Moi obserwatorzy

poniedziałek, 14 lipca 2014

Wbrew pozorom cały czas dziergam

No może nie w sposób ciągły, ale skutecznie robótką dziury czasoprzestrzenne zapełniam. Są takie sytuacje, kiedy tylko na drutach da się działać, więc działam, choć idzie mi trochę jak krew z nosa :-(
Mam rozpoczęte dwa projekty koralikowe i dzięki "przepięknej" pogodzie w ten weekend poszłam z nimi jak burza, tak, że mi się koraliki skończyły. Czekając na dostawę złapałam za mój granatowy sweterek. Dlatego ten post będzie całkowicie nie-biżuteryjny.
W tym momencie mam zrobione ok 25 cm sweterka. Może nie wygląda to imponująco, ale jeśli się popatrzy z trochę innej perspektywy to daje to ok. 120 rzędów x 285 oczek w części głównej (czyli tułowiu) i tyle samo rzędów na rękawach - wtedy brzmi to już znacznie lepiej.
Jak już kiedyś wspominałam idę na żywioł (czyt. improwizuję), dlatego całość robię symultanicznie: na jednym drucie mam tułów (czyli tył i 2 przody w jednym kawałku), a na drugim dwa rękawy i przerabiam je w miarę jednocześnie. W tym momencie wygląda to tak:

Tułów (ledwo się mieści na drucie):


Jeden z rękawów nawet lekko rozprasowałam, żeby lepiej było widać wzory:


Wracając do tempa dziergania. Zastanawiałam się dlaczego tak wolno mi idzie. W końcu jestem raczej doświadczoną dziewiarką, na drutach zasuwam od czterdziestu lat i idzie mi to dość sprawnie. Doszło do tego, że nawet włączyłam stoper. I okazało się, że zrobienie jednego rzędu tułowia (takiego bez przeplotów) zajmuje mi ok. 10 minut! Z przeplotami nawet 2-3 razy dłużej. Zaczęłam baczniej zwracać uwagę na co tracę tyle czasu i okazało się, że co najmniej połowa czasu schodzi mi na przesuwaniu oczek po drucie (a konkretnie z żyłki na drut). Kiedy nabrałam te 285 oczek na moje ukochane stare niemieckie druty (tak, znowu z NRD), okazało się, że nie mieszczą mi się na żyłce. Zakupiłam więc w pasmanterii takie z dłuższą żyłką, niestety bliżej nieokreślonego pochodzenia.
Przyjrzyjcie się na zdjęciu jak wygląda miejsce łączenia żyłki z drutem - u góry te z pasmanterii, na dole - stare niemieckie. Myślę, że komentarz jest zbędny:


Nie muszę chyba dodawać, że przy rękawach robionych na tych drugich drutach nie mam żadnego problemu.
Swoją drogą mam te druty kilkadziesiąt lat, a dopiero na fotografii makro zauważyłam, że jest na nich wybity rozmiar... a ja zawsze posiłkowałam się suwmiarką.

Na koniec mam dla was prezent-niespodziankę. Widzicie na górze, przy samym drucie motylki? Mam dla was schemat na nie. Wzór jest naprawdę prosty. Wymyśliłam go robiąc ten sweterek i na wszelki wypadek zapisałam, żeby nie zapomnieć. Oto on:


Zrobiłam nawet próbkę z jaśniejszej włóczki, żeby lepiej było go widać.


Jeśli macie jakieś wątpliwości, to pytajcie. Na pewno odpowiem.

2 komentarze:

  1. No kochana... idziesz na żywioł, ale jaki fajny wzorek Ci wychodzi!!! Aż sama mam ochotę "odkurzyć" druty. I kolorek bardzo ładny!! To będzie śliczny sweterek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kolorek rzeczywiście ładny, taki "ciepły" granat. Trochę podobny do odcienia tych ślicznych koralików, z których niedawno zrobiłam lariat :)
      A sweterek mam nadzieję, że będzie ładny, tylko muszę rozejrzeć się za jakimiś lepszymi drutami, bo na tych to raczej do zimy go nie skończę :-(
      Co do wzorka, to jak go teraz widzę, to w jednym miejscu powinnam była zrobić trochę inaczej, ale pruć na pewno nie będę! Taki już urok improwizacji, że czasem wychodzi coś niezamierzonego :)

      Usuń