Moi obserwatorzy

poniedziałek, 15 września 2014

Spinka do włosów to też biżuteria...

Nie wiem jakie jest wasze zdanie na ten temat, ale ja uważam, że to czym spinamy nasze włosy właśnie tak należy traktować. Powinno być dopasowane i stylem i kolorystyką do reszty naszego odzienia i ozdobników, jak biżuteria czy makijaż. No dobrze może mam lekkiego bzika na punkcie dopasowania, ale taka już jestem i w tym względzie na pewno się nie zmienię.
W tematach około-fryzjerskich jestem zdecydowanie niecierpliwym leniuchem i poświęcenie rano więcej niż 2 minuty na ogarnięcie fryzury po prostu nie wchodzi w grę. Niestety gatunek włosów mam dość trudny do opanowania - cienkie, gęste i do tego kręcone. Gdy są rozpuszczone - wyglądam jak czarownica, gdy są krótkie - robią co chcą i na pewno 2 minuty nie wystarczą - zrobiłam w życiu 2 eksperymenty z krótką fryzurą i raczej już tego nie powtórzę. Gumka za bardzo integruje się z włosami i potem jej wyplątać nie mogę. Jedynym wyjściem pozostaje spinka tzw. automatka. Gdy byłam nastolatką - obiekt marzeń każdej dziewczyny, niestety prawie nieosiągalny. A kiedy już udało się jednak jakoś takie cudo zdobyć, to reanimowało się go wielokrotnie dopóki całkiem się nie rozleciało. To przyzwyczajenie jakoś mi zostało do dziś. Nadal mam sporo takich spinek po liftingu. A to się materiałem okleiło, a to jakąś skórką, parę koralików i spinka jak nowa. Wprawdzie dzisiaj wybór w sklepach jest niby całkiem spory, ale zazwyczaj po kilku minutach przyglądania się takiej gablotce ze spinkami dochodzę do wniosku, że jakoś nie mam ochoty żadnej z nich umieścić w moich włosach. Takie jakieś nijakie są...
Na szczęście w sklepach z półfabrykatami można kupić bazy do spinek. Dlatego przeszłam do kolejnego poziomu i już nie tylko reanimuję stare, ale zaczęłam też robić nowe. Pierwsza była ta turkusowa - moje drugie "dzieło" sutaszowe, zaraz po tych kolczykach. Teraz znalazłam się w nagłej potrzebie spinki czarnej, bo ze starej już nic nie zostało. Postanowiłam więc znowu sięgnąć po sutasz. Miałam przecież trenować. Wiem, że powinnam to robić na formach małych i prostych do wykonania, ale to nie ja. Ja zawsze od razu rzucam się na głęboką wodę. Wybieram do nauki wzór, który mi się podoba, a nie który jest łatwo zrobić. Potem klnę. Ale zazwyczaj udaje mi się to szaleństwo sfinalizować, więc nauczki nie dostaję.
Zakupiłam trzy akrylowe kaboszony i zastanawiałam się, jak puste miejsca wypełnić sznurkami. Jednak, kiedy je obszyłam, okazało się, że nie dość, że pustych miejsc nie ma, to jeszcze po zeszyciu ich do kupy spinka zrobiłaby się dość monstrualnych rozmiarów i bardzo ozdobna. Brakuje mi jeszcze "czucia" sutaszu. Muszę go złapać, bo prawdopodobieństwo, że naglę zacznę rysować dokładne projekty i jeszcze trzymać się ich przy szyciu jest raczej równe zeru. Obszyte kaboszony przeleżały kilka dni, nabrały mocy i ... w pewnym momencie wzięłam nożyczki i z największego z nich odprułam wszystkie sznurki, koraliki i nawet taśmę cyrkoniową, którą udało mi się wszyć. Nawet nie zrobiłam zdjęcia. Postanowiłam uszyć wszystko od nowa. Dlatego tyle to trwało. Kompletnie zmieniłam koncepcję. Zostawiłam tylko jeden, największy kaboszon, ustawiłam go w pozycji horyzontalnej, a nie wertykalnej jak poprzednio. Zmieniłam też procentowy udział kolorów - mniej jasnego, więcej czerni. Wyszło z tego takie "coś":


Najpierw kaboszon obhaftowałam koralikami. Potem dołożyłam trochę sznurków w kolorach czarnym i antracytowym, trochę koralików większych i mniejszych. No i oczywiście taśmę cyrkoniową.


Do środka celem usztywnienia wkleiłam kawałek grubej tektury i sporo filcu. Dzięki użyciu dość dużych koralików i grubego kaboszonu spinka zrobiła się z lekka 3D. Takie oto ma wypukłości:


Spód podkleiłam czarną ekoskórką.


Z pierwotnej koncepcji zostały mi jeszcze takie dwa cósie. Nie mam najmniejszego pomysłu jak je wykorzystać, ale na razie nie pruję:


Generalnie prucia i zmian koncepcji było sporo. Czasu poświęconego na szycie nawet nie próbuję zliczać. Ale nieskromnie stwierdzam, że z efektu końcowego jestem bardzo zadowolona :) Niestety zrobienie dobrych zdjęć okazało się jeszcze większym wyzwaniem niż szycie. Zarówno kaboszon, jak i perełki usilnie bawiły się w lustro i odbijały wszystko, co się nawinęło.

A tak spinka prezentuje się w miejscu docelowym:


W międzyczasie, kiedy spinka czekała na zmianę koncepcji postanowiłam udowodnić (przede wszystkim sobie), że jednak potrafię uszyć coś prostego i mało skomplikowanego. Machnęłam więc takie kolczyki:


Plastikowa 12 mm perełka obszyta w klasyczną formę 4 kolorami sznurków. Bigle ze stali chirurgicznej. I tyle. No prawie... Ponieważ lubię dłuższe kolczyki, nie mogłam odmówić sobie małego "dyndadełka". Jest to plastikowy lekko przezroczysty sopelek, który pochodzi ze skarbów mojej Babci (wiadomo po kim odziedziczyłam moje chomicze skłonności). Sopelki są bardzo stare, prawdopodobnie sporo starsze ode mnie, ale nie mam pojęcia jaka jest ich historia. Podobnie jak całą resztę "zbiorów" po Babci - odziedziczyłam niestety bez komentarza, choć czasem mógłby on być całkiem ciekawy.
Tył obkleiłam bardzo oszczędnie kawałkiem cienkiej sztucznej niby-skórki.


Kolczyki fajnie się noszą, bo są bardzo lekkie. Nie zamierzam dorabiać do nich żadnego naszyjnika, przynajmniej taki jest stan na dzisiaj. Najlepiej według mnie prezentują się tak:


Do spinki wykorzystałam: sznurki sutasz czarny i antracytowy, akrylowy kaboszon 25x18 mm, czarne plastikowe perełki 8 i 12 mm, taśmę cyrkoniową czarną, koraliki TOHO: Treasure Opaque Gray, 15/0 Opaque Gray i Metallic Hematite, 8/0 Ceylon Smoke i TILE 6 mm Hematite.
Do kolczyków: sznurki sutasz w kolorach: czarnym, antracytowym, szarym i białym, czarne plastikowe perełki 12 mm, plastikowy fasetowany sopelek i kilka koralików TOHO 11/0 Opaque Jet, bigle otwarte ze stali chirurgicznej.

23 komentarze:

  1. Spinka wyszła wprost cudownie, a najlepiej się prezentuje właśnie w miejscu docelowym :) Kurczę, jak to są początki, to domyślam się, że niedługo będziesz wymiatać jak zawodowcy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :)
      Czy będę wymiatać, to jeszcze nie wiem, ale na razie muszę zrobić sobie chwilę przerwy od sutaszu, bo czeka na mnie kilka koralikowych zaległości :)

      Usuń
  2. Wow!!! Spinka prezentuje się świetnie!!! Jak tak zaczynasz, to już nie mogę doczekać się kolejnych prac :)
    Co do spinek - popieram!! Też lobię jak mi we włosach współgra z resztą :) też kombinowałam, ratowała stare i reanimowałam...
    A te cosie, co zostały z pierwotnej koncepcji może na broszkę można przerobić, na kolczyki też by się nadały lub klipsy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki! :) Choć cały czas jeszcze nie jestem do końca przekonana do sutaszu... co nie przeszkodzi mi nadal próbować ;-)
      Co do cosiów, to kolczyki jakby narzucały się same, bo dwa takie same elementy, ale one są dość duże (jakieś 4x4 cm), musiałyby być na jakieś większe wyjście, a takie mi się póki co nie zapowiada. O broszce nie pomyślałam. Wydaje mi się jednak, że one muszą najpierw porządnie skruszeć ;-)

      Usuń
    2. ... faktycznie dość duże. To niech kruszeją :)
      Wakacje za nami, niedługo andrzejki... Zleci szybko - będą jak znalazł ;)

      Usuń
  3. Piękne początki bez dwóch zdań. A z takimi włosami, cudo!
    Ja pomyslałam o wisiorku z pozostałości, choc wtedy jeszcze jeden zostaje.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki! :)
      A pozostałości wylądowały w pudełku ze sznurkami sutaszowymi i tam będą czekać na moje natchnienie.
      Pozdrawiam :)

      Usuń
  4. Spinka bardzo bardzo mi sie podoba szarości uwielbiam więc całość super :) kolczyki mimo że to sutasz delikatne i to też fajnie wyszło wszystko w moim guście :) pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  5. Piękna spinka, elegancka, dopracowana i w kolorach pasujących do większości włosów. Takie ozdoby lubię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Ale następna spinka na 100% będzie wyhaftowana koralikami. Już mam pomysł i większość materiałów ;-) Możesz trzymać za mnie kciuki :)

      Usuń
  6. No no Agatko jeżeli tak u Ciebie wyglądają początki to nie wyobrażam sobie co będzie w następnych postach:)))
    Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      A ja właśnie dokładnie w tym momencie podziwiałam Twoje koszyki i zastanawiałam się, kiedy wreszcie uda mi się zabrać za papierową wiklinę ;-)
      Pozdrawiam serdecznie :)

      Usuń
  7. Spinka imponująca, nie da się pewnie obok niej przejść, nie zwracając uwagi. Wzór tak ładny, że aż się prosi o powtórkę w jakichś bardziej energetycznych kolorach. I masz wspaniałe włosy, sama kiedyś takie nosiłam i nawet się tak czesałam, ale od dłuższego czasu wolę krótkie, wygodniejsze są.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki:)
      Powtórki dosłownej na pewno nie będzie, ale z pewnością jeszcze nie jedną spinkę uszyję.
      A włosy najchętniej spinam w kucyk, tylko wtedy zdjęcie trudniej zrobić. Ta fryzura to taka moja sztuczka, żeby mieć rozpuszczone włosy, ale jednak spacyfikowane. Na krótką fryzurę moje włosy się niestety nie nadają - są za miękkie, najwygodniejszy jest kucyk :)

      Usuń
  8. Piękna spinka :-) I jeśli tak u Ciebie Agatko wyglądają początki, to już sobie wyobrażam jak powalisz nas na kolana, jak już nabierzesz wprawy ;)
    Pozdrawiam :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Już sama nie wiem co wam odpisywać, bo słodzicie mi przeokrutnie. Ale cieszę się, że wam również się podoba. ;-)
      Pozdrawiam :)

      Usuń
    2. No jak może się nie podobać, jak zrobiłaś dobrą robotę?! Powyższe pochwały nie mają nic wspólnego ze słodzeniem. Są potwierdzeniem niezaprzeczalnego faktu :-)
      Jak ja sobie przypomnę swoje koralikowe początki ... he he ... Na pewno nie nadawały się do publikacji ;)
      Miłego dnia Agatko :-)

      Usuń
    3. W każdym razie dzięki! :) Za wszystko ;-)

      Usuń
  9. Jestem pełna podziwu. Spinka wyszła rewelacyjnie. Całość prezentuje się elegancko i nietuzinkowo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :)
      Cieszę się, że udało mi się sprostać zadaniu, bo miałam trochę wątpliwości, czy dam radę. Jednak sutasz nie jest (jeszcze?) moja specjalnością. ;-)

      Usuń