Moi obserwatorzy

piątek, 28 sierpnia 2015

Kolejna fotoinspiracja

Ten komplet zrobiłam już dość dawno, ale stale nie mogłam się zebrać, żeby mu zrobić sesję fotograficzną. Pewnie czekałby jeszcze długo, gdybym przypadkiem nie wpadła na tę fotografię Jolanii, która posłużyła za fotoispirację w wyzwaniu Kreatywnego Kufra:


Rude loki modelki od razu skojarzyły mi się z miedzianymi splotami, a że i niebieski w odpowiednim morskim odcieniu tam występuje, toteż zdecydowałam się zgłosić komplet na wyzwanie. Zorientowałam się "za pięć dwunasta", dobrze, że w ogóle zdążyłam. Oto on:


Komplet powstał w technice chainmaille z miedziowanych ogniwek, silikonowych kółeczek i kryształków Fire Polish. Jest to dobrze już Wam znany wzór - Romanov, czyli wariacja splotu bizantyjskiego. Składa się z naszyjnika, kolczyków i bransoletki, czyli standard.


Kolczyki można rzec - klasyczne: kryształek otoczony splotem z ogniwek, u góry silikonowe kółeczko, u dołu malutkie dyndadełko.


Bransoletka to centralnie umieszczone trzy elementy, takie jak w kolczykach, połączone ze sobą silikonowymi kółeczkami. Resztę obwodu uzupełniłam łańcuszkiem wykonanym splotem bizantyjskim.


Zapięcie typu toogle w kształcie serduszka.


A tak prezentuje się razem z kolczykami:


I wreszcie naszyjnik.


Wyszedł dość rozbudowany. Trzy elementy podstawowe połączyłam centralnie jednym kółeczkiem silikonowym. Wyszło coś w kształcie trójkąta. Dodałam też dyndadełko podobne jak w kolczykach.


Do pozostałych wierzchołków doczepiłam łańcuszki pokombinowane z krótkich odcinków splotu bizantyjskiego i małych kryształków Fire Polish. Część bezpośrednio "naszyjna" to już prosty, aczkolwiek dość gruby miedziany łańcuszek zapięty na karabińczyk.
Ogniwka, z których uplotłam ten komplet były bardzo ciemne. Jednak, żeby lepiej pasował do kolorystyki wyzwania rozjaśniłam go nieco przecierając płynem do czyszczenia biżuterii. I teraz nie jestem pewna czy dobrze zrobiłam. Przed rozjaśnieniem wygladał tak:


Która wersja się Wam bardziej podoba?
A tak w ogóle to po wstawieniu do Bloggera zgubił mi się gdzieś pomarańczowy odcień miedzi. Albo to ja już tracę umiejętność rozróżniania kolorów. Tak czy inaczej już tego nie zdążę poprawić, więc musicie mi uwierzyć na słowo, że to jednak miedź.

Do wykonania kompletu wykorzystałam ogniwka żelazne w kolorze miedzianym o średnicy 6 mm (WR=1 mm), kryształki Fire Polish 4 mm i 8 mm w kolorze Neon Smurfs Blue i silikonowe kółeczka 10 mm w kolorze neonowym niebieskim. Bigle i zapięcia miedziowane.

No, to poszłam jak burza. Trzy posty w jeden dzień. Ale tak to jest jak się nie patrzy w kalendarz, a w dodatku ktoś niepostrzeżenie złośliwie z niego kartki powyrywa ;-P

Tort dla Stefanii

Tak prawdę mówiąc miałam nie karmić w tym miesiącu Stefanii, ale jak to tak? Żeby facet syty chodził, a kobitka głodna? Jakoś tak nie wypada.
Dlatego postanowiłam zadedykować jej tort. Tort wprawdzie raczej borówkowy, ale udekorowany głównie brzoskwiniami i to je właśnie widać, więc może jakoś to przełknie. No to banerek:


Tort przygotowałam na urodziny mojej najmłodszej córki, które były kilka dni temu. Nie obyło się bez przygód. Podczas ubijania śmietany mój mikser wydał z siebie dziwny odgłos, fuknął jakimś pyłem i mocno spowolnił obroty. Było to w sobotę wieczorem, sklepy AGD na szczęście jeszcze przez chwilę czynne, ale od czego w końcu się ma te rękodzielnicze rączki. Rozkręciłam delikwenta, wysypałam ze środka połamane elementy, wymiotłam całą tonę pyłu cukrowo kakaowego i skręciłam z powrotem. I wiecie co? Działa! Na szczęście to co się połamało nie ma bezpośredniego wpływu na pracę urządzenia, a tylko dinks wypychający końcówki nie wraca sam na miejsce. Tak więc tort udało się skończyć, a wyglądał on tak:


Może i jest trochę krzywy, ale i tak był pyszny :)

Ponieważ ten post taki jakiś ubogi mi wyszedł, to postanowiłam jeszcze podzielić się z Wami przepisem na masę do tego torcika. Moje dziewczyny wyszperały go w zeszłym roku i po niewielkich modyfikacjach zawładnął naszą tortową produkcją całkowicie. Masa jest lekka, puszysta i niezbyt słodka. W dodatku jest bardzo prosta i szybka w wykonaniu.

Składniki:


  • serek mascarpone - 250 g
  • twarożek sernikowy (z wiaderka) - 500 g
  • cukier puder - 70 g
  • cukier waniliowy - 1 opakowanie
  • śmietanka tortowa 30% - 250 g
  • śmietan-fix - 1 opakowanie
  • ew. dodatki: owoce, bakalie, lub tp.

Wykonanie:

Serki i cukry wymieszać krótko mikserem. Śmietankę ubić z dodatkiem śmietan-fixu i delikatnie połączyć z serkami. I już. Gotowe. Do masy można dodać cokolwiek: owoce, bakalie, kakao, barwnik spożywczy... co tam komu w duszy gra. U mnie najczęściej są to borówki lub brzoskwinie. Tort dekoruję tylko śmietaną ubitą ze śmietan-fixem (bez cukru!) i owocami. Przed udekorowaniem dobrze jest schłodzić w lodówce jakieś 2 godzinki. Jeśli zdecydujemy się wykorzystać gotowe biszkoptowe spody tortowe, to całość mamy gotową w pół godziny! (+ chłodzenie) Zresztą wcale nie musi to być tort. Masę równie dobrze można wykorzystać do babeczek lub tarty.

Życzę smacznego! I do następnego razu :)

Fala, czyli makramowe zadanie nr 3

Ten "fason" bransoletki podobał mi się od dawna. Jednak jak dotąd jakoś nie składało się, żeby się za niego zabrać. Dlatego bardzo ucieszyło mnie, kiedy Joasia wybrała ten właśnie wzór jako kolejne zadanie w naszej wspólnej nauce makramy.


Mimo to ledwo zdążyłam z pracą przed końcem sierpnia. Najpierw wymyśliłam sobie, że zrobię falę do brzoskwiniowego kompleciku, ale poległam na zbyt małych dziurkach (w koralikach). Potem nie mogłam się zdecydować w jakim kolorze i z jakiego sznurka ją wypleść. Z bawełnianego woskowanego dużo łatwiej się wiąże, bo węzełki raz zaciśnięte już się same nie rozwiązują, jednak kolory jakieś takie blade i bez połysku... W końcu zdecydowałam się więc na nylonowy w kolorystyce, która należy do moich ulubionych, czyli czerwień (a właściwie bordo) + szare i hematytowe koraliki. Oto ona:


Nylonowe sznurki mają piękne nasycone kolory i połysk, ale są bardzo śliskie. Do zaciskania węzłów żebrowych musiałam wyhodować sobie trzecią rękę, no może nie dosłownie, ale każdy węzełek musiałam przytrzymywać, dopóki go ostatecznie nie zacisnęłam, inaczej się natychmiast luzował. Kto próbował wiązać takie sznurki, to wie o czym piszę. Dlatego też fale musiałam wypełnić ściśle koralikami, bo inaczej nie byłam w stanie zrobić ich równo (do tego musiałabym już mieć tę trzecią rękę, a może i czwartą?).


Generalnie taką formę bransoletki fali podpatrzyłam u Sherri Stockey, o tutaj. Kiedy zobaczyłam ją po raz pierwszy na miniaturce, to wydawało mi się, że pomiędzy "żebrami" są koraliki, po powiększeniu zdjęcia okazało się, że to tylko węzełki, jednak pomysł z koralikami mi się spodobał i go wykorzystałam.


Rozwiązanie "końcówek" bransoletki też pochodzi od Sherri. Zapięcie na karabińczyk.


Pomimo użycia dość miękkiego sznurka cała bransoletka jest dość sztywna, to chyba zasługa wzoru.


Bardzo podpasowała mi ta kolorystyka, więc z pewnością powstaną jeszcze kolczyki, a może nie tylko. Póki co jest tylko bransoletka i tak się prezentuje na nadgarstku:


Użyte materiały: sznurek nylonowy 1 mm w kolorze bordowym, koraliki TOHO 8/0 w kolorach: Ceylon Smoke i Metallic Hematite, zapięcie -  karabińczyk i ogniwka - metalowe w kolorze czarnym.

wtorek, 25 sierpnia 2015

PasteLOVE

Już pisałam, że nie przepadam za pastelami, to znaczy, że ich nie noszę. Niemniej jednak temat Szufladowego wyzwania nie dawał mi spokoju. Chciałam już nawet zgłosić mój brzoskwiniowo-szary komplecik z zabawy w kolorki, ale doznałam nagłego objawienia i przypomniałam sobie, że dostałam od Preciosy więcej pastelowych koralików, nie tylko te perełki. Wybrałam te, które najbardziej mi się podobały i zaczęłam kombinować.
Ale najpierw banerek zabawy:


Po wstępnej analizie postanowiłam zrobić bransoletkę - szeroką i płaską, ale nie peyotową, tym bardziej, że koraliki, które wybrałam to Twinsy i bardzo duże, bo 4 mm Rocaille.
Według mnie pastelowo wcale nie musi znaczyć cukierkowo, dlatego postawiłam na sprawdzone połączenie kolorystyczne brązu z niebieskim, choć jak dotąd występowało ono u mnie raczej jako miedź z turkusem, ale w pastelowym wydaniu też chyba wygląda niezgorzej. Mojej córce ta kolorystyka skojarzyła się z piaskiem i wodą, czyli wakacyjnie.
Nie było żadnego projektu czy planu, nawet ogólnej wizji. Po prostu wysypałam koraliki na podkładkę, nawlekłam nitkę na igłę i zaczęłam szyć; pruć i szyć...
Oto efekt:


Zaczęłam od środkowego paska ściegiem RAW i potem doszywałam koraliki symetrycznie po obu jego stronach.


Bransoletka ma około 4 cm szerokości.


Zastosowałam moje ulubione zapięcie magnetyczne typu slide.


Prawie wszystkie użyte koraliki pochodzą od Preciosy. Wyjątkiem są małe niebieskie "wypełniacze" - to TOHO 11/0, które kupiłam kiedyś przekonana, że mają mocniejszy kolor, a tu taki delikatny pastel; już myślałam, że nigdy ich nie wykorzystam. Ten kolor to: Ceylon Forget-Me-Not, czyli niezapominajka :)
Kiedy patrzyłam na Twinsy jeszcze w opakowaniu, to wydawało mi się, że nie różnią się one niczym od Super-Duo. Nic bardziej mylnego. Maję one trochę inny kształt (są krótsze i grubsze) i przede wszystkim są przeraźliwie nierówne! Chyba w całej 50 gramowej paczuszce nie ma dwóch identycznych. To znacznie utrudniło pracę i mimo najszczerszych chęci nie udało mi się osiągnąć idealnie gładkiej powierzchni. Brzeg wykonany z Twinsów miejscami lekko się faluje. Podejrzewam, że ten sam wzór zrobiony z Super-Duo wyglądałby znacznie lepiej.



Bardzo trudno fotografuje się takie pastelowe kolory. Aparat niechętnie łapie ostrość i ma tendencję do zbytniego wysycania barw. Mam jednak nadzieję, że zdjęcia oddają (przynajmniej z grubsza) istotę tej pastelowości ;-)
Bransoletkę jako się rzekło zgłaszam na wyzwanie Szuflady.

sobota, 22 sierpnia 2015

Chainmaille - co to jest i czym się to je?

Zgodnie z obietnicą spróbuję przybliżyć Wam tajniki techniki zwanej chainmaille.
Jest to technika stara jak świat, jej korzenie tkwią w Starożytności. Służyła rycerstwu do ochrony ciała przed bronią wroga - czyli do wyrobu czegoś w rodzaju starożytnej kamizelki kuloodpornej - kolczugi inaczej określanej mianem pancerza kolczego. Określenie Chain maille oznacza w języku angielskim po prostu kolczugę. Nie udało mi się znaleźć informacji kto i kiedy po raz pierwszy zaczął wykonywać ozdoby w tej technice, ale podejrzewam, że było to równie dawno. Prawdziwy renesans technik kolczych nastąpił pod koniec XX wieku wraz z modą na bractwa rycerskie.


Ciekawostka - kolcze metalowe rękawice wykorzystywane są współcześnie jako ubiór BHP przez osoby pracujące przy niektórych, wyjątkowo ostrych urządzeniach tnących :)

Rękawice metalowe dla rzeźników

Ale nas interesuje w tym momencie głównie zastosowanie chainmaille w biżuterii.
W poniższym opracowaniu nie znajdziecie żadnych tutoriali ani schematów. Znajdziecie natomiast garść podstawowych informacji, bez których trudno zacząć zabawę z kółeczkami. Pamiętam, że kiedy zainteresowałam się tą techniką (jakieś 5 lat temu) to znalezienie jakiejkolwiek informacji na temat wymagało wielogodzinnego przeszukiwania sieci, a i tak niewiele udawało się znaleźć, w dodatku tylko po angielsku. Samodzielne dojście do tych oczywistości, które przedstawiam poniżej zajęło mi około roku prób i błędów.
Teraz proszę, zróbcie sobie duży kubek kawusi, albo herbatki, może też jakąś kanapeczkę, bo czytanie zajmie Wam trochę czasu.
Gotowi? A więc, zaczynamy!

1. Materiały:

Oczywiście podstawowym materiałem wykorzystywanym w chainmaille są metalowe ogniwka, które mogą być wykonane praktycznie z każdego rodzaju metalu. Jednak nie każde ogniwko się do tego nadaje. Te właściwe określane są jako "otwarte" lub "pojedyncze". Są to po prostu rozcięte kółeczka. Nie mogą to być tzw "sprężynki". Od jakości ogniwek zależy nie tylko efekt końcowy, ale również łatwość (lub nie) wykonywania plecionki. Ważne są dwie rzeczy: aby ogniwka trzymały rozmiar i kształt (czyli żeby wszystkie użyte do danego projektu były rzeczywiście jednakowe i okrągłe), bo inaczej może się nam w ogóle nie udać połączyć ich w całość. Drugą sprawą jest sposób w jaki zostały rozcięte - to jednak ma wpływ w zasadzie tylko na estetykę projektu.
Oto ogniwka idealne:
(zdjęcie pochodzi z oferty amerykańskiego sklepu z ogniwkami: The Ring Lord)

A takie z kolei się do niczego nie nadają:


Jak możecie zauważyć na pierwszym zdjęciu rzaz, czyli linia przecięcia kółeczek jest równiuteńka, a po ich zamknięciu końcówki schodzą się idealnie. Efekt taki można uzyskać tylko rozcinając ogniwka piłką włosową. Z kolei na drugim zdjęciu nie dość, że kółeczka rozcinane były obcinaczkami do drutu, to jeszcze ich końce zachodzą na siebie. Takich ogniwek nie da się prawidłowo zamknąć, bo jeśli nawet zetkniemy końce drutu, to kółeczka nie będą okrągłe i w dodatku różnej wielkości.
Ogniwka idealne, takie jak na pierwszym zdjęciu są właściwie w Polsce nieosiągalne, a w każdym razie w bardzo ograniczonym zakresie. Można sobie takie samemu zrobić, ale jest to kupa roboty i na początek zdecydowanie odradzam. Jakby się jednak ktoś uparł, to polecam zajrzeć tutaj, gdzie znajdziecie co nieco informacji na ten temat.
Jak w każdej sytuacji tak i w tym przypadku można osiągnąć kompromis. Oto "złoty środek":


Te ogniwka są cięte maszynowo. Może cięcie nie jest tak idealne, jak spod piłki, ale końcówki dobrze dochodzą do siebie nie zniekształcając kółeczek. Prawie wszystkie prace pokazywane dotąd przeze mnie zostały wykonane z takich właśnie ogniwek. Najważniejsze, że są one dostępne w większości polskich sklepów z półfabrykatami do biżuterii i mają przystępną cenę. Nie podam tutaj żadnych konkretnych adresów, jednak gdyby ktoś chciał, to mogę służyć takowymi, tyle że w prywatnej wiadomości.
Oprócz metalowych ogniwek używamy też czasem różnego rodzaju koralików, zawieszek i ozdobnych kółeczek z innych materiałów. Oczywiście potrzebne będą też zapięcia, bigle do kolczyków, szpilki do koralików itp.
Skoro już wiemy jakich kółeczek szukać, to teraz musimy jeszcze się dowiedzieć jakiej one mają być wielkości...

2. Wymiary:

Jest to bardzo istotny element i wbrew pozorom dość skomplikowany. Wszystko przez to, że prawie wszystkie poradniki, schematy i turoriale pochodzą z USA, a tam używają bardzo dziwnych jednostek (jakieś cale, stopy, uncje, brrr). Przeliczanie ich na bardziej swojskie milimetry czasem doprowadza mnie do rozpaczy. Dlatego zgromadziłam całkiem pokaźny zbiór różnych tabelek mających to ułatwić.
1. Podstawowym parametrem używanym w chainmaillu jest współczynnik proporcji "Aspect Ratio", czyli w skrócie AR. W przypadku splotów wykorzystujących tylko jeden rodzaj (rozmiar) ogniwek, lub różne wielkości, ale wykonane z takiego samego drutu - jest to jedyny istotny parametr. Otrzymamy go (uwaga matematyka!) dzieląc wewnętrzną średnicę kółeczka (ID) przez grubość drutu, z którego jest wykonane (WD), czyli: AR=ID/WD. Oczywiście do obliczeń wymiary te muszą być podane w tych samych jednostkach.
2. Kolejnym parametrem jest wewnętrzna średnica ogniwka. "Inner Diameter" czyli ID.
Uwaga! Wszystkie amerykańskie sklepy specjalizujące się w materiałach do chainmaille i poradniki podają zawsze właśnie ten wymiar (oczywiście w calach, a raczej jego ułamkach), natomiast u nas w sklepach podawana jest zazwyczaj średnica zewnętrzna! Dlatego przed zakupem ogniwek trzeba się upewnić który to z tych wymiarów.
3. Grubość drutu, z którego wykonane są ogniwka. "Wire Diameter" czyli WD. Tutaj dopiero jest pomieszanie z poplątaniem! U nas określa się to w milimetrach, ale "w świecie" obowiązuje jednostka "gauge" (obliczana na trochę podobnej zasadzie jak kaliber). Ale żeby nie było zbyt prosto to gauge (podobnie jak mila) nie jest jedno. I tak mamy SWG i AWG, które co nieco się od siebie różnią. Trochę dokładniej opisał ten paradoks "kolega po fachu" - Krzysiek Kamieński więc jeśli macie siłę i ochotę to znajdziecie to tutaj. Najgorsze jest to, że czasem nie jest jednoznacznie określone, które "gauge" jest podane (SWG czy AWG) i trzeba się domyślać. Odnoszę wrażenie, że nawet amerykańskie źródła często mylą te dwie jednostki trzeba się posiłkować jeszcze innymi danymi, aby obliczyć faktyczną grubość drutu. Oto tabelka, w której są one porównane w przeliczeniu na milimetry:

(tabelkę podkradłam od Krzyśka, o stąd)

I jeszcze trochę obszerniejsze przeliczenie gauge na cale i milimetry:

(niestety nie pamiętam źródła)

4. Ostatni z wymiarów, który czasem może się przydać to średnica zewnętrzna ogniwka "Outside Diameter", czyli OD. W instrukcjach wykonania plecionek tylko sporadycznie się pojawia. Zawsze można ją sobie obliczyć mając dowolne dwa z wcześniej opisanych parametrów.

Na koniec jeszcze jedna tabelka. To już moje dzieło. Zestawiłam w niej w zasadzie wszystkie opisane wcześniej parametry i bardzo mi się przydaje w pracy z ogniwkami:


Najczęściej wykorzystywane ogniwka wykonane są z drutu 0,8 - 1,2 mm , a ich współczynnik AR mieści się w przedziale 3-5

3. Narzędzia:

W chainmaille nic nie zdziała się gołymi rękami. Potrzebne są stosowne narzędzia. Najczęściej działa się dwoma parami szczypiec - jedne do prawej ręki, drugie do lewej. Nie ma jakiegoś specjalnego modelu, a przynajmniej ja się z takim nie spotkałam. Ważne aby miały gładką, płaską powierzchnię (bez ząbków) i były dość szerokie. Im większą część ogniwka uda się nam złapać przy zaginaniu/odginaniu, tym mniejsze ryzyko, że pokaleczymy drut, z którego są zrobione. Dlatego raczej odpadają kombinerki oraz bociany, szczególnie okrągłe. Takie zdecydowanie odradzam:


 Ja najchętniej używam takich:


Ale równie dobre są takie:


Do delikatniejszych drutów (np. aluminiowych) lub pokrytych różnymi powłokami można też zastosować specjalne szczypce do wrappingu powleczone nylonem:

(zdjęcie pochodzi stąd)

Można też swoje ulubione szczypce potraktować specjalnym preparatem, czymś w rodzaju gumy w płynie. Kilka firm produkuje coś takiego. Niestety jeszcze nie zdecydowałam się na jego zakup, więc mam wiedzę tylko teoretyczną na ten temat.

Są też takie specjalne "pierścionki" do zaginania ogniwek. Nazywa się to "krążek biżuteryjny", a wygląda tak (niestety posiałam gdzieś swój egzemplarz, więc zdjęcie "sklepowe"):

(zdjęcie pochodzi stąd)

Pierścień ma 4 szczeliny różnej szerokości, przystosowane do różnej grubości drutów. Zakłada się go na palec jak naparstek. Takie urządzonko może zastąpić jedne ze szczypiec. Jednak z doświadczenia wiem, że przydaje on głównie przy zaginaniu/odginaniu pustych ogniwek, kiedy mamy dostęp do dość dużej ich części. Zajmę się tym dokładniej przy omawianiu techniki (pod warunkiem, że znajdę swój krążek).

Kolejnym przydatnym urządzeniem jest suwmiarka, najlepiej elektroniczna - w chainmaille dużą role odgrywa precyzja, a nasze sklepy nie zawsze podają dokładne wymiary.

Jeśli zamierzamy urozmaicić naszą pracę koralikami, to przydadzą się również okrągłe szczypce do wykręcenia loopika i obcinaczka do odcięcia nadmiaru drutu.

No i wreszcie dla ambitnych: aby samodzielnie ukręcić ogniwka będziemy potrzebować: drut, mandrylę, czyli trzpień do nawinięcia drutu o średnicy odpowiadającej żądanemu ID naszych ogniwek (można ją zamontować w wiertarce) i piłkę włosową z bardzo cienkim brzeszczotem do metalu. Na ten temat nie będę się jednak rozwodzić, bo jak już pisałam nie polecam tej zabawy początkującym i sama unikam jej jak ognia.

Widzę, że zrobił mi się już całkiem pokaźny elaborat, dlatego w tym miejscu zakończę pierwszą część mojego poradnika.
Udało się Wam dotrwać do końca? Macie ochotę na więcej? Jeśli tak, to w kolejnej części postaram się omówić podstawy techniki. A póki co, jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości to pytajcie - odpowiem na wszystkie bez wyjątku :)

czwartek, 20 sierpnia 2015

Brzoskwinka

Powiem Wam, że zabiła mi Danusia niezłego ćwieka tym kolorem. Ale chyba nie tylko mi, bo mamy już połowę miesiąca, a zgłoszeń póki co niewiele. Na początek - banerek:


Zacznę od odrobiny teorii. Według Wikipedii kolor brzoskwiniowy to: "odcień pomarańczowego z dodatkiem kremu, kolor brzoskwini" o wartościach RGB: 255, 204, 153.
Brzoskwinie owszem lubię, właściwie w każdej postaci (właśnie wczoraj zapakowałam w słoiczki kolejną porcje dżemiku), ale kolor brzoskwiniowy to już insza inszość. Nie mogę powiedzieć, że mi się nie podoba, albo że go nie lubię, ale nie na sobie. Taki pastelowy kolor pasuje mi do jasnej karnacji i blond włosów, a u mnie wszyscy jakby bardziej ciemni. Już prędzej zniosłabym go na ścianach, ale też nie mam. Z powyższego faktu wynika, że również nie zaopatruję się żadne przydasie w podobnych barwach. Na szczęście przypomniałam sobie, że w paczce od Preciosy były jakieś pastelowe perełki, których nawet jeszcze rozpakować nie zdążyłam. Może więc tam? No i Bingo! Posortowałam perełki i okazało się, że jest wśród nich całkiem niezły zbiorek w kolorze brzoskwiniowym. Pierwsze co mi przyszło do głowy to makrama, tym bardziej, ze bardzo korciło mnie zestawienie tej brzoskwinki z szarym, a akurat mam taki śliczny szary sznureczek. Niestety okazało się, że większość z tych perełek ma bardzo malutkie dziurki i nijak sznurka w nie nie wcisnę. Kombinowałam jak koń pod górę i ostatecznie powstał taki oto komplecik:


Aż sama jestem zdziwiona, jak mi się ta kolorystyka spodobała. Jest taka delikatna... choć nadal uważam, że to nie dla mnie. Ja jednak wolę bardziej zdecydowane odcienie.
Zaczęłam od naszyjnika. Akurat najwięcej było perełek w rozmiarze idealnym do naszyjnika, ale ta dziurka. Próbowałam rozwiercić, ale perełki są szklane i wierciłabym chyba do przyszłego roku. Ostatecznie uciekłam się do fortelu, który już kiedyś zastosowałam, mianowicie nawlekłam perełki na linkę jubilerską i to ona jest trzonem plecionki. Końce linki zamknęłam w łapaczkach i dodałam karabińczyk jako zapięcie. Perełki oplotłam węzłem spiralnym z szarego sznureczka.


Potem zabrałam się za kolczyki. Podejść był kilka, ale żadne mnie zadowalało. W końcu zrezygnowałam całkowicie z kombinacji z węzłem żeberkowym, bo sznurek okazał się zbyt śliski i nie było siły, żeby ten węzeł zacisnąć. Tak więc ograniczyłam się do węzłów płaskich i spiralnych. Wersja ostateczna nawet mi się podoba.


Na koniec bransoletka. W pierwotnym zamierzeniu miała to być fala na sierpniową lekcję makramy, ale niemożność przeciągnięcia sznurka przez perełki skomplikowała sprawę. Próbowałam coś dokupić - cieńszy sznurek lub koraliki z większymi dziurkami. Ale to nie takie proste. Ostatecznie udało mi się zdobyć koraliki Preciosy w podobnym odcieniu, tylko odrobinę ciemniejsze i transparentne, w rozmiarze jakieś 4/0 (czyli ok. 4 mm) i szary kordonek Aria5. Mimo to odpuściłam sobie falę i zrobiłam najzwyklejszą shambalę z perełek i koralików na przemian. Po cztery koraliki wylądowały również w kolczykach.


W rezultacie otrzymałam bardzo subtelny brzoskwiniowo-szary komplecik.


Nie dawał mi spokoju tek kolor brzoskwiniowy. Na szczęście mamy właśnie porę dojrzewania brzoskwiń, więc skoczyłam do sadu i przyniosłam kilka dla porównania. Efekt uwieczniłam na zdjęciu, dodałam jeszcze wzorzec, czyli kwadracik w kolorze odpowiadającym dokładnie wartościom RGB koloru brzoskwiniowego.


No i dalej jestem głupia. Bo nawet moje brzoskwinie prosto z drzewa nie całkiem odpowiadają wzorcowi. Jednak mam nadzieję, że różnica jest na tyle niewielka, że Danusia mi zaliczy, a Stefanowi życzę smacznego -  brzoskwinie w tym roku są wyjątkowo smaczne :-D

środa, 19 sierpnia 2015

Moja metryczka do wymianek

Bardzo spodobała mi się inicjatywa Ewy (Hubki38), aby stworzyć swoisty bank informacji do wykorzystania przy wymiankach itp. Ostatnio, przy realizacji nagrody za złapany licznik, zdarzyło mi się skorzystać z informacji tam zgromadzonych i trafiłam, w dodatku umówiłam się na pierwszą w mojej karierze wymiankę, więc uznałam, że nadszedł czas, abym i ja się tam dopisała.
Banerek:


A to moje odpowiedzi na pytania Ewy:

1. Nick/imię
Na imię mam Agata, ta, co to lubi mieszać w kociołku :)
2. Co najchętniej przygarnęłabyś? Jakie techniki podziwiasz?
Podziwiam wszystkie techniki rękodzielnicze, ale szczególnie te, których sama nie umiem. Jednak w pierwszym rzędzie postawiłabym papierową wiklinę (głównie koszyki) i frywolitkę (przede wszystkim biżuterię).
3. Jakie techniki wykorzystujesz w swoich pracach?W czym jesteś najlepsza?
Są to przede wszystkim różne techniki biżuteryjne (wire-wrapping, beading, chainmalle), ale również szydełko, druty i haft (krzyżykowy), czasem coś uszyję (np. patchwork). Można powiedzieć, że cały czas szukam tej mojej jedynej, najważniejszej ;-)
4. Trzy ulubione kolory to…..
Zdecydowanie niebieski we wszystkich możliwych odsłonach, w drugiej kolejności wszelkie ciepłe odcienie brązu. Poza tym lubię większość "konkretnych" (nasyconych) kolorów, nie przepadam za pastelami, chyba że we wnętrzach. Przywiązuję dużą wagę do kolorów i ich połączeń.
5. Kolory, których nie noszę/nie lubię to…….
Różowy, fioletowy, pomarańczowy.
6. Czy lubisz dostawać przydasie? Jeśli tak, to jakie?
O tak! Przydasie, jak sama nazwa wskazuje zawsze się przydadzą. Najfajniej jest dostać coś, czego do tej pory się jeszcze nie używało lub wręcz nie znało, a mimo to można to użyć w swoich pracach.
7. Czy nosisz biżuterię? Jeśli tak, jaką?
Noszę wszelką biżuterię (szczególnie od czasu, gdy sama zajęłam się jej produkcją), pod warunkiem, ze występuje w komplecie. Najmniej kręcą mnie broszki.
8. Czy masz jakiś ulubiony motyw, który przewija się np. w Twoim mieszkaniu, ubiorach?
Lubię motywy kwiatowe, ale również geometryczne. W moim mieszkaniu króluje styl rustykalny.
9. Kawa czy herbata(jeśli tak, co lubisz a czego nie)
Herbata właściwie tylko do posiłku, ale jak już, to dobry Earl Grey lub zielona, nie lubię owocowych i silnie aromatyzowanych. Natomiast kawa zawsze i wszędzie: czarna bez cukru, z ekspresu lub rozpuszczalna.
10. Ze słodyczy to ja najbardziej…..
Nie jestem zbytnio cukrolubna, ale znalazłoby się u mnie też paru łasuchów ;-)
11. Czy ucieszyłaby Cię książka w paczce wymiankowej? Jeśli tak, jaki gatunek?
Bardzo chętnie przygarnę książkę. Najchętniej czytam dobrą szeroko pojętą sensację. Nie lubię romansów.
12. Czy ucieszyłby Cię kosmetyk? Jeśli tak, to jaki?
Zdecydowanie nie! Z racji moich skłonności alergicznych kosmetyków prawie nie używam, a te które już muszę - selekcjonuję osobiście.
13. Chciałam jeszcze dodać....
Wolę rzeczy, które mają jakieś konkretne przeznaczenie, nie lubię klasycznych "łapaczy kurzu", zresztą nawet nie mam ich gdzie stawiać.

Taka metryczka to świetny pomysł. Jak dotąd nie pchałam się do wymianek, a jednym z głównych powodów było to, że nie znam Was na tyle, by wiedzieć co kogo mogłoby ucieszyć, a co nie.

Łapanie licznika - epilog

Wiem, że przesyłka już dawno dotarła do Izy, więc pora na podsumowanie. Iza jako nagrodę za złapanie licznika wybrała sobie tę bransoletkę (przed wysłaniem została ona trochę skrócona, ale nie mam tego uwiecznionego na zdjęciu):


Z metryczki do wymianek dowiedziałam się, że nie lubi Ona różowego, więc podejrzewałam, iż bransoletka pewnie dla którejś z córek i nie pomyliłam się. Dlatego dorzuciłam jeszcze małe conieco, żeby i Iza coś z tego miała i nawet udało mi się trafić -  całość możecie zobaczyć u Izy, tutaj.

Zdobywczyni drugiej nagrody Mirka (Akrimeks) wybrała sobie z kolei tę bransoletkę.


Całe szczęście, że nie zdecydowały się na tę samą.
Kiedy dogadywałyśmy z Mirką szczegóły co do bransoletki, jakoś tak wyszło, że ostatecznie umówiłyśmy się na wymiankę. Coś więcej na ten temat napiszę więc dopiero, kiedy ta dojdzie do skutku, czyli we wrześniu. Teraz może bym w ogóle o tym nie wspominała, gdyby nie jedna rzecz. W związku z powyższymi wydarzeniami postanowiłam dołączyć do inicjatywy Ewy-Hubki i stworzyć swoją metryczkę do wymianek. Jest to bardzo cenna inicjatywa i już miałam okazję skorzystać z zawartych tam informacji. Ale to w następnym poście :)

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Gerdan

Pamiętacie może tę niebieską bransoletkę albo te kolczyki? Zastanawiałam się wówczas czy do kompletu zrobić naszyjnik czy tylko wisiorek? makramowy czy wrapkowany? Pytałam Was wówczas o zdanie na ten temat. Różne padały propozycje, ale najbardziej przypadła mi do gustu ta wysunięta przez Anię (Sowiarnię), czyli żeby zrobić i makramowy naszyjnik i wrapkowany wisiorek. Pierwszą część planu właśnie wykonałam.


Naszyjnik, a właściwie gerdan, bo tak nazywa się taka forma wyplotłam z tych samych sznurków, co bransoletkę. Paski na szyję są zrobione węzłem płaskim dobieranym w trzech kolorach i tylko na samym dole wplotłam po dwie kulki niebieskiego hematytu. Następnie oba paski połączyłam węzłami płaskimi, dodając jeszcze jedną kulkę, a dół zabezpieczyłam rządkiem węzłów żeberkowych. Końce sznurków tworzą rodzaj dość długich frędzelków.


Naszyjnik wyszedł w klimacie mocno hipisowskim, choć dzisiaj mówi się na coś takiego "styl boho". Ja jednak wolę "hippi", kojarzy mi się to z czasami dzieciństwa, wtedy właśnie tego typu ozdoby się nosiło. Sznurki woskowane, których użyłam są dość grube, dlatego cały gerdan wyszedł sztywny, ale na szczęście układa się dość dobrze. Tylko "frędzelki" trochę sterczą, ale to nawet pasuje. Naszyjnik może być dość długi lub bardzo długi, a to dzięki shambalowej regulacji na karku. Sprawia wrażenie dość masywne, kolczyki wydają się przy nim wręcz filigranowe.


Do letnich stylizacji jednak właśnie taki pasuje mi najbardziej. Na chłodniejsze czasy zrobię coś delikatniejszego, czyli wrapkowany wisiorek. A póki co komplet prezentuje się tak:


Na dziś to tyle. A w najbliższym czasie oczekujcie pierwszej części chainmaillowego poradnika.