Moi obserwatorzy

czwartek, 1 grudnia 2016

Chainmaille zadanie 13

Niniejszym rozpoczynamy drugą klasę, a właściwie drugi rok nauki.

Coraz trudniej wymyślać mi kolejne tematy do przerobienia. Miałam ochotę ten drugi rok rozpocząć z przytupem, ale w końcu stwierdziłam, że teraz chyba nikt nie ma czasu na bardzo trudne zadania i spuściłam trochę z tonu. Na trudne zadania przyjdzie jeszcze czas, a tymczasem proponuję:


Temat dość rozległy. Kilka prac z tej grupy już zresztą się u nas pojawiło.
Na banerku mamy jeden z podstawowych splotów celtyckich, czyli Celtic Vision. Taką bransoletkę pokazała już kiedyś Ania przy okazji Helm'a, zresztą razem z gwiazdkami Celtic Star. Oto one:


Celtic Vision to po prostu Helm Chain z dodatkowymi małymi ogniwkami spajającymi splot po bokach. To właśnie te ogniwka stanowią znak rozpoznawczy splotów celtyckich. Tutorial znajdziecie tutaj.

Nie znalazłam żadnej konkretnej definicji tej grupy splotów, ale też nie szukałam, bo niespecjalnie miałam kiedy. Więc jeśli ktoś z Was się na nią gdzieś natknie to mam nadzieję, że podzieli się tą wiedzą z resztą.

Drugim ciekawym wariantem jest wspomniana Celtic Star. Można powiedzieć, że to kawałek Celtic Vision spięty w kółko. Mnie też zdarzyło się kiedyś takie popełnić:


Poza tym możecie spotkać celtycką wersję splotu bizantyjskiego, filigrany, labirynty i mozaiki. Oczywiście to nie wszystko. Ale resztę musicie znaleźć już sami. Podejrzewam, że nie będziecie mieć z tym większego problemu i mam nadzieję, że jak zwykle uda się Wam mnie zaskoczyć.

No to zapraszam na poszukiwania, a od 15-ego do żabki :)


wtorek, 29 listopada 2016

Podsumowanie Not Tao

Znowu się spóźniam. Przepraszam. Mogłabym zwalić winę (przynajmniej po części) na Bibi Blue, która miała zrobić nowe, lepsze zdjęcia swojej bransoletki, ale ona opublikowała je już tydzień temu, więc nic z tego. Tak czy inaczej udało mi się znowu zdążyć przed końcem miesiąca, czyli jest jakiś sukces.

Najpierw kolaż:


Jak widzicie dość skromny tym razem. Czworo uczestników, sześć prac.
Z każdą kolejna lekcją jest nas coraz mniej. Mam nadzieję jednak, że ta tendencja się w końcu odwróci.

A póki co można powiedzieć, że idziemy nie na ilość, a na jakość. Nawet nie spodziewałam się, że z tego splotu mogą powstać tak piękne i różnorodne prace. A jednak... Sami widzicie. Mamy więc formy pojedyncze, trójkątne, łańcuchowe, a nawet przestrzenne.

Jakoś nie mam weny ani czasu, żeby się za bardzo rozpisywać. Wystarczy spojrzeć na kolaż i wszystko jasne. Przypominam, że każdą z prac można obejrzeć dokładnie tutaj korzystając z żabich linków pod postem z tematem lekcji 11.

A teraz biorę się za przygotowanie tematu kolejnej 13 już lekcji. Chyba, że już się Wam znudziło?

poniedziałek, 28 listopada 2016

Dębowa gąsieniczka

Podejrzewam, że część z Was już po przeczytaniu tego tytułu wie, co zamierzam dziś pokazać, ale z pewnością nie wszyscy, więc wypadałoby to wyjaśnić. Przygotowałam pracę "zbiorczą" na dwie zabawy blogowe, czyli na "Cykliczne Kolorki" i "Kreatywne Szydełko". Regulaminy dopuszczają takie łączenie, więc skwapliwie korzystam.
Ale zanim przejdę do prezentacji to muszę zapytać: KTO UKRADŁ LISTOPAD? Przecież dopiero co odwiedzaliśmy groby na Wszystkich Świętych, a tu już za chwilę grudzień? Też macie wrażenie, że ktoś złośliwie grzebie przy kalendarzu?
W dodatku miałam koszmarny tydzień. Padła mi zmywarka. Już od jakiegoś czasu przechodziła przez okres buntu, jak przystało na nastolatkę, ale w czwartek odmówiła współpracy definitywnie. Musiałam w trybie pilnym udać się do sklepu (a nawet kilku) i zakupić nową. Dałoby się to jeszcze jakoś przeżyć, gdyby nie fakt, że to był Czarny Piątek! Na wyjazd z jednego z centrów handlowych czekałam pół godziny w kolejce. W dodatku sprzęt zakupiony w piątek mogą dostarczyć "już" we wtorek. Przecież nie przeżyję pięciu dni bez zmywarki! To nie tylko kwestia wygodnictwa. Jako alergik nie toleruję większości preparatów do mycia naczyń (przynajmniej na dłuższą metę). Po pięciu dniach ręcznego mycia garów przez kolejne dwa tygodnie doprowadzałabym dłonie do stanu używalności, a na to niezbyt mogę sobie pozwolić. Na szczęście mam duże auto, a zmywarka tony nie waży, więc udało się nam ją przywieźć i zainstalować już w sobotę. Żeby jednak mi nie było za dobrze, to przy jej ustawianiu rozleciał mi się mój ulubiony zegarek😟. Jedynym pozytywem całej tej sytuacji, jest to, że przez trzy dni nie otwierałam laptopa, to bardzo oczyszczające 😁.

No dobra, ale do rzeczy, bo czas goni. Ponarzekałam sobie, ale teraz... moja bransoletka:


Tematem Kreatywnego Szydełka jest gąsieniczka, a Danusia kazała nam robić Dębowiaczki. Mam nadzieję, że załapię się na oba tematy.


"Zwykłych" gąsieniczek już co nieco naprodukowałam. Większość płaskich, ale były też trójkątne i nawet jedna kwadratowa oraz trochę "smoczych łusek". Teraz przyszła pora na podwójną. Jak widać zrobiłam bransoletkę bangle. Taka forma chodziła za mną od kiedy tylko Weronika pokazała pierwszą podwójną gąsieniczkę. Ale jakoś dotąd nie było okazji, żeby wprowadzić to w życie.


Wydziergałam więc dwie jednakowe gąsieniczki na 6 koralików w rzędzie i zszyłam każdą z nich, a potem połączyłam je ze sobą. Oto zbliżenie, tu wszystko dokładnie widać:


Sięgnęłam do zapasów koralików, które dostałam dawno temu od Preciosy i ciągle nie miałam czasu się za nie zabrać. Tym razem nie było wyjścia, bo nie znalazłam innych dwudziurkowców w wystarczającej ilości. Tak więc są tu metaliczne brązowe okrągłe koraliki w rozmiarze odpowiadającym mniej więcej 11/0 (albo 10/0) i jasnobrązowe transparentne Twin, to taka trochę gorsza wersja Super-Duo, nie są tak równe, ale w tym przypadku w niczym to nie przeszkadzało. Brzegowe Twinsy połączyłam "jedenastkami" TOHO w kolorze Silver-Lined Topaz. To złoty akcent wymagany przez Danusię dla Dębowiaczków. Gdyby nie to, pewnie bym się na niego nie zdecydowała, ale nie żałuję, bo dodaje bransoletce smaczku i bardzo fajnie się prezentuje. Mam już też pomysł na naszyjnik do kompletu, ale nie wiem kiedy go zrealizuję.


Bransoletka ma 3 cm szerokości i 22 cm obwodu. Z tym ostatnim udało mi się trafić w 10, węższej nie przecisnęłabym przez dłoń, a szersza byłaby za luźna. Jeśli to kogoś interesuje, to na na te 22 cm potrzebowałam dokładnie 64 powtórzeń sekwencji (9r + 1t + 2r + 1t, gdzie r = round 11/0, a t = Twin lub SD). Jest dość sztywna, dzięki czemu świetnie trzyma formę:


Fotografowanie koralików metalicznych i przezroczystych jednocześnie do łatwych nie należy, bo zupełnie inaczej zachowują się one w różnych wariantach oświetlenia.


Wymagania Kreatywnego Szydełka spełniam raczej bez dyskusji. Co do Dębowiaczków to już taka na 100% pewna nie jestem. Twinsy mają raczej kolor jak trzeba, ale już te okrągłe są trochę ciemne, a Danusia zabroniła nam używać "bardzo, bardzo ciemnych" brązów. Mam jednak nadzieję, że tak Ona, jak i Stefan zgodzą się za mną, ze ten brąz nie jest bardzo,bardzo, a tylko trochę ciemny. Złoty akcent jest co prawda bardzo subtelny, ale wyraźnie widoczny.


Co do moich upodobań do koloru "dębowego", to już wielokrotnie wspominałam, że brąz to mój drugi ulubiony kolor (zaraz po niebieskim), a już szczególnie ten w ciepłych odcieniach. Mam go sporo zarówno w szafie, jak i w mieszkaniu, a i w kasetce z biżuterią też by się co nieco znalazło.

Na koniec jeszcze banerki. Mało brakowało, a bym o nich zapomniała:

     

I już lecę karmić żabki.


poniedziałek, 21 listopada 2016

Mój pierwszy raz...

Tak się składa, że na drutach dziergam (czyli śtrykuję, jak to mówiła moja Babcia) od z górą lat czterdziestu, ale jak dotąd nie zdarzyło mi się skorzystać z gotowego projektu. Zawsze były to własne, nawet nie projekty, a raczej improwizacje. Wykorzystywałam jedynie schematy pojedynczych ściegów, które wkomponowywałam we własne pomysły. Na miano projektu zasługują co najwyżej motywy wrabianych wzorów, które przygotowywałam sobie zawsze sama. Tak było do niedawna, bo postanowiłam w końcu wykonać coś według czyjegoś projektu. Konkretnie chustę. Według bardzo popularnego wzoru Gail (darmowy wzór z Ravelry).
W listopadzie obchodzi imieniny moja Ciocia, dla której staram się zawsze wykonać coś własnoręcznie. W ostatnich latach była to zazwyczaj biżuteria, tym razem padło na chustę. Oto ona:


Początkowo wzór mnie trochę przerażał, głównie dlatego, że był po angielsku, ale na szczęście znalazłam polski przekład autorstwa Maknety i od razu wszystko mi się rozjaśniło.


Wzór okazał się dziecinnie prosty i  bardzo szybko się go robiło. Myślałam, że na wydzierganie całej chusty będę potrzebować co najmniej miesiąca, tymczasem wyrobiłam się w niecałe dwa tygodnie (same wieczory). Znacznie dłużej zeszło mi z blokowaniem, a właściwie z zebraniem się do rozpięcia tej wielkiej płachty. Ostatecznie zaokupowałam chwilowo nieużywane łóżko najstarszej córki, a i tak nie zmieściłam się na długość i same końcówki zeszły już na boczne ścianki materaca.


Chustę zaczęłam robić dokładnie według schematu, ale dość szybko tego pożałowałam. Oryginalnie we wzorze nie ma oczka środkowego, za to co jakiś czas w tym miejscu występuje podwójny narzut, który generuje dość dużą dziurę. Niestety kiedy się zorientowałam miałam już przerobiony kawałek, a prucie nie wchodziło w grę bo włóczka mocno mocherowa. Jednak gdybym jeszcze kiedyś miała dziergać Gail to zrobiłabym to środkowe oczko, tym bardziej, że widziałam gdzieś taką wersję i wyglądała całkiem dobrze.


Dużym wyzwaniem było też znalezienie włóczki w odpowiednim kolorze. Okazuje się, że rude brązy chyba nie są na topie, bo bardzo niewielki był wybór w tej tonacji. Ostatecznie zdecydowałam się na włóczkę cieniowaną, o prawie idealnej gamie kolorów, niestety odcinki poszczególnych odcieni były bardzo krótkie, przez co chusta wyszła mocno pstrokata. Jednak wydaje mi się, że ostatecznie nie wygląda to tak źle.


Udało mi się nawet w tych ciężkich czasach złapać trochę słoneczka do zdjęć. Pierwsza sesja robiona jeszcze w zimowej scenerii - jedyne miejsce nie zaśnieżone całkowicie, na którym mogłam chustę powiesić to pałąki starej trampoliny, niezbyt reprezentacyjne, ale moja najwierniejsza modelka, która nigdy nie odmawia mi pozowania (czyli jodełka koreańska po przejściach) była wtedy całkiem biała. Na szczęście w ostatniej chwili tuż przed zapakowaniem chusty też pojawiło się słoneczko, więc i koreanka się załapała na zdjęcia.


Chusta wyszła dość spora, bo jak już pisałam dziergało się ją bardzo przyjemnie i trochę się rozpędziłam. Może zrobiłabym i większą, ale nie miałabym jej wtedy gdzie zablokować, tak więc pozostałam przy 10 powtórzeniach wzoru.
Wymiary chusty to 200 cm x 90 cm. Zużyłam na nią dokładnie 130 g włóczki Alize Angora Special (60% mocheru + 40% akrylu) w kolorze 50298. Robiłam na drutach nr 4,5.

Kolejna chusta będzie dla mnie, a zrobię ją z granatowej wełny, którą wydziergałam ten sweterek. Jednak to najwcześniej po Świętach.

wtorek, 15 listopada 2016

Sezon świąteczny uważam za otwarty

Zupełnie nie wiem z jakiej przyczyny, ale ostatnio oprócz tego standardowego wirusa, który wywołuje katar złapałam też drugiego, takiego, którego głównym objawem jest zdjęciowstręt. Serio, w ostatnich dniach (a może nawet tygodniach) na samą myśl o wyciągnięciu aparatu z etui dostawałam dreszczy. A że szydełko cały czas było w ruchu, to kolejka do sesji zrobiła się słusznych rozmiarów. W końcu się zmobilizowałam i rozłożyłam sprzęt:


Początek listopada to pora, kiedy na blogach zaczynają tłumnie pojawiać się ozdoby choinkowe. Przyznam się, że dotąd trochę mnie to drażniło, bo przecież do Świąt jeszcze kupa czasu, ale kiedy po raz już nie wiem który na zeszłorocznej choince znowu nie zawisła żadna szydełkowa bombka, bo jej nie zdążyłam zrobić, powiedziałam dość! W tym roku produkcję bombek zaczęłam jeszcze w październiku. Prawdę powiedziawszy to mój debiut. Były już dzwonki, sopelki, śnieżynki, ale bombek jeszcze nie robiłam. Głównie dlatego, że kiedy przyszło co do czego, to okazywało się, że nie mam w domu żadnych baloników, a na zakupy nie było już czasu.
Zaczęłam oczywiście od przeszukiwania czeluści internetu w poszukiwaniu wzorów, a kiedy miałam już ich tyle, że i tak nie zdążyłabym wszystkich wypróbować - zaczęłam testy. Szybko wyłoniło się kilka faworytek. Pierwszy wzór, który mi się spodobał przypomina trochę piłkę plażową.


Bombka jest niewielka i szybko się ją dzierga, dlatego od razu powstało kilka wersji.


Ta najmniejsza zrobiona jest z dość cienkiego kordonka (Muza 20) i ma tylko 5,5 cm średnicy, a największa ze starego kordonka nr 5 (odpowiednik dzisiejszego Maja 5 lub Ada 5) ma ok 8 cm.
Bombkę tę robi się całą od razu jednym cięgiem. Tak wygląda z boku:


A tak od spodu:


Z pewnością będzie ich więcej, to jest jak narkotyk.

Drugim wzorem, który mnie zachwycił jest ten:


Z tego co zdążyłam się zorientować jest to ulubiony wzór Dusi. Na razie powstały tylko dwie, ale będzie ich więcej. Bombka jest spora: z Muzy 20 to 10 cm, a z Maxi aż 13 cm.


Dzierga się dwie połówki, które potem trzeba połączyć.
Tak to wygląda z boku:


A tak od spodu:


Fotografowanie ażurowych bombek to spore wyzwanie. Odkryłam, że wzór najwyraźniej widać na czerwonym tle przy ekspozycji zredukowanej do minimum.


Kiedy zabrałam się za te bombki, okazało się, że najgrubszym kordonkiem jaki posiadam w swoich zasobach w jako takiej ilości jest wspomniana Muza 20 i moje bardzo stare (mniej więcej czterdziestoletnie) zapasy. W tych starociach znalazłam właśnie kłębek beżowego kordonka (takie trochę ciemniejsze ecru). Szkoda, że tylko jeden bo bardzo dobrze się z niego dziergało. Zanim się skończył co nieco z niego powstało. Oto część z tego (ta bardziej udana):


I po kolei. Najmniejsza to opisana wyżej piłka.
Bombka na pierwszym planie jest ażurowa i dość pracochłonna. Nie wiem czy jeszcze ten wzór będę powtarzać, nie jestem nim aż tak zachwycona, a wygląda tak:


I od spodu:


Bombka po prawej jest dość gęsta. Tak wygląda z boku:


A tak z dołu:


I wreszcie  ta z tyłu. To kolejny wzór, który mi się bardzo spodobał.
Widok z boku:


I z dołu:


 Zrobiłam jeszcze drugą taką. Z metalizowanego Maxi.


To oczywiście nie koniec mojej tegorocznej produkcji, ale tylko tyle zdjęć udało mi się na razie opracować. Dlatego ciąg dalszy nastąpi...

A póki co moją pierwszą porcję choinkowych bombek wysyłam na link party u Kasi:


Jeśli ktoś byłby chętny, to wszystkie pokazane na blogu wzory ozdób można sobie u mnie zamówić. W razie czego proszę o kontakt na maila: ab.szybalska@gmail.com



środa, 9 listopada 2016

Kolorowe kolczyki

Muszę się Wam przyznać, że po ostatnich zamówieniach miałam na jakiś czas dość biżuterii. Porzuciłam chwilowo koraliki i ogniwka, a złapałam za szydełko. Zaowocowało to całkiem już pokaźną kolekcją ozdób choinkowych, ale je pokażę innym razem, bo muszę jeszcze porobić im zdjęcia. Dziś przybywam do Was z moim zadaniem na 11 lekcję chainmaille:


Splot lekki, łatwy i przyjemny, w sam raz na odreagowanie po dość ciężkim październiku.
Póki co nie szukałam żadnych wymyślnych wariantów, postawiłam raczej na formę. Wykorzystałam splot Not Tao w wersji podstawowej, pobawiłam się za to trochę materiałem. Powstały takie oto kolorowe kolczyki.


Trzy pary. Bardzo podobne, a jednak każda inna. Zaczęłam oczywiście od mojej ulubionej figury płaskiej, jaką jest trójkąt (równoboczny). Zrobiłam więc Not Tao 3 z silikonowych kółeczek i aluminiowych ogniwek.


Żeby nie było nudno doczepiłam jeszcze akrylowe kolce.


Ta dość jadowita kolorystyka pojawiła się już u mnie kilka razy (choćby tu, tu i tu).


Użyte materiały: kółeczka silikonowe (z Kadoro) o wymiarach: OD = 10 mm, WD = ok 1,8 mm w neonowym zielonym kolorze. Reszta czarna. Duże centralne ogniwa to anodyzowane aluminium z drutu o kwadratowym przekroju (z Jolinki) o wymiarach: OD = ok 11,5 mm, WD = ok. 1,5 mm. Ogniwka łączące to też AA (amerykańskie) o parametrach: ID = 6,65 mm WD = 1,2 mm. I jeszcze akrylowe małe kolce (z Korallo) długości 22 mm. Do tego metalowe otwarte bigle oczywiście w kolorze czarnym.


Kolczyki razem z biglem mają prawie 6 cm długości (sama zawieszka to 4,5 cm), ok 2 cm szerokości i ważą tyle co nic, bo raptem 1,4 g każdy.


Może zdziwiło Was, że podałam linki do sklepów? Zazwyczaj staram się tego unikać. Jednak chciałam Wam pokazać, że nawet korzystając z jakże skromnych zasobów naszych sklepów można stworzyć coś kolorowego i niekonwencjalnego. Aluminiowe ogniwka można z powodzeniem zastąpić "zwykłymi" co też zrobiłam w przypadku kolejnych kolczyków.


Jako drugie powstały kwadratowe z Not Tao 4.


Kolorystyka znacznie subtelniejsza, choć to też neon.


Ogniwka silikonowe takie same jak powyżej, tylko kolor inny. Reszta to ogólnie dostępne ogniwka ze stopu żelaza w kolorze srebrnym. Centralne: OD = 12 mm, WD = 1,2 mm; łączące to OD = 7 mm, WD = 1 mm. No i oczywiście kolce, tym razem po trzy: jeden większy (34 mm) i dwa mniejsze (22 mm). Bigle otwarte posrebrzane.


Kolczyki trochę większe od poprzednich: całkowita długość to już 7,5 cm (sama zawieszka prawie 6 cm), szerokość 2,5 cm, ale nadal bardzo lekkie: 2,5 g każdy.


I wreszcie ostatnie. Te są zdecydowanie najbardziej "moje". Oczywiście też trójkąty (NT3), ale w odwrotnym układzie, czyli wierzchołkiem na dół. Taki zdecydowanie bardziej mi się podoba.


Kolory moje ulubione, czyli niebieski + miedź.


Ogniwka: silikonowe jw.; centralne: OD = 10 mm, WD = 1 mm; łączące: OD = 7 mm, WD = 1 mm i po 1 kolcu średniej wielkości (34 mm). Bigle otwarte miedziane.


Długość całkowita 7,5 cm (zawieszka 5,5 cm), szerokość ok. 2 cm, no i waga; 1,85 g każdy.


Jeden z kolców ma małą wadę (widać ją na zdjęciu powyżej), a że to ostatnie jakie miałam w tym kolorze, to pewnie ta wersja pozostanie moja.


Wszystkie kolczyki to pary w odbiciu lustrzanym. Na szczęście w tym splocie to żaden problem, bo splot z jednej strony jest "lewy", a z drugiej "prawy". Wystarczy więc odpowiednio obrócić.

No to lecę do żabki, bo coś głodna bidulka w tym miesiącu ;)