Moi obserwatorzy

poniedziałek, 30 listopada 2015

Na szczęście...

...broszka na szczęście.
Niedawno moja Ciocia obchodziła imieniny. Ciocia pomimo, ze latka swoje już ma (lada chwila stuknie jej dziewięćdziesiątka), to jest sroczką jak chyba każda z nas. Na widok każdej błyskotki oczy jej się świecą, aż miło popatrzeć :) Nietrudno więc zgadnąć, że ode mnie regularnie coś takiego dostaje. Zanim zajęłam się produkcją biżuterii też obdarowywałam ją różnymi wytworami rąk własnych, a to jakieś haftowane serwetki, to obowiązkowy kapturek na dzbanek. Najbardziej cieszy mnie to, że te prezenty nie lądują w szufladzie, tylko są używane i Ciocia chętnie się nimi chwali.
Tym razem postanowiłam zrobić broszkę haftem koralikowym (w zeszłym roku była ta sutaszowa). Początkowo myślałam o czymś w ulubionej ciocinej kolorystyce, czyli złoto-jesiennej, ale kiedy zaczęłam wyszukiwać koraliki, to jakoś same do rąk mi lgnęły te w odcieniach zieleni. Może to dlatego, że ta jesień u nas w tym roku ma trochę nietypowe kolory. Mało jest czerwieni, odrobinę żółci i całkiem sporo jeszcze zieleni. Nie było zbytnich gradientów temperatury, to i czerwonych liści jak na lekarstwo, a te nieliczne, którym udało się jednak przebarwić (jak np. winobluszcz) zrzucił październikowy śnieg. Szalejące później wiatry pozrywały wszystkie cięższe liście praktycznie jeszcze zielone. Zostały tylko na brzozach i wierzbach, ale jak się z bliska im przyjrzeć, to jest trochę żółtych a reszta cały czas zielona. Dodatkowo do pierwszych mrozów, czyli całkiem do niedawna notorycznie nawiedzały nas biedronki. Dawno nie widziałam ich tyle co tej jesieni. Stąd pomysł na taką optymistyczną broszkę:


Biedronka na czterolistnej koniczynie. Takiej trochę jesiennej, bo całej w kroplach rosy, ale jednak całkiem zielonej, tak jak ta (zdjęcie zrobiłam jakiś tydzień temu):


Biedronkę ulepiłam z Fimo. To taki trochę oszukany handmade, bo wykorzystałam gotową formę. Kupiłam ją w czasach, kiedy moja Zosia nie odkryła jeszcze sówek i nade wszystko kochała biedronki. Biedronkę zrobiłam w formie kaboszonu, wypiekłam i pociągnęłam werniksem dla połysku.


Następnie przykleiłam ją do podkładu i obszyłam koralikami. Ma nawet trójwymiarowe czułki, choć trochę słabo je widać.


Na brzegu listka zebrała się spora kropla rosy - w tej roli okrągły szklany kaboszonik.


Drobniejsze kropelki to koraliki z efektem silver-lined porozrzucane po listku (najlepiej widać to na nieostrym zdjęciu z lampą błyskową).


Do wyszycia listków wykorzystałam chyba wszystkie rodzaje zielonych koralików jakie znalazłam, dlatego wyjątkowo nie wyliczę kolorów, ale po prostu nie potrafię.


Spróbowałam ściegu "lazy", czyli artystyczny nieład. Czy mi się udało? Nie wiem, mam mieszane uczucia. Najważniejsze, że Ciocia była zachwycona.


Broszkę usztywniłam kawałkiem tekturki, zamocowałam zapięcie. Z braku szlachetniejszego materiału (skórki) w kolorze zielonym podkleiłam ją od spodu zielonym filcem. Jednak żeby się nie strzępił potraktowałam go z lekka bezbarwnym lakierem w sprayu. Niestety zapomniałam zrobić zdjęcia plecków, więc musicie mi uwierzyć na słowo.


Łodyżka to koraliki nawleczone na kawałek linki jubilerskiej, dzięki czemu jest dość sztywna. Końce linki umocowałam solidnie między podkładem a tekturką.


Broszka jest niewielka. Nawet ją mierzyłam, ale już dokładnie nie pamiętam. Miała chyba jakieś 3 x 4 cm. Oto obowiązkowe zdjęcie poglądowe na dłoni:


Broszka została wręczona solenizantce tydzień temu i jak już wspomniałam spodobała się jej :-D


Postanowiłam też zgłosić broszkę do Szufladowego wyzwania:


Powyżej dokładnie wyjaśniłam dlaczego kojarzy mi się ona z jesienią, z tegoroczną jesienią.

piątek, 27 listopada 2015

Regulamin nauki chainmaille

Brzmi to bardzo szumnie, ale chciałam przedstawić Wam podstawowe zasady.

  1. Udział w zabawie może wziąć każdy, kto tylko ma ochotę na naukę lub doskonalenie techniki chainmaille. Nie jest obowiązkowe posiadanie bloga, czy profilu na portalu społecznościowym.
  2. Dołączyć do zabawy można w dowolnym momencie, nie jest wymagana ciągłość uczestnictwa.
  3. Zabawa jest cykliczna, co miesiąc będzie inne zadanie.
  4. W każdym miesiącu można zgłosić dowolną ilość prac. Jedna z nich może być już wcześniej pokazywana (publikowana), reszta powinna być nowa.
  5. Zabawę można łączyć z innymi zabawami lub wyzwaniami, jeśli tylko ich regulaminy na to zezwalają.
  6. Każdego pierwszego dnia miesiąca opublikuję na moim blogu: zkociolkaczarownicy.blogspot.com post z zadaniem na nowy miesiąc.
  7. Linki do Waszych postów z pracą (nie do całego bloga!) wrzucacie za pomocą żabki (InLinkz) pod postem aktualnego zadania. UWAGA! - Żabka pojawi się dopiero 15-ego! Dla zapewnienia lepszej przejrzystości  w poście nie powinny znajdować się inne prace.
  8. W poście z pracą powinny znaleźć się: banerek lekcji, przynajmniej jedna fotografia (im więcej tym lepiej) i szczegóły techniczne pracy, takie jak: rozmiary użytych ogniwek, rodzaj i wariant użytego splotu, opis ewentualnych trudności przy wykonaniu pracy i jak sobie z nimi poradziliście, opcjonalnie link do instrukcji, z której skorzystaliście. Informacje te mogą pomóc pozostałym uczestnikom.
  9. Czas na wykonanie pracy macie do 15-ego dnia następnego miesiąca (czyli miesiąc od pojawienia się żabki).
  10. Jeśli z jakichś powodów nie możecie samodzielnie dodać linka, to przesyłacie mi go na maila: ab.szybalska@gmail.com wraz z informacją od kogo (imię, nick itp). Osoby nie posiadające swojego miejsca w sieci przesyłają mi zdjęcie pracy, lub korzystają z czyjegoś pośrednictwa, koniecznie do takiego zgłoszenia należy dołączyć kilka słów o sobie.
  11. Osoby, które z jakichś przyczyn nie zdążą do 15-ego z pracą na dany miesiąc, tylko skończą ją później, również powinny się nią pochwalić, dodam ją ręcznie.
  12. Osoby biorące udział w zabawie lub tylko z nią sympatyzujące proszone są o umieszczenie banerka na pasku bocznym. Ponadto każde kolejne zadanie będzie miało swój własny banerek, który umieszczacie tylko w poście z pracą.
  13. Miło będzie jeśli uczestnicy zabawy będą się wzajemnie odwiedzać i zostawiać komentarze, oczywiście w miarę czasu i możliwości.
  14. Zabawa nie jest konkursem. Regulamin nie przewiduje żadnych nagród ani wyróżnień, ale kto to wie co mi jeszcze do głowy strzeli?
Oto banerek do zamieszczenia na pasku bocznym Waszego bloga:


proszę o podlinkowanie go tym linkiem: http://zkociolkaczarownicy.blogspot.com/p/nauka-chainmaille.html 

Jeśli macie jakieś uwagi lub propozycje dotyczące powyższego regulaminu, proszę o przedstawienie ich w komentarzach pod tym postem lub drogą mailową (na adres podany powyżej).

Jeśli nie wiecie gdzie kupić odpowiednie ogniwka lub narzędzia - służę pomocą. Informację taką mogę wysłać tylko na maila - nie chciałabym robić nikomu kryptoreklamy na forum publicznym.

Lada chwila oczekujcie pierwszego zadania.

Nauka chainmaille - zaproszenie do zabawy

Ten post miał się ukazać wczoraj rano, ale tak się złożyło, że cały wczorajszy dzień mieliśmy bezprądzie (to autorskie określenie mojej najstarszej córki, które wydaje się nam wyjątkowo trafne), dlatego publikuję go dopiero teraz. Aż trudno uwierzyć, jak my -  współczesne społeczeństwo jesteśmy uzależnieni od elektryczności. Wystarczy 10 godzin, a wszystko się wali. Nic się nie da robić, bo ciemno, odkurzacza nie włączysz, ani pralki, lodówki płyną, nie ma telefonu, ani internetu, brama się nie otwiera, po prostu masakra. A obiad jedliśmy dopiero o 18-tej. Dobrze, że chociaż kominek działa bez prądu, bo większość nie miała też ogrzewania :) Niby było zawiadomienie, ale jakieś dwa tygodnie temu, to kto by pamiętał, w dodatku wiatr go zaraz zerwał? Dobra już nie marudzę, bo jeszcze znowu mi wyłączą...

Okazało się, że nie udało mi się zanudzić Was na śmierć moimi poradnikami, co więcej - kilka z Was wyraziło chęć wspólnej nauki. Bardzo mnie to cieszy. Zatem zapraszam do nauki.
Jak widzicie na pasku u góry pojawiła się nowa zakładka - tam znajdziecie w formie linków wszystkie niezbędne informacje na ten temat.
Z grubsza widzę to tak: Co miesiąc zadaję Wam nowe zadanie, czyli kolejny splot do opanowania. Bez obaw, zaczniemy od naprawdę bardzo prostych. Oprócz nazwy splotu podam Wam niezbędne szczegóły techniczne, głównie jakich ogniwek użyć. Najczęściej będę się odwoływać do współczynnika AR, dlatego bardzo Was proszę o przyswojenie sobie wiedzy na ten temat - pisałam o tym w pierwszej części poradnika. Oprócz tego zamieszczę linki do tutoriali. Ponieważ prawie wszystkie będą po angielsku (a raczej po amerykańsku), to oczywiście będzie też garść objaśnień i sztuczek na ułatwienie sobie pracy. W razie czego w każdej chwili służę pomocą.
Jeśli chodzi o terminy, to proponuję, żeby prace zgłaszać do 15 - tego każdego miesiąca. Jak już opanuję dodawanie żabki do postu, to będzie się ona ukazywała właśnie piętnastego. Jednak post z nowym tematem postaram się zamieszczać już 1-ego, czyli będziecie mieć dodatkowe dwa tygodnie na przygotowanie pracy. Myślę, że to dobry układ?
Nie musicie się deklarować czy chcecie się w to bawić, czy nie. Po prostu pokazujecie swoją pracę i już. Do zabawy można przyłączyć się w każdym momencie, można robić sobie przerwy, ale uprzedzam, że stopień trudności będzie wzrastał. Swoje prace możecie zgłaszać również do innych zabaw blogowych, czy wyzwań. W najbliższym czasie postaram się opracować szczegółowy regulamin.
Pierwsze zadanie przedstawię już 1 grudnia, a czas na wykonanie prac będziecie mieć do 15 stycznia.
Banerek zabawy do umieszczenia na Waszych blogach:


Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości - pytajcie, odpowiem na każde pytanie. Czekam też na Wasze uwagi i propozycje.
To chyba wszystko na dzisiaj. Na razie.

wtorek, 24 listopada 2015

Kolejna fotoinspiracja

Zrobiłam ostatnio remanent i okazało się, że mam całe mnóstwo rzeczy, których jeszcze nie udało mi się pokazać. Głównym winowajcą jest światło, a właściwie jego chroniczny brak. Jedynym moim sprzętem do fotografowania jest aparat, a atelier z musu mam na tarasie. Jak nie ma słońca, to nie ma i zdjęć, taka prawda. A jak już słońce się pokaże, to jest tyle rzeczy do zrobienia, że na zdjęcia często już nic nie zostaje.
Na pierwszy ogień idzie jednak komplecik stosunkowo nowy, a to dlatego, że termin wyzwania mi się kończy. Wyzwanie to, jak w tytule kolejna fotoinspiracja w Kreatywnym Kufrze.


Komplecik powstał w ramach eksperymentów z łuseczkami, ale tym razem nie są one ani kolorowe, ani nawet aluminiowe. Łuski są z mosiądzu jubilerskiego, a połączyłam je ogniwkami w kolorze czarnym. Oto on:


Wisiorek to pięciopłatkowy kwiatek:


To była pierwsza rzecz z tych łuseczek, która mnie zachwyciła. Nie udało mi się nigdzie znaleźć żadnego tutorialu, ani nawet schematu, więc opracowałam go sobie sama. Na szczęście nie jest zbyt trudny do wykonania.


Już dość dawno temu zakupiłam taki łańcuszek - czarno złoty -  bez jakiegoś konkretnego przeznaczenia, no i wreszcie się nadał. Uważam, że pasuje tu idealnie.


Kwiatuszek nie jest zbyt duży. Ma około 5 x 5 cm.


Do kompletu są kolczyki. Te same łuski, takie same ogniwka.


Między łuseczkami skrywa się kulka hematytu platerowana na brązowo. U góry element chainmaille wykonany splotem Box. Wszystko zawieszone na czarnych otwartych biglach.


Dzięki hematytowi kolczyki, choć niewielkie maja swoją wagę. Nie żeby były ciężkie, ale wiatr ich nie porwie.


Długość kolczyków to ok. 3 cm + bigiel. Obowiązkowe zdjęcie poglądowe na dłoni:


A tak prezentują się razem:


Ponieważ komplecikowi temu zdecydowanie najlepiej jest w czerni, to ubrałam mój biały ekspozytor w małą czarną. Prawda, że lepiej?


Uważam, że będzie do niego pasować idealnie bransoletka, którą zrobiłam jakiś czas temu na metalowe wyzwanie w Szufladzie. Takie same czarne ogniwka, i te same hematytowe kulki w kolczykach. Co więcej z nią komplecik jeszcze lepiej oddaje kolorystykę fotoinspiracji.


Niestety bransoletka już publikowana, więc do Kufra lecą tylko kolczyki z naszyjnikiem.


piątek, 20 listopada 2015

Deserowa z pomarańczową skórką

Czekolada oczywiście. No to już wiadomo, że dziś zamierzam wreszcie zaprezentować moją pracę na Cykliczne Kolorki. W listopadzie rządzi kolor czekoladowy.


Miała być gorzka lub deserowa, moja jest raczej deserowa. Można ją było połączyć z pomarańczami lub malinami - padło na pierwszą opcję. I żeby nie było, że ja już tylko ogniwka i nic poza tym, to praca jest w 100% koralikowa. O proszę:


Mniej więcej rok temu przygotowywałam inspiracje dla bloga Craft Style. Zrobiłam wtedy bransoletkę i koczyki, które pokazywałam tutaj. Na naszyjnik brakło czasu, choć pomysł był, materiały również. Miałam zrobić go zaraz, ale nie po raz pierwszy okazało się, że "zaraz" jest jednostką czasu bardzo względną. Pewnie gdyby Danutka nie wybrała nam tego właśnie koloru, to trwałoby to jeszcze dłużej.
Naszyjnik wyszydełkowany jest sznurem prostym na 6 w rzędzie, z koralików Preciosa Rocaille 11/0 w kolorze Opaque Dk Oxblood. Nie mają one właściwie nic wspólnego z TOHO o takiej samej nazwie. Po pierwsze są trochę drobniejsze, a po drugie odcień inny, wydaje mi się ładniejszy. No i z pewnością jest bardziej czekoladowy niż "krwisty". W środkowej części naszyjnika wkomponowana jest spiralka z nieregularnych szklanych kamyczków w kolorze pomarańczowym. Nic nie poradzę, że kojarzą mi się one nieodparcie ze skórką pomarańczową, taką nieregularną, ręcznie siekaną. No powiedzcie: nie mam racji?


Naszyjnik jest średniej długości - raczej do sweterka niż na gołą szyję.


Podobnie jak bransoletkę i kolczyki wykończyłam go metalowymi elementami w kolorze tzw. "starej miedzi".


Jeszcze kilka zdjęć rodzinnych całego kompletu:



Jeśli chodzi o czekoladę, to nie mam nic przeciwko, ale spokojnie mogłabym się bez niej obejść. Ja taka jakaś niecukrowa jestem, ale jak już muszę sobie podnieść poziom cukru we krwi to najchętniej właśnie czekoladą. Najbardziej lubię tę gorzką. Ten smak kojarzy mi się z dzieciństwem. Jak byłam mała to Wawel robił taką pyszną gorzką czekoladę, miała opakowanie w drobne różyczki na granatowym tle. Nie było łatwo ją zdobyć, może dlatego tak wryła mi się w pamięć.
Co do koloru to lubię wszelkie brązy, szczególnie te ciepłe, a czekoladowy do takich właśnie należy, więc noszę - w ubraniach, biżuterii, jak również chętnie otaczam się tym kolorem, choć lubię go "złamać" czymś jaśniejszym.. 

środa, 18 listopada 2015

Kolczyki dla Marylin

Bardzo spodobało mi się to wyzwanie. Mimo deficytu czasu postanowiłam coś zrobić. Banerek:


Na początku zaczęłam się zastanawiać, z czym kojarzy mi się z Marylin Monroe. Dla odświeżenia pamięci przejrzałam też sporo jej zdjęć. No więc przede wszystkim kolczyki. Bogate i błyszczące. Okazuje się, że bardzo rzadko nosiła naszyjniki. Materiały to złoto, perły i brylanty. Kolory biały, potem długo nic i czerwony.
Starałam się zawrzeć w mojej pracy wszystkie te elementy. Powstały takie oto kolczyki:


Oczywiście moja wersja jest trochę oszczędnościowa: złoto to tylko pozłacany metal, perły są szklane, a brylanty to szlifowany czeski kryształ.
Wymyśliłam sobie taką formę, gdzie nośnikiem jest bogaty sztyft, z którego luźno zwiesza się błyszcząca część wisząca. Jak nie przepadam za sztyftami, tak w tym przypadku nic innego mi nie pasowało.


Sztyft to element chainmaille Romanow z białą perłą w środku.


Element wiszący robiłam chyba z dziesięć razy. Na początku próbowałam jakoś wykorzystać 3 mm biconki Crystal AB, ale żadna z wersji mi się nie spodobała. Ostatecznie zdecydowałam się na aluminiowe łuski, o których pisałam ostatnio - pod spodem większa złota, na wierzchu mniejsza czerwona. Na łuskach wisi zawieszona na złotych ogniwkach fasetowana szklana kropelka w kolorze delikatnie różowym. Mogłaby być bardziej błyszcząca, ale tylko taką miałam.


Jednym z elementów nośnych dla kryształka jest Mobius - bardzo prosty i efektowny splot, często wykorzystywany w biżuterii.


Kolczyki są zdecydowanie wieczorowe, nawet mój aparat tak stwierdził, bo żadne ze zdjęć przy dziennym świetle nie wyszło tak dobrze, jak to zrobione w sztucznym wręcz agresywnym oświetleniu halogenowej lampki. Dopiero na nim i kolory i blask wyszły mniej więcej takie jak w rzeczywistości.


Od dawna już kombinuję jakby zrobić sztyfty w technice chainmaille bez lutowania i klejenia. Wypróbowałam kilka wersji, ale plecionki nie są dość sztywne i w każdym wypadku sztyft się trochę ruszał. Ostatecznie złamałam się i przykleiłam sztyfty ze stali chirurgicznej (w przypadku metali pozłacanych lub posrebrzanych lutowanie niestety nie wchodzi w grę).


Zrobiłam jednak zdjęcie ostatniej z wersji z "wrabianym" sztyftem. Tak to wyglądało:


Wyglądało może nieźle, ale sam sztyft był trochę niestabilny i zdecydowałam się go jednak zmienić. Okazało się to zdecydowanie dobrym posunięciem, bo teraz, kiedy sztyft zamocowany jest centralnie kolczyki znacznie lepiej "leżą" w uchu.
Wydaje mi się, że kolczyki dobrze będą wyglądały z tą bransoletką. Elementem wspólnym oprócz kolorystyki jest Mobius:


Mam nadzieję, że Marylin spodobałyby się takie kolczyki i miałaby ochotę je nosić (no może wykonane z odrobinę szlachetniejszych materiałów), zatem zgłaszam je na wyzwanie Kreatywnego Kufra.

Jeszcze coś. Dziś rano przywitał mnie taki widoczek. Musiałam Wam go pokazać :)


Nie było deszczu, słońce pięknie świeciło, a ta tęcza powstała w chmurze. Wybaczcie jakość zdjęcia, ale robiłam komórką z samochodu.

poniedziałek, 16 listopada 2015

Listki

Wycięło mi cały tydzień z życia. Dopadło mnie choróbsko i strasznie mnie wymęczyło. Czuję się jakbym przez ten tydzień kopała rowy, albo rąbała drzewo, a ja ledwo byłam w stanie zrobić zakupy i ugotować obiad. Na szczęście już mi przeszło, tylko jeszcze strasznie zmęczona jestem. Posty, które opublikowałam w ubiegłym tygodniu miałam na szczęście przygotowane wcześniej, dzięki czemu udało mi się nie zniknąć całkowicie, do Was również zaglądałam, ale zostawianie komentarzy było już ponad moje siły. Przez kilka dni nawet za druty nie byłam w stanie złapać, ale jak mi się trochę polepszyło to nie wytrzymałam i wyprodukowałam kilka maleństw.
Już od dawna podziwiałam w zagranicznych galeriach (głównie amerykańskich) prace chainmaillowe z dodatkiem metalowych łuseczek. Nie wytrzymałam i trochę sobie takich zakupiłam. Niestety tanie one nie są, więc nie mam ich wiele. No i właśnie wzięło mnie na eksperymenty z udziałem tychże łusek. Na początek zrobiłam takie proste delikatne kolczyki, całe w kolorze srebrnym.



Kolczyki nie są duże (długość ok. 3 cm + bigiel) i niesamowicie lekkie, bo łuseczki są z cieniutkiej blaszki aluminiowej.


Do nich dorobiłam jeszcze wisiorek z trochę większej łuseczki i ogniwek, ale wzór taki sam.


Długość wisiorka to 5 cm razem z krawatką.
Taki trochę komplet - nie komplet, bo łuski w kolczykach mają satynowe wykończenie, a ta w wisiorku jest bardzo błyszcząca.


W sumie na zdjęciach widać to znacznie lepiej jak w realu.


Zrobiłam jeszcze jedne kolczyki, tym razem z zielonymi łuskami.



Element chainmaillowy jest tu trochę masywniejszy, ale nadal to drobinki i równie lekkie. Ich długość to 3,5 cm + bigiel.


Co sądzicie o takich wzorach? Właściwie to nie wszystkie jakie zrobiłam, ale resztę pokażę przy innej okazji. Za to teraz pokażę jeszcze kolczyki, które wykonałam wczoraj wieczorem w przypływie nagłej weny, według znanego już Wam trójkątnego wzoru, ale w zupełnie innej kolorystyce. Kiedyś bawiłam się trochę grafiką w Wordzie, szczególnie lubiłam gradientowe wypełnienia. I tam wśród tych wstępnie ustawionych był taki o nazwie "ogień". Gradient ten przechodził od żółtego, przez pomarańcz, czerwony i brązowy do czarnego. I to właśnie on był inspiracją kolorystyczną dla tych kolczyków, choć jak teraz na nie patrzę, to widzę raczej kolory niemieckiej flagi. Ale może pozostańmy jednak przy "ogniu". Oto one:


Zdjęcia robiłam przed chwilą, pogoda niespecjalna, światła za grosz, więc kolory takie trochę "wyprane". W rzeczywistości są znacznie bardziej ogniste.


Bigle pozłacane, ogniwka z anodyzowanego aluminium w kolorach (od góry): Orange, Red, Black.