaty - Carmen!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ewuniu! Jakoś wcześniej nie skojarzyłam z Carmen, ale faktycznie coś w tym jest :)

      Usuń
  5. Moja pierwsza myśl to też Carmen. Niesamowity projekt, pięknie i precyzyjnie wykonany. Mnie czerwień nie przeszkadza, córci też pasuje bo ma ciemne włosy. Taka mama to prawdziwy skarb. I pomyśleć, że za naszych czasów szczytem szaleństwa była biała koronkowa bluzeczka.
    Pozdrawiam Cię Agatko bardzo ciepło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! U mnie na studniówce były "zadane" tylko obowiązkowe kolory (biała bluzka i czarna lub granatowa spódniczka), o formie już nikt nic nie wspominał. Ja sobie uszyłam spódniczkę z czarnej tafty z półtora koła (oj, dużo jej było!), bluzeczka już była w miarę prosta. Trzeba było sobie jakoś radzić :)
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  6. Pierwsze co mi do głowy przyszło to, że też Ci się chciało! Ile pracy, ale zadowolona córka to chyba największa nagroda :) Moją sukienkę szyła sąsiadka, sędziwa kobieta, ale nie chciała mi zrobić takiego dekoltu jaki sobie wymyśliłam, bo że niby nie wypada ;) Więc po nocy go przerabiałam, a sukienkę mam do dziś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A no, chciało mi się. Ja bardzo lubię szyć. Wprawdzie w trakcie zdarza mi się kląć na czym świat stoi, ale im bliżej do końca, tym satysfakcja większa. Począwszy od ostatnich klas podstawówki zawsze szyłam sobie wszystko co się dało (i nie dało też), dopiero ostatnie lata lepszego zaopatrzenia w sklepach trochę mnie rozleniwiły w tym temacie :)

      Usuń
  7. Agatko, jestem pod ogromnym wrażeniem! Może i Carmen, ale dla mnie to i klimaty gotyckie! Ten gorset to cudowne uzupełnienie kreacji! Fantastyczna robota!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Miało być gotycko, tę Carmen to dziewczyny komentujące wymyśliły.

      Usuń
    2. właśnie, mnie też mocno gotycko się skojarzyło ;-)
      ale kiecka jest nieasmowita, taka inna niż dzisiejsze studniowkowe standardy :-D

      Usuń
    3. Taki był zamysł :) Na pewno wyróżniała się z tłumu, mówi, że co rusz potykała się o jakichś paparazzich ;-)

      Usuń
  8. Masz kobieto wiele talentów sama stworzyć takie dzieło ....podziwiam i smieje sie sama z siebie że nawet prosto ciąć nożyczkami nie umiem a co dopiero taka kreacja. Wygląda że całość perfekcyjnie dopracowana gorset super tak jak i naszyjnik fajnie uzupełniją całość kreacji :) Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! Generalnie pomysł był córki, ja go tylko przełożyłam na język krawiecki :)

      Usuń
  9. Ja też pierwsze co pomyślałam, to "wow, ale gotycko" :) No moje klimaty po prostu, świetna kreacja, ale aż się boję pomyśleć ile to roboty :) Mnie nie miał kto uszyć studniówkowej sukienki (a szkoda), ale za to obwiesiłam się "gotycką" biżuterią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, gotycko, zdecydowanie. Takie było zamierzenie pierwotne. A roboty faktycznie było nie mało. Z tym, ze ja już dawno doszłam do wniosku, że jak chcę mieć coś takiego jak sobie umyślę, to nie ma wyjścia, muszę to sobie zrobić sama. Wolę te dwa tygodnie przy maszynie, niż kilka dni łażenia po sklepach :)

      Usuń
  10. Wow, efekt na modelce - rewelacja! Warto było włożyć tyle pracy :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Moje ulubione kolory i koronki :)) Sama założyłabym taką sukienkę, gdybym była młodsza oczywiście :) Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo mi miło, że się Wam podoba :) Dzięki :)

      Usuń
  12. Oh... przytkało mnie, a ja się podniecałam, że uszyłam sobie bluzkę z dzianiny, a tu taki imponujący strój! Dla takich efektów warto szyć samodzielnie, jest gwarancja, że nikt nie będzie miał identycznego ubrania. To naprawdę oryginalny i piękny pomysł!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, taką sukienkę szyje się prawie tak samo jak bluzkę, tylko trochę dłużej ;-) A tak serio to naprawdę warto szyć samodzielnie, bo któż inny będzie potrafił sprostać wszystkim naszym fanaberiom, jak nie my same (sami). Dzięki :)

      Usuń