Moi obserwatorzy

piątek, 28 kwietnia 2017

Jeszcze żyję...

Chyba nigdy nie miałam tak długiej przerwy w pisaniu. Ale na niektóre sprawy nie mamy wpływu. To wyglądało jak zwykłe przeziębienie: katar, gardło, stan podgorączkowy, a jednak wyłączyło mnie z życia na ponad dwa tygodnie. Właśnie kończy się trzeci, a ja nadal nie mogę nazwać siebie okazem zdrowia. Złapało mnie tydzień przed Świętami, które przygotowywałam z doskoku - krótkimi zrywami, bo na dłuższe nie miałam siły. Było bardzo minimalistycznie, ale to akurat mi się podobało. Niestety robótki też poszły trochę w odstawkę, o blogu nie wspominając. Jedyną rzeczą, którą udało mi się w tym czasie skończyć jest moja "polska" praca na konkurs kalendarzowy - niebawem się nią pochwalę. Teraz powoli zabieram się za odrabianie zaległości, a zebrało się ich sporo. W pierwszej kolejności te "codzienne", potem robótkowe, a dopiero na końcu wirtualne. Z większych sukcesów na tym polu: w końcu udało mi się rozliczyć PITa i w ostatniej chwili skończyć perłową pracę na "Kolorki". To może zacznę od banerka:


Tak się ucieszyłam, kiedy Danusia ogłosiła ten kolorek. Bardzo lubię perły i wszystko, co perłowe. Już jako nastolatka lubiłam nosić długie sznury perełek a'la Coco Chanel, oczywiście były to perełki plastikowe, w najlepszym razie szklane, ale zawsze. Teraz zdecydowanie preferuję perły naturalne, głównie hodowlane (lubię ich nieregularność), lub masę perłową. Jakiś czas temu odkryłam idealne uzupełnienie do pereł jakim jest brąz -  zakochałam się w tym połączeniu, czemu dałam wyraz już tu, tu i tu. Tym razem wzięłam w obroty masę perłową:


Gdy zobaczyłam te płatki-łezki w sklepie od razu wiedziałam, że oprawię je w brązowy wire-wrapping. A jednak swoje musiały odczekać. Pewnie gdyby nie perłowy kwiecień poczekałyby jeszcze trochę.


Na razie zrobiłam wisior, ale czekają jeszcze mniejsze płatki na kolczyki.


Miałam tu pokazać cały komplet, ale kwiecień za szybko się skończył. No właśnie: czy to aby na pewno był kwiecień? Bo za oknem bardziej listopad. Z tego też powodu dziś niewiele zdjęć. Mam nadzieję, że w końcu pogoda się poprawi i kiedy skończę kolczyki będę mogła zrobić porządną sesję całemu kompletowi, a dziś tylko mała zajawka. Zresztą nawet mojemu internetowi nie chce się wychodzić spod dachu, bo te cztery zdjęcia przesyłały się chyba z pół godziny 😖. Więc wybacz Danusiu, ale na dziś to wszystko 😇

niedziela, 16 kwietnia 2017

Zakwitły tulipany

No, u mnie w ogródku wprawdzie większość jeszcze w pąkach, ale za to na moim warsztacie kwitną na całego. Kolejna kalendarzowa inspiracja to Holandia:


Rozważałam różne skojarzenia: saboty, wiatraki, rower, nawet ser, a jednak...
Spośród wszystkich symboli Holandii zdecydowałam się wybrać tulipany. Może dlatego, że właśnie zbliża się pora ich kwitnienia. Co prawda kwiaty te pochodzą z Azji Mniejszej, jednak wszystkim kojarzą się one właśnie z Holandią, gdzie pojawiły się dopiero w XVI wieku. Na początku XVII wieku powstały w Holandii pierwsze uprawy tulipanów, a ich cebulki osiągały astronomiczne wręcz ceny. Europę opanowała prawdziwa "tulipomania", która trwa do dzisiaj. Wyhodowano tysiące odmian. Na szczęście dziś już nie trzeba wydawać fortuny na cebulki i każdy może sobie na nie pozwolić, w dodatku w kolorze i formie jakie tylko sobie wymarzy. Moje tulipany mają kolor miedziany.


To skromny bukiecik z 3 kwiatów ułożonych na dużym liściu.


Wszystko wykonałam z blachy - miedzianej i mosiężnej. Postawiłam na techniki klasyczne, czyli głównie palnik i młotek.


Nie przepadam za broszkami jednak tutaj nic innego mi nie pasowało, więc jest broszka, a może raczej brosza? Choć jak teraz na nią patrzę, to dochodzę do wniosku, że mogłam zrobić z tego spinkę do włosów...


Broszka jest spora (9,5 x 2,5 cm) i dość ciężka (17,3 g), więc może nie do letniej sukienki, ale do sweterka lub wiosennego żakiecika jak najbardziej się nada.


Royal Stone już opublikował album konkursowy, więc zapraszam do podziwiania prac uczestników i lajkowania ich :D

Przygotowałam dość obszerną fotorelację z procesu powstawania moich tulipanów, więc jeśli kogoś to interesuje to zapraszam:

Forma kielicha kwiatów przyszła mi do głowy, gdy przyglądałam się tulipanom, które dostałyśmy na Dzień Kobiet. Stwierdziłam, że zrobienie dwóch warstw po trzy płatki będzie akurat. Jednak na wszelki wypadek poszperałam w literaturze i okazało się, że mam całkowitą rację.

Przygotowałam więc szablon z papieru, który następnie przeniosłam na miedzianą blachę:


I wycięłam piłką, a w środku wywierciłam dziurki:


Wyrównałam brzegi pilnikiem, "wyprasowałam" blachę  plastikowym młotkiem:


Przyszła kolej na łodyżki. Przygotowałam gruby drut mosiężny i na końcach utopiłam spore kulki. Prawdę mówiąc pierwszy raz udało mi się zrobić kulki na mosiężnym drucie i co zaskakujące, zrobiłam to z łatwością (Dremelkiem). Nie wiem dlaczego do tej pory nie potrafiłam. Elementy kielicha potraktowałam młotkiem z kulką nadając im lekko wypukłą formę:


Do tej pory było łatwo. Pierwsze schody zaczęły się przy próbie połączenia kielichów. W otwory pośrodku płatków wsunęłam drut, ustawiłam dwie warstwy naprzemiennie i zlutowałam. Brzmi to prosto, jednak wcale łatwo nie było.
Kolejnym krokiem było przygotowanie listków. Wycięłam je z blachy mosiężnej. Potem potraktowałam podobnie jak płatki (pilnik, młotek), ale nie uwieczniłam tego na zdjęciach. Na koniec przylutowałam listki do łodyżek:


Złożyłam tulipany w bukiecik (dwa z listkami, jeden bez) i zlutowałam razem:


Teraz trzeba było dołączyć zapięcie. Z blachy mosiężnej przygotowałam duży liść, na którym będzie leżał cały bukiecik. Umocowanie zapięcia to był zdecydowanie najtrudniejszy etap całej operacji. Przede wszystkim nie byłam w stanie nagrzać blachy moim Dremelkiem i  musiałam sięgnąć po większy kaliber palnika. Następnie wzięłam zapięcie z brązu dedykowane do art clay. Tak wyglądało:

Jak widzicie w podstawie są dziurki. Postanowiłam je wykorzystać. W liściu wywierciłam też dziurki w odpowiednich miejscach, i przydrutowałam elementy zapięcia. Dopiero potem je przylutowałam, a wystające kawałki drutu odcięłam i spiłowałam. Pomysł może dość karkołomny, ale się sprawdził. Przede wszystkim znacznie ułatwił mi pozycjonowanie. Ten etap kosztował mnie tak dużo nerwów i czasu, że zapomniałam o robieniu zdjęć po drodze. Oto efekt końcowy (te czarne przebarwienia przy zapięciu to tylko cienie, więc na żywo wygląda to trochę lepiej):


Teraz już mogłam umieścić bukiecik w dużym liściu:


Pozostała tylko kokardka. Pierwotnie myślałam, że będzie ona zrobiona w technice wire-wrapping. Nawet taką zrobiłam, ale jakoś mi nie pasowała:


Zdjęłam więc ją. Udało mi się to zrobić w całości i prawie bezboleśnie, więc może ją wykorzystam do innego projektu. Tymczasem uformowałam i zlutowałam kokardkę z blachy miedzianej. Tu jeszcze nie oczyszczona:


Nasunęłam na łodyżkę, delikatnie przylutowałam i voilà:


Potem jeszcze czyszczenie, szlifowanie, polerowanie i bukiecik gotowy. Elementy miedziane potraktowałam bardzo delikatnie patyną do miedzi, która  w przeciwieństwie do oksydy nie czerni metalu tylko daje brązowy odcień.

Na koniec trochę szczegółów technicznych. Wykorzystałam blachę miedzianą i mosiężną grubości 0,3 mm i drut mosiężny o średnicy 1,2 mm. Wszystko lutowałam lutem srebrnym, trawiłam w kwasku cytrynowym. Przy tym projekcie bardzo dał mi się we znaki brak profesjonalnego wyposażenia warsztatu, ale dałam radę. Zajęło mi to ponad 18 godzin pracy w krótkich odcinkach, z długimi przerwami na wytrawianie.
Bardzo trudno robiło mi się też zdjęcia, bo broszka wypolerowana jest na wysoki połysk i stale miała jakieś niechciane odblaski.

środa, 12 kwietnia 2017

Wesołych Świąt!

Dziś wpadam tylko na chwilkę. Przede wszystkim chciałam życzyć Wam:



A poza tym mam komunikat dla chainmaillowiczów.
Niewiele nas zostało na placu boju. Piszecie, że nie macie czasu, że nie zdążycie. Jednak bez Was ta zabawa nie ma sensu. Dlatego mając nadzieję, że to jednak stan przejściowy postanowiłam trochę zmienić reguły gry. Niebawem żabka miała się pojawić przy lekcji 17, ale się nie pojawi, to znaczy jeszcze nie teraz. Uznałam, że Spiral to naprawdę fajny splot i szkoda by było, gdyby nie udało się Wam pokazać wszystkich swoich prac. Wiadomo - teraz mamy gorący czas - wiosna, Wielkanoc i co innego na głowie. Dlatego przedłużam czas trwania lekcji 16 na kolejny miesiąc. Tym samym macie czas na zaprezentowanie swoich spirali do 15 maja. Mam nadzieję, że dzięki temu przynajmniej nasz żelazny skład zdąży coś pokazać w tym temacie. Bo, jeśli nie, to chyba czas kończyć tę zabawę 😞

wtorek, 11 kwietnia 2017

Jeszcze jeden sposób na spiralę

Ostatnio jakoś nie mam czasu (ani chęci) by siadać do komputera. Zapału starcza mi na przejrzenie, co tam słychać w świecie, ale od klawiatury mnie już odrzuca. Jednak mimo pięknej pogody w miniony weekend mnie udało się jakoś przeziębić. Leje mi się z nosa, gardło boli i całe szczęście, że dzisiaj pada, bo przynajmniej nie mam wyrzutów sumienia, że się w wyrku wyleguję. Za to udało mi się obrobić kilka zdjęć, to pokazuję.
Jak już wspomniałam te spirale przyczepiły się do mnie i nie chcą się odczepić. 
Bardzo podoba mi się najprostsza spirala 4 in 1 i chciałam znaleźć jakiś sposób na to, by się ona nie rozkręcała. Tym razem postanowiłam wypróbować ogniwka z nieokrągłego drutu. Zakupiłam więc drut miedziany o przekroju prostokątnym i ukręciłam z niego trochę kółeczek. Uplotłam spiralę i... faktycznie się nie rozkręca. O, proszę:


Nawet mi się podoba ten sposób. Zasada jest podobna jak w przypadku 8 in 2, czyli kolejne ogniwa spirali musza opierać się większą powierzchnią na splocie niż zwykłe pojedyncze kółeczko. Jednak w tym "prostokątnym" wydaniu podoba mi się to zdecydowanie bardziej, jak w Double.


Mimo, że drut jest dość gruby, to splot nie wydaje się tak masywny, jak z podwójnych ogniwek.


Ogniwka wykonane są drutu o przekroju 1 x 1,5 mm, ich ID = 4,5 mm. Trudno powiedzieć jakie jest jego AR, bo jak to obliczyć? Spirala o podobnej gęstości wykonana tym samym splotem ze zwykłych ogniwek wymagała AR = 4. Trudno się je nawijało, bo drut nie powinien się skręcać, a bardzo miał na to ochotę.


Bransoletka wyszła dość cienka - jedyne 6,5 mm grubości. Jej obwód wewnętrzny to 17 cm, a waga 16,36 g. Czyli raczej dość niewielka. Splot nie jest ciężki, więc i na kolczyki by się nadał. Może kiedyś zrobię.


Ostatnio coraz częściej się waham, czy oksydować miedź. Zazwyczaj nie miałam najmniejszych wątpliwości i oksydowałam, ale w chainmaillu już nie zawsze mam tę pewność. Dlatego póki co zostawiam surową.


Niesamowicie błyszczy się w słońcu:


To moja kolejna i raczej już ostatnia praca na 16 lekcję. Mam wprawdzie na warsztacie zaczętą jeszcze jedną spiralę, ale na razie nie mam czasu jej skończyć. Jeszce tylko banerek:




środa, 5 kwietnia 2017

DNA

Dokładnie tak kojarzy się ten splot mojej córce. I muszę przyznać, że coś w tym jest. Faktycznie Inverted Spiral przypomina trochę spiralę DNA. A tak w ogóle to jest mój ulubiony slot spiralny. Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam go znowu. Pierwszy był mosiądz z miedzią, a tym razem - miedź ze srebrem, a właściwie też z miedzią, tylko posrebrzaną.


Jak widzicie zrobiłam bransoletkę. Jest dość gruba, bo ogniwka wykręciłam z 1 mm drutu (ID = 4,5 mm, AR = 4,5)).


Grubość spirali to 1 cm, a wewnętrzny obwód bransoletki to 18 cm. Jej waga = 22 g.


Tak więc, jak widać bransoletka jest dość spora, ale nie waży wiele. To dzięki temu, że Inverted Spiral jest splotem dość ażurowym.


Splot jest naprawdę świetny i plecie się go nadspodziewanie łatwo. Więcej na ten temat pisałam ostatnio - tutaj, więc nie będę się powtarzać. Polecam Wam go serdecznie. A teraz popatrzcie, jak miedź pięknie błyszczy się w słońcu:


Kolejną spiralą, jaką udało mi się wypróbować jest Spiral Wrap, czyli sposób na to, żeby najprostsza spirala 4 in 1 była łaskawa się nie rozkręcać. To splot z naszego banerka.


Zrobiłam więc kolczyki w kolorach takich samych, jak powyższa bransoletka. Nie jest to komplet, ale na upartego może za takowy robić.


Wrap to nic innego jak dwie identyczne spirale 4 in 1 złożone ze sobą i połączone na końcach.


Faktycznie się nie rozkręcają. Jednak przez to, że połączone są tylko na końcach, mogą się "rozczochrać" (a raczej rozdzielić), szczególnie kiedy zrobimy dłuższy odcinek. Dlatego na bransoletkę bym raczej tego sposobu nie polecała. Ale do kolczyków jest jak znalazł.


Spiralki powiesiłam na pasujących kolorystycznie biglach otwartych ze stali chirurgicznej z miedzianą kulką.


Te spiralki wyplotłam z ogniwek o parametrach: WD = 1 mm; ID = 4 mm; AR = 4. Mają one ok. 8 mm grubości i 3 cm długości, a całe kolczyki (razem z biglem) to 5 cm. Waga jednego kolczyka to 3,08 g. Czyli całkiem niewielkie.


Sprawiają wrażenie delikatniejszych od Double Spiral (8 in 2) o takiej samej grubości, mimo, że sam splot jest gęściejszy.


Spirale zawładnęły mną na całego i to nie jest jeszcze wszystko, co w tym temacie zdarzyło mi się wykonać, ale póki co udało mi się przygotować tylko te zdjęcia, więc reszta będzie następnym razem.
Zarówno bransoletka, jak i kolczyki wędrują oczywiście na 16 lekcję chainmaille:


No to zmykam do żabki 😁

sobota, 1 kwietnia 2017

Chainmaille zadanie 17

Oto kolejna z Waszych propozycji. A konkretnie to propozycja Bibi Blue, czyli:


Orbital, czy jak kto woli Orbit to grupa splotów charakteryzująca się podobną strukturą, mianowicie występują tu ogniwka "orbitujące" wokół splotu, czyli takie jakby nałożone na wierzch. Jest to klasyfikacja zaczerpnięta ze strony www.mailleartisans i proponuję, żebyśmy się tego trzymali.

Wariant orbitalny może występować jako modyfikacja właściwie dowolnego splotu. Dlatego nie podaję tu żadnych konkretnych nazw, czy tutoriali. Sami musicie wymyślić, co chcecie "zorbitować". W opisie pracy oprócz tych danych technicznych co zwykle powinna jednak znaleźć się nazwa (lub opis) splotu, który zdecydowaliście się wziąć w obroty.

I to właściwie wszystko. Reszta zależy już tylko od Waszej wyobraźni.

czwartek, 30 marca 2017

Podsumowanie smoczych łusek

Już za chwilę nowy miesiąc i nowa, 17 już lekcja, a tymczasem jestem Wam jeszcze winna podsumowanie lekcji 15. Temat był wymagający i widać to dobrze po efektach naszej pracy. Prac wpłynęło niewiele, ale za to jakie! Proszę, oto kolaż:


Zameldowaliśmy się na mecie w - można powiedzieć - stałym, czterosobowym składzie, ale akurat w tym przypadku jest to w pełni zrozumiałe. Dragonscale jak już napisałam wyżej, to splot bardzo wymagający i z pewnością nie nadaje się na początek nauki, ani nawet na powrót po przerwie. Dlatego tym razem nie będę narzekać, że tak nas mało.

Wydawać by się mogło, że splot ten nadaje się tylko na bransoletki, a tymczasem okazuje się, że niekoniecznie. Zachwycił mnie "łapacz koszmarów" Huberta. Zresztą bransoletka też nie musi być taka oczywista, co udowodniła Bibi Blue.

Zdjęcia mówią same za siebie, więc nie zamierzam dłużej przynudzać, powiem tylko, że poradziliście sobie z tym trudnym tematem śpiewająco. Myślę, że do Dragoncsale będziecie jeszcze wracać (pewnie jak czas pozwoli). A tymczasem temat następnej lekcji jest znacznie łatwiejszy, więc może będzie więcej prac do pokazania.

wtorek, 28 marca 2017

Nadal nie mogę zrozumieć...

... co ma wspólnego biskup z pięknem natury. Ale cóż, niezbadane są ścieżki, którymi błądzą myśli naszej Danutki.


A skoro tak, to nie było wyjścia, tylko trzeba się było brać za tego biskupa. Od razu muszę wyznać, że taki kolor nijak nie mieści się w zakresie moich ulubionych. Nie lubię ani różu, ani fioletu, więc próżno szukać czegoś podobnego w mojej szafie, czy mieszkaniu. No może w ogródku latem coś by się znalazło, ale też pewności nie mam.
A jednak w pudełkach z przydasiami udało mi się wygrzebać kamyczki w kolorze, który w 100% odpowiada moim wyobrażeniom na temat koloru biskupiego. Jest to "marmur ametystowy", który zakupiłam już chwilę temu, ale nie mogłam się zdecydować czy oprawić go w złoto (mosiądz) czy srebro (bright aluminium). Wyszło więc, że gdzie dwóch się bije... i oprawiłam go w beż (brąz). Na razie powstała tylko biskupia bransoletka, ale w planach są jeszcze kolczyki i wisiorek. Tyle, że w nich nie byłoby 50% koloru biskupiego, więc zostawiłam je na inną okazję (albo bez okazji).


Bransoletkę mam już gotową od dość dawna, ale stale nie mogłam się zabrać do zdjęć. W dodatku to wyjątkowo niefotogeniczny kolor i bardzo trudno jest uchwycić na zdjęciach prawdziwy odcień. Całe szczęście, że marzec ma aż 31 dni.
Bransoletka jest dość prosta. Taka forma pojawiła się już u mnie kilka razy. To kolejna bransoletka na gumce z elementem chainmaille.


Element chainmaille wykonałam z brązu, który ma kolor zdecydowanie beżowy i nadspodziewanie dobrze komponuje się z biskupim fioletem marmuru.


W odróżnieniu od moich poprzednich tego typu bransoletek jest on zdecydowanie delikatniejszy i mniejszy. W centrum mamy więc pojedynczy element Romanov z 6 mm kulką w środku, do tego duże kółka łączące go z resztą bransoletki. Cały element ma tylko niecałe 3,5 cm długości i 1,5 cm szerokości.


Część na gumce to 8 mm kulki marmuru. Jak zwykle w miejscach łączenia jej z częścią chainmaillową gumkę przeprowadziłam przez metalową osłonkę do linek, żeby się zbyt łatwo nie przetarła.


Bransoletka jest bardzo wygodna tak do zakładania, jak i do noszenia. Waży ok. 18 g, a jej wewnętrzny obwód (bez rozciągania) to 17,5 cm. Będzie pasowała na każdy (no, prawie) nadgarstek. Wydaje mi się dobrą propozycją na wiosnę, jeśli ktoś oczywiście lubi takie kolory.
Mam nadzieję, że Stefan podzieli moje zdanie i łyknie ją bez zadławienia.