Moi obserwatorzy

czwartek, 27 października 2016

Róże i fiołki

Dostałam ostatnio zamówienie na ukośnik. Tak dużego jeszcze nie robiłam.
Wiem, że dotarł już gdzie trzeba, więc mogę się wreszcie nim pochwalić. Powstał taki oto komplecik:



Naszyjnik to sznur na 24 koraliki w rzędzie, robiony z TOHO 11/0.


Przerobiłam ok. 230 rzędów, czyli najpierw musiałam nawlec prawie 5,5 tysiąca koralików, co daje jakieś 10 metrów. To mniej więcej tyle samo, co potrzebowałam do wykonania tego lariatu, tyle, że on był cały jednokolorowy, a tutaj wzór jest dość konkretny, sekwencja długa na 2150 koralików powtórzona ok. 2,5 razy. Za swój największy sukces uznaję fakt, że w nawleczonym sznurze nie było ani jednego błędu. Sama nie wiem jak to zrobiłam. 


Wzór znaleziony w internecie, a konkretnie tutaj i lekko zmodyfikowany do naszych potrzeb (głównie kolorystyka). Przedstawia on róże z fiołkami (lub jak kto woli z bratkami) na szarym tle.


Sznur ma 42 cm długości, jest spłaszczony i szeroki na 2,5 cm. Tu widać, że jest płaski:


Okazało się, że ciężko dobrać takie szerokie płaskie końcówki, ale ostatecznie udało mi się dopasować takie "krokodylki":


Końcówki te są zaciskane, ale na wszelki wypadek poprawiłam klejem.


Do kompletu powstały jeszcze kolczyki.


To kulki ukośnikowe z tych samych koralików. Wzór mojego autorstwa nawiązujący w mocno zredukowany sposób do wzoru na naszyjniku. Gdyby ktoś był chętny, to mogę się nim podzielić.
Starałam się zmieścić na nich wszystkie elementy wzoru, więc z każdej strony kulki wyglądają inaczej, można je sobie przekręcać w zależności od nastroju.



Gotowy naszyjnik ma 2,5 cm szerokości, 5,5 mm grubości i 45,5 cm długości + 3 cm łańcuszka przedłużającego. Jego waga to aż 60 g, z czego zdecydowana większość to koraliki. Mimo, że dość krótki, to jednak całkiem okazały:


Za to kolczyki są skromniutkie i naprawdę niewielkie. Średnica koralikowych kuleczek to tylko 1,8 cm, a długość całego kolczyka razem z biglem: 4 cm. Jako wypełnienie służą plastikowe kuleczki, dzięki czemu waga ich jest znikoma: tylko 3,7 g każdy.


A tak wyglądają razem:


Naszyjnik miał być płaski, co okazało się wcale nie tak oczywiste, jak mogłoby się wydawać. Szerokie ukośniki same mają tendencję do spłaszczania się, szczególnie w bransoletkach. Jednak to jest naszyjnik, który wygina się w innej płaszczyźnie jak bransoletka i pomimo, że szydełkowałam go na cieńszych niciach jak zazwyczaj (czyli znacznie luźniej), to po ułożeniu w łuk odrobinę się unosi. Co prawda wystarczy go lekko ręką przyklepać i już jest dobrze, ale mam nadzieję, że taka pacyfikacja trochę utrwali mu płaską formę.


Dla porównania tak wygląda "prawa" i "lewa" strona, albo jak kto woli wierzch i spód naszyjnika. Zdjęcia zrobione jeszcze przed zamocowaniem końcówek:


Ostatnio pokazałam kilka ukośników i Anita bardzo mnie namawiała, żebym któryś zgłosiła do zabawy u Reanji, czyli Kreatywnego Szydełka. Dałam się w końcu namówić i obiecałam, że ten na pewno zgłoszę. Nie uczestniczyłam w tej zabawie od początku, nie dlatego, że tematyka mi nie odpowiada, tylko raczej z obawy, że nie wyrobię z udziałem kolejnej zabawie. Jednak okazuje się, że nauka podzielona jest na większe bloki i można dołączyć do niej w każdej chwili, dlatego zdecydowałam się to jednak zrobić. Na razie na etap poświęcony szydełkowaniu z koralików. Miałam ochotę już na mochilę, ale zbyt późno wymyśliłam potencjalne przeznaczenie dla mojej mochili. Tak więc powstanie ona, ale poza terminem. Mam nadzieję Renatko, że mnie przyjmiesz na lekcje? To jeszcze banerek:


Jeszcze na koniec lista użytych kolorów koralików. Nie musicie tego czytać, to bardziej dla mnie i mojej sklerozy. Kiedy po latach wracam do jakiegoś wzoru, to tutaj najłatwiej jest mi znaleźć te informacje. Już nie raz z tego skorzystałam.
Kolory TOHO 11/0: Opaque-Frosted Gray, PFG Orchid, Ceylon Hot Pink, Ceylon Innocent Pink, Opaque Pine Green, Opaque-Frosted Mint Green, Higher-Metallic Grape, Inside-Color Rainbow Rosaline-Opaque Purple Lined, Inside-Color Crystal Wisteria-Lined i Opaque Sunshine.

Edit:
Okazuje się, że w grudniu Justyna (Klimju) ogłosiła dodatkowy etap sznurów koralikowych, a mianowicie kulki koralikowe, a ja go przegapiłam. Zorientowałam się kilkadziesiąt godzin przed zamknięciem żabki. Zdecydowanie zbyt mało czasu na zrobienie czegoś nowego. Ale przecież w ramach Kreatywnego Szydełka zrobiłam już te kulki. Może to trochę pójście na łatwiznę, ale postanowiłam je zgłosić do rundy dodatkowej. Jeśli dziewczyny uznają, że to niezgodne z zasadami to mnie wyrzucą i już.

poniedziałek, 24 października 2016

Podsumowanie 10 lekcji chainmaille

Zadając tę kombinację splotów: Euro + Persian, nie zdawałam sobie sprawy ile możliwości ona w sobie kryje. Owszem wydawało mi się, że ma w sobie potencjał, ale że aż taki?  Wystarczy popatrzeć na prace, które powstały:


Wygląda na to, że mimo początkowych obaw, połączenie to przypadło Wam do gustu, a już na pewno Ani i Hubertowi, którzy nie mogli skończyć ;) Ostatnią bransoletkę Hubert pokazał już po zakończeniu dyżuru żabki, jednak nie mogłam sobie odmówić umieszczenia jej w kolażu, a jeśli ktoś jej jeszcze nie widział to jest tu. Zaskoczył mnie tym splotem kompletnie :)
Dziewczyny: Dagmara i Bibi Blue niechcący wyplotły "Aligatora", choć wydawało im się, że to niedokończony "Smok".  Ja też dopiero przy tej okazji dowiedziałam się o istnieniu tego splotu (Aligatorback).

No właśnie. To może wymienię sploty, które udało się nam wykonać na te lekcję. To: Dragonback, Aligatorback, Elfweave, Elfsheet, ViperscaleB8FP (Sand Worm) i kilka wolnych wariacji na temat, których nazw nie udało się nam znaleźć, co wcale jeszcze nie znaczy, że nie istnieją. Jakby komuś jeszcze miało się to przydać, to nazwy splotów podlinkowałam do ich opisów na stronie M.A.I.L.

Wydaje mi się, że najlepszym podsumowaniem są zdjęcia, dlatego nie gadam już więcej, tylko zapraszam jeszcze raz do obejrzenia kolażu i przypominam o kolejnej lekcji, na którą jeszcze nie ma żadnych zgłoszeń.
Poza tym chciałam Wam uświadomić, że zbliżamy się do rocznicy. Może macie jakieś pomysły, jak to uczcić? Bo wydaje mi się, że wypadałoby, ale nic sensownego nie przychodzi mi do głowy.



piątek, 21 października 2016

Czarno-złoty komplet

Pamiętacie może jeszcze tę bransoletkę? Zrobiłam ją prawie półtora roku temu i tak sobie czekała na lepsze czasy. Niedawno okazało się, że idealnie pasowałaby pewnej Pani do kreacji na wesele i zamówiła do niej resztę do kompletu. Oczywiście zgodziłam się bez wahania i ... zonk. Okazało się, że potrzebne ogniwka mam na wyczerpaniu (wystarczyło na jeden kolczyk), a nigdzie nie mogę takich dostać! Owszem są srebrne i oksydowane, nawet złote by się znalazły, ale czarnych ni hu hu. Dobrze, że choć czasu było sporo. Ostatecznie ustało mi się dorwać w jednym sklepie reszteczkę. Dużo mniej niż bym chciała, ale na szczęście na to zamówienie starczyło - wyrobiłam je do ostatniego ogniwka.
Udało mi się zrobić taki komplet:


Biżuteria jest ciężka i masywna - zarówno wizualnie, jak i faktycznie. Ale właśnie taka miała być.


Komplet powstał z 10 mm kulek brązowego hematytu i czarnych ogniwek ze stopu żelaza. Są to przede wszystkim ogniwka o parametrach WD = 1 mm, OD = ok 6 mm. Wyplotłam z nich wiele elementów bizantyjskich (w sumie 46), z których część połączyłam w Romanova. Jako łączniki wykorzystałam ogniwka 10 i 8 mm.


O bransoletce napisałam już prawie wszytko tutaj, więc nie będę się powtarzać. 


Dodam tylko, że ma ona 18,5 cm długości (+ 2 cm łańcuszka regulacyjnego), ok. 2,5 cm szerokości i waży 50 g.


Następne powstały kolczyki. Miały być długie i ciężkie (oczywiście w ramach wytrzymałości ludzkiego ucha) i takie też są:


Na angielskich biglach ze stali chirurgicznej powiesiłam łańcuszki bizantyjskie długości 3 cm, a na ich końcach 10 mm kuleczkę hematytu.


Całe kolczyki mają wraz z biglem 6 cm długości (część wisząca 4,5 cm), 6 mm grubości i ważą po 5,5 g.


Naszyjnik to 3 elementy Romanov (takie same jak w bransoletce) zawieszone na łańcuszku z pojedynczych elementów bizantyjskich połączonych większymi (8 mm) ogniwkami.


Taka "ażurowa" forma miała na celu zmniejszenie docelowej wagi naszyjnika, ale i tak  wyniosła ona prawie 55 g, przy długości 52,5 cm (+ 3,5 cm łańcuszka regulacyjnego).


Na kółeczkach łączących elementy Romanov umieściłam kilka metalowych czarnych kuleczek, podobnie jak w bransoletce, ale tutaj są one trochę większe i tylko po jednej stronie.


Mam nadzieję, że pomimo swojego ciężaru naszyjnik nie będzie się przekręcał na szyi.


Podobno kolory czarny + złoty to najmodniejsze zestawienie tej jesieni, więc będzie jak znalazł.

wtorek, 18 października 2016

Bizantyjski paw

Nasza Danutka wymyśla nam coraz trudniejsze tematy wyzwań w Cyklicznych Kolorkach. Tym razem jest to pawie oczko. Aż strach pomyśleć, co zaproponuje nam w listopadzie.


Początkowo miałam wielką pustkę w głowie. Jako, że ja całkowicie niekarteczkowa jestem, to od razu wiedziałam, że musi to być coś z biżuterii. Tylko co? Jednak kiedy trochę bardziej wgłębiłam się w temat, to okazało się, że możliwości jest wręcz za dużo. Zdecydowanie najłatwiej byłoby zrobić pawie oczko z sutaszu, ale to raczej nie moja technika, więc odpadło w przedbiegach. No to może z koralików? Kuszące, ale jakby zbyt oczywiste.  Wire-wrapping? Miałam nawet ciekawy pomysł, ale ostatecznie wybrałam opcję najmniej oczywistą i jednocześnie najtrudniejszą czyli chainmaille. Ale wcale nie wykluczam, że wersja wrappkowana też kiedyś powstanie, bo mnie kusi.
Ale póki co jest chainmaillowa.


Chciałam oprócz zestawu kolorów zachować, przynajmniej z grubsza również formę "oczka". Wybrałam więc kolory i zaczęłam budować pawie oczko wokół niebieskiego hematytu. Nie miałam żadnego konkretnego projektu, tylko bardzo ogólną wizję. Ale u mnie to raczej standard.


Myślałam, że połączę różne sploty, lecz po wielu próbach i eksperymentach okazywało się, że na każdym etapie najlepiej wygląda Byzantine. Ale to w sumie pasuje, bo zarówno pawie oczko, jak i Bizancjum kojarzy mi się głównie z przepychem i bogactwem. No to zrobiłam bizantyjskiego pawia.


Pierwszy eksperyment wyszedł dość sporych rozmiarów, dlatego skończył jako wisior.


I tak w środku jest 10 mm kulka niebieskiego hematytu, który sam w sobie jest już trochę pawi, bo nie jest to całkiem jednolity kolor. Otacza go wianuszek wykonany splotem bizantyjskim z drobnych aluminiowych ogniwek (z drutu 0,8 mm) w dwóch odcieniach niebieskiego: Royal Blue (ten ciemniejszy) i Sky blue (jaśniejszy). No to trzy niebieskie już mamy. Teraz przyszła kolej na jasny brąz. Potraktowałam temat dosłownie i kolejna warstewka powstała z brązu. Najpierw niebiesko-niebieski wianuszek rozpięłam na brązowej obręczy, a potem dopięłam do niej jeszcze jeden wianuszek splotem bizantyjskim, ale z ogniwek trochę grubszych (z 1 mm drutu). To dało mi już rozetkę o średnicy 4 cm, więc stwierdziłam, że tyle wystarczy. Z koloru zielonego zrobiłam już tylko "frędzelki". Ogniwka aluminiowe w kolorze Green i oczywiście splot bizantyjski. Jeszcze krawatka w kolorze KC Gold i wisior gotowy.


Wydaje mi się, że ostateczna forma choć trochę przypomina pawie oczko.
Kiedy skończyłam wisior myślałam, że na tym poprzestanę, ale akurat nie było warunków do zrobienia zdjęć, więc i publikację musiałam odłożyć w czasie. A jak mam za dużo czasu na myślenie to wymyślam. No i wymyśliłam kolczyki.


To mocno zredukowana wersja wisiora. Jednak kolory występują wszystkie w komplecie. Mała (4 mm) kulka hematytu + Romanov niebiesko niebieski spięty brązem + u dołu 1/2 Byzantine z brązu + 1 element Byzantine zielony + sztyfty z kulką KC Gold.


Wisior jest całkiem spory: ma 7,7 cm długości (razem z krawatką) i 4 cm szerokości (w najszerszym miejscu). Jego waga też jest niczego sobie bo to aż 17 g.


Za to kolczyki są niewielkie. 4 cm długości (razem ze sztyftem) i 1,3 cm szerokości w najszerszym miejscu. Każdy waży 2,3 g (razem z zatyczką), czyli nie są zbyt ciężkie.


Mam jeszcze jedną zagwozdkę. Nie wiem czy pawi wisior będzie lepiej wyglądać na łańcuszku, czy może na rzemyku, a może na czymś całkiem innym? Doradźcie coś.

na niebieskim dość grubym rzemyku?

na zielonym znacznie cieńszym rzemyku?

na łańcuszku w kolorze KC Gold?

Mam nadzieję Danusiu, że moje pawiki zadowolą zarówno Ciebie jak i Stefana.
Jeszcze o moim stosunku do pawich oczek. Wzór ten jak dla mnie jest raczej zbyt wypasiony i nie mam go nigdzie w swoich zasobach. Całkiem inaczej sprawa wygląda z kolorystyką. Wszystkie występujące w nim odcienie zaliczają się do moich ulubionych w dodatku we wszystkich możliwych zestawieniach. Jednak chyba pierwszy raz zdarzyło mi się zebrać je wszystkie w jednym i podoba mi się to.


Na koniec jeszcze mam dla Was namiar na kilka niesamowitych pawich inspiracji, które ukazały mi się wczoraj rano: tutaj.

poniedziałek, 10 października 2016

Chainmaillowa spinka

Dziś chciałam Wam pokazać coś, co chodziło za mną już od dłuższego czasu, ale dopiero niedawno przybrało bardziej konkretną formę. Otóż może już wiecie, że mam wielką słabość do spinek do włosów. Używam ich właściwie non stop i traktuję jako element biżuterii. Mam już całkiem sporą kolekcję takich wykonanych własnoręcznie, w różnych technikach, ale chainmaillowej jeszcze nie miałam. To znaczy do teraz, bo już mam. Oto ona:


Spinka doskonale wpisuje się w temat lekcji nr 10, a że czas już dobiega końca, to szybciutko ją pokazuję.


Zastosowałam splot, który nie jest żadnym konkretnym, to raczej kompilacja stworzona specjalnie na potrzeby tego projektu. Punktem wyjścia była standardowa baza do spinki automatycznej.


Początkowo myślałam o Persian Dragonscale lub Dragonback, ale w żaden z tych splotów nie byłam w stanie zmieścić płytki bazy spinki, dlatego musiałam je co nieco zmodyfikować. Podejść i przymiarek było sporo, aż w końcu udało mi się osiągnąć zamierzony efekt.


Całą spinkę wykonałam z ogniwek ze stopu żelaza w kolorach srebrnym i miedzianym o grubości WD = 1 mm.


Boki spinki to 3/4 Persian (pośrodku) i HP 3 in 1 (po bokach), wykonane w 7 mm ogniwek. Oczywiście w wersji prawej i lewej. Taka kombinacja była konieczna aby zachować funkcjonalność zapięcia nie zasłaniając zbytnio zawiasu i zatrzasku spinki.


Krawędzie połączyłam splotem europejskim odrobinę mniejszymi ogniwkami, bo 6 mm - u góry i częściowo pod spodem. Tak wygląda brzuszek ze zdemontowanym zapięciem:


Na końcach wykonałam takie "kieszonki".


Całe "ubranko" jest dość dopasowane, dzięki czemu nie musi być w żaden sposób połączone z bazą, a tylko ją otacza.


Wielokrotnie zmieniałam układ kolorów, aż w końcu osiągnęłam efekt, który mnie zadowolił.


Spinka jest niewielka (1,4 x 8 cm), ale swoje waży (prawie 19 g). Na szczęście na głowie nie ciąży za bardzo.


Wczoraj wspominałam, że robię kilka większych projektów. Dopiero co zdjęłam z drutów chustę, a teraz walczę z takim oto bałaganem:


Jednocześnie robię też coś z ogniwek. Więc pewnie znowu zniknę co najmniej na tydzień.