Moi obserwatorzy

sobota, 31 grudnia 2016

Podsumowanie świątecznych chainmailli

Wprawdzie miało mnie już nie być w tym roku, ale przecież zapomniałam o podsumowaniu naszych świątecznych plecionek.
Dlatego dziś bez zbędnych słów szybki kolażyk:


Jak widzicie wszystkie prace zawisły na choince 😜
Oprócz ozdób typowo choinkowych mamy tu też trochę świątecznej biżuterii. Wszystkie prace można obejrzeć z bliska korzystając z żabkowych linków pod tym postem.
Przyznam się Wam, że w grudniu byłam tak zakręcona, że mało brakło, a zapomniałabym dodać swojej pierwszej pracy do żabki. Zrobiłam to dopiero w ostatniej chwili.

Dzisiaj też nie będę zawracać Wam głowy podsumowaniami, bo pewnie nikt nie ma na to czasu ani głowy. Kolaż prac w zupełności wystarczy. A już jutro zapraszam na kolejną lekcję.

Tymczasem bawcie się dobrze w Sylwestra 😊

środa, 28 grudnia 2016

Zasypało na biało...

Na początku chciałam Wam bardzo podziękować za wszystkie życzenia jakie dostałam od Was w komentarzach. Wybaczcie, że nie odpowiadałam na na nie na bieżąco, ale przez ostanie dni nie miałam nawet siły otworzyć laptopa. Ale już wracam na stare tory, więc do rzeczy.

Niestety natura znowu zafundowała nam Święta "po wodzie", a co to za Święta bez śniegu? Ten, który Wam dzisiaj pokażę na pewno nie stopnieje.
A wszystko przez Danutkę, która zażyczyła sobie na grudzień "roztańczoną śnieżynkę":


I całe szczęście, bo gdyby miał to być jakiś inny temat, to chyba musiałabym się poddać. Ostatnie dwa miesiące mijającego roku minęły mi pod znakiem szydełkowych ozdób na choinkę i to w wymiarze znacznie obszerniejszym, jak początkowo przypuszczałam. A dwie trzecie grudnia spędziłam dziergając to, co za chwilę zobaczycie. Tak więc nie będę oryginalna i znowu pokażę prawie to samo co ostatnio.
Moja koleżanka, kiedy zobaczyła jak dziergam swoje bombki przypomniała sobie, że kiedyś zamarzyła się jej choinka cała w szydełkowych białych aniołkach. Skończyło się na zamówieniu na 20 aniołków i 20 śnieżynek. Musiałam ostro przyspieszyć, żeby zdążyć zdążyć z nimi do Świąt. Skończyłam na czas, a czemu pokazuję je dopiero dzisiaj? Bo bardzo zależało mi na tym, żeby zaprezentować je w miejscu docelowym, czyli na choince. Wczoraj dostałam zdjęcia:


Aniołki miały być całe białe, mocno usztywnione i wszystkie jednakowe. Jednak trudno jej było zdecydować się jakie mają mieć skrzydełka, dlatego ostatecznie są ich dwa rodzaje. Spódniczki są identyczne u wszystkich. Oto cała armia:


I z bliska. Aniołek nr 1:


i nr 2:


Do tego miały być śnieżynki. Również całe białe i wszystkie jednakowe. Proszę jak zaśnieżyło:


I jeszcze z bliska:


Wzór na śnieżynkę i pierwsze ze skrzydełek podprowadziłam od Efkiraj. Dziękuję Ewuniu. Drugie skrzydełka znalazłam gdzieś na Pintereście, a reszta to już moja radosna twórczość. 
Jeszcze jedno zbliżenie na choinkę:


Powinnam jeszcze napisać coś na temat mojego stosunku do bieli. Nie jest to mój ulubiony kolor, na co dzień zdecydowanie wolę cieplejsze odcienie jak ecru lub krem (nawet jeśli jest to tylko niewielki dodatek), ale na zielonym igliwiu choinki żaden kolor nie prezentuje się tak dobrze jak śnieżna biel.
Danusiu, mam nadzieję, że Stefan jeszcze nie ma niestrawności i przełknie kolejną porcję ozdób choinkowych. Jako pierwsze zamieściłam zdjęcie całej choinki, ale jeśli uznasz, że za mało widać na nim moich "śnieżynek" to wybierz inne do kolażu.

To już mój ostatni post w tym roku, dlatego chciałam życzyć Wam wszystkim:

(grafika pochodzi stąd)

Do zobaczenia "za rok"!

wtorek, 20 grudnia 2016

Ozdób choinkowych ciąg dalszy

Ostatnio trochę zniknęłam. Rzadziej zaglądam zarówno na swojego, jak i na Wasze blogi. Dziś pokażę winowajcę (a raczej winowajców). Tak się złożyło, że od jakichś dwóch miesięcy praktycznie nie rozstaję się z szydełkiem. Początkowo dlatego, że szydełkowanie okazało się najlepszym sposobem na jesienną chandrę. Kompletnie nic mi się nie chciało, ale musiałam zająć czymś ręce, żeby nie zwariować. Dlatego zaraz po zakończeniu tego naszyjnika zmieniłam szydełko na trochę grubsze i tak powstawały bombka za bombką. Fajna robótka, da się skończyć na jednym filmie, nic nie zostaje na jutro, a jutro... kolejna, itd. W pewnym momencie okazało się, że zainteresowanie tego typu wyrobami jest na tyle duże, że musiałam zwiększyć intensywność produkcji. Całe szczęście, że na początku zainwestowałam w sprzęt. Znalazłam swój "fason" szydełka i zaopatrzyłam się w prawie kompletny zestaw rozmiarów od 0,6 do 2 mm. Zbiorczo cena robiła wrażenie, ale powiem Wam, że było warto. Mimo takiej intensywności szydełkowania mój nadgarstek nic nie protestuje, co do niedawna było nie do pomyślenia. Jednak odpowiednia jakość narzędzi pracy to podstawa.

Dziś w dużym skrócie przedstawię Wam kolejną porcję ozdób choinkowych. 
Tradycyjnie szydełkowe bombeczki robi się zazwyczaj białe, ale ja poeksperymentowałam też trochę z kolorem. Oprócz ecru/beżowych, które już pokazywałam zrobiłam też trochę bardziej barwnych. O takich:


Moja rodzinka stwierdziła, że na stojaczkach ciekawiej wyglądają kolorowe, dlatego jeśli jeszcze jakieś powstaną, to tylko z tych większych. Bombki przeznaczone do powieszenia na choince jednak lepiej prezentują się białe (a przynajmniej jasne).
Ostatnio pokazałam część wzorów, pozostał jeszcze mój ulubiony. Dobrze wygląda zarówno w klasycznej bieli, jak i w kolorze. To dość duża bombka, jej średnica to 11-12 cm (w zależności od zastosowanych nici). Zrobiłam jej kilka wersji:


Kończąc temat dużych bomb pokażę jeszcze jedną. Największą.


Wzór jest śliczny, ale bardzo pracochłonny (jeden wieczór nie wystarczył). Tę zrobiłam z cienkiego kordonka Muza 20, a ma ok. 15 cm średnicy. Gdyby zrobić taką z np. Maxi, to byłoby to już 20 cm, a z Muzy 10 jeszcze więcej. Można też zrobić inny wariant łączenia połówek, na gęsto, wtedy byłaby trochę mniejsza, ale taka jest ładniejsza.

I jeszcze cała armia małych białych, takich do zawieszenia na choince (na zdjęciu tylko niewielka część z nich):


Oprócz bombek zrobiłam jeszcze kilka dzwoneczków:


Choineczki:


I świderko-sopelki, takie jak w zeszłym roku:


Jednak okazało się, że największe powodzenie mają aniołki. Zrobiłam już ich ze czterdzieści, ale na mojej choince żaden z nich nie zawiśnie. No chyba, że zdążę zrobić jeszcze jakiegoś, co jest raczej wątpliwe, bo ile razy wydaje mi się, że już skończyłam, słyszę coś w rodzaju: "a można by jeszcze 6 aniołków?". Oto część mojej aniołkowej produkcji:



Długo kombinowałam jak te bombki opakowywać, żeby było szybko, łatwo, ładnie i praktycznie. W efekcie opracowałam metodę na opakowania z celofanu, które spełniają wszystkie te warunki i nawet jeszcze jest miejsce na naklejenie "metki":



Do ich produkcji wykorzystałam próżniową zgrzewarkę do folii, oczywiście korzystam tylko z funkcji zgrzewania, bez odpompowywania powietrza ;) A duże bombki na stojakach pakuję w rękaw do pieczenia, który "zgrzewam" przy pomocy żelazka.
Co Wy na to?

Wszystko wskazuje na to, że przed Świętami nie uda mi się już tu zajrzeć, dlatego już teraz chciałam życzyć Wam wszystkim:


Przed końcem roku na pewno jednak się jeszcze pokażę, bo przecież muszę w końcu zaprezentować moje "roztańczone śnieżynki", które już dawno gotowe czekają tylko na publikację. No i trzeba będzie nadrobić wszystkie zaległości tutaj, gdzie sporo komentarzy czeka na odpowiedź i u Was, gdzie mimo wszystko staram się cały czas zaglądać, ale tylko przez komórkę, wieczorkiem zamiast książki do poduszki, więc o pisaniu czegokolwiek mowy nie ma. Więc: Do zobaczenia!

czwartek, 15 grudnia 2016

Na ostatnią chwilę

Jak już wspominałam oprócz choinkowych kolczyków powstało jeszcze co nieco innych świątecznych chainmailli. Miałam pomysł taki, żeby zrobić sobie jakąś małą choineczkę (choćby z kartonu) i zawiesić na niej miniaturowe chainmaillowe ozdoby. Miałyby one wszystkie być na karabińczykach lub tp, żeby mogły służyć również w innych celach, np. jako zawieszki do torebki, czy kurtki. Może jeszcze uda mi się zrobić taką choinkę, może nawet przed Świętami, ale na pewno do żabki już z tym nie zdążę. Dlatego dziś na szybko pokazuję te ozdoby, które udało mi się do tej pory wykonać.


Tak się jakoś złożyło, że w tym miesiącu jestem zdecydowanie do tyłu i w dodatku we wszystkim, co sobie umyśliłam uprzedza mnie Hubert. Najpierw szyszki, potem gwiazdki... Ale i tak pokażę Wam moje.
Zacznę od szyszuni. Jak już pisałam jest tylko jedna, bo brakło mi ogniwek, a uparłam się na właśnie taką kolorystykę.


Swoje poszukiwania szyszki idealnej rozpoczęłam od takiego samego zestawu ogniwek (rozmiarów znaczy się), jakich używałam do bransoletek ze smoczej łuski (choćby tych) i okazało się, że dalej już szukać nie muszę, bo właśnie znalazłam :) Są to ogniwka ze stopu żelaza WD = 1 mm w rozmiarach (OD) = 8 i 6 mm. W przypadku mojej szyszki te większe są w kolorze miedzi, a mniejsze złotym.
Ciekawe zjawisko: kiedy pokazywałam ją rodzinie, to prawie wszyscy od razu zobaczyli w niej szyszkę oprócz mojej średniej córki. Ona najpierw zobaczyła smocze jajo, a dopiero potem szyszkę. Cóż, wzór ten występuje w sieci pod tymi właśnie dwoma nazwami: Pine Cone i Dragon Egg.
Szyszunia pojawi się jeszcze u mnie pewnie nie raz, ale to już na pewno po Świętach.


Szyszka jest niewielka ma ok 2 cm długości i 1,7 cm średnicy.

Teraz kolej na gwiazdki.
Pierwsza powstała taka okazała z przeznaczeniem na czubek choinki. Wzór podpatrzyłam gdzieś w czeluściach internetu. Muszę przyznać, że na ekranie wyglądała lepiej niż w realu. Może rozmiary ogniwek nie są idealnie dobrane, ale czas (a raczej jego brak) nie pozwolił na dłuższe poszukiwania.


Wykorzystałam do niej najmniejszy rozmiar akrylowych kolców (22 mm) i ogniwka metalowe w rozmiarach: WD = 1,2 mm, OD = 12 mm oraz WD = 1 mm, OD = 10, 8 i 6 mm. Wzór to bardzo wolna interpretacja Byzantine.
Cała konstrukcja jest odrobinę zbyt luźna, ale z posiadanych aktualnie zasobów nic lepszego nie zrobię.
Rozpiętość tej gwiazdy to ok. 5,5 cm.

Kolejne gwiazdki to już prawdziwe miniaturki. Te również powstały na bazie splotu bizantyjskiego, ale tu jest to już znacznie lepiej widoczne. Zrobiłam dwa wzory, które różnią się tylko sposobem zamocowania ostatnich ogniwek. W obu przypadkach zaczynamy od pięciu połówek Byzantine zamkniętych na większym centralnym ogniwku.
W pierwszym z nich w środek każdego elementu półbizantyjskiego wpinamy jeszcze jedno trochę większe ogniwko, które tworzy czubek ramienia gwiazdki:
Zrobiłam dwie wersje: "żelazną": WD = 1 mm, OD = 7, 6 i 5 mm.


Ta gwiazdka ma ok 18 mm.


I drugą kolorową: WD = 1 mm, OD = 6 mm + WD = 0,8 mm, ID - 2,8 mm + WD = 1 mm, ID - 3,6 mm.


Gwiazdka mniejsza, ok 15 mm.


Drugi wzór to ten sam, który pokazał Hubert. Tutaj ostatnie ogniwko (lub dwa, jak u mnie) spina ze sobą dwa sąsiednie elementy bizantyjskie. Gwiazdki idealnie trzymają kształt. Moje są w całości wykonane z amerykańskich aluminiowych ogniwek. W środku WD = 1,2 mm, ID = 6,65 mm; a cała widoczna część to WD = 0,8 mm, ID = 2,8 mm. Gwiazdeczki malutkie: raptem 17 mm. Kolorki świąteczne:


Jak choinka, to oczywiście nie mogło zabraknąć też bombki.


Najmniejszą z możliwych szklaną bombeczkę oplotłam zbrojką z Euro 4 in 1. Ogniwka to: WD = 0,75; OD = 5,15; ID = 3,65; AR = 4,86; kolor srebrny.
Na dole wszystkie ogniwka złapałam w jedno większe (8 mm), a u góry zrobiłam dodatkowy rządek splotem Euro 6 in 1. Pasuje jak ulał. Średnica ubranej bombeczki to 2,5 cm.

Spróbowałam też zrobić wianuszek, taki jak na banerku. Nawet zrobiłam, ale nie jestem z niego zadowolona. Mimo wszystko go pokażę:


Jest to po prostu kawałek splotu Helm połączony w kółko, do tego dopięta "kokardka". Niestety ten zestaw ogniwek użytych przeze mnie jest trochę zbyt luźny i  wianuszek nie trzyma kształtu. Niby żaden problem, ale nie starczyło mi czasu na dalsze poszukiwania.

Jeszcze na koniec zdjęcie rodzinne na choince zastępczej. Kiedyś były etykiety zastępcze (pamiętacie?), to ja mam choinkę zastępczą ;)


No i oczywiście banerek lekcji 12:



piątek, 9 grudnia 2016

Świąteczne chainmaille

No i wszystko jasne. Zacznę od banerka:


Kiedy zadawałam ten temat miałam tysiące pomysłów. Ale jak to zwykle w takich przypadkach bywa życie pokazało mi gest Kozakiewicza. Nagle okazało się, że do końca lekcji został już tylko tydzień, a ja jeszcze nawet nie wyciągnęłam ogniwek z pudełka. Uznałam, że zgłaszanie "np" byłoby jednak bardzo nie na miejscu, więc odłożyłam na jeden dzień szydełko i złapałam za szczypce. Oczywiście większości pierwotnych pomysłów nie uda mi się zrealizować, ale coś tam zrobiłam. Z założenia pierwsza miała być szyszunia, tym bardziej, że to właśnie ona natchnęła mnie do takiego tematu lekcji. Miałam nawet zgłosić ją na listopadowe "Dębowiaczki" u Danutki, ale okazało się, że ogniwek, które sobie umyśliłam mam kompletną reszteczkę i starczyło tylko na jedną jedyną małą szyszunię. Co prawda wyszła za pierwszym podejściem tak jak chciałam, ale jedna to trochę mało, tym bardziej po tym co pokazał Hubert. Dlatego szyszunia jest, ale czeka na lepsze czasy, obiecuję, że kiedyś ją pokażę.
Było też kilka innych eksperymentów - bardziej lub mniej udanych, ale nie mam kiedy rozłożyć się z całym majdanem fotograficznym, więc tak na szybko wyszłam na taras i cyknęłam kilka fotek zanim mi ręce nie zamarzły - tylko jednym kolczykom. Reszta będzie później. Kiedy? Nie wiem.

Postanowiłam temat potraktować z przymrużeniem oka i wyplotłam takie kolczyki - choinki:


Zrobiłam je splotem japońskim 12 in 2.


Jakiś czas temu wynalazłam w jednym z polskich sklepów kilka kolorów aluminiowych ogniwek. Kto ma moja listę sklepów, to się pewnie domyśli który to sklep. Cena mocno odstraszała, więc długo się na nie czaiłam. W końcu jednak postanowiłam spróbować. Myślałam, że będą to takie ogniwka, jak te "amerykańskie", których zapasy w zastraszającym tempie mi się kurczą. Jednak rzeczywistość zweryfikowała moje nadzieje dość brutalnie. Okazało się, że wycięte są bardzo niestarannie (co widać na zbliżeniach) z tak miękkiego drutu, że można je zaginać w palcach. Pamiętacie, jak cieszyłam się, że odkryłam kolorowe druty do alu deco (tutaj) i jak ze smutkiem stwierdziłam, że do ogniwek to one jednak się nie nadają bo są za miękkie (tutaj)? No to właśnie z takiego drutu są te ogniwka. Przeleżały sobie u mnie trochę, bo biżuterii przecież z takich nie zrobię. Na szczęście mam kolory: zielony, czerwony i czarny, czyli na ozdoby świąteczne jak znalazł. Z tych właśnie ogniwek (głównie zielonych) jest kanwa choinki.


Ich parametry to: WD = 1 mm; OD = 7,25 mm; AR = 5,25. Połączyłam je małymi amerykańskimi ogniwkami (WD = 0,8 mm; ID = 2,8 mm; AR = 3,5) w kolorach czerwonym i złotym. Ułożyłam je tak, aby złoty układał się na kształt łańcucha, nie wiem, czy jest to widoczne. Pień jest czarny. Na czubku umieściłam jeszcze hematytową gwiazdkę i całość zawiesiłam na angielskich pozłacanych biglach.


Choinki są dość wiotkie, ale w zwisie sprawują się całkiem dobrze i nie odwijają się zbytnio.


Jeszcze tylko wymiary. Długość samej choinki bez czubka to prawie 3,5 cm; z gwiazdą to już 5 cm; a z biglem to ponad 7 cm. W najszerszym miejscu ma 3 cm szerokości.
Waga jednego kolczyka to niewiele ponad 2 g.


Na dziś to tyle. Wiem, zdjęć niewiele i w dodatku kiepskiej jakości. Ale muszą wystarczyć. Pozostałe ozdoby pokażę na pewno, ale nie wiem czy zdążę przez 15-tym, żeby je żabce rzucić na pożarcie. Szyszunia otrzyma towarzystwo jak tylko uda mi się zdobyć odpowiednie ogniwka, choć nie wiem jak to z tym będzie, bo moje ulubione źródełko wyschło :( W razie czego pozostaje drut i piłka ;)

czwartek, 1 grudnia 2016

Chainmaille zadanie 13

Niniejszym rozpoczynamy drugą klasę, a właściwie drugi rok nauki.

Coraz trudniej wymyślać mi kolejne tematy do przerobienia. Miałam ochotę ten drugi rok rozpocząć z przytupem, ale w końcu stwierdziłam, że teraz chyba nikt nie ma czasu na bardzo trudne zadania i spuściłam trochę z tonu. Na trudne zadania przyjdzie jeszcze czas, a tymczasem proponuję:


Temat dość rozległy. Kilka prac z tej grupy już zresztą się u nas pojawiło.
Na banerku mamy jeden z podstawowych splotów celtyckich, czyli Celtic Vision. Taką bransoletkę pokazała już kiedyś Ania przy okazji Helm'a, zresztą razem z gwiazdkami Celtic Star. Oto one:


Celtic Vision to po prostu Helm Chain z dodatkowymi małymi ogniwkami spajającymi splot po bokach. To właśnie te ogniwka stanowią znak rozpoznawczy splotów celtyckich. Tutorial znajdziecie tutaj.

Nie znalazłam żadnej konkretnej definicji tej grupy splotów, ale też nie szukałam, bo niespecjalnie miałam kiedy. Więc jeśli ktoś z Was się na nią gdzieś natknie to mam nadzieję, że podzieli się tą wiedzą z resztą.

Drugim ciekawym wariantem jest wspomniana Celtic Star. Można powiedzieć, że to kawałek Celtic Vision spięty w kółko. Mnie też zdarzyło się kiedyś takie popełnić:


Poza tym możecie spotkać celtycką wersję splotu bizantyjskiego, filigrany, labirynty i mozaiki. Oczywiście to nie wszystko. Ale resztę musicie znaleźć już sami. Podejrzewam, że nie będziecie mieć z tym większego problemu i mam nadzieję, że jak zwykle uda się Wam mnie zaskoczyć.

No to zapraszam na poszukiwania, a od 15-ego do żabki :)


wtorek, 29 listopada 2016

Podsumowanie Not Tao

Znowu się spóźniam. Przepraszam. Mogłabym zwalić winę (przynajmniej po części) na Bibi Blue, która miała zrobić nowe, lepsze zdjęcia swojej bransoletki, ale ona opublikowała je już tydzień temu, więc nic z tego. Tak czy inaczej udało mi się znowu zdążyć przed końcem miesiąca, czyli jest jakiś sukces.

Najpierw kolaż:


Jak widzicie dość skromny tym razem. Czworo uczestników, sześć prac.
Z każdą kolejna lekcją jest nas coraz mniej. Mam nadzieję jednak, że ta tendencja się w końcu odwróci.

A póki co można powiedzieć, że idziemy nie na ilość, a na jakość. Nawet nie spodziewałam się, że z tego splotu mogą powstać tak piękne i różnorodne prace. A jednak... Sami widzicie. Mamy więc formy pojedyncze, trójkątne, łańcuchowe, a nawet przestrzenne.

Jakoś nie mam weny ani czasu, żeby się za bardzo rozpisywać. Wystarczy spojrzeć na kolaż i wszystko jasne. Przypominam, że każdą z prac można obejrzeć dokładnie tutaj korzystając z żabich linków pod postem z tematem lekcji 11.

A teraz biorę się za przygotowanie tematu kolejnej 13 już lekcji. Chyba, że już się Wam znudziło?

poniedziałek, 28 listopada 2016

Dębowa gąsieniczka

Podejrzewam, że część z Was już po przeczytaniu tego tytułu wie, co zamierzam dziś pokazać, ale z pewnością nie wszyscy, więc wypadałoby to wyjaśnić. Przygotowałam pracę "zbiorczą" na dwie zabawy blogowe, czyli na "Cykliczne Kolorki" i "Kreatywne Szydełko". Regulaminy dopuszczają takie łączenie, więc skwapliwie korzystam.
Ale zanim przejdę do prezentacji to muszę zapytać: KTO UKRADŁ LISTOPAD? Przecież dopiero co odwiedzaliśmy groby na Wszystkich Świętych, a tu już za chwilę grudzień? Też macie wrażenie, że ktoś złośliwie grzebie przy kalendarzu?
W dodatku miałam koszmarny tydzień. Padła mi zmywarka. Już od jakiegoś czasu przechodziła przez okres buntu, jak przystało na nastolatkę, ale w czwartek odmówiła współpracy definitywnie. Musiałam w trybie pilnym udać się do sklepu (a nawet kilku) i zakupić nową. Dałoby się to jeszcze jakoś przeżyć, gdyby nie fakt, że to był Czarny Piątek! Na wyjazd z jednego z centrów handlowych czekałam pół godziny w kolejce. W dodatku sprzęt zakupiony w piątek mogą dostarczyć "już" we wtorek. Przecież nie przeżyję pięciu dni bez zmywarki! To nie tylko kwestia wygodnictwa. Jako alergik nie toleruję większości preparatów do mycia naczyń (przynajmniej na dłuższą metę). Po pięciu dniach ręcznego mycia garów przez kolejne dwa tygodnie doprowadzałabym dłonie do stanu używalności, a na to niezbyt mogę sobie pozwolić. Na szczęście mam duże auto, a zmywarka tony nie waży, więc udało się nam ją przywieźć i zainstalować już w sobotę. Żeby jednak mi nie było za dobrze, to przy jej ustawianiu rozleciał mi się mój ulubiony zegarek😟. Jedynym pozytywem całej tej sytuacji, jest to, że przez trzy dni nie otwierałam laptopa, to bardzo oczyszczające 😁.

No dobra, ale do rzeczy, bo czas goni. Ponarzekałam sobie, ale teraz... moja bransoletka:


Tematem Kreatywnego Szydełka jest gąsieniczka, a Danusia kazała nam robić Dębowiaczki. Mam nadzieję, że załapię się na oba tematy.


"Zwykłych" gąsieniczek już co nieco naprodukowałam. Większość płaskich, ale były też trójkątne i nawet jedna kwadratowa oraz trochę "smoczych łusek". Teraz przyszła pora na podwójną. Jak widać zrobiłam bransoletkę bangle. Taka forma chodziła za mną od kiedy tylko Weronika pokazała pierwszą podwójną gąsieniczkę. Ale jakoś dotąd nie było okazji, żeby wprowadzić to w życie.


Wydziergałam więc dwie jednakowe gąsieniczki na 6 koralików w rzędzie i zszyłam każdą z nich, a potem połączyłam je ze sobą. Oto zbliżenie, tu wszystko dokładnie widać:


Sięgnęłam do zapasów koralików, które dostałam dawno temu od Preciosy i ciągle nie miałam czasu się za nie zabrać. Tym razem nie było wyjścia, bo nie znalazłam innych dwudziurkowców w wystarczającej ilości. Tak więc są tu metaliczne brązowe okrągłe koraliki w rozmiarze odpowiadającym mniej więcej 11/0 (albo 10/0) i jasnobrązowe transparentne Twin, to taka trochę gorsza wersja Super-Duo, nie są tak równe, ale w tym przypadku w niczym to nie przeszkadzało. Brzegowe Twinsy połączyłam "jedenastkami" TOHO w kolorze Silver-Lined Topaz. To złoty akcent wymagany przez Danusię dla Dębowiaczków. Gdyby nie to, pewnie bym się na niego nie zdecydowała, ale nie żałuję, bo dodaje bransoletce smaczku i bardzo fajnie się prezentuje. Mam już też pomysł na naszyjnik do kompletu, ale nie wiem kiedy go zrealizuję.


Bransoletka ma 3 cm szerokości i 22 cm obwodu. Z tym ostatnim udało mi się trafić w 10, węższej nie przecisnęłabym przez dłoń, a szersza byłaby za luźna. Jeśli to kogoś interesuje, to na na te 22 cm potrzebowałam dokładnie 64 powtórzeń sekwencji (9r + 1t + 2r + 1t, gdzie r = round 11/0, a t = Twin lub SD). Jest dość sztywna, dzięki czemu świetnie trzyma formę:


Fotografowanie koralików metalicznych i przezroczystych jednocześnie do łatwych nie należy, bo zupełnie inaczej zachowują się one w różnych wariantach oświetlenia.


Wymagania Kreatywnego Szydełka spełniam raczej bez dyskusji. Co do Dębowiaczków to już taka na 100% pewna nie jestem. Twinsy mają raczej kolor jak trzeba, ale już te okrągłe są trochę ciemne, a Danusia zabroniła nam używać "bardzo, bardzo ciemnych" brązów. Mam jednak nadzieję, że tak Ona, jak i Stefan zgodzą się za mną, ze ten brąz nie jest bardzo,bardzo, a tylko trochę ciemny. Złoty akcent jest co prawda bardzo subtelny, ale wyraźnie widoczny.


Co do moich upodobań do koloru "dębowego", to już wielokrotnie wspominałam, że brąz to mój drugi ulubiony kolor (zaraz po niebieskim), a już szczególnie ten w ciepłych odcieniach. Mam go sporo zarówno w szafie, jak i w mieszkaniu, a i w kasetce z biżuterią też by się co nieco znalazło.

Na koniec jeszcze banerki. Mało brakowało, a bym o nich zapomniała:

     

I już lecę karmić żabki.