Moi obserwatorzy

wtorek, 31 lipca 2018

Muszelki

Właśnie tak mi się ten wzór kojarzy, z muszelkami.


Próbowałam go zrobić wielokrotnie już od dawna, nawet chyba wujek G jakoś się o tym dowiedział, bo zaczął mi pokazywać podobne, jak wyszukiwałam czegoś innego 😜, ale cały czas to nie było to. Nie podobało mi się jak układają się, a raczej nie układają się brzegowe ogniwka. I nagle doznałam olśnienia. Zaplotłam je o siebie i wreszcie mam to, o co mi cały czas chodziło.


Na początek zrobiłam kolczyki. Muszelka nieduża, tylko 3 żeberka, ale teraz, jak już wiem jak, to tylko kwestią czasu są kolejne wcielenia.


Kolczyki wyplotłam głównie z miedzi, tylko grzbiety żeberek są z bright aluminium, dla podkreślenia ich wypukłości.


Bigle oczywiście ze stali chirurgicznej.


Drapieżności kolczykom dodają akrylowe kolce, które obłędnie grzechoczą przy każdym ruchu. Może przez nie kolczyk nie wygląda już dokładnie jak muszelka, ale ja tak uwielbiam to grzechotanie, że po prostu nie mogłam się pohamować. Jak zrobię wersję bez dyndołków, to zobaczycie, że to naprawdę są muszelki.


Kolczyki wyszły dość okazałe, bo mają 6 cm długości + bigiel (z biglem 8 cm) i 3 cm szerokości, ale pomimo, że w dużej części wykonane są z dość ciężkiej miedzi, to same są zaskakująco lekkie - niecałe 6 g każdy.


A jeśli chodzi o splot, to jest bardzo prosty - to Euro 4 in 1. Ogniwka o AR = 4. U góry spięte większym ogniwkiem (AR = 6), no i te boki zaplecione. Zastanawiam się, czy nie zrobić na nie tutorialu, bo boję się, że za jakiś czas mogę sama zapomnieć jak je zrobiłam 😝. Chcecie?

wtorek, 24 lipca 2018

Industrialnie

To moje pierwsze tego typu próby, choć przymierzałam się do czegoś podobnego już od dawna. Te dwie bransoletki pokazywałam już na Facebooku i zostały dość ciepło przyjęte.


Podstawą ich są podkładki do nitów i oczywiście ogniwka.
Pierwszą zrobiłam z miedzi.


Podkładki mają rozmiar M6, czyli ok. 12 mm średnicy. Niestety z miedzi udało mi się zdobyć tylko takie.


Połączyłam je ogniwkami miedzianymi w rozmiarze 7,5x1 (WD=1mm, ID=5,5mm)


Splot to najzwyklejszy Euro 4 in 1. Osiągnięty efekt jest podobny do Vertebrae.


Bransoleta jest bardzo masywna: jej szerokość to 1,5 cm, grubość 0,6 cm, a obwód 19 cm + 2 cm przedłużki. W zamierzeniu miała być męska, ale czy ja wiem?


Waga dość słuszna: 32 g, jednak na nadgarstku tak bardzo nie ciąży.


Mosiężna bransoletka jest trochę delikatniejsza.


Użyłam mniejszych podkładek - rozmiar M5 czyli ok 10 mm średnicy


Ogniwka łączące mają rozmiar: 6x1 (WD=1mm, ID=4mm)


Splot oczywiście ten sam.


Ta bransoletka ma 1,2 cm szerokości, 0,5 cm grubości i 18 cm obwodu + 2,5 cm przedłużki. Jej waga to 20,5 g. Niby tylko trochę cieńsza, a różnica w wadze spora.


Obie zapinane są na karabińczyk, a dzięki regulacji stają się bardzo uniwersalne.


Na razie kupiłam tylko po jednym opakowaniu podkładek, bo nie byłam pewna co z tego wyjdzie. Miedziane zużyłam wszystkie, ale mosiężnych kilka mi zostało. Nie byłabym sobą, gdybym nie zrobiła czegoś do kompletu.


Trochę się bałam, że te kolczyki wyjdą bardzo ciężkie, ale na szczęście nie jest tak źle.


Zrobiłam krótki, złożony z 4 podkładek, odcinek splotu dokładnie takiego jak w bransoletce.


Miałam spory dylemat, co powiesić pod tym. Nie chciałam tu mieszać żadnych kamieni, tylko metal. Niestety zdobycie czegoś sensownego z mosiądzu graniczy z cudem. Mam co prawda mosiężne łuski, ale ten "amerykański" mosiądz ma inny skład jak "nasz" i co za tym idzie kompletnie inny odcień. Dlatego zdecydowałam się na łuski z anodyzowanego aluminium, które są odrobinę ciemniejsze, ale barwę mają podobną. W realu różnica jest mniejsza, jak na zdjęciach.


Kolczyki okazały się zaskakująco " żywe" i bardzo trudno było mi je do zdjęć ułożyć.


Jednak w zwisie, czyli na uchu prezentują się doskonale.


Ich długość to 5 cm + bigiel ( z biglem 6,7 cm), szerokość łuseczki 1,8 cm, a waga każdego to tylko 3,3  g.

Industrialny eksperyment uważam za udany i jak tylko zaopatrzę się w podkładki, będę go kontynuować.

poniedziałek, 9 lipca 2018

Na okrągło i bez kantów

Ten komplet długo nie mógł się doczekać ukończenia. Robiłam go na raty, wiele rat. Gdyby nie wyzwanie Szuflady to pewnie jeszcze chwilę by tak poleżał.


Uznałam jednak, że temat Wyzwania do niczego tak nie pasuje, jak do chainmaille, więc się zmobilizowałam. Oto moja wersja "na okrągło i bez żadnych kantów".


Wszystko zaczęło się od chwostów.


Te przeraźliwie niebieskie chwosty nabyłam przeszło rok temu. Dopiero przy robieniu zdjęć zorientowałam się, że mają ten sam kolor, co niedawno pokazywane przeze mnie na fanpage'u kolczyki. Zbieżność niezamierzona, ale o przypadku nie może być mowy, ja po prostu kocham ten kolor 😍.


Chwościska są bardzo grube. Oprawiłam je w czapeczkę ze splotu Dragonscale, która trochę przypomina szyszkę, którą robiłam kiedyś na choinkę. Od góry zablokowałam ją niebieskim jadeitem.


Na kolczyki to wystarczyło, ale naszyjnik miał być wzbogacony o coś jeszcze. W pierwszej wersji chciałam wykorzystać duży szklany kaboszon, który jednak w międzyczasie wylądował w wiosennym naszyjniku na kalendarzowy konkurs R-S. Tam lepiej pasował, ale nadal pozostało pytanie co tutaj? Najpierw dołączyłam dużą kulkę niebieskiego marmuru, ale to było mało. Potrzebowałam jeszcze czegoś okrągłego na górę.


Przetestowałam sporo różnych pomysłów i ciągle to nie było to. Aż w końcu zrobiłam oponkę splotem Captive Inverted Round i to wreszcie był strzał w dziesiątkę!


Wszystkie elementy chainmaille wyplecione  są ze stopu bright alumnium, dzięki czemu całość nie jest ciężka. Mimo, że kolczyki są dość sporych rozmiarów - ich długość to 9 cm + bigiel (10,5 cm z biglem), to waga każdego kolczyka wynosi niecałe 6 g.


Naszyjnik powiesiłam na długim na 74 cm łańcuszku metalowym typu żmijka. Tak długim, że chainmaillowa oponka wypada gdzieś w okolicach biustu. W związku z tym wszystkie moje ekspozytory znowu okazały się za krótkie.


Sam wisior ma 16 cm długości razem z krawatką i waży ok. 15 g, a razem z łańcuszkiem 26 g.


Jako się rzekło komplet zgłaszam do wyzwania Szuflady "Od cyrkla". Strasznie dawno mnie tam nie było, czas o sobie przypomnieć 😜.



A jak już jestem przy "bywaniu", to wreszcie się zmobilizowałam i ruszyłam na podbój Instagrama 😜. Dopiero zaczynam ogarniać co i jak, ale udało mi się już wrzucić fotkę i filmik z procesu prasowania chwostów, więc pierwszy krok został uczyniony. Tak więc serdecznie Was zapraszam na mój profil.
Postanowiłam też odkurzyć mojego drugiego bloga, firmowego. Zafundowałam mu poważny lifting i przygotowuję nowe wpisy. Zdecydowałam się całkowicie zmienić formułę, bo ta poprzednia kompletnie się nie sprawdziła. Oprócz prezentacji niektórych moich prac przeznaczonych na sprzedaż zamierzam publikować tam więcej informacji poradnikowych. Na początek będzie post, a właściwie pościsko na temat pielęgnacji biżuterii z chwostami. Powinien ukazać się już niebawem.

czwartek, 5 lipca 2018

Kamień Miesiąca - Cyrkonia

Skończył się kolejny miesiąc, więc pora na prezentację mojej pracy konkursowej. Tym razem wyjątkowo mamy do czynienia z kamieniem dwóch miesięcy, maja i czerwca, a jest nim cyrkonia. Z tym, że nie chodzi tu o szklaną cyrkonię, jaką robi np. Swarovski, tylko o kamień jubilerski.


Cytując za WikipediąCyrkonia to bezbarwny syntetyczny kamień ozdobny nieposiadający swojego wzorca w przyrodzie. Jest to stabilizowana, regularna modyfikacja ZrO2 (tlenku cyrkonu). Cyrkonie opanowały świat w latach 70 ubiegłego wieku, jako tani odpowiednik (imitacja) diamentu. Jednak stosując różne domieszki można uzyskać całkiem bogatą paletę barw, dzięki czemu mogą one udawać prawie każdy kamień szlachetny.
To tyle teorii. W sklepie Skarby Natury znalazłam tak bogaty wybór różnorakich cyrkonii, że długo nie mogłam się zdecydować. Ostatecznie wybrałam trójkątne kaboszoniki w opcji krystalicznej, czy jak kto woli - białej.


Wyszłam z założenia, że jak coś się tak mocno błyszczy, to nie może tego być zbyt dużo na raz. Dlatego umieściłam tylko po jednej sztuce w naszyjniku i kolczykach. Prawdę powiedziawszy miała być jeszcze bransoletka, ale czasu mi zabrakło, więc będzie kiedy indziej.


Taki kamień musi mieć odpowiednią oprawę, dlatego umieściłam go w brązie i dodałam trochę białych perełek seashell.


Próba oprawienia trójkątnego kamyka w ogniwka chodziła mi po głowie już od dawna. Tu dodatkowo doszły niewielkie jego rozmiary i obawa żeby za dużo go nie przykryć.
Po wielu eksperymentach wyszło mi coś takiego.


Większe ogniwka, które obejmują kamień z dołu i z góry są głównym elementem nośnym, dlatego wszystkie one są zlutowane. Przy okazji przetestowałam miedziany lut i wynik wyszedł pozytywny.


Oprawa zgodnie z założeniem jest bardzo minimalistyczna i właśnie o coś takiego mi chodziło.


Najpierw zrobiłam naszyjnik. Z założenia miał on mieć formę kolii, a elementem wiodącym miał być trójkąt.


Po obu stronach cyrkoniowego elementu dołączyłam jeszcze po 5 trójkątów wykonanych splotem Inverted Aura. U dołu każdego z nich podwiesiłam małą perełkę, a poniżej cyrkonii trochę większą w kształcie kropelki.



W kolczykach wykorzystałam tak samo oprawioną cyrkonię z podwieszoną kropelką, tylko odpowiednio mniejszą.
Element Inverted Aura (też mniejszy) doczepiony jest powyżej, "do góry nogami" w stosunku do wszystkich pozostałych trójkątów.
Kolczyki zawiesiłam na sztyftach z małą kulką.


Generalnie cały komplet wyszedł bardzo ażurowy i delikatny w formie, choć lekki bynajmniej nie jest.


Waga każdego kolczyka to ok. 3,9 g, a naszyjnika razem z łańcuszkiem to jakieś 20 g (nie dam rady podać dokładnie, bo na razie nie obcinałam łańcuszka, dopasuję go dopiero do potrzeb). Długość kolczyków to 5 cm wraz ze sztyftem.


Album konkursowy znajdziecie tutaj, a mój komplet tutaj. Niestety swoim zwyczajem fb obciął mu zasięgi, tak, że mało komu się wyświetlił (mnie też nie 😭, musiałam go sama odszukać). Zachęcam więc Was do podziwiania i oddawania głosów.