Moi obserwatorzy

wtorek, 11 lutego 2014

Olimpijska

Ostatnio pokazywałam gąsieniczkę trójgraniastą. Już, kiedy ją robiłam wiedziałam, że na "trój-" na pewno się nie skończy. Była to tylko kwestia czasu. Natchnienie przyszło nagle i niespodziewanie, do tego jeszcze w najmniej odpowiednim momencie (ale to chyba standard). Nie dość, że złapało mnie za kierownicą, to jeszcze wiedziałam, że przez najbliższe kilka dni nie wolno mi nawet spojrzeć na koraliki, bo są pilniejsze sprawy :(  Jednak od myślenia o tym nic mnie nie mogło już powstrzymać. Dzięki temu, kiedy w końcu dorwałam się do koralików miałam dość precyzyjną wizję. Niestety moje zasoby okazały się niewystarczające i szybko wymusiły weryfikację, przynajmniej w kwestii kolorystyki. Okazało się, że w miarę zadowalającą ilość magatamek mam tylko w dwóch kolorach. Zdecydowałam się więc na czarne, jako bardziej uniwersalne i modliłam się, żeby 1 opakowanie wystarczyło. Jedenastki było już łatwiej dobrać - padło na zestaw żywych wiosennych barw. Koncepcja była dość prosta: bransoletka bangle - kwadratowa gąsieniczka zszyta ze skrętem 360 stopni, każda ścianka w innym kolorze. Nie miałam pewności czy to się uda (czy nie będzie zbyt sztywna), ale przecież musiałam spróbować.
A dlaczego olimpijska? No cóż, po pierwsze - powstawała przed telewizorem podczas zmagań olimpijczyków (swoją drogą nie jest łatwo koralikować, zaciskając jednocześnie kciuki), a po drugie - dopiero podczas szydełkowania zauważyłam, że wybrane przeze mnie koraliki mają dokładnie kolory pięciu olimpijskich kółek! Efekt całkowicie niezamierzony, ale jak najbardziej na miejscu.
No, to jeszcze zdjęcia:



I jeszcze zbliżenie, żeby było widać, że to faktycznie gąsieniczka:

Do wykonania bransoletki użyłam następujących koralików TOHO: magatama 3mm w kolorze Opaque-Frosted Jet i round 11/0 w kolorach Opaque: Curry, Pepper Red, Cornflower i Mint Green. Projekt własny.

11 komentarzy:

  1. Rewelacyjna! Ogromnie mi się podoba.
    Postanowione ... muszę nauczyć się zszywać sznury :)
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Zszywanie nie jest wcale takie trudne na jakie wygląda, wystarczy trochę potrenować... Chociaż muszę przyznać, że w tym konkretnym przypadku co nieco się namordowałam (okrągłe zszywa się dużo łatwiej), ale szydełkowało się też dość ciężko ;)
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  2. świetny jest ten wzorek,bransoletka na pewno przyciąga wzrok!!!!super

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :) Miło mi, że się podoba; wygląda na to, że eksperyment wypalił ;)

      Usuń
  3. Jest świetna! Udostęnisz schemat dla szerszej publiczności?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma sprawy, tyle, że w tym przypadku schemat to co najwyżej połowa drogi; schody zaczynają się przy zszywaniu. Ale postaram się wrzucić w najbliższym czasie posta ze schematem i krótkim opisem "co dalej".

      Usuń
    2. Dziękuję! Połowa drogi to już coś:) Lubię podejmować nowe wyzwania więc chętnie się zmierzę z tą bransoletką. Przejrzałam Twojego bloga... i jestem pod ogromnym wrażeniem! Zdolna babka z Ciebie :) A bransoletka z ogniwek powaliła mnie na kolana! Muszę popróbować...chcę taką :)
      I oczywiście zostaję tu na dłużej :)

      Usuń
    3. Dzięki! Ja właśnie przeglądam twojego i widzę, że mamy ze sobą wiele wspólnego... Obie lubimy się łapać za wiele różnych rzeczy na raz :) Moim planem na najbliższe czasy jest papierowa wiklina, która coraz mocniej wkręca mi się w mózg i chyba w końcu będę musiała się z nią zmierzyć. A jeśli chodzi o bransoletkę z ogniwek (chainmaille), to pokazałam dwie: ta cieńsza to łatwizna, ale ta grubsza - to był koszmar (szczególnie połączenie w kółko, ale sam splot też dość trudny), a najgorsze, że moja córka, która ją uwielbia nosić, co chwilę coś w niej rozgina i stale muszę ją naprawiać...

      Usuń
    4. Schemat i opis wykonania tutaj: http://zkociolkaczarownicy.blogspot.com/2014/02/jak-zrobiam-bransoletke-olimpijska.html
      Pozdrawiam

      Usuń
  4. Reklam u Edyro zadziałała! Przyleciałam szybko zobaczyć olimpijską bransoletkę i powiem jestem pod wrażeniem! Sama też doświadczyłam "natchnienia" oglądając Formułę 1 ;-)
    Podoba mi się Twój blog, zostaję tu na dłużej!

    OdpowiedzUsuń