Moi obserwatorzy

poniedziałek, 23 stycznia 2017

Kolczyki Whatif

Śmieszna nazwa, nie? O ile dobrze zrozumiałam, to wzięła się stąd, że autor tego splotu postanowił sprawdzić co będzie jeśli w splocie JPL3 zastąpi kilka ogniwek trochę większymi (what if = co jeśli). Kilka to dokładnie dwa z trzech, które stanowią raport tego splotu. I wyszedł taki oto wariant splotu JPL3, który otrzymał właśnie taką nazwę: Whatif. Pomysł zaczerpnęłam stąd.
A oto moje kolczyki:


Ogniwka "bazowe" to: WD = 0,9 mm, OD = 4,5 mm (AR = 3), a te większe to WD = 0,9 mm, OD = 6 mm. Jedne i drugie, podobnie jak bigle w kolorze czarnym. I czarne Fire Polish Pear na końcach.
Zasada doboru ogniwek do tego wariantu jest następująca: mniejsze ogniwka muszą mieć AR odpowiedni dla JPL3 (czyli ok. 2,8 - 3), a te większe muszą mieć taką samą grubość (WD), ich średnica jest w zasadzie obojętna.


Zrobiłam je spontanicznie, po stwierdzeniu, że przydałyby się mi jakieś niewielkie czarne kolczyki.


Nie jest to moje pierwsze podejście do JPL. Ten splot podobał mi się od zawsze i wielokrotnie próbowałam, ale za każdym razem kończyło się to totalną klęską. Było to na początkach mojej ogniwkowej przygody i tak małych ogniwek w naszych sklepach po prostu nie było. Tymczasem splot jest pod tym względem bardzo wymagający. Dlatego teraz, po latach, zaczęłam od zrobienia sobie swoich własnych ogniwek o AR = dokładnie 3. Jednak tego co z nich powstało na razie nie mogę pokazać. Powiem tylko jedno: zakochałam się w tym splocie bez reszty.
Ale wracając do kolczyków: one są naprawdę niewielkie. Długość dyndadełek to tylko 3,5 cm (razem z biglem 5,5 cm), a ich waga to raptem 1,65 g każdy.


Zaczęłam już nawet robić bransoletkę z takich samych ogniwek (tych mniejszych), ale nie jestem pewna czy ją skończę. Doszłam do wniosku, że nie tylko AR ogniwek ma tu znaczenie, ale również ich jakość. Splot z idealnych ogniwek jest po prostu idealny, a z tych zwykłych chińskich jest jakiś taki nierówny, mimo, że na pewno nie ma w nim błędu. Poza tym splot ten najlepiej wygląda z trochę grubszych ogniwek (WD = 1 mm). Najbardziej podoba mi się w nim to, że zrobiony z dość grubych ogniwek jest bardzo delikatny i cieniutki. Z tego samego powodu zrezygnowałam też ze zrobienia JPL5. Miałam nawet spleciony kawałek i doszłam do wniosku, że brakuje mi w nim tej delikatności. Splot wychodził całkiem gruby i jakoś mnie nie ujął. Rozebrałam więc ten kawałek i chyba nie będę już do niego wracać.


Jeśli chodzi o wariant Whatif, to widzę go tylko w takich niewielkich formach jak kolczyki. W bransoletce już nie specjalnie. Zresztą najbardziej podoba mi się najprostsza forma JPL3, jestem nią wręcz zachwycona.

Jeszcze żebym nie zapomniała - banerek lekcji 14:


I lecę do żaby. Może choć raz będę pierwsza.

PS. Jednak zrobiłam bransoletkę. Ale nie tą, o której pisałam w poście, tylko całkiem inną. A potem dorobiłam jeszcze do niej kolczyki. Ale zdjęć już nie zdążę zrobić, więc pokażę je dopiero po powrocie.

piątek, 20 stycznia 2017

Podsumowanie Celticów

Kolejna lekcja za nami, czas na podsumowanie. Sploty celtyckie wyraźnie przypadły Wam do gustu. A niekwestionowaną gwiazdą stały się labirynty. Ale może jednak tradycyjnie zacznę od kolażu:


Liczba uczestników ustabilizowała się nam na pozycji 4. Czy jest szansa, że jeszcze ktoś się do nas przyłączy? A może ktoś planuje powrót? W zeszłym roku było nas znacznie więcej. Wiem, że stopień trudności rośnie, ale może jednak...?

Właśnie uświadomiłam sobie, że nie zrobiłam podsumowania pierwszego roku nauki. Cóż, ostatni okres okołoświąteczny miałam dość gorący i po prostu mi to umknęło. Podsumowanie oczywiście będzie, ale wymaga to trochę czasu, muszę przeanalizować statystyki, popodliczać itp. W przyszłym tygodniu wyjeżdżam na ferie, jeśli będę tam miała internet na przyzwoitym poziomie, to trochę nad tym popracuję, a jeśli nie, to zaraz po powrocie. Obiecuję, że w lutym się takie roczne podsumowanie na pewno ukaże.

A wracając do Celticów. Jak widzicie powstało 6 prac. Dzięki temu, że jest ich tak niewiele, mogę je omówić po kolei każdą z osobna.
Pierwszy swoją pracę pokazał Hubert. Postawił na celtycki labirynt, ale nie taki zwykły, tylko z kryształkami, co w sumie dziwić nie powinno. Jeśli jakimś splotem da się oprawić kryształek to z pewnością zobaczymy to w Sowiarni. W efekcie powstał trochę mroczny, piękny gotycki komplet.
BiBi Blue, która jako druga nakarmiła żabkę pokazała aż trzy prace. Pierwsza z nich to bransoletka wykonana splotem Celtic Vision. Połączenie prostego splotu z efektownym zapięciem dało bardzo ciekawą bransoletkę.
Kolejną pracą BiBi Blue są kolczyki do kompletu. Wykonała je splotem Celic Star z takich samych ogniwek, co bransoletkę i urozmaiciła granatowymi kryształkami. Świetny komplet, szkoda tylko, że nie pokazałaś ich razem na jednym zdjęciu.
Kolej na moją bransoletkę. Nie chciałam powtarzać zaprezentowanych już wzorów, dlatego zrezygnowałam z pierwotnego planu i zamiast labiryntu wykonałam Oko Odyna. To ciekawy, dość prosty splot, podobny do Celtic Vision.
Piąta praca to znowu BiBi Blue, która tym razem zrobiła bransoletkę złożoną z celtyckich labiryntów. Są to labirynty w wersji podstawowej, czyli bez kryształków. Taka forma jest równie ciekawa.
I wreszcie rzutem na taśmę, w ostatniej chwili pokazała swoje dzieło Ania. Zdecydowała się uzupełnić komplet Huberta o drugi naszyjnik, w którym połączyła labirynty (oczywiście z kryształkami) w kostkę 3D i doprawiła jej całkiem pokaźnego "chwosta" z koralików.

Celtic Vision, Celtic Star i Odin's Eye są bardzo do siebie podobne, można powiedzieć, że są zbudowane na takiej samej bazie. Celtic Labirynt skonstruowany jest odrobinę inaczej. Można więc powiedzieć, że mamy tu raptem dwa rodzaje splotów, a jaka różnorodność form z tego powstała. Muszę powiedzieć, że dzięki Wam i Waszej pomysłowości technika chainmaille nie przestaje mnie zaskakiwać. Przed rozpoczęciem naszej wspólnej nauki nie do końca zdawałam sobie sprawę z możliwości jakie ona stwarza.

I jeszcze na koniec mam do Was apel. Ostatni splot jaki mam dla Was przygotowany pojawi się w lutym. Ale nie obawiajcie się, nie oznacza to wcale końca wspólnej nauki. Mam jeszcze kilka pomysłów, ale zanim wprowadzę je w życie chciałabym, aby każde z Was zaproponowało od siebie jeden (przynajmniej) temat lekcji. Może to być jakiś przegapiony przeze mnie splot lub ich grupa, ale może też być jakieś hasło przewodnie (jak ozdoby świąteczne) albo jeszcze coś innego. Zaskoczcie mnie. Na Wasze propozycje czekam do 20 lutego. Możecie je zamieszczać w komentarzach pod tym postem lub przesłać je bezpośrednio do mnie na adres ab.szybalska@gmail.com. Oczywiście na Wasze propozycje i uwagi czekam zawsze, ale tym razem jest to zadanie obowiązkowe. Proszę, pamiętajcie o tym!


środa, 18 stycznia 2017

Moje mroźne warsztaty

Tym postem chciałam przyłączyć się do akcji zainicjowanej przez Elę. Szczegóły znajdziecie tutaj. A klikając w banerek przeniesiecie się do posta pod którym dzielimy się swoimi szaleństwami.


Wbrew pozorom sprostanie wymogom zabawy wcale nie jest łatwe, ale postanowiłam spróbować.
Ela ma rację. Niewiele zdarza się nam robić tylko dla siebie. Początkowo nie bardzo wiedziałam co takiego mogłabym zaprezentować, bo do kina nie chodzę (nie lubię), do kosmetyczki także, zakupy to mój codzienny obowiązek, żadna przyjemność, fryzjer to konieczność życiowa (góra kilka razy do roku), ale jednak znalazłam.
Kiedy pod koniec listopada Beatka (Ranya) ogłosiła, że organizuje foamiranowe warsztaty coś mnie podkusiło i zapisałam się na nie. Było to czyste szaleństwo, nie poparte żadną racjonalną koniecznością. Tego typu prace raczej nie wpisują się w charakter mojej działalności, ale co ja na to poradzę, że tak bardzo mi się podobają? Dodatkowego smaczku dodaje temat warsztatów - kamelia, a tymczasem na ostanie urodziny dostałam piękną kamelię (żywą, w doniczce), ale chyba nie potrafię jej stworzyć odpowiednich warunków, bo kompletnie nie chce rosnąć. Tak więc postanowiłam zrobić jej konkurencję, która na pewno nie zwiędnie. Nawet kolor wybrałam podobny.


To była moja pierwsza styczność z foamiranem. Okazało się że praca z tym materiałem nie jest wcale trudna, za to bardzo żmudna. Wykonanie tego bukieciku zajęło mi ok. 4 godzin. Myślę, że wprawne ręce mogłyby ten czas zredukować maksymalnie o jedną trzecią. To naprawdę bardzo czasochłonna technika.


Po podgrzaniu żelazkiem pianka daje się lekko formować, choć jest dość delikatna, szczególnie dla kogoś, kto tak jak ja na co dzień zazwyczaj pracuje z drutem. Mogłam się o tym przekonać kilkakrotnie rozrywając piankę po przyłożeniu do niej zbyt dużej siły ;)


Na razie bukiecik jest niewielki, ale dostałam na koniec trochę materiałów do ćwiczeń. Co prawda nadal jeszcze czekają, bo chciałam zabrać się za nie wspólnie z moimi dziewczynami, a jakoś nie było czasu. Mam nadzieję, że uda się to w lutym, kiedy młodsza jeszcze będzie miała ferie, a starsza będzie już po sesji. Oczywiście pochwalę się efektami. A na razie ja i moja kamelia jeszcze w Katowicach:

(zdjęcie zapożyczone od Beatki)

Pierwszy termin warsztatów (10 grudnia) nie doszedł do skutku i ostatecznie stanęło na 7 stycznia. Termin ten również nie okazał się zbyt fortunny, bo frekwencja zdecydowanie nie dopisała i ostatecznie byłam jedyną kursantką. Prawdopodobnie przyczynił się do tego również fakt, że ta sobota była najmroźniejszym dniem tej zimy, a Katowice, gdzie odbywały się warsztaty jednym z najzimniejszych tego dnia miast w Polsce. Pomieszczenie, gdzie odbywały się warsztaty też do najcieplejszych miejsc nie należało. Na szczęście podczas formowania płatków i listków podgrzewałyśmy sobie palce razem z pianką na żelazku i dopiero przy montowaniu kwiatków na gałązkach zaczęłyśmy się na całego telepać. Aż dziw, że ta fotka zrobiona po zakończeniu warsztatów nie wyszła ruszona:

(zdjęcie zapożyczone od Beatki)

Na koniec jeszcze jeden aspekt "egoistyczny". Do Katowic wybrałam się pociągiem, co spowodowane było głównie względami ekonomicznymi. Niemniej jednak tam i z powrotem pokonałam około dwustu kilometrów nie wsiadając za kierownicę. Ostatni raz taka sytuacja przydarzyła mi się dwa lata temu, a od kiedy przestaliśmy z dziećmi jeździć na wakacje -  może ze 3 razy. Tak więc zamiast ślipić na drogę mogłam w spokoju poczytać książkę, a od czasu do czasu zerkając za okno podziwiać widoki. Muszę tak robić częściej.

sobota, 14 stycznia 2017

Po turecku...

...i to bynajmniej nie kawa.
Długo nie mogłam się zabrać za trzecią część tematu sznurów koralikowych w Kreatywnym Szydełku. A to głównie dlatego, że za sznurami tureckimi po prostu nie przepadam. Wydaje mi się, że jest to najmniej kreatywny spośród sznurów koralikowych, a może po prostu mi nie leży. Co prawda robi się go łatwo i szybko, ale jakoś ciężko mi było zacząć. Dopiero, kiedy zostało raptem kilka dni do końca urzędowania żabki, zaczęłam rozglądać się za koralikami. Jak do tej pory mam na rozkładzie tylko jednego "turka" (pokazywałam go tutaj), a ponieważ robiłam go na bazie rurek-bugli, to tym razem chciałam użyć kuleczek. Problem w tym, że do bransoletki potrzeba ich dość sporo, a ja miałam ich niby co nieco, ale raptem po kilka sztuk każdego rodzaju. I kiedy już miałam ruszyć w rejs po pasmanteriach, to nagle mnie olśniło. Jakiś czas temu, kiedy robiłam zakupy brakło mi kilku złotych do darmowej dostawy i dorzuciłam do koszyka trochę szklanych koralików powlekanych. Nie miałam dla nich żadnego konkretnego przeznaczenia, więc wylądowały w pudełku i kompletnie o nich zapomniałam. A tymczasem okazało się, że znalazło się tam kilka sznurów w rozmiarze 4 mm. Wybrałam kolor, który spodobał mi się najbardziej, czyli ciemno-czerwony. Dobranie do nich odpowiednich koralików nie stanowiło już problemu. No dobra, dość ględzenia, pora przejść do konkretów. Oto mój "turek":


Jak widzicie do czerwonych kuleczek dodałam koraliki Toho 11/0 w trzech kolorach: PFG Aluminium, Nickel i Metallic Hematyt, po 5 koralików na każdą kuleczkę.


Wykorzystanie trzech odcieni koralików dało efekt cieniowania.


Napotkałam jeszcze lekkie schody przy dopasowywaniu końcówek. Okazało się, że akurat z tego rozmiaru nie mam nic. Ostatecznie musiałam trochę podrasować tulipankowe nakładki do koralików.


Summa summarum wyszło to na dobre, bo te nakładki w połączeniu z dużą kulką magnetycznego zapięcia dały bardzo ciekawy efekt.


Z powodzeniem mogą występować w roli głównej, czyli jako wierzch bransoletki.


Bransoletka jest idealnie dopasowana na mój nadgarstek. Ma 21 cm długości i ok. 1 cm szerokości. Zapięcie magnetyczne trzyma bardzo mocno.


Oczywiście zgłaszam ją do zabawy:


I jeszcze jedna rzecz. Kiedy spojrzałam na gotową bransoletkę, to zdałam sobie sprawę, że w zasadzie jest ona szaro-czerwona, czyli jak znalazł na Cykliczne Kolorki.


Szary w 3 metalicznych odcieniach, ale przecież nigdzie nie zostało powiedziane, że nie może być metaliczny. Co prawda nie jestem pewna czy proporcje są wystarczające, ale jak wziąć pod uwagę również zapięcie, to chyba będzie te 50% szarego?


Jak myślisz Danusiu?


Miałam w planach coś kompletnie innego. Materiały leżą już z pół roku. Ale obawiam się, że mogę nie zdążyć, dlatego posyłam mojego "turka" również do tej żabki, a jeśli uda mi się jednak to zrobić, to zgłoszę jako drugą pracę. Chyba mogę tak zrobić?



piątek, 13 stycznia 2017

Oko Odyna

W dodatku niejedno, zebrało się tego... całe "oczko".
W zamyśle pierwotnym miało być całkiem inaczej. Chciałam zrobić celtycki labirynt, to znaczy bransoletkę tym splotem. Jednak, jak to ostatnio stało się już prawie tradycją Hubert znowu mnie ubiegł. Kiedy pokazał swoje piękne labirynty z kryształkami, stwierdziłam, że nie będę robić mu konkurencji, bo i tak nie mam szans, tym bardziej, że jeszcze nie zdążyłam zacząć. Przeglądając różne warianty splotów celtyckich szukałam czegoś nowego, czegoś czego jeszcze nie robiłam, ani ja, ani nikt z pozostałych uczestników naszej nauki. I wtedy wpadł mi w oko ten splot: Odin's Eye, czyli tytułowe Oko Odyna. Rzeczywiście pojedynczy element tego splotu przypomina trochę oko. Spodobał mi się - i sam splot i jego nazwa, a w dodatku mogłam zachować choć część początkowej koncepcji i zrobić z niego bransoletkę. Oto ona:


Miałam wielką ochotę na inną kolorystykę, czyli czarny + antyczny brąz, jednak okazało się, że posiadane przeze antyczne ogniwka są odrobinę za małe i choć udało mi się z nich robić ten splot, to jednak nie wyglądało to dobrze. Zamieniłam więc "antyczny brąz" na "antyczne srebro" w trochę większym rozmiarze i teraz jest już w miarę OK.


Użyłam dwóch rodzajów ogniwek: oksydowane WD = 1 mm, OD = 8 mm (AR =  ok. 6) i czarne WD = 0,8 mm, OD = 6 mm (AR = ok. 5,5). Splot Odin's Eye to trochę inny wariant Celtic Vision, gdzie wystające na boki ogniwka są skrzyżowane, zamiast połączone dodatkowym małym kółeczkiem. Oto zbliżenie na splot:


Gotowa bransoletka składa się z 21 elementów, co dało ok. 20 cm długości + 2 cm przedłużki, szerokość splotu to ok. 1,2 cm, a waga bransoletki to niecałe 20 g.


Całkiem fajnie się ten wzorek prezentuje. Do wykorzystania nadają się też pojedyncze elementy (np. do kolczyków czy breloczka).

Wybaczcie małą ilość zdjęć, a także ich wątpliwą jakość, ale nie miałam czasu rozkładać się z namiotem, a na sesję "tarasową" jest zdecydowanie za zimno.

Jeszcze na koniec banerek lekcji 13:


I lecę do żabki :)

czwartek, 12 stycznia 2017

Poświątecznie, ostatni raz

Witam Was w Nowym Roku! Jak zdrówko? A samopoczucie? U mnie początek roku minął dość pracowicie, ale już powoli widać koniec, więc pora wrócić, bo dawno mnie tu nie było. Co prawda nie mam wiele nowego do pokazania, dlatego jeszcze ostatni raz powrócę do świątecznych wytworów.

Pierwsza rzecz to coś w rodzaju stroika, który zrobiłam dla najstarszej córki. Wiedziałam, że przyjeżdżając raptem na kilka dni nie będzie miała żadnej choinki, ale jakiś element świątecznego wystroju jej się przyda. Wpadł mi w ręce taki fajny stojaczek na bombki - fontanna z trzema punktami zawieszenia. Zrobiłam więc trzy bombki.


Bombki są w jedynie słusznym niebieskim kolorze.


Zrobiłam je z dość cienkiego kordonka, dlatego nie są zbyt duże, ale oczywiście nie przyszło mi do głowy, żeby je zmierzyć. Miały gdzieś około po 10 cm średnicy.


Wszystkie trzy wzory pokazywałam już wcześniej. Największą zawiesiłam najwyżej, a najmniejszą najniżej.

Druga rzecz, którą chciałam dziś pokazać też jest zrobiona szydełkiem. Tym razem to prezent dla mojej średniej córki, która tuż przed Świętami odebrała prawo jazdy. Dlatego też dostała taki "zielony listek":


Listek zrobiłam z zielonego dość grubego bawełnianego kordonka według wzoru, który znalazłam gdzieś na Pintereście.


Ma on spełniać funkcję podkładki pod kubek z herbatą (lub tykwę z Yerba mate).
Oczywiście też go nie zmierzyłam, ale miał jakieś 15 cm.


Miała być jeszcze jedna rzecz, ale nie się nie wyrobiłam, więc będzie na inną okazję i wtedy ją pokażę. Też szydełkowa.

Czekają mnie jeszcze styczniowe zabawy blogowe, w których uczestniczę. Lada chwila pokażę mojego celtica, muszę tylko powalczyć ze zdjęciami. Wypadałoby jeszcze zrobić jakiegoś "turka", bo czas się kończy. Tak więc pewnie niebawem znowu się odezwę.

niedziela, 1 stycznia 2017

Chainmaille zadanie 14

I ani się nie spostrzegliśmy, a już mamy nowy rok 2017. Gdzie ten czas się tak spieszy?
Skoro nowy rok, to i nowy miesiąc, a jak tak, to pora na kolejną lekcję. Przerobiliśmy już prawie wszystkie sploty. W tym momencie widzę jeszcze tylko dwa, nad którymi warto się jeszcze pochylić i potraktować je indywidualnie. Jeden będzie dzisiaj, a drugi (który zostawiłam na deser) za miesiąc. I tu mam do Was apel: jeśli znacie jakiś splot, którego jeszcze nie omawialiśmy, a uważacie, że powinniśmy to proszę bardzo o taką informację. Może to być też grupa splotów lub jakieś specjalne połączenie. Kiedy Wy również uznacie, że wszystko już było, to przechodzimy do kolejnego etapu, czyli zaczynamy bawić się formą.
A póki co moja propozycja na styczeń to:


Bardzo wdzięczny splocik, a właściwie ich grupa. Pełna nazwa to Jens Pind Linkage, czyli w skrócie JPL. Występuje w formie dość delikatnego łańcucha. W dużym uproszczeniu można stwierdzić, że to kombinacja splotu spiralnego i perskiego. Najpopularniejsza forma znalazła się na banerku i jest to JPL3. Ten łańcuszek trochę przypomina warkoczyk i jest bardzo delikatny. Doskonale sprawdzi się jako nośnik do wisiorów, ale również jako cieniutka bransoletka. Krótkie odcinki można też wykorzystać jako przedłużki do kolczyków, lub breloka. Możemy wyróżnić formę prawo- i lewostronną.

Splot wydaje się bardzo prosty, ale wcale nie jest taki łatwy do zrobienia. Mamy tu do czynienia z dwoma elementami krytycznymi.

Pierwszy z nich to oczywiście AR. Żeby splot nam wyszedł, mamy bardzo niewielką tolerancję dla tego parametru. Za małe ogniwka nie zmieszczą się w splocie, a za duże będą się przemieszczać względem siebie. Idealne AR = 2,9. Dopuszczalne odchylenia od tej wartości to 2,8 - 3,0. Niektóre źródła podają co prawda 2,7 - 3,2, ale według mnie to trochę za obszerne widełki. Tutaj znajdziecie fajne porównanie właściwości splotu dla różnych wartości AR.

Druga trudność polega na konieczności dokładania ogniwek od razu w odpowiednim układzie. Nie jest to wcale proste i łatwo się pogubić. Niedawno znalazłam kapitalny artykuł, który objaśnia te wszystkie zawiłości i podpowiada jak zorientować się w którą stronę pleciony był łańcuszek i jak trzeba kontynuować splot. Niestety artykuł jest po angielsku, ale tekst poparty jest zdjęciami i nawet taki antytalent językowy jak ja, potrafi coś z tego zrozumieć. Dlatego zachęcam Was, żebyście przed rozpoczęciem pracy nad JPL najpierw zajrzeli tutaj.

Inne tutoriale na JPL3 znajdziecie tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj. Jest w czym wybierać, a z pewnością znajdziecie tego jeszcze więcej.

Oprócz JPL3 spotkamy też formę JPL4, JPL5, a nawet JPL7.

Tu z kolei mamy różne warianty tego splotu z wykorzystaniem dwóch wielkości ogniwek.

Znalazłam też wersję z koralikami, tutaj.

Wydaje mi się, że taka porcja informacji w zupełności wystarczy. Niestety nie mogę się jak na razie pochwalić własnymi wersjami JPL, bo kiedyś, dawno temu pokonał mnie wybór (a raczej brak wyboru) ogniwek o odpowiednim AR, a później jakoś się nie złożyło, żeby do tego wrócić. Dlatego sama chętnie zmierzę się z tym splotem ponownie.

No to do roboty ;)