Moi obserwatorzy

wtorek, 30 grudnia 2014

Wyginam śmiało ciało...

No, dobra, nie ja, bo w moim wieku to już trochę niebezpieczne mogło by być. Więc nie ja, tylko mój srebrzysto-szary (jak Julian) lariat. Myślę, że już wszystko jasne. To oczywiście moja propozycja do grudniowych kolorków u Danutki:


Kiedy szyłam tę czarną sutaszową spinkę potrzebowałam jakichś szarych koralików i padło na Ceylon Smoke. Kiedy wzięłam je do ręki - zakochałam się w tym kolorze. Dość szybko wymyśliłam sobie ten lariat i przy pierwszej okazji zakupiłam dużą pakę jedenastek. Teraz brakowało już tylko pretekstu, żeby się zabrać za dzierganie. Z wielką nadzieją oczekiwałam, że w końcu Danusia postawi na szary i nie zawiodłam się. I to nawet szaro-srebrzysty, a nie ma bardziej szaro-srebrzystego koloru, jak ten :)


Szkoda tylko, ze akurat padło na grudzień, który jest dla mnie jednym z najcięższych (jeśli chodzi o czas) miesięcy w roku i to nie tylko ze względu na Święta. A lariat robi się dość długo... w związku z czym chcąc, nie chcąc, musiał robić za zapychacz dziur czasoprzestrzennych i dlatego pokazuję go dopiero teraz, mimo, że pomysł był natychmiast. Dobrze, że choć Święta trafiły się po drodze. Miałam też ochotę na odrobinę szybszą, choć może bardziej spektakularną pracę wire-wrappingową wykręconą ze srebrnych drucików, ale co bym nie wymyśliła zawsze wychodziło mi z dodatkiem niebieskiego.


Tu na pewno nie ma nic niebieskiego. Tylko szary i srebrny. Niestety pomimo sporej ilości śniegu światło niespecjalne - takie płaskie, bo jest pochmurno :( W związku z tym kolory momentami trochę oszukane.
Lariat wydziergałam standardowo sznurem prostym na 6 koralików w rzędzie.


Tym razem karabińczyki zamocowałam na końcach sznura i do nich mogę dopinać co chcę. Na razie powstał tylko jeden zestaw dyndadełkowo-kolczykowy - supełki wykonane z tych samych koralików sznurem na 5. Oczywiście w planach są jeszcze niejedne, ale w tym momencie brakło czasu. Oto kolczyki (oczywiście na biglach ze stali chirurgicznej):


Wiadomo, do kompletu musi być jeszcze bransoletka. To prosta bangle wykonana podobnie jak sam lariat. Zrobiłam ją zaraz, jak przyszły zamówione koraliki - po prostu musiałam zobaczyć jak to będzie wyglądało (tak, jakbym nie wiedziała), ale z publikacją czekała na resztę.


I razem:


Lariat jest dużo dłuższy od tego granatowego, bo sam sznur ma całe 175 cm plus dyndadełka. Dzięki temu daje trochę więcej możliwości supłania, na przykład można zapleść całkiem długi warkocz:


Lub zawiązać podwójną ósemkę:


Albo zwykłą pętlę:


Pokazałabym więcej opcji supłania, ale całkiem zamarzły mi ręce, dzięki czemu straciłam większość z manualnych możliwości :)
Jeśli idzie o moje upodobania do tej kolorystyki, to szary w ubraniach bardzo lubię, ale raczej nie solo. Wolę go "złamać" jakimś intensywnym, żywym kolorem, ewentualnie w wersji bardziej oficjalnej - czernią i bielą. Jednak moje ulubione zestawienie to szary z czerwonym. Niemniej jest to kolor tak uniwersalny, że wiele można z niego wycisnąć. W mojej biżuterii srebro zdecydowanie dominuje i było tak od zawsze, a i jakieś szare kamyczki czy koraliki też się znajdą. W wystroju wnętrz jednak za szarym nie przepadam, natomiast elementy ze stali nierdzewnej - jak najbardziej, zarówno we wnętrzach nowoczesnych, jak i rustykalnych. Reasumując, szary używam i lubię, byle nie za oknem, brrr... (na szczęście wreszcie spadł śnieg!) Z zadanego zestawu kolorów tylko siwego nie lubię - za bardzo panoszy się na mojej głowie :(
Króla Juliana też lubię, a jego teksty i pingwinów są wręcz boskie.
No to lecę rzucić się żabie na pożarcie, bo czasu  już wiele nie zostało :)

A dla Was, ponieważ to mój ostatni post w tym roku, mam życzenia:


Oby ten Nowy, nadchodzący był jeszcze lepszy od Starego. I bawcie się dobrze na Sylwestrowych zabawach. Do zobaczenia w Nowym Roku!

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Ozdoby choinkowe

Jak Wam minęły Święta? Bo mnie jak zwykle za szybko. W dodatku przyplątało mi się jakieś przeziębienie i czuję się trochę jak skóra z diabła.
Zanotowałam spore opóźnienie w publikacji swoich prac. Złożyło się na to kilka przyczyn, ale mniejsza z tym. Ten post będzie przedostatni w tym roku, na swoją kolej czekają jeszcze szarości na zabawę u Danusi, ale post już prawie gotowy, więc też lada chwila go wrzucę.
Jeśli chodzi o ozdoby choinkowe, to mam mocno mieszane uczucia. Z jednej strony co roku korci mnie, żeby coś nowego zrobić, a z drugiej nie mam już gdzie tego wieszać. Za swojego (już całkiem nie krótkiego) życia zaliczyłam tylko jeden kataklizm choinkowy. Nasza kotka postanowiła sprawdzić stabilność drzewka stojącego na biurku i ono niestety tego testu nie zaliczyło pozytywnie. Wówczas przetrwały tylko lampki, sople i parę innych baniek. Ale było to bardzo dawno. Od tego czasu pula ozdób na choinkę sukcesywnie się powiększała i teraz jest ich zdecydowanie więcej niż trzeba. Nadal mam kilka baniek niewiele młodszych ode mnie, które przeżyły tamten kataklizm :)
Mimo to jednak rączki świerzbią i w końcu zawsze coś wymodzę. W tym roku złapałam za szydełko. Chciałam to pokazać w Święta, ale z przyczyn obiektywnych się nie udało.
Wydziergałam więc: duży ażurowy dzwonek z kremowego kordonka ze złotym brzeżkiem. Nie chciało mi się gotować dla niego krochmalu, to wymyśliłam, że usztywnię go lakierem bezbarwnym. Nie do  końca osiągnęłam zamierzony efekt, ale na choince i tak zawisł. Oto on:


Zrobiłam też czerwono-srebrny świderek. Wydziergany z dość grubego kordonka, więc nie musiałam go niczym usztywniać:


I jeszcze mały zielono-srebrny dzwoneczek z równie grubego kordonka, co świderek i również nie usztywniany:


Wszystkie powyższe powstały całkowicie spontanicznie, bez żadnego głębszego pomysłu, planu, o schemacie nie wspominając. Po prostu złapałam szydełko, kordonek i jakoś tak samo się zrobiło.
A to jeszcze dekupażowa bombka Zosi:


Pokażę Wam jeszcze kilka zimowych obrazków z ogródka. Dziś wyszłyby jeszcze lepiej, bo pokazało się słoneczko, ale po wczorajszej sesji fotograficznej chyba się trochę doprawiłam, a nie mogę sobie pozwolić teraz na żadną poważniejszą chorobę, bo cały ten tydzień muszę być na chodzie na 100%.

Oto wierzba mandżurska:


I wierzba płacząca:


Ognik, który często służy mi za ekspozytor:


Bukszpan:


Jodełka koreańska po przejściach:


I jej córka, czyli siewka wyhodowana kilka lat temu przez mojego Tatę z pierwszego zbioru szyszek:


A to... no cóż, jeszcze w Wigilię było tak ciepło, że mieliśmy plan w któryś z wolnych dni świątecznych rozpalić grilla i upiec na nim zapiekankę w kociołku, ale chyba nam nie wyszło, bo grill prawie zniknął pod śniegiem:


Więc z kociołkiem musimy poczekać na odwilż :)

sobota, 27 grudnia 2014

Smocza łuska i wreszcie zima!

To moja pierwsza bransoletka tego typu - jakoś wcześniej się nie złożyło. Do zrobienia jej zdopingowało mnie wężowe zapięcie. Już od dość dawna jest gotowa, ale zrobienie zdjęć, ich obróbka i umieszczenie tego tutaj zajęło mi trochę czasu. W dodatku Aniołki, które chyba nie mogły już patrzeć, jak się męczymy na naszym kilkunastoletnim już staruszku, obdarowały nas nowym sprzętem komputerowym. Przyniosło to ze sobą pewne komplikacje, bo przecież nie może tak być, żeby od razu wszystko działało jak trzeba, poza tym: nowy system, niemal dziewiczy dysk, trzeba było zainstalować parę niezbędnych do życia aplikacji i jakoś dobrać się do moich starych zasobów, choćby fotograficznych. Ale zaczynam wreszcie opanowywać sytuację :)


Bransoletka jest dodatkiem do prezentu urodzinowego dla mojej średniej córki. W najbliższym czasie pojawi się z pewnością więcej rzeczy dla niej, bo mamy dość gorący rok. Niedawno była osiemnastka (impreza dopiero przed nami), potem jeszcze studniówka, matura... Z tej okazji odkopałam nawet dawno nie używaną maszynę do szycia, a i z biżuterii też coś trzeba będzie pewnie zrobić :)
Ale wracając  do smoczej łuski. Wzór ostatnio dość popularny, kiedyś pokazała go Weraph na swoim blogu i właśnie jej instrukcją się posiłkowałam.


Łuski są trochę niesforne, a to dlatego, że koraliki Long Magatama wcale nie są tak równe, jak mogłoby się wydawać i co sugeruje ich cena. Ale taki rozczochrany smok też ma swój urok.


Wężowe zapięcia są bardzo efektowne i od dawna miałam na nie ochotę. Kiedy pojawiły się w Kadoro, mocno musiałam się pilnować, żeby nie zakupić wszystkich od razu. Tu wykorzystałam to większe w srebrnym kolorze.


Brzuszek zrobiłam z TOHO 8/0 Ceylon Smoke, a grzbiet z Long Magatama Opaque Jet.
Kiedy moje pozostałe dziewczyny zobaczyły tę bransoletkę, to od razu usłyszałam: "fajna, ja też taką chcę", tak więc w niedalekiej przyszłości możecie spodziewać się kolejnych :)

To na koniec jeszcze trochę zimy. Odrobinę spóźniona, ale jeszcze załapała się na Święta! Ranek drugiego dnia Świąt przywitał nas bielą. Tak to wyglądało w piątek rano:



Tak już wyglądał taras wieczorem:


A to już sobota rano (te same miejsca, co w piątek):



Teraz już nie sypie, ale za to jest niezły mrozik, więc trochę nas ta biel jeszcze pozachwyca :)

wtorek, 23 grudnia 2014

Biel ze złotem

Z naciskiem na biel.
Ponieważ moja ostatnia praca, którą jakimś cudem udało mi się skończyć przed Świętami mieści się w ramach kolorystycznych szufladowego wyzwania "Biel i złoto", więc postanowiłam ją zgłosić. Tak, żeby nie wyjść z wprawy, bo bardzo dawno nie zrobiłam nic na wyzwanie.


Jest to komplecik, jakie już u mnie były tu i tu. Ale tym razem w kolorze białym perłowym ze złotymi wykończeniami.


Tak, jak i poprzednio wykonane sznurem prostym na 4 koraliki w rzędzie. Naszyjnik z piętnastek, bransoletka: 2x15/0 + 2x11/0, taka mini celinka.


Miałam problem, bo skończyły mi się końcówki i nigdzie nie mogłam znaleźć odpowiednich. Jednak przekonałam się, że w trudnych chwilach mogę na Was liczyć i dzięki Ani udało mi się upolować je w Artfanie. A teraz pojawiły się także w Korallo, o czym poinformowała mnie Betka. Bardzo Wam obu dziękuję :)
Miałam chęć na sesję na jodełce, ale od kilku dni tak wieje, że się nie dało. Ognik okazał się stabilniejszy:


Komplecik pomimo zastosowanej kolorystyki wcale nie ślubny. W zasadzie to dwa identyczne komplety. Jeden dla Mamy, drugi dla Córki.


Przy okazji chciałam pokazać coś jeszcze. W zasadzie z tej samej półki. Ten łososiowy naszyjnik wykonany jest z piętnastek sznurem na trzy w rzędzie. Cieniej już się nie da.




Ja wprawdzie nadal twierdzę, że to już nie wygląda tak dobrze, że za dużo widać kordonka, ale zostałam o niego poproszona przez kogoś, komu nie potrafię odmówić, więc uległam, Tak to wygląda z bliska:


No to jeszcze użyte koraliki: TOHO Opaque-Lustered White 15/0 i 11/0 oraz TOHO Inside-Color Rainbow Crystal-Salmon Lined 15/0. Wszystkie wykończenia pozłacane.

To już moje ostatnie wejście tutaj przed Świętami, więc chciałabym życzyć Wam wszystkim bardzo Wesołych Świąt. 

(Obrazek pochodzi ze strony Kartki.pl)

sobota, 20 grudnia 2014

Candy rocznicowe

Witam Was jubileuszowo :)
Tak się złożyło, że już całkiem niedługo, bo za miesiąc ten blog będzie obchodził swoje pierwsze urodziny. Nie jest to może rocznica zbyt imponująca, ale od czegoś trzeba zacząć, prawda? Statystyki, które w tym czasie osiągnęłam zaskoczyły mnie bardzo miło. Nie spodziewałam się, że tak szybko zyskam całkiem spore grono stałych "zaglądaczy", że napiszę aż tyle postów i że w ogóle wytrwam. Z pewnością jestem tu jeszcze głównie dzięki Wam, którzy macie ochotę czytać i komentować moje wypociny. Chciałam Wam jakoś podziękować za to, że utrzymujecie mnie w tej wirtualnej przestrzeni i dlatego z tej okazji chciałabym zaproponować małą rozdawajkę.
Ponieważ jestem kompletnie zielona w tym temacie, to poprosiłam Was kiedyś o pomoc w wyborze przedmiotu tejże rozdawajki, niestety jakoś bez odzewu:( Musiałam więc sama zdecydować. Postanowiłam, że do rozdania będzie coś z biżuterii wykonane przeze mnie w technice wire-wrapping. Tak sobie wymyśliłam, bo okazało się, że niewiele spośród zaglądających do mnie osób miało z tą techniką do czynienia. Nie przygotowałam żadnej konkretnej rzeczy, bo nie mam pojęcia, co by się Wam najbardziej spodobało. Nie prowadzę działalności komercyjnej i wykonywanie czegoś, co mi później będzie zalegało nie ma większego sensu. Dlatego wybór konkretów pozostawiam samym zainteresowanym. I UWAGA! będzie to element obowiązkowy! Ponieważ do szału doprowadzają mnie sytuacje, gdy na moje pytanie "co wolisz?" dostaję odpowiedź "wszystko mi jedno", albo jeszcze lepiej "co ci bardziej pasuje", to zgłaszając się do candy musicie określić co chcecie otrzymać. Czy mają to być kolczyki, wisior, bransoletka, a może coś jeszcze innego, jakie kolory kamieni i z jakiego drutu (miedź, mosiądz, srebro, kolorowy...) Oczywiście możecie odwołać się do którejś z moich dotychczasowych prac wrappkowych, które można obejrzeć tutaj. Nagrodą w zabawie nie byłyby dokładnie te prace, gdyż prawie wszystkie mają już swoje miejsce na ziemi, ale zawsze mogę wykonać coś podobnego :) Ten punkt regulaminu pozwoli mi również trochę lepiej Was poznać.
A oto banerek:


Zasady Candy:

  • czas trwania: od teraz do 20.01.2015 do godz. 10.08  (jest to dokładna rocznica publikacji pierwszego posta)
  • nagrodą będzie element biżuterii wykonany przeze mnie w technice wire-wrapping po wyłonieniu zwycięzcy i według jego (jej) preferencji
  • chęć udziału wyrażacie w komentarzu pod tym postem
  • obowiązkowo deklarujecie co chcecie otrzymać! zgłoszenia niespełniające tego warunku nie będą brane przeze mnie pod uwagę przy wyłanianiu zwycięzców
  • nie musicie dołączać do moich obserwatorów, ale będzie mi miło jeśli zostaniecie ze mną na dłużej
  • banerek (do pobrania powyżej) z linkiem do tego posta możecie zamieścić u siebie na pasku bocznym, ale nie będę tego weryfikować
  • w przypadku komentarzy anonimowych proszę o pozostawienie jakiegokolwiek namiaru na siebie w sieci (blog, strona, profil na portalu społecznościowym, email)
  • wyniki postaram się ogłosić w ciągu max 24 godzin
W celu zachowania większej przejrzystości nie będę odpowiadać na komentarze, chyba, że któryś z nich będzie wymagał poprawki.
Jeszcze raz bardzo dziękuję Wam za to, że jesteście ze mną :D

niedziela, 14 grudnia 2014

Wyróżnienie za choinkę

Witam!
Dziś będę się chwalić. Nie swoimi dziełami, tylko moim zdolnym dzieckiem :) Dwa dni temu Szuflada ogłosiła wyniki wyzwania :Małe Szufladki - Choinka" i mojej córce Zosi dostało się jedno z wyróżnień za jej gumkową choinkę.


Obie bardzo dziękujemy i nie możemy się doczekać kolejnego wyzwania.

czwartek, 11 grudnia 2014

Znowu przerywnik

Nie wiem, czy też się Wam tak zdarza, czy to tylko ze mną jest coś nie tak. Właśnie złapałam się na tym, że mając rozgrzebanych kilka projektów, które wypadałoby pokończyć w tym roku i dwa jeszcze niezaczęte, które muszę skończyć przed Świętami, ja pod wpływem nagłego impulsu wyciągam koraliki i robię coś całkiem innego. Niby nic wielkiego, jeden wieczór i gotowe. Ale mimo wszystko powinnam jednak robić coś zgoła innego. W ogóle ostatnio mam problem, żeby skupić się na tym, co powinnam, stale myśli uciekają mi gdzieś w dal. To chyba przez pogodę i te egipskie ciemności za oknem. O tej porze roku, kiedy dni są tak krótkie, a nie ma śniegu, przez co jest jeszcze ciemniej - taka pogoda nie wpływa zbyt dobrze na psychikę. Wcale się nie dziwię, że podczas nocy polarnej ludzie zaczynają fiksować.
Dobra, już nie marudzę, tym bardziej, że jakby na przekór moim słowom właśnie wyszło słoneczko. No to idę trochę fotek popstrykać póki się da, bo ostatnio słoneczko to w końcu rzadkość.
A wracając do tematu... Założyłam ostatnio bluzeczkę (nota bene mam ja od lat i bardzo lubię w niej chodzić), która ma trochę nietypowy kolor - ni to morski, ni to niebieski i w dodatku dość spory dekolt, który pasowałoby czymś zapełnić. Szali ani apaszek raczej nie noszę, pozostaje więc naszyjnik. Okazało się, że w takim kolorze mam tylko kulkowe dyndadełka do tego lariatu. Pod zimową kurtkę lariat nie jest najwygodniejszym rozwiązaniem, a że zostało mi jeszcze trochę tych niebieskich koralików, to wymyśliłam sobie alternatywny naszyjnik. Prosty sznur na 5 koralików w rzędzie, krótki, ale nie za bardzo, taki w sam raz do dużego okrągłego dekoltu. Robótka akurat na jeden wieczór:


Wkleiłam go w magnetyczne zapięcie, żeby było wygodnie:


W słoneczku pięknie się błyszczy:


Użyte koraliki to Preciosa Rocaille 10/0 w kolorze Opaque-Lustered Med Blue. Naprawdę śliczny kolorek.

Kiedy robiłam dziś zdjęcia, zauważyłam, że te parę dni z przymrozkami nie zrobiły większego wrażenia na moich różyczkach przed domem, które kwitną sobie w najlepsze:



Czy to aby nie przesada, żeby w połowie grudnia kwitły róże?

wtorek, 9 grudnia 2014

Drobiażdżki

Własnie tak. Bo nawet określenie ich "drobiazgami" to lekka przesada.
W szkole u córki były Mikołajki, takie losowane. Po skompletowaniu prezentu dla koleżanki stwierdziła, że jeszcze coś by się tam przydało. Postanowiłyśmy więc, że zrobię kilka charmsików na dokładkę. Niestety nie było czasu na zrobienie im porządnych zdjęć, więc tylko kilka takich spod lampki.
Udało mi się wydziergać trzy sztuki. Na więcej nie miałam siły ani czasu.
Złotą gwiazdkę:


Kobaltowo srebne serduszko:


I kobaltowo złoty prezencik:


Gwiazdka według popularnego schematu na rozgwiazdę. Serduszko i prezencik ściegiem CubicRAW według własnego (zeszłorocznego) pomysłu. Wszystkie malutkie - żaden charmsik nie przekracza 2 cm.


Każdy drobiażdżek otrzymał karabińczyk w stosownym kolorze. Żeby nie pogubiły się wśród reszty prezentu zostały przypięte do małej kartonowej choineczki:


Jeszcze tradycyjnie wykorzystane materiały: koraliki TOHO: PFG Starlight (15/0 i 11/0), PFG Aluminium (11/0), Silver Lined Cobalt (11/0) i 4 mm szklane kulki w kolorze kobaltowym.
Wybaczcie mi jakość zdjęć, ale dzień jest zdecydowanie za krótki, w domu to nawet bieganie z drabiną a`la Danusia mi nie pomoże, tak jest mroczno, a odpowiednich lamp, o namiocie nawet nie wspominając niestety nie posiadam. Muszę się więc zadowolić kawałkiem biurka sprzed komputera i halogenową biurkową lampką :(